Ks. Robert Kwatek – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo Boże.

1. Kim jesteś? Kim będziesz?

Ile to już razy w ciągu swojego życia słyszeliśmy takie pytania? Od najmłodszych lat powracają one jak refren przy różnych okazjach. Mała dziewczynka strojąc lalki w kolorowe sukienki odpowiada, że będzie piękną królową, gwiazdą filmową, sławną piosenkarką. Chłopiec bawiąc się wozem strażackim odpowie, że chce być strażakiem, kiedy indziej może chciałby być dzielnym wojownikiem lub sławnym piłkarzem. Ważne jest to, że już od najmłodszych lat pojawia się w nas świadomość owego powołania: żyć, to znaczy stawać się kimś!

W młodości dziecięce marzenia podlegają weryfikacji w konfrontacji z odkrywanymi w sobie uzdolnieniami i ograniczeniami intelektualnymi i fizycznymi, a także z zewnętrznymi warunkami życia. Nie zmienia się jednak istota w powracającym na progu dojrzałego życia pytaniu: Kim jesteś? Kim chcesz zostać? Pierwsze ważne odpowiedzi muszą zostać udzielone już pod koniec gimnazjum. Istnieje też pewna presja ze strony rodziców i nauczycieli. Trzeba przecież wybrać kierunek szkoły średniej. Trzeba podjąć decyzję, która może zaważyć o całej dalszej historii życia. Podobnie jest na następnych etapach edukacji. Wybór szkoły, a później uczelni decyduje o przyszłym życiu. Ale o jaką przyszłość mamy się troszczyć?

Na spotkaniu w czasie rekolekcji szkolnych młody człowiek o wyzywającej postawie anarchisty z nieco złośliwym uśmieszkiem na twarzy zadał kapłanowi tendencyjne pytanie: Czym będzie koniec świata z punktu widzenia egzystencjalisty? Egzystencjalizm to filozofia, a także sposób życia, uwzględniający tylko obecne życie na ziemi, czyli właśnie doczesną egzystencję. Dla wyznawców takich przekonań w życiu liczy się tylko korzyść doczesna, bo przyszłość człowieka jest ograniczona i kończy się z momentem śmierci, a przyszłość świata znajduje swój finał w jego ostatecznym unicestwieniu. Czym więc dla egzystencjalisty będzie koniec świata? Czy dowodem na to, że warto umierać bo i tak życie było pełne satysfakcji? Odpowiedź księdza była inna. Dla ludzi żyjących tylko chwilą obecną koniec świata będzie wielkim zaskoczeniem. Przekonają się bowiem, że życie trwa dalej w wieczności, a oni są zupełnie do niej nieprzygotowani.

Przyszłość człowieka nie ogranicza się tylko do kilkudziesięciu lat egzystencji na ziemi. Dzięki Objawieniu wiemy, że człowiek jest stworzony by żyć wiecznie. Nasza przyszłość nie jest ograniczona czasem i właśnie do takiej ostatecznej i wiecznej przyszłości powinniśmy się dobrze przygotować.

Na tym polega nieoceniona wartość udzielonego na przez Pana Boga daru Wiary, że uświadamia nam ona prawdę o życiu wiecznym. Dzięki Wierze wiemy, że czeka nas przyszłość wykraczająca poza wiek życia na ziemi. Dzięki Wierze wiemy także, że życie na ziemi jest niczym innym jak tylko etapem przygotowującym nas do wieczności. Wiara poucza nas, że jesteśmy wezwani do życia w Królestwie Bożym w niebie. Dlatego oprócz nauki w prestiżowych szkołach i uniwersytetach dających gwarancję nienajgorszej przyszłości na ziemi, warto przede wszystkim być uczniem w Szkole Chrystusa, która otwiera możliwość osiągnięcia sukcesu w życiu wiecznym.

Na pytanie: Kim jestem? Kim będę w przyszłości można odpowiedzieć na wiele sposobów. Wszystko zależy właśnie od owej „przyszłości” do której się zmierza, którą wybiera się za cel swojego życia. Jaka jest na chwilę obecną nasza odpowiedź na te pytania? Czy umiemy jasno określić, kim jesteśmy? Jaką wybieramy przyszłość? W jakiej szkole życia pobieramy dziś nauki?

2. Kościół, czyli szkoła Chrystusa.

Kiedy zwiedza się gmachy słynnych szkół i uczelni zawsze zwraca uwagę miejsce zwane Izbą Pamięci. To sala, w której zgromadzone są pamiątki związane z osobą założyciela, profesorów, a także uczniów, którzy po ukończeniu nauki osiągnęli sukces w dalszym swoim życiu. Taka Izba Pamięci jest świadectwem wielkich i szlachetnych idei tworzących intelektualne i duchowe fundamenty szkoły oraz istotnych wydarzeń, które na przestrzeni historii przyczyniały się do ukształtowania wybitnych osobowości mających zazwyczaj później wpływ na losy miasta, kraju, a nawet świata. Miejsce to uświadamia uczniom, jakim wyróżnieniem dla nich jest możliwość uczenia się w tak wybitnej szkole, a jednocześnie jak wielkie podejmują zobowiązanie zachowania i kontynuowania jej szczytnych tradycji.

Na początku naszego życia zostaliśmy ochrzczeni i tym samym zostaliśmy wpisani do wspólnoty Kościoła. Kościół jako Wspólnota Wiernych jest niczym innym jak Szkołą założoną przez samego Jezusa Chrystusa. On jest jej Założycielem. On jest jej pierwszym Nauczycielem. Kościół jest powszechny, a więc działa na we wszystkich zakątkach świata. Nie ma zatem jednego gmachu i nie ma jednej Izby Pamięci, która gromadziłaby wszystkie drogocenne świadectwa swej historii. Jednakże w każdym miejscu, gdzie Kościół działa, znajdziemy te same znaki i symbole wskazujące na korzenie jego istnienia.

W każdej świątyni znajdziemy wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego. Jest to nie tylko wyobrażenie Założyciela Kościoła. Jest to jednocześnie przypomnienie wszystkim najważniejszego dzieła jakiego dokonał Jezus dla wszystkich ludzi, szczególnie dla swoich uczniów. Dzieła Odkupienia i Zbawienia. Jest to również przypomnienie, że On sam potwierdził swoją naukę świadectwem życia i śmierci. Jego nauczanie nie jest więc teoretyczną koncepcją naukową lecz prawdą udokumentowaną faktami historycznymi.

W każdej świątyni, znajdziemy także Pismo Święte. To zapis historycznych wydarzeń w których dokonywało się zaplanowane przez Pana Boga dzieło zbawienia. Najważniejszymi z tych faktów są wydarzenia związane z życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Są one zapisane w Ewangeliach i stanowią fundament nasze Wiary. Pismo Święte zawiera także naukę o umiejętności życia i postępowania według woli Bożej. Opanowanie tej sztuki czyni człowieka godnym udziału w Królestwie Bożym w niebie.

W każdej świątyni na obrazach, rzeźbach, w księgach zawierających żywoty świętych i napisanych przez nich dziełach znajdziemy także świadectwa życia wielkich uczniów Jezusa Chrystusa. Tych , którzy przyjęli Jego naukę i wprowadzili ją w swoje życie. Tych, którzy podjęli trud przyswojenia sobie umiejętności życia według wymagań jakie stawia Nauczyciel – Jezus Chrystus i naśladując Go stali się do Niego podobni. Oni swoim życiem, a czasem także i śmiercią, potwierdzają, że Kościół jest rzeczywiście Szkołą Chrystusa działającą w każdym czasie i w każdych okolicznościach historycznych. Że Kościół na przestrzeni dwóch tysięcy lat swego istnienia nieustannie konsekwentnie i skutecznie prowadzi wiernych do świętości w Królestwie Bożym w niebie. Dlaczego tak jest?

Dlatego, że każda świątynia jest nie tylko swego rodzaju „Izbą Pamięci” powszechnej Szkoły Chrystusowej. Jest to nie tylko miejsce, w którym przez lekturę Pisma Świętego, świadectwa wielkich uczniów Chrystusa i pamięć o ich dziełach można nauczyć się szczytnej tradycji, aby ją naśladować. W świątyniach Kościoła, poprzez dar sakramentów świętych, a szczególnie przez Eucharystię, jest obecny sam Nauczyciel. Każdy może spotkać się z nim osobiście. Każdy może doświadczyć Jego mądrości, miłości i miłosierdzia. Każdy ma możliwość przyjąć dar łaski uświęcającej, która przemienia życie człowieka czyniąc go coraz wierniejszym Uczniem Chrystusa i obywatelem Królestwa Bożego.

Jednak nie wszyscy wchodzący do świątyni doświadczają osobistego spotkania Jezusem. Obecność Nauczyciela staje się jawna, oczywista i doświadczalna duchowo tylko dla wiernych, wytrwałych i prawdziwie zaangażowanych uczniów. Nie każdy zaś kto chodzi do kościoła jest uczniem Chrystusa.

3. „Chodzić do szkoły”, czy „być uczniem”?

W tym miejscu koniecznie trzeba zwrócić uwagę na różnicę jaka istnieje pomiędzy „chodzeniem do szkoły”, a „byciem uczniem”. Można bowiem zostać zapisanym do szkoły nawet wbrew sobie. Można z przymusu tylko chodzić do niej i pozostać zupełnie biernym wobec proponowanych zajęć oraz wykładanej nauki. Ileż to razy zdarza się, że uczniowie spędzają w szkole kolejne miesiące, a nawet lata lecz wiedzy jakby im nie przybywa. Okresowe sprawdziany, czy też końcowe egzaminy ujawniają w takich przypadkach smutną prawdę o braku spodziewanego rozwoju. Samo chodzenie do szkoły jeszcze niczego nie załatwia. Taka zewnętrzna przynależność nie czyni z osoby wpisanej na listę szkoły jej ucznia we właściwym znaczeniu tego słowa.

Uczeń, to ktoś, kto sercem przyjął owe fundamentalne prawdy i zasady myślenia, patrzenia, a także działania jakie przyświecały Założycielowi i jakie przekazywali nauczyciele. Uczeń to najmłodsza latorośl potężnego drzewa zakorzenionego w tradycji, w którego krwioobiegu krążą te same ożywcze wartości, które od wieków wypływają z korzeni. Tylko taka latorośl może owocować tworząc żywą historię szkoły. Przywołajmy słowa samego Nauczyciela – Jezusa Chrystusa: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go]uprawia.(…) Trwajcie we mnie, a Ja w was [będę trwać}. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we mnie trwać nie będziecie ( J 15,1.4).

Odczytując te słowa w kontekście przynależności do Kościoła, czyli Szkoły Chrystusa musimy wyraźnie podkreślić, że Nauczycielowi nie zależy tylko na wpisaniu kolejnych osób na listę. Pan Jezus nie zadowala się formalną przynależnością osoby do wspólnoty chrześcijan. Zapraszając do grona uczniów domaga się autentycznego zaangażowania serca w życie i rozwój ducha, który proponuje Kościół.

Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Ogromna większość ochrzczonych przejawia raczej postawę owej wspomnianej powyżej bierności niż żarliwego zaangażowania. Na pytanie o wiarę najczęściej odpowiadają nieokreślonym mruknięciem i przepraszającym uśmiechem. Zaledwie pamiętają podstawowe modlitwy wyuczone na pamięć jeszcze przy okazji przygotowania do Pierwszej Komunii. Raczej nie można się po nich spodziewać znajomości Pisma Świętego. Na pytanie o udział we Mszy świętej odpowiadają właśnie tym znamiennym stwierdzeniem: „chodzę do kościoła”. Życie sakramentalne w ich przypadku przypomina raczej wegetację na minimalnym poziomie niż pełny rozkwit i owocowanie. Zresztą poruszanie takich tematów w rozmowie – nawet przez kapłana – wydaje się im zupełnie niestosowne. Bywa, że obrażają się, jeśli poruszy się ten zbyt drażliwy dla nich temat.

Natomiast już zupełną pomyłką jest to, co zazwyczaj niestety dzieje się z młodymi ludźmi po przyjęciu sakramentu bierzmowania. Ów sakrament, zwany także sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej, jest swego rodzaju „maturą” w Chrystusowej Szkole. Z jednej strony jest potwierdzeniem, że bierzmowany opanował umiejętność samodzielnego świadomego korzystania z udostępnianych przez Kościół możliwości rozwoju duchowego, z drugiej strony – dzięki udzielonym darom Ducha Świętego – jest to zaproszenie do dojrzałego świadomego i pełnego zaangażowania w życie Kościoła. Zupełnym nieporozumieniem jest więc swego rodzaju „uciekanie” z życia Kościoła i od praktyk religijnych tych, którzy szczęśliwie przeżyli obrzęd bierzmowania. Przeżyli obrzęd, ale czy rzeczywiście przyjęli dary Ducha Świętego. Sytuacja ta jest najbardziej wyraźnym sygnałem, że całe przygotowanie odbywało się w postawie owej wspomnianej bierności.

Jeśli niektórym wydaje się, że na Sądzie Ostatecznym wystarczy wylegitymować się zaświadczeniem o chrzcie i bierzmowaniu żeby dostać się do nieba to mogą się boleśnie rozczarować. Owszem przyjęcie tych sakramentów jak najbardziej ma znaczenie wobec Najwyższego Niebieskiego Trybunału, lecz nie z powodu ich „zaliczenia”, a raczej szansy jaką one otwierają dla dalszego rozwoju ku świętości. Przedstawienie takowych „zaświadczeń” może więc paradoksalnie okazać się okolicznością obciążającą, jeśli zainwestowana w człowieka łaska nie została wykorzystana. Znamy przecież przypowieść o talentach. Oto co odpowiedziano słudze, który przy końcowym rozliczeniu oddał tylko to, co kiedyś otrzymał: ”Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem kto ma, będzie dodane, tak ze nadmiar mieć będzie, Temu zaś kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w – ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów Mt 25, 26-30.

Nie bez znaczenia jest tu fakt, że słowa te poprzedzają w Ewangelii właśnie opis Sądu Ostatecznego. Według tego opisu karę potępienia otrzymali nie ci, którzy popełnili w życiu grzechy, lecz ci, którzy mogąc uczynić wiele dobra pozostali całkowicie bierni (por Mt 25, 31-44). Trzeba mieć świadomość tej nowej Ekonomii Zbawienia. Grzechy ludzi zostały zgładzone Ofiarą Jezusa Chrystusa. To, co pozostaje niewybaczalne to opieszałość w miłości, gdy jest ona już możliwa dzięki Odkupieniu. Zapisani do Szkoły Chrystusa nie mogą się usprawiedliwiać niemożnością wypełnienia zaleceń Pana Jezusa. On do praktykowania dzieła miłości uzdalnia wszystkich, którzy do Niego przychodzą. Opieszałość jest zatem wyrazem lekceważenia wobec dzieła Odkupienia. Jest lekceważeniem wobec całego życia Jezusa Chrystusa, a szczególnie wobec jego Ofiary życia złożonej na krzyżu.

Potrzeba więc prawdziwego zaangażowania i jak najpełniejszego uczestnictwa w zajęciach Szkoły Chrystusowej. Jak zatem można je osiągnąć? Jaką postawę przyjąć, by we właściwy sposób wykorzystać szansę, którą jest przynależność do Kościoła? Wydaje się, że pierwszym – podstawowym warunkiem zaangażowania – jest postawa ewangelicznego ubóstwa.

4. Błogosławieni ubodzy w duchu

W Ewangelii według św. Mateusza czytamy: Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie» Mt 5,1-3.

Pan Jezus wypowiedział to Błogosławieństwo patrząc na swoich uczniów i wszystkich, którzy Go wtedy słuchali. Ludzie ci pozostawili swoje domy, być może warsztaty pracy i pola. Poprzez wyjście ze swoich środowisk i pójście za Jezusem stali się faktycznie ubogimi materialnie i duchowo. Przestali bowiem słuchać tego świata i zostali pozbawieni dochodów i wpływów w tym świecie. Przestali myśleć w kategoriach zysku doczesnego i rzeczywiście utracili wiele korzyści, jakie mogliby osiągnąć pozostając w swoich kręgach. Zerwali w jakiś sposób więzi rodzinne, sąsiedzkie przyjacielskie i weszli w zupełnie nowe środowisko kształtowane słowem przez Nauczyciela z Nazaretu. Pójście za Chrystusem okazało się dla nich rzeczywistą stratą w tym świecie i przez to znaleźli się w rzeczywistej materialnej i duchowej – względem swego środowiska – biedzie. Stali się innymi ludźmi – ludźmi w jakiś sposób już nie należącymi do tego świata.

Paradoksalnie jednak właśnie ta sytuacja praktycznie przeżywanej biedy okazała się dla nich błogosławieństwem, ponieważ oczyszczeni w ten sposób stali się podatni i otwarci na nowe wartości, które przyniósł Zbawiciel. Stali się jakby pierwszoklasistami rozpoczynającymi naukę w zupełnie nowej szkole. Stali się oczyszczoną z chwastów glebą, która może przyjąć zdrowe ziarno nauki Chrystusa i wydać stokrotne plony.

Ubóstwo jest warunkiem każdego rozwoju. Prawdę mówiąc, aby być uczniem jakiejkolwiek szkoły – nie tylko Szkoły Chrystusa – kandydat musi u samego progu edukacji przyjąć postawę człowieka ubogiego, wewnętrznie oczyszczonego z różnych przypadkowych wcześniej zasłyszanych wiadomości, domysłów, własnych kalkulacji, osobistych założeń . Jeśli porównać szkołę do źródła wiedzy i mądrości, a uczniów do naczyń, które można napełnić czerpiąc z owego źródła, to oczywiste jest, że naczynie można napełnić tylko w takim stopniu w jakim jest ono na początku puste. Wewnętrzne ubóstwo jest podstawowym warunkiem przyswajania jakiejkolwiek nauki. Warunkiem absolutnie bezwzględnym w Szkole Chrystusa, w której uczymy się umiejętności życia w królestwie Bożym.

Postawa duchowego ubóstwa to najpierw zgoda na zdecydowane odrzucenie założeń i domysłów oraz ludzkich kalkulacji co do samego Pana Boga oraz zbawienia i życia wiecznego wyniesionych z tego świata. Zauważmy ile ich jest! Niewiadomo dlaczego cały czas wielu ludziom wydaje się, że Pan Bóg to albo stary dobroduszny dziadek z długą siwa brodą, albo odwrotnie – nieprzystępny tyran zawistnie prześladujący ludzi. Czy starają się odrzucić fałszywe stereotypy i poznać prawdę? Iluż osobom uważającym się za wierzących wydaje się, że wystarczy biernie „chodzić do kościoła” albo wręcz zupełnie nie chodzić i w ogóle nic nie robić w dziedzinie wiary a i tak zostaną zbawieni? Ubóstwo to pokorne przyznanie się do niewiedzy w tej dziedzinie i prośba o pouczenie, które pozwoli poznać prawdę o Bogu i uczynić mądrze następny krok w życiu. To postawa ucznia pytającego z potrzeby serca o prawdę życia i uważnie słuchającego słów przynoszących sercu oświecenie.

Duchowe ubóstwo to przyznanie się do nieumiejętności życia w przyjaźni i miłości z Bogiem i z ludźmi i stopniowe naśladowanie Mistrza – Jezusa Chrystusa w Jego przyjaźni i miłości. Tymczasem dziś wszystkim wydaje się, że właśnie w dziedzinie przyjaźni, a zwłaszcza miłości są ekspertami. Ileż osób rzeczywiście przyjmuje płynące od Chrystusa, a przekazywane przez Kościół, pouczenie o czystości serca, o unikaniu zmysłowego podejścia do miłości, o zachowaniu wstrzemięźliwości seksualnej przed małżeństwem, o wierności w małżeństwie? Wszystkie te pouczenia w większości przypadków przyjmowane są z lekceważeniem lub wręcz z wyraźną drwiną, bo „każdy sam najlepiej wie, co to jest miłość”. Wszyscy przecież nie jeden raz widzieli miłość w telewizji. Czy potrzebują jakiegokolwiek pouczenia? I tak bez postawy ubóstwa ludzkie serca pozostają w ciągłym niedorozwoju wobec przyjaźni i miłości.

I wreszcie ubóstwo oznacza także duchową wolność wobec dóbr materialnych. Wolność wobec panującego dziś w świecie konsumpcyjnego stylu życia, według którego wartość człowieka mierzy się siłą nabywczą jego pieniędzy i w rezultacie stanem posiadania. Ubóstwo stawia prymat wartości „być!” względem „mieć!”. Ta wolność potrzebna jest, aby bardziej troszczyć się o kondycję ludzkiej duszy niż zadowolenie hodowanego w sobie konsumenta.

Jedno zdanie Nauczyciela skierowane do uczniów: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie jest zaproszeniem i jednocześnie obietnicą. Zaproszeniem do całkowitego przewartościowania zasad życia i jednocześnie obietnicą nagrody dla tych, którzy dokonując tego przewartościowania stają się prawdziwie uczniami Chrystusa. To wskazanie drogi na szczyt i zapewnienie, że szczyt wypełnia całą przestrzeń życia po wieczność. Pozostaje powtórzyć hasło: Bądźmy uczniami Chrystusa!