Ks. Adam Bednarczyk – MODLITWA PAŃSKA

MODLITWA PAŃSKA

1. WSTĘP

     Na wstępie tych rozważań musimy uświadomić sobie czym w swojej istocie jest modlitwa „Ojcze nasz”. „Tradycyjne wyrażenie ‘Modlitwa Pańska’ (to znaczy ‘Modlitwa Pana’) oznacza, że modlitwy do naszego Ojca nauczył nas i dał nam ją Pan Jezus. Ta modlitwa pochodząca od Jezusa jest rzeczywiście jedyna: jest ‘Pana’. Z jednej strony, przez słowa tej modlitwy Jedyny Syn przekazuje nam słowa, które dał Mu Ojciec: On jest nauczycielem naszej modlitwy. Z drugiej strony, jako Słowo Wcielone, Jezus zna w swoim ludzkim sercu potrzeby swoich braci i sióstr oraz objawia je nam: On jest wzorem naszej modlitwy” 1. Kiedy więc sięgamy po słowa „Modlitwy Pańskiej” musimy zdawać sobie sprawę, że bierzemy w swoje dłonie „potężny oręż”: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr4,12n).
Aby ten niezwykły „oręż słowa” okazał się skuteczny w walce o nasze zbawienie, należy spełnić kilka warunków:

1. Człowiek nazywający Boga „Ojcem” musi mieć świadomość wagi treści, jakie wypowiada ustami. Sam Jezus pouczył nas o Źródle, z którego pochodzi Jego nauczanie: „Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli…” (J17,8). „Modlitwa Pańska” ma więc za sobą przedziwną drogę. Swoją genezę zawdzięcza samemu Bogu – Ojcu wszelkiego stworzenia. Została objawiona przez Syna Bożego, który przekazał nam Ojcowski zamysł – Jego pragnienie, abyśmy „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” (Doksologia z liturgii mszalnej) nazywali Go: „Abba, Ojcze” (Rz8,15). Staje się to zaś możliwe dzięki pomocy Ducha Świętego, który „wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi” (Rz8,16). Modlitwa „Ojcze nasz” posiada w związku z tym przeogromną moc – siłę sprawczą, porównywalną z tą, jaką miało i ma wypowiadane wciąż stwórcze: „Niech się stanie!”. Warto już teraz, na początku naszej pątniczej drogi uświadomić sobie do jak wielkich i drogich treści sięgamy, wołając codziennie do Boga słowami „Modlitwy Pańskiej” – nazywając Go Ojcem.

 

2. Prawdziwy uczeń Chrystusa musi w związku z powyższym oczyścić swoją modlitwę z wszelkich znamion automatyzmu 2. Wynika to nie tylko z szacunku dla Słowa Pana, przez które „powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy…” (Ps33,6), ale także z poczucia godności człowieka jako dziecka Bożego, które ma świadomość tego, co służy jego zbawieniu i dlatego w taki a nie inny sposób prosi swego Ojca o konkretne dobra. Ujmując rzecz prościej – należy rozumieć, co wypowiadamy w poszczególnych prośbach, skierowanych przez nas do Boga. On wie – co prawda (to oczywiste!) – czego nam potrzeba w codziennych zmaganiach. Pragnie jednak, abyśmy – jako istoty rozumne – sami odczytywali co służy naszemu zbawieniu i o to rozpoznane przez nas dobro prosili. Aby bezcenny „oręż słowa”, dany nam przez Ojca w „Modlitwie Pańskiej”, okazał się skuteczny w naszym życiu, spróbujemy – w czasie tej pielgrzymki – przybliżyć sobie zrozumienie treści modlitwy, najczęściej chyba odmawianej przez każdego ucznia Chrystusa. Nasze refleksje będziemy wspierali nie tylko bogactwem tekstów biblijnych, ale wykorzystamy także naukę Katechizmu Kościoła Katolickiego.

3. Tym wysiłkom musi, jako warunek konieczny, towarzyszyć wiara modlącego się człowieka. Nie wystarczy bowiem zrozumienie słów, jakie wypowiadamy, a nawet poznanie Źródła, z którego one pochodzą. Często bowiem myślimy o wierze w kategoriach tylko rozumowych: wierzyć tzn. znać teologię; to znać i rozumieć dogmaty; to posiadać doskonałą wiedzę biblijną oraz znajomość dokumentów nauczania Kościoła… Wierzyć jednak, to ufać Temu, który wszystko wie lepiej od nas, gdyż jest Bogiem, i który pragnie dla nas tego, co dobre, gdyż jest naszym Ojcem. Zaufać Mu, tzn. pozwolić się prowadzić – nierzadko w ciemnościach naszej niewiedzy i nieumiejętności zrozumienia. Skoro więc Chrystus podsunął nam taką, a nie inną modlitwę, tzn. że nieprzypadkowy jest w niej układ siedmiu próśb – ich znaczenie oraz kolejność wypowiadania. W każdej z nich bowiem kryje się Boża logika, którą w duchu wiary mamy przyjąć bez zastrzeżeń 3.

 

4. Powiedzieliśmy sobie na początku tego rozważania, że modlitwa „Ojcze nasz” to także program, jaki mamy przyjąć w duchu wiary i jaki mamy realizować w naszej codzienności życia. Często myślimy o rozmowie z Bogiem, jak o pewnego rodzaju „pobożnej żebraninie”: „Panie Boże, daj! Panie Boże, spraw! Panie Boże, ratuj! Panie Boże, uczyń cud!” itd. Bóg jawi się nam wtedy na kształt bożka pogańskiego, którego pomocy człowiek przyzywa w różnych potrzebach życia, a otrzymawszy ją zapomina o źródle, z którego pochodzi posiadane przez niego dobro. Taki kontakt ze sferą bóstwa nie buduje żadnych więzi międzyosobowych. Stroną aktywną jest zawsze człowiek, a jedyną rzeczą jakiej wymaga bóstwo, aby okazać proszącemu swoją łaskawość, jest zewnętrzna ofiara, złożona mu w ramach obrzędów kultycznych. Bóg naszej wiary, dając nam „Modlitwę Pańską”, nie tylko wskazuje jak mamy wołać do Niego w różnych potrzebach codzienności, ale mówi do nas przez tę modlitwę i zaprasza do budowania Jego Królestwa – Królestwa Bożego w ramach tego świata. W ten sposób, dobrze przeżyta modlitwa „Ojcze nasz” staje się nie monologiem, ale dialogiem dziecka z Jego Ojcem. Bóg wzywa człowieka do walki o rzeczy dla niego najważniejsze, a człowiek, przyjmując rozumnie wezwanie, prosi o potrzebne łaski, aby mogło ono zostać zrealizowane w jego życiu.

Już teraz, na początku naszej wspólnej pątniczej drogi, postanówmy sobie, że będziemy pamiętali skąd pochodzi modlitwa, jakiej nauczył nas Jezus Chrystus. Postarajmy się również, aby była odmawiana przez nas z pełną świadomością tego, o co prosimy naszego Ojca. Módlmy się dla siebie nawzajem o łaskę wiary w przyjęciu treści wezwań, jakie odkryjemy pod szatą bardzo dobrze nam znanych słów „Ojcze nasz”. Prośmy także o pragnienie wprowadzenia tego, co rozpoznamy jako wolę Bożą względem nas, w codzienność naszego życia – tu na pielgrzymce i po powrocie z niej do domu.

ROZWAŻANIA

2. „OJCZE NASZ, KTÓRY JESTEŚ W NIEBIE…” (Mt6,9)
Źle się dzieje, jeśli człowiek, w momentach kluczowych dla jego życia, nie potrafi się skupić, skoncentrować, uświadomić sobie powagi chwili… Doskonale odczuwamy tę trudność wtedy, gdy chodzi o zdanie ważnego egzaminu np. kończącego naukę w gimnazjum, sprawdzającego wiedzę w ramach matury, czy też otwierającego nam drogę na wyższą uczelnię. Starsi spośród nas rozumieją, że nie można sobie pozwolić na chwile zapomnienia i bezmyślności, gdy ważą się losy pracy, o którą zabiegają; gdy zapadają decyzje, związane z odczytaniem życiowego powołania; gdy stają przed nimi wybory, których skutki duchowe, moralne czy materialne położą się cieniem na resztę ich życia… Często więc, jako istoty słabe, omylne, ograniczone, napominamy samych siebie: „Skup się! Weź się w garść! Myśl nad tym, co robisz!”. To wezwanie dociera do nas również z zewnątrz – ze strony ludzi, którym leży na sercu nasze dobro, szczęście, zbawienie. Nie dziw się więc, Drogi Bracie, Droga Siostro, że właśnie w ten sposób rozpocznę cykl refleksji nad treścią „Modlitwy Pańskiej”. „Skup się! Weź się w garść! Myśl nad tym, co robisz!”. Bardzo zależy mi na tym, aby ta krótka i dobrze znana modlitwa, którą rozpoczynamy każdy dzień pielgrzymowania, do której sięgamy podczas Eucharystii, codziennego różańca, Koronki do Miłosierdzia Bożego, nie była przez nas wypowiadana automatycznie, bez zastanowienia.

 

     1. Oto bowiem stajemy w obecności „Ojca”.

 

Dobrze będzie uświadomić sobie tę, jakże głęboką i ważną dla nas, prawdę. Wspomniałem na początku rozważania o momentach kluczowych dla życia ludzkiego, które staramy się przeżyć w sposób jak najbardziej świadomy. Istnieją również takie chwile w ramach każdego dnia. Dla nas ludzi wierzących nie ma istotniejszych i bardziej ważących o naszym życiu momentów jak te, w których zatrzymujemy się w obecności Boga – Źródła Dobra, z którego wypływa każde – nawet najmniejsze – ludzkie dobro. Warto więc „wziąć się w garść”, trzeba „myśleć nad tym, co się robi”, gdy rozpoczynamy naszą rozmowę z Ojcem, przyzywając Go słowami „Modlitwy Pańskiej”.
„Zanim uczynimy naszym to pierwsze wezwanie ‘Modlitwy Pańskiej’, dobrze będzie najpierw pokornie oczyścić nasze serce z niektórych fałszywych wyobrażeń ‘tego świata’. Pokora każe nam uznać, że ‘Ojca nikt nie zna, tylko Syn’ i ci, którym ‘Syn zechce objawić’, to znaczy ‘prostaczkowie’ (Mt11,25-27). Oczyszczenie serca dotyczy powstałych w naszej historii osobistej i kulturowej wyobrażeń ojca lub matki, które wpływają na naszą relację do 239 Boga. Bóg, nasz Ojciec, przekracza kategorie świata stworzonego. Odnosić nasze idee w tej dziedzinie do Niego lub przeciw Niemu, byłoby tworzeniem bożków po to, by je czcić lub burzyć” 4. Należy więc już teraz zastanowić się czy, wypowiadając na początku „Modlitwy Pańskiej” słowo: „Ojciec”, nie jesteśmy w naszym spojrzeniu na Boga niewolnikami pajęczyny złych skojarzeń, negatywnych doświadczeń z przeszłości lub postrzegania Go na sposób czysto ludzki. Jeśli tak jest – a to bardzo prawdopodobne – to znaczy, że podczas pielgrzymiej drogi musimy zdecydować się na szalenie trudny dla nas proces odkłamania wizji Boga, jaką świat zredukował w nas – do poziomu odrażającej karykatury. Naszym Przewodnikiem na tej drodze będzie Syn, który zna Ojca i zechce nam ukazać Jego tajemnicę, o ile zdecydujemy się być ludźmi prostego serca (por. Mt11,25-27).
Ewangelia według św. Marka ukazuje naszym oczom Jezusa, przeżywającego trwogę konania w Ogrodzie Getsemani. Z Jego ust padają słowa, zanotowane przez ewangelistę: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!” (Mk14,36). Jezus, w bardzo poważny sposób – z ogromnym szacunkiem, zwraca się do Tego, którego wolę pragnie wypełnić aż do końca. Jednak Jego modlitwa jest bardziej osobista i tkliwa niż nam się wydaje. Termin aramejski: „Abba” znaczy nie tyle poważne i szacowne: „Ojciec”, ile raczej dziecięce i czułe: „Tata” 6. Chrystus zwracał się w taki sposób do Boga po wielokroć i w różnych sytuacjach. Dla otaczającej Go elity narodu wybranego: faryzeuszów, saduceuszów, uczonych w Prawie, takie odnoszenie się do Boga było „czymś niepojętym, było skandalem” 7. A jednak Jezus wyraźnie daje do zrozumienia, że ci, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, mają prawo zwracać się do Ojca podobnie jak On i wołać: „Abba!”. Dobrze zrozumiał to Kościół pierwotny. Apostołowie bowiem z całą mocą dowodzą faktu usynowienia wierzących poprzez wskazanie na obecność w ich sercach Ducha Świętego (por. Gal4,6n; Rz8,15n).
Także dzisiaj, ludzie wiary, zachowują bardzo żywą świadomość prawa, jakie w odniesieniu do Boga, właściwe jest tylko dla Jego dzieci. Przysługuje im ono ze względu na Chrystusowe pouczenie: „Kiedy się modlicie, mówcie: ‘Ojcze’” (Łk11,2). Jeden ze współczesnych teologów napisał o głębi, zawartej w pojęciu „Ojciec”: „Nie ma piękniejszego słowa niż to właśnie, które może wyjść z ust człowieka; nie ma słowa lepiej wyrażającego miłość, która wypełnia serce człowieka; nie istnieje słowo pełniej wyrażające uczucie czułości i zaufania, opuszczenia i pocieszenia” 8. Nie idzie więc tutaj o żadną przenośnię – przez Chrystusa, naszego Brata i Odkupiciela, więzy jakie łączą nas z Ojcem przewyższają nawet związki krwi 9.
Czy człowiek wierzący mógłby więc zatrzymywać się tylko na dźwięku słów, bez wniknięcia w ich – jakże głębokie – znaczenie, które dla każdego ucznia Chrystusowego oznacza zawrotną perspektywę przynależenia do „Bożej Rodziny” i jednocześnie możliwość zwracania się do Tego, który jest naszym Bogiem, czułym: „Tato”? Tu nie ma miejsca na ludzkie kalkulacje i postawy zachowawcze! Łaska przybrania za synów przyzywa postawy radykalizmu w odwzajemnianiu miłości względem Boga. Nie ma bowiem równie zobowiązującego słowa jak: „Abba”, wypowiadane przez wierzącego. Musi on mieć świadomość, że do rzeczywistego dotknięcia tajemnicy bycia synem trzeba niesamowitego wysiłku – trzeba do tego miana dorastać. Pamiętaj więc o swojej godności, jaką daje ci Boże synostwo. Nie zapominaj również do czego ono zobowiązuje, aby wypowiadane przez ciebie słowo: „Ojciec”, nie było „wzywaniem imienia Pana Boga twego nadaremno”.

 

     2. „Ojciec nasz jest w niebie”.

 

Pierwsze wypowiedziane w „Modlitwie Pańskiej” słowo – „Ojciec” – zostaje dopełnione przez określenie: „który jesteś w niebie”. „To biblijne wyrażenie nie oznacza miejsca (‘przestrzeni’), lecz sposób istnienia; nie oddalenie Boga, ale Jego majestat. Nasz Ojciec nie znajduje się 326 ‘gdzie indziej’, On jest ‘ponad tym wszystkim’, co możemy zrozumieć z Jego świętości.” 10. Powiedzieliśmy już, że sam termin „Ojciec”, jaki odnosimy do Boga i jakim przyzywamy Jego pomocy, zobowiązuje nas, abyśmy dorastali do miana dzieci Bożych: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy” (1J3,2). Aby wyczulić nas na ogrom drogi, jaki mamy do przebycia, Chrystus ukazuje nam Ojca w Jego majestacie i wielkości. To właśnie znaczą słowa: „który jesteś w niebie” 11. Jeśli uświadomimy sobie przepaść, jaka istnieje pomiędzy Bogiem – Stwórcą wszechrzeczy i człowiekiem – jednym z wielu Jego stworzeń, to skutecznie przechodzi nam ochota, aby traktować Go w sposób pobłażliwy, z przymrużeniem oka czy też bez poszanowania Jego Ojcowskiej godności. Bóg nie jest dla nas „tatuśkiem” – nieszkodliwym, niedołężnym i sentymentalnym. Jest Bogiem, wobec którego drżeli święci Starego i Nowego Testamentu. Jest więc Kimś, kto także od nas domaga się należnej czci i szacunku.
Może ktoś z was powie: „Jak więc jest możliwe stanie się Jego dzieckiem? Czy słaby, grzeszny człowiek może przerzucić jakikolwiek pomost pomiędzy światem, w którym egzystuje – światem zła i grzechu a niebem – sposobem istnienia właściwym samemu Bogu? To przecież sprzeczność stawiać obok siebie dwa pojęcia tak bardzo różne: ‘Ojciec’ oraz ‘Ten, który jest w niebie’!” Tak, w pewnym sensie, masz rację! Czy więc „Modlitwa Pańska” zawiera wewnętrzną sprzeczność, jakiś ukryty błąd?! Otóż nie! My rzeczywiście jesteśmy w stanie dosięgnąć nieba! Możemy w związku z tym, bez żadnego nadużycia, wołać do Tego, który tam istnieje: „Abba!”. Jest to jednak możliwe tylko dzięki dziełu, jakiego dokonał Chrystus. To On stał się dla nas pomostem między ziemią i niebem. Patrząc na przepaść dzielącą te dwie rzeczywistości, mamy doświadczenie ogromu miłości Boga, „który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J3,16). To wypowiedziane w Ewangelii według św. Jana: „tak”, czyli mówiąc innymi słowy: „tak dalece”, „tak bardzo”, ukazuje nam wielkość troski Boga o każdego człowieka. Przepaść więc, dzieląca Stwórcę i stworzenie, którą człowiek uświadamia sobie bardzo wyraźnie, gdy wypowiada słowa: „któryś jest w niebie”, staje się przedziwnym przymiarem, zdolnym ukazać ludziom nie beznadziejność wysiłków, jakie mogłyby ludzkość na powrót złączyć z Tym, który jest Źródłem dobra i zbawienia, ale szaleństwo miłości Ojca, który przygarnia nas w Swoim Synu i w Nim pozwala nazywać Siebie: „Abba”.
Pomyśl, czy masz świadomość ogromu skierowanej do ciebie miłości Bożej? Co rodzi się w twoim sercu kiedy dostrzegasz dystans dzielący cię od Tego, „który jest w niebie”: rezygnacja i zniechęcenie, czy też pragnienie okazywania się już tu, na ziemi dzieckiem Bożym, by w pełni być nim w Królestwie Niebieskim? Czy świadomość prawa nazywania Boga czułym i na wskroś dziecięcym: „Tato” nie zwalnia cię – w twoim przekonaniu – od szacunku, jaki należy się Jego majestatowi?

 

     3. Bóg jest „naszym Ojcem” tzn. jestem jednym z wielu braci.

„… jeśli rzeczywiście modlimy się ‘Ojcze nasz’, wyzbywamy się indywidualizmu, ponieważ miłość, którą przyjmujemy, wyzwala nas z niego. Zaimek ‘nasz’ rozpoczynający Modlitwę Pańską, podobnie jak ‘my’ czterech ostatnich próśb, nie wyklucza nikogo. Aby był on wypowiadany w prawdziePor. Mt 5, 23-24; 6, 14-16. należy przezwyciężyć nasze podziały i różnice” 12. Człowiek zawsze posiadał i posiada nadal skłonność do traktowania siebie i swoich spraw jako rzeczywistości najważniejszych na tym świecie. Gniewa się więc i denerwuje, gdy ktoś obok myśli o swoim życiu w podobny sposób – no bo przecież nie może być dwóch słońc, wokół których wszystko się obraca. Dla przyjmujących taki punkt widzenia nawet rola Pana Boga zredukowana jest do funkcji ochroniarza, pocieszyciela czy też „ojczulka”, który reaguje na każdy grymas twarzy swego ukochanego dziecka – rozpieszczonego i skrajnie egoistycznego jedynaka. Taki Bóg jednak nie istnieje. Bóg naszej wiary, objawiający się poprzez słowa „Modlitwy Pańskiej”, wyraźnie daje do zrozumienia, że jest Ojcem niezliczonej liczby dzieci. Pragnie, abyśmy otrząsnęli się z egoistycznego przekonania, że można Go „mieć” do wyłącznej dyspozycji. Mamy otworzyć oczy na ludzi, którzy nas otaczają, wczuć się w ich sytuację życiową – niejednokrotnie obiektywnie trudniejszą niż nasza; szukać sposobów na tworzenie autentycznej jedności pomiędzy ludźmi; brać czynny udział w budowaniu wspólnoty z braćmi, których towarzystwo nie napełnia nas zachwytem – oto niektóre tylko z powinności jakie stają przed chrześcijaninem, pragnącym wypowiadać bez hipokryzji słowa „Ojcze nasz”.

   W jaki sposób walczysz w swoim życiu z egoizmem? Czy potrafiłbyś wskazać konkrety takiej walki tutaj – na pielgrzymce? Czy wielość dzieci „Bożej Rodziny”, ich różnorodność, jest dla ciebie powodem do radości, czy też rodzi smutek, wypływający z troski o to, że nie będziesz miał Ojca tylko do swojej dyspozycji?

1 KKK 2765.
2 Por. tamże, 2766.
3 Zob. Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II,83,9.
4 KKK 2786.
6 Zob. Paul Ternant, Ojciec, w: Słownik teologii biblijnej, red. Xavier Leon-Dufour, tł. Kazimierz Romaniuk, Poznań – Warszawa 19822, 626.
7 Andrea Gasparino, Ojcze nasz. Rozmowy z młodzieżą, tł. Ewa Ramz, Warszawa 1989, 8.
8 Eugenio M. Sonzini, Kiedy modlicie się…, tł. Ewa Ramz, Warszawa 1989, 17.
9 Zob. tamże, 9.
10 KKK 2794.
11 Zob. Andrea Gasparino, dz. cyt.,11.
12 KKK 2792.