Ks. Wojciech Osial – DEKALOG

Spotkanie z Bogiem najwyższą wartością naszego życia

„Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”

Czy Pan Bóg jest zazdrosny? Może się komuś wydawać, że rzeczywiście jest zazdrosny, skoro zastrzega sobie, abyśmy nie mieli innych bogów poza Nim samym. Takie myślenie nie jest jednak słuszne! Staje się to bardziej zrozumiałe, kiedy uświadomimy sobie, iż Panu Bogu chodzi jedynie o nasze dobro i szczęście. Bóg pragnie, aby nasze życie było cudowne! Prawda ta jest jedynym kluczem do zrozumienia przykazania: „nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Bóg chce być obecny w naszym życiu i zawsze nam pomagać. Inne rzeczy, które stają się często dla nas bożkami, zniewalają nas samych i komplikują nasze życie.
Hasłem naszej pielgrzymki jest zawołanie „Boże, bądź wola Twoja”. Oznacza to, że jeśli chcemy być szczęśliwymi, wola Pana Boga musi stać się naszym pragnieniem. Bóg musi znaleźć w nas samych pierwsze miejsce, musi być największą wartością naszego życia. My nie możemy mieć innych bogów poza Nim samym.

    a) Pan Bóg chce wejść w nasze osobiste życie

Nie ulega wątpliwości, że bardzo trudno jest nam przeżyć choć jeden dzień, w którym Bóg byłby zawsze na pierwszym miejscu. Mówimy, że jesteśmy tylko ludźmi i naszych słabości wcale nam nie brakuje. Z pewnością jest to prawdą, ale główny problem sprowadza się do pytania o naszą głęboką i osobistą więź z Bogiem. Jesteśmy wierzącymi, wypełniamy praktyki religijne, ale czy my odczuwamy Boga w naszym życiu? Czy umiemy odnajdywać Go w szkole, w domu czy pracy? A może nasz kochany Pan Bóg zostaje zamknięty tylko w murach parafialnego kościoła? Jakże często słyszymy, że Ewangelia ewangelią, a życie jest tylko życiem, i nie da się żyć za każdym razem Ewangelią. Roman Brandsteatter w swojej pięknej książce „Kwiatki świętego Franciszka z Asyżu” opisuje pewną historię:
Do słynnego wiedeńskiego psychiatry przyszedł pewnego razu bardzo bogaty przemysłowiec z prośbą o duchowe uleczenie. Miał wszystko: wille, fabryki, pieniądze. Choć niczego mu nie brakowało, zaczynał przeżywać depresje i lęki. Poszedł po radę do psychologa. Ten zaś, nie wiele myśląc, zacytował Ewangelię: „idź, sprzedaj wszystko, co masz”. Bogaty człowiek zamyślił się głęboko, zadumał, i powiedział: „te słowa to ja już gdzieś słyszałem”. „Tak, tak, to Ewangelia” – odpowiedział doktor. „Panie doktorze” – wykrzyknął przemysłowiec, „ja tu przyszedłem po mądre rady, niech mnie pan doktor potraktuje poważnie. Na żarty będzie jeszcze czas przy filiżance kawy”.
Doskonały przykład, że Ewangelia nie zawsze musi być brana poważnie. W takiej sytuacji powstaje pytanie, kim jest dla nas Bóg? Zauważmy, że pierwsze słowa Dekalogu poprzedzające przykazanie: „nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” podkreślają naszą osobistą i bardzo głęboką więź z Bogiem. Słowa te brzmią: „Jam jest Pan Bóg twój”! Bóg nie mówi w sposób bezosobowy: „Ja jestem Bogiem wszystkich ludzi”, choć to jest oczywiście prawdą. Bóg zwraca się w sposób bardzo osobisty do każdego nas: „Jam jest Pan Bóg twój”! Nie jestem Bogiem innych, ale twój! To krótkie słowo „twój” musi nam głęboko zapaść w pamięć. Bóg mówi: „Ja jestem twoim Bogiem! Ciebie powołałem do życia! Tobie daję radość! Ciebie kocham! Bóg mówi dzisiaj właśnie do ciebie! Czy słyszymy te słowa?
Możesz dużo wiedzieć o Bogu, z którym rozmawiał Abraham, Mojżesz, Dawid czy ludzie święci w historii Kościoła, ale zawsze będzie to Bóg cudzy, Bóg Abrahama, Mojżesza, Dawida, Bóg wielu świętych, których znasz. Nie będzie to jednak twój Bóg, tylko Bóg innych ludzi.
Pierwszą zasadą dobrego zrozumienia przykazania „nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” jest więc konieczność budowania głębokiej więzi z Bogiem. Musimy szukać osobistego spotkania z Bogiem żywym, który wskazuje drogę do dobrego ułożenia sobie życia.

   b) bożkomania czyli zgubne drogi szukania szczęścia

Choć wiemy, że prawdziwe szczęście daje tylko Bóg, to w praktyce widać, iż tego szczęścia szukamy bardzo często poza Bogiem. Aby to lepiej zrozumieć, postawmy sobie pytanie: „Któż to jest Bóg?”. Można powiedzieć, że jest to Ktoś, komu całkowicie się powierzamy, kto wypełnia nasze życie, kto dyktuje nasz sposób wartościowania i bez kogo nie możemy czuć się szczęśliwi. Jeśli te określenia uznamy za prawdziwe, to łatwo jest zauważyć, że w naszym życiu Bóg wcale nie jest na pierwszym miejscu! Jest wiele innych rzeczy, które całkowicie nas pochłaniają, wypełniają nasze życie i w których szukamy szczęścia. Współczesny świat nie jest więc bezbożny, gdyż roi się w nim od różnych bożków.
Przy takim określeniu Boga możemy powiedzieć, że oprócz siedmiu grzechów głównych naszego katechizmu, należałoby dodać i ten ósmy, którym jest bożkomania! Jesteśmy ogarnięci manią tworzenia sobie bożków, które całkowicie nas pochłaniają. Każdy, kto Boga nie stawia na pierwszym miejscu, automatycznie ubóstwia jakieś inne rzeczy. Rzeczy te stają się najwyższymi wartościami, bóstwami, którym w danym momencie podporządkowujemy nasze życie. Stworzone przez nas bożki skutecznie nami rządzą. Najsmutniejsze jest to, że my zupełnie nie chcemy tego zauważyć i że nie potrafimy się do tego przyznać.

  c) Bóg chce osłonić nas przed bożkami naszego życia

Bóg, dając nam przykazanie stawiania Jego Osoby na pierwszym miejscu, pragnie nas ochronić przed tym wszystkim, co nas zniewala. Trudno jest podać wyczerpującą listę naszych bożków. Zauważmy, że ten ktoś lub to coś, z czego nie potrafimy bądź nie chcemy bezwarunkowo zrezygnować, staje się faktycznie naszym bogiem. Bardzo często są to rzeczy małe, np. ulubiony film, płyta z muzyką, bilet na stadion czy komputer. Gdy mamy ochotę zająć się naszym hobby, zobaczyć ulubiony film czy kupić super ciuch, to nie żal nam ani czasu, ani zachodu, ani pieniędzy. Gdy chodzi jednak o Pana Boga, który jest dla nas wszystkim, to stajemy się dziwnie oszczędni i skąpi. A więc ręka na serce: Kto jest naszym Bogiem?
Odkrywanie naszych bożków to nasze osobiste zadanie. Każdy musi zapatrzeć się sam w siebie i nazywać rzeczy po imieniu. Nie zrobi tego za nas ani ksiądz, ani matka, ani sąsiadka. Nie mogąc nikogo wyręczać w tym trudnym zadaniu, możemy jednak wspólnie zastanowić się nad pewnymi niebezpieczeństwami, które stoją u źródeł naszej bożkomanii.

 1. Bóg ratuje nas przed egoizmem

Bóg demaskuje nasz egoizm rozumiany jako naszą słabość do patrzenia wyłącznie na nas samych. To my chcemy być zawsze „na topie”, „na fali”, w centrum każdej sytuacji. Chcemy robić to, co jest dla nas przyjemne i to, co my uważamy dla nas za dobre! Patrzymy na świat głównie przez pryzmat naszego egoizmu. Taka postawa zamyka nas na piękne wartości naszego życia. Oddalamy się od Boga, ponieważ im więcej patrzymy tylko na nasze potrzeby, tym mniej jest w nas miejsca dla Boga. Miejsce to zostaje wypełnione poprzez rzeczy, które my uważamy za najlepsze i najprzyjemniejsze dla nas.
Szatan zna doskonale tę naszą słabość i niszczy nas w sposób niezwykle inteligentny i przebiegły. Udało to mu się w raju z Adamem i Ewą, i wie, że skutki tamtego wydarzenia tkwią w naszych sercach po dzień dzisiejszy. Działanie złego wydaje się na pozór niegroźne i niewinne, ale jest bardzo skuteczne! Oto kilka przykładów podszeptów złego ducha w naszym życiu:

  • nie martw się, że nie chce ci się modlić wieczorem, jesteś przecież zmęczony, pomyśl o sobie, bo należy ci się odpoczynek;
  • nie przejmuj się, że pochłania cię myśl o pieniądzach, to przecież normalne, ponieważ bez pieniędzy nie można żyć;
  • nie miej wyrzutów, że oglądasz tylko filmy lub siedzisz przed komputerem, zauważ, że dzisiaj tak wszyscy robią i co więcej, nikomu w ten sposób nie robisz krzywdy.

 2. Bóg ratuje nas przed fałszywym pojęciem wolności

Wydaje się, że u podstaw bożkomanii czyli szukania szczęścia w innych rzeczach znajduje się również nasze pragnienie bycia wolnymi. Rzecz sama w sobie jest jak najbardziej słuszna, ale smutne jest to, że naszą wolność traktujemy tylko jako niezależność od innych. Sami chcemy decydować o sobie i o tym, co robimy. Nie chcemy się nikomu wtrącać i chcemy, aby inni robili to samo. Uważamy, że każdy z nas ma święte prawo do robienia tego, na co ma ochotę, byleby tylko nie krzywdzić innych. Jeśli więc każdy czas wolny spędzam jedynie z przyjaciółmi, to przecież nic złego nie robię, ponieważ nikogo bezpośrednio nie krzywdzę; jeśli mój pobyt w domu ogranicza się tylko do siedzenia przed telewizorem, to przecież nic złego nie robię, gdyż nikomu nie szkodzę, co więcej, unikam plotek, nie narażam się na popełnianie złych uczynków, itd.
Zauważmy jednak, że robienie tego, co się chce, jest tak naprawdę naszym zniewoleniem. Codzienne przesiadywanie na podwórku, ciągłe siedzenie przed telewizorem i wiele innych jeszcze rzeczy, wszystko to całkowicie nas uzależnia. Może dzisiaj wydaje się to wszystko dla nas przyjemne, ale w świetle głębszego spojrzenia na wartość nas samych, wydaje się bardzo płytkie i śmieszne. Która bowiem dziewczyna chciałaby mieć chłopaka, i może kiedyś męża, który ciągle przesiadywałby z kolegami na murku przed blokiem, albo, który chłopak chciałby mieć żonę, która siedziałby ciągle przed telewizorem nie mając ochoty na przygotowanie dobrej kolacji?
Najsmutniejsze jest to, że my nie potrafimy zauważyć zniewolenia poprzez nasze bożki. Jesteśmy trochę podobni do ptaka, który przyzwyczaił się do siedzenia w swojej klatce:
„Pewien ptak, którego od lat zamknięto w klatce, miał odwiedziny swojego ptasiego przyjaciela. Dwa ptaki, z jedną małą różnicą: jeden był w klatce, drugi na zewnątrz. Rozmawiali sobie o życiu. Ten wolny, przekonywał swojego przyjaciela, że lepiej jest latać w wolności, ten w klatce bronił zaś uroków życia zamkniętego. Jakie były te uroki? Spanie i jedzenie. Mówił, że warto nawet zrezygnować z latania, byleby tylko mieć dobre ziarenka do dziobania i dobre miejsce do spania. Ptasia dyskusja trwała bez końca. Wreszcie rozstali się smutni, ponieważ nie zrozumieli się.
Może i my siedzimy w jakiejś klatce? Albert Schweitzer, człowiek wielkiego serca, mawiał często, że „dramatem ptaka w klatce jest to, że nie może on oglądać z zewnątrz tej klatki, w której siedzi”. Pomyślmy, może i my, tak bardzo jesteśmy zniewoleni poprzez nasze przyjemności, że nie potrafimy wydostać się z ich sideł, aby zobaczyć ich zło dla naszego życia? Może wystarcza nam tylko spanie i jedzenie? A może lepiej mieć zwykłą gałązkę niż złotą klatkę?
Przykazanie Boga jest więc jego troską o nasze dobro. Jeśli przypomina nam, żeby uznać Go za największą wartość w naszym życiu, to robi to tylko i wyłącznie dla nas samych. Pokazuje nam jednocześnie, jak bardzo nasze pragnienie robienia tylko tego, co chcemy, może być szkodliwe do bycia prawdziwie szczęśliwym.

 3. Bóg ratuje nas przed zgubnym szukaniem szczęścia w rzeczach materialnych, które przemijają

Pieniądze szczęścia nie dają! Wszyscy to wiedzą i z tym się zgadzają. Paradoksalnie jednak, im więcej się to powtarza, tym więcej szuka się szczęścia właśnie w rzeczach materialnych. Gwarantem szczęścia i bezpieczeństwa stał się pieniądz. Bożek najdoskonalszy i najgorliwiej adorowany. Za pieniądz potrafię oddać wszystko, łącznie z moją godnością i duszą. Bóstwo bezwzględne. Niszczy przyjaźń, kłóci małżonków, doprowadza do łez, przelewa krew na wojnie.
Pan Bóg nam nic nie zakazuje, dał złoto, dolary i mercedesy. Pragnie tylko, aby rzeczy te nie były bożkami, gdyż zabiorą nam szczęście. Warto zapytać czasem ludzi, jak to robią, że nie mają wiele, a są szczęśliwi? Może uwierzyli, że więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu?

     b) być szczęśliwym to znaczy adorować Boga

Jeśli jest prawdą, że „męczy” nas bożkomania, warto zapytać się, co robić, aby choroba ta nie odebrała nam życia? Dobry jest Bóg, że zostawia nam to pierwsze przykazanie, ale co mamy robić?
Trzeba wrócić do początku naszych rozważań i jeszcze raz usłyszeć słowa, które wprowadzają nas w przykazania: „Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli”. Tylko szczere otwarcie się na Boga wyzwoli nas z niewoli egipskiej naszych bożków i wprowadzi nas do Ziemi Obiecanej.
Katechizm Kościoła Katolickiego, rozważając to przykazanie, przywołuje słowa Pana Jezusa wypowiedziane w momencie kuszenia przez szatana: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Łk4, 8). Jako jedną z dróg realizacji tej wierności Panu Bogu wskazuje adorację. Adorować Boga oznacza uznać „nicość stworzenia”, wielbić Boga i uniżać samego siebie (KKK 2097).
Przypatrzmy się krótko tym słowom. Musimy uwierzyć w marność i małość naszych bożków. Tak naprawdę są wielką iluzją i nas oszukują. Odkryjemy to, gdy staniemy przed Bogiem na modlitwie. Widząc śmieszność naszych bożków zaczniemy wielbić Boga za prawdę i drogę życia, jaką nam zostawił. Wreszcie pozostanie rzecz najtrudniejsza: walka z bożkami! Będzie ona niczym innym jak składaniem samych siebie w ofierze na wzór naszego Pana Jezusa. Będzie to czas rezygnacji z filmu, aby pomóc zmęczonej mamie, czas modlitwy, gdy jesteśmy bardzo zmęczeni, czas rozmowy z daną osobą, zamiast plotkowania….

Zakończenie

Bóg nie chce obciążać nas przykazaniem, które stawiania Go na pierwszym miejscu w naszym życiu. Jemu zależy tylko na naszym szczęściu. Taka jest Jego wola, aby nas zbawić. Jeśli więc pragniemy, aby stała się Jego wola, zadajmy sobie pytanie, ile czasu poświęcamy Bogu a ile naszym bożkom?