WDF – czas świadectwa

Świadectwa MŁODYCH

Kolejny raz sie nawróciłam!

     Te rekolekcje były dla mnie pod wieloma względami wyjątkowe- odkrywałam to, że jestem księżniczką, córką Samego Boga:)…że On kocha Taką Miłością, której w żadne ramy wsadzić się nie da i co więcej, PRAGNIE mojej małej brudnej miłości. Od jakiegoś czasu zaczęłam sie wsłuchiwać w samą siebie i tam szukać Jezusa, a On tylko na to czekał-żebym Go zaprosiła! Podczas pierwszej adoracji, gdy ks. Arek błogosławił mi Najświętszym Sakramentem i nałożył mi ręce Pan Jezus dał mi i całej wspólnocie wielki dar- zasnęłam w Duchu Świętym. Mała ja i Wielka Miłość. Czasem modląc się, zastanawiałam się czy On mnie słucha…Jezus przekonał mnie, że zawsze słucha i wysłuchuje!!! Pan mnie przemienił kolejny raz, tak mnie kształtuje, żebym pasowała do Nieba:) Poznaję Jezusa Chrystusa od kilku lat i chcę poznawać dalej, bo On ma dla mnie o wiele więcej, niż tylko mogę sobie wymarzyć… Chwała Panu za Siostry Miłosierdzia, za Jego Śmierć na Krzyżu, chwała za Ducha Pocieszyciela.

Jezus żyje!
Justyna


Nazywam się Martyna i mam 20 lat. W tym roku zaczęłam studiować. Dowiedziałam się też, że życie w Warszawie nie jest łatwe. I nie chodzi mi o to że to wielkie miasto. W pewnej chwili okazuje się że jesteśmy sami, że rodzice się gdzieś daleko, przyjaciele nie mają czasu dla siebie, a wszystko w koło jest obce. Tutaj ludzie żyją innym tempem, nikt nie ma na nic czasu. A Kościół?? Przecież zawsze jest coś innego do zrobienia. W pewnym, momencie i ja zaczęłam tak myśleć. Przez ostatnie trzy miesiące nie chodziłam do kościoła, wszystko próbowałam usprawiedliwić tym, że nie mam czasu, że za późno wychodzę z uczelni. Tak naprawdę wszystko wynikało z mojego lenistwa. Niedawno poznałam kilka bardzo fajnych osób, ale kiedy zaczęliśmy rozmawiać na temat kościoła ich zdanie było zupełnie inne niż moje. Nie uważam się za przykładną Katoliczkę, jednak wiem w co wierze i ufam Panu Bogu. Kiedy zapytali mnie dlaczego tak naprawdę wierzę nie potrafiłam im powiedzieć nic innego niż to, że wierzę bo zostałam tak wychowana, bo ufam temu co jest napisane w Piśmie Świętym, bo codziennie dostrzegam to, że ktoś nade mną czuwa i nie pozwala mi tracić wiary w ludzi, ale przede wszystkim w siebie. Może każdy spotyka na swojej drodze takie osoby, które nie rozumieją, że można wierzyć w istnienie Kogoś, Kogo nigdy się nie widziało. Zdziwiło mnie pytanie, czy jak mam jakiś egzamin, trudną sytuację, jakiś problem, to czy mówię ”Panie Boże pomóż mi”, powiedziałam, że ja tak właśnie robię, dowiedziałam się wtedy że według nich jest to głupota, bo wszystko co robię i co osiągam zawdzięczam sobie, a nie Bogu. Tak nie jest, On zawsze nas wysłucha i pomoże, chociaż czasem nie dostajemy tego o co prosimy. Bóg wie co dla nas najlepsze i jeżeli nie daje nam tego o co prosiliśmy, oznacza to, że nie było to dla nas dobre.
     Kiedy byłam dzieckiem chodziłam do kościoła, a raczej byłam co tydzień prowadzona tam przez rodziców. Nie rozumiałam za dużo, no ale skoro rodzice kazali nie było innego wyjścia. Księża, siostry to byli dla mnie zupełnie inni, dziwnie ubrani ludzie. Ale kilka lat temu do mojej parafii została przeniesiona siostra Kasia. Zdziwiło mnie to, że potrafi z każdym z nas porozmawiać, jakoś zebrać nas w grupę, która potrafiła przyjść i razem spędzać czas, na modlitwie, czy zwykłej rozmowie. Rok później poznałam księdza Jarka. Dzięki Księdzu i Siostrze, wiem, że można mieć przyjaciół w osobach duchownych. Są oni tacy sami jak my, też przeżywają jakieś swoje problemy i potrzebują z kimś o nich porozmawiać. Dziękuje Bogu za to że pozwolił mi ich poznać, dzięki nim dowiedziałam się, że Kościół to  nie tylko budynek, ale przede wszystkim ludzie, których łączy to, że wierzą w istnienie Boga, ufają mu i są gotowi walczyć ze swoimi słabościami i grzechami żeby móc go kiedyś spotkać.
     Siostra Kasia namówiła kiedyś mnie i moje koleżanki na rekolekcje na Tamce.  Z ciekawości zgodziłyśmy się, nie żałuje tego.  Na Tamce panuje atmosfera jakiej nie można porównać do niczego innego. Mimo tego, że dziewczyny przyjeżdżają z różnych stron tworzy się taka atmosfera, jakby wszystkie znały się już długi czas. Każda z sióstr jest cały czas uśmiechnięta. Kiedy patrzy się na te kobiety widać, że nie żałują tego z czego zrezygnowały bo najważniejszy  dla nich jest Bóg.
Pobyt na Tamce daje naprawdę bardzo dużo, człowiek wychodzi z Klasztoru z taką energią która pozwala mu spojrzeć inaczej nawet na te najbardziej zagmatwane, jak wydawało się na początku, sprawy. Tutaj czuje się ciągłą obecność Boga i łatwiej znajduje rozwiązanie swoich problemów.
     Dlatego nie bójmy się mówić innym, że wierzymy. Powinniśmy się tym szczycić, bo to my zostaliśmy wybrani do tego, żeby realizować Boży plan, na chwałę Pana.

Martyna


W dniach 22-24 stycznia 2010 uczestniczyłam w rekolekcjach, których temat brzmiał „Kobieta córką Ojca”. Zadaniem jakim podjęłam podczas tych rekolekcji był trud pracy nad sobą, chęć pokonywania własnych słabości, a także do sięgnięcia do prawdy o samej sobie. W rekolekcjach uczestniczyło wiele innych osób, a rozmowa z nimi ubogacała mnie. Ale najważniejszy był On. Poczułam, że mam kochanego Tatusia. Słowo „Tatuś” nie wypowiadane przeze mnie od lat teraz brzmi dumnie.
     Teraz kilka słów o pokonywaniu własnych słabości. Zawsze brakowało mi odwagi do wystąpień publicznych. Bałam się opowiedzieć przed szerszym gronem o swoich uczuciach, emocjach. Zrozumiałam już dlaczego tak się dzieje. Człowiek chce się przeglądać w oczach innych, a nie w oczach Boga i to jest jego błąd. Przekonałam się, że nie ma się czego bać, trzeba tylko zaufać a On nas poprowadzi. Ufać do końca, nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się po naszej myśli, ale przede wszystkim wtedy, gdy życie płynie pod prąd.

Chwała Panu za całe dobro tych rekolekcji.
Kasia.


Na rekolekcje na Tamkę przyjechałam drugi raz. I po raz kolejny Pan Bóg pokazał mi, że wciąż się mną opiekuje i ma dla mnie wspaniały plan zbawienia, który dokonuje się w moim życiu. Kiedy rozpoczęły się rekolekcje, okazało się, że są właśnie o tym, co od dłuższego czasu trapi moje serce i że przez nie Bóg odpowiada mi na zadane mu pytania. Pan rozwikłał trudne sprawy mojego serca i dał mi odwagę oraz umiejętności do tego, aby dalej kroczyć Jego ścieżką. Bardzo ważnym momentem rekolekcji była dla mnie Adoracja przed Najświętszym Sakramentem drugiego dnia, kiedy to Jezus Eucharystyczny napełnił moje serce uwielbieniem dla Jego Boskiego Majestatu, uwielbieniem tak wielkim, że chciałam całą duszą i całym ciałem wielbić Go i zrozumiałam, że należna Mu cześć jest tak wielka, iż nie jestem w stanie jej wyrazić.    

Za wszystkie te dary – chwała Panu!
Katarzyna Maria


 Na rekolekcjach z ks. Arkiem byłam po raz pierwszy. Dotychczas rekolekcje były dla mnie tylko spotkaniem  z przyjaciółmi, tym razem było zupełnie inaczej- przyjechałam, by spotkać się z Panem Bogiem. Temat rekolekcji brzmiał: „Kobieta córką Ojca”- bolesny dla mnie temat, gdyż nie mam zbytnio dobrej relacji ze swoim tatą.
    Przeżycie tych rekolekcji było dla mnie bardzo mocnym „wyzwaniem emocjonalnym”. Podczas adoracji zastanawiałam się ile znaczy dla mnie ojciec ziemski i Ojciec w niebie? „Gdzie płonie jeszcze mały płomyk nadziei, tam widać światełko nieba”. W moim sercu nie było tego płomyka zbyt dużo, gdy poznałam rekolekcjonistę coś w środku mnie tak jakby zabłysło. Zostało zasiane we mnie ziarenko nadziei. Dzięki Księdzu udało mi się inaczej spojrzeć na Jezusa i otworzyć się bardziej na Jego miłość i obecność.
    Dziękuję Bogu za dar poznania księdza Arkadiusza i spotkanie z ludźmi na tych rekolekcjach. Te rekolekcje na długo pozostaną w moim sercu. To było przecudne doświadczenie w moim życiu!

Chwała Panu za te rekolekcje.
Emilia, 20 lat


 Rekolekcje u Sióstr Miłosierdzia to zawsze dla mnie wspaniały czas! Tym razem temat dotyczył Maryi i objawień Cudownego Medalika. Ja od roku poznaję Matkę Bożą głębiej- nie tylko jako cichą i pokorną, ale także jako Wojowniczkę, Kobietę silną mocą Syna, kochającą człowieka; kochającą mnie:) Przyjęłam Maryję jako moją Matkę podczas aktu oddania, to było wspaniałe i takie kojące dla serca…już od dawna tego pragnęłam. W tym roku zostałam członkiem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, którego patronką jest Niepokalana- do Niej sie uciekam każdego dnia w intencji alkoholików. Wcześniej  miałam wątpliwości czy dam radę sobie z całkowitą abstynencją i modlitwą za uzależnionych – to wielka odpowiedzialność i wyzwanie, i mimo, że tego pragnęłam- bałam się przyszłości! Poszłam do spowiedzi i ksiądz spowiednik zadał mi pytanie: A gdy Anioł przyszedł do Maryi i powiedział, że urodzi Jezusa, czy Ona pytała co będzie za 10 lat?…. i już się nie wahałam. To Maryja wyprosiła to dla mnie! Ona nie jest figurką bez funkcji w Kościele- to Matka, która nie porzuci nigdy swoich dzieci. Cudowny Medalik zaś jest dla mnie łaską i darem od Boga, a głoszenie jego orędzia i zwyczajne podarowanie komuś medalika to czysta radość:) 

Chwała Panu!
Justyna,19 lat


Alleluja!

Na Wincentyńskich Dniach Formacji byłam już nie raz i zawsze jest to dla mnie pozytywne doświadczenie. Temat Maryi był dla mnie dość świeży , bo na tegorocznych rekolekcjach ONŻ  III stopnia, szczególnie przyglądałam się Jej osobie.  Zachwyt z tamtego czasu nieco przygasł i właśnie na Tamce przypomniałam sobie o roli Maryi w Kościele. Już nie raz nazywałam Ją Mamą i może to dziwne, ale czułam jakąś wewnętrzną blokadę przed zwierzeniem Jej życia, kiedy była ku temu okazja na wieczornej modlitwie. Nie dalej jak dzień wcześniej na pielgrzymce maturzystów na Jasną Górę powierzyłam Jej swoje sprawy, a tu pojawił się lęk, brak zaufania, myśli „starego człowieka” o tym , że Maryja jest tak idealna, że niedostępna, wręcz nudna. Ale z Bożą pomocą, już bez emocji, przez te pokusy przebiło się moje ciche „Totus Tuus”. Zawierzyłam się tej, która dała nam Cudowny Medalik jako tarczę, Pokornej Służebnicy Pana, Wojowniczce Bożej, mojej Mamie. Chcę Ją poznawać coraz bardziej jako wzór kobiecości, łamiąc wszystkie stereotypy, które rodziły się w mojej głowie na Jej temat. „ Zróbcie wszystko , cokolwiek Wam powie.” – Ona zawsze wskazuje na Jezusa.
Powoli przyzwyczajam się do myśli, tak w głębi serca, że mam Mamę w Niebie.
A Siostrom Miłosierdzia i ks. Waldemarowi wdzięczna jestem za te rekolekcje i mocny, autentyczny przekaz  ich więzi z Maryją.

Chwała Panu!
Magda


Chciałam podzielić się tym co przeżyłam na kursie. Na kurs przyszłam pełna obaw, lęków, z bardzo poranionym sercem. nie miałam zaufania do Boga, w ogóle niczego nie miałam. czułam sie pusta niepotrzebna i odepchnięta, zraniona przez odrzucona miłość którą ja komuś ofiarowałam a co zostało odepchnięte. wiele nieuzdrowionych relacji zepchniętych na samo dno mojego serca. doświadczyłam dosłownie jak Pan Bóg przemienia rozpacz w taniec a raczej w radość. Podczas modlitwy o wylanie darów Ducha św. zaczęłam płakać. i możecie pomyśleć że to normalne bo wszyscy płaczą. U mnie to nie było normalne. bo najczęściej kiedy wszyscy płaczą ja zostaje niewzruszona. popłynęły łzy oczyszczenia bo nie wiedziałam dlaczego płaczę a siostry posługujące modliły się nade mną. kiedy odeszłam na swoje miejsce wszystko we mnie płakało. i nagle ten wielki płacz przerodził się… w dar śmiechu. zaczęłam po prostu szczerze się śmiać, nie wiedziałam dlaczego się śmieje po prostu się śmiałam. w jednej chwili Pan Bóg przerodził mój wielki płacz w najszczerszy śmiech. i dopiero TO sprawiło że rzeczywiście uwierzyłam że Jezus mnie kocha i przemienia wszystko co mnie rani każdą łzę w uśmiech. bo najpierw musiał mnie oczyścić moimi łzami żeby dać mi radość. Treści są naprawdę powalające. Dziękuje Panu za ten kurs i mam nadzieję że was również obdarzy łaską bycia na tym kursie. Chwała Panu :)

Marta, 18


Na Kurs Filip zapisałem się dzięki namowom koleżanek ze wspólnoty. Przybyłem z mieszanymi uczuciami, nie wiedziałem czego mam sie na nim spodziewać. Na kursie po raz pierwszy docierało do mnie Słowo Boże. Po raz pierwszy miałem pewność że to Pan przemawia do mnie przez Pismo Święte.

Bardzo ciekawe dynamiki czy animacje pomogły mi doświadczyć ogromniej miłości Bożej. Po wyjściu z „pokoju Boga” wyszedłem napełniony radością bo wiedziałem że pomimo tego że cały czas błądzę Bóg mnie kocha. Widziałem jak się cieszy gdy Jego syn marnotrawny powraca. Wieczorem poszedłem do kaplicy i naprawdę rozmawiałem z Nim. Fantastyczne uczucie. Cały czas czułem Jego bliskość i ogromną miłość. Pan podczas kursu dawał mi wiele znaków. Podczas modlitwy prosiłem o coś i zaraz sie spełniało… Niesamowite.

Drugiego dnia zdałem sobie sprawę jak bardzo jestem grzeszny, jak bardzo ranie Jezusa moimi grzechami. On z miłości do mnie umiera w potwornych cierpieniach, za mnie, za moje grzechy, a ja go tak mocno ranie. Było mi bardzo wstyd.

Trzeciego dnia było wylanie Ducha Świętego. Czułem Jego obecność tak w sobie jak i w innych. Fantastycznie było patrzyć na innych i widzieć w nich przemianę, widzieć w nich szczęście, widzieć w nich Chrystusa.

Kurs miał na mnie bardzo pozytywny wpływ. Niesamowite doświadczenie. Dzięki niemu zdałem sobie sprawę z kilku bardzo ważnych rzeczy.

Bardzo przybliżył mnie do Pana.

Staram sie spędzać więcej czasu z Jezusem. Naprawdę rozmawiam z Nim, słucham Go.

Staram sie pomoc innym, mówiąc o Chrystusie.

Jesus loves You!

Gdyby nie Kurs Filip, gdyby nie Ci, którzy tam byli i świadczyli o sobie, to na pewno nie zdecydowałabym się na napisanie tych kilku słów Mego życia(…) Ktoś z góry pociągnął Mnie za rękę i oto jestem cała w swej nagości.. Świadectwo??? A cóż to takiego? Czy potrafię realnie i prawdziwie świadczyć o Tym, Który Jest i Będzie na wieki? Nie wiem (…) ale od czasu, gdy spotkałam Jezusa na swej drodze, nie stoję już w ciemnym kącie z założonymi rękami i nie zakrywam twarzy, mimo że ciągle jest brudna(…) Brudna .. bo jakże pozbyć się do końca tego, co na dniach wyryło się zuchwale(…) Kiedyś myślałam, że to nie realne, trzeba dobić się do końca… bo jak niby może istnieć prawdziwa miłość, skoro własny brat, z tego samego miotu bez cienia zwątpienia, topi brata w łyżeczce wody, ojciec odchodzi, bo alkohol i dobra zabawa przecież ważniejsze.. matka w kącie płacze pobita ludzkimi słowami, a ty malutki bezbronnie patrzysz zapłakany.. .I co robić? Milczeć? Krzyczeć? Uciekać? Co robić??? Gdy nie masz sił już narzekać!!!? Samobójstwo nie raz przeszło mi przez dziecięcą głowę, gdy szłam, gdy biegłam widziałam jak ginę w różnym sposobie, a potem w myślach się biłam i tłukłam boleśnie, bo przecież mam żyć, a nie zawisnąć na drzewie(…) Od wieków miałam myśli dworackie, bo czarną owcą byłam od zawsze. I może to durne dziecięce myślenie, ale czułam się niekochana, odrzucona, bo gruba przecież… ruda, nieładna jak brzydkie kaczątko, a co gorsze samotna wokół tłumu ludzi, a może byłam intruzem z innego kosmosu, nie ważne(…), ale bolało.. tak bolało i po dzień dzisiejszy potrafi zaboleć cień wspomnień szarego dzieciństwa. Każdego dnia walczę ze wspomnieniami, zamazuje je flamastrem, albo purpurową farbą , purpurową… aby być bliżej koloru miłości, bo wiem, że w wybaczeniu będzie tylko moje zwycięstwo. Skąd ta łaska wybaczenia nie wiem? Jakoś Me serce nie przekreśla Cię trwale, mimo że czasami chcę, ale nie mogę i nie wytłumaczę Ci tego wcale. To widocznie tam z góry Ojciec błogosławi i daje taką siłę, której nie sposób zrozumieć, bo po ludzku człowiek by Cię już nie znał, a Ty kochać mimo to umiesz(…). I nawet, gdy płaczesz , stoisz sam umorusany, to On jest , łapie Cię za rękę i przytula do swojego gorącego serca, aby spalić w swej niezmiernej miłości to, co ciężarem przywarło do Twoich barków, i topi po kawałku, każdą cząstkę Twego ciała, aby na nowo ulepić Cię i byś wiarę innym dawała(…) Byś była narzędziem w Jego czystych dłoniach, byś promieniała sercem, tam gdzie zgody nie ma. Świadectwo pisać nie jest łatwo, bo jakże życie wyrysować w kilku strofach, tak aby kto inny zobaczył Twą nagość i prywatę, aby wstyd zakryć i pokazać innym, że mimo że często na Ciebie plują i kopią znienacka, to trzeba nieść głowę wysoko z Tym ,który nam błogosławi i z miłością do zbawienia prowadzi, bo fakt faktem ,sami nie damy rady, bo zbyt lotne nasze skrzydła podetną Ci, którzy fałszywą, przyjacielską miłość nam wyznają, a za plecami jadem swym kąsają. Dlatego teraz i tutaj przy wszystkich, chcę powierzyć życie Panie Jezu Tobie, abyś prowadził mnie i podtrzymywał przy upadkach, abym była silna i podnosiła się nawet z najtrudniejszych doświadczeń, jakie mnie czekają na mojej ziemskiej drodze życia AMEN.

‘’Wszystko, co mam- oddaję Tobie, moje życie- Ty króluj w nim..’’

Paweł


Na kurs Filip trafiłam całkiem przypadkiem, tak naprawdę bez większego zastanowienia i przygotowania i dlatego też nie miałam zbyt wiele oczekiwań co do tego kursu bo nie miałam pojęcia jak takie rekolekcje wyglądają. Już pierwszego dnia czułam się dziwnie i obco, ponieważ w porównaniu do pozostałych uczestników nigdy nie należałam do żadnej wspólnoty katolickiej, nie chodziłam na spotkania, rekolekcje też były dla mnie raczej rutyną niż jakimś szczególnym przeżyciem, chodziłam do kościoła a co więcej studiuję na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim ale nie specjalnie do tej pory utożsamiałam się z charakterem tej uczelni. Drugiego dnia przyglądałam się dziewczynom i chłopcom którzy śpiewali, tańczyli, modlili się, cieszyli się ale dla mnie to wszystko wyglądało bardzo dziwnie i nie zrozumiale…pewnie to zaskakujące ale mnie to wszystko nie bardzo ruszyło, nie czułam się wzruszona tak bardzo a nawet pierwszego dnia miałam myśli żeby stamtąd uciec… Bardzo pomogła mi rozmowa w nocy z siostrą:) ona tak prosto i tak pięknie mówiła o zwykłych codziennych sprawach, mówiła rzeczy tak oczywiste a jednak czułam się jakbym słyszała je pierwszy raz! Drugiego dnia spowiedź przeżyłam głęboko a jeszcze bardziej zaraz po spowiedzi spotkanie z Jezusem sam na sam kiedy weszłam na chór i spojrzałam na Niego a On był wprost naprzeciw mnie…wtedy poczułam że nie mam nic przed Nim do ukrycia…on mnie zna cała i wie o mnie wszystko nie muszę mówić nic… Trzeciego dnia stało się coś co jeszcze bardziej mną wstrząsnęło…spotkanie z Duchem Świętym było niesamowite, siostry które się modliły o mnie wiedziały dokładnie czego moja dusza potrzebuje…nie mogłam w to uwierzyć jak to możliwe?!! Przecież one mnie nie znały… Ale teraz wiem, że to Pan mnie zna i wie czego potrzebuję i tylko On może mnie uzdrowić!!! Do Lublina wróciłam z niesamowitą, dziecięcą radością i pokojem w sercu…takim czystym ogniem jakby rozpalona, nie bałam się o nic, w końcu całe swoje życie złożyłam w ręce Pana Boga On się od tej pory nim opiekuje… Postanowiłam nie zmarnować tych łask które otrzymałam i poczekałam na rozwój wydarzeń. Na efekty nie musiałam długo czekać… Trafiłam do herbaciarni duszpasterstwa KUL którą opiekuje się ojciec Rafał Huzarski, tego samego dnia po rozmowie z ojcem zostałam herbaciarką:) herbaciarnia jest specyficznym miejscem spotkań, w którym pracuje się w swoim wolnym czasie służąc innym wolontarystycznie. Nie długo potem zostałam jeszcze sekretarką Duszpasterstwa Kul, i herbaciarnia i sekretariat tworzą swego rodzaju wspólnoty młodych ludzi, Pan Jezus dokładnie wiedział, że tego właśnie było mi potrzeba, młodych, kreatywnych pełnych radości przyjaciół „aniołów” dzięki którym odnajdę sens życia. Zaczęłam się obracać wokół zupełnie innego towarzystwa gdzie można porozmawiać na wszystkie tematy, duchowe, rozwijające moje życie duchowe a nie tylko o przyziemnych sprawach jak było do tej pory, Zaczęłam odkrywać rzeczy których wcześniej nie dostrzegałam, zaczęłam zauważać ludzi których wcześniej nie widziałam, ich uśmiechu, ich ciepła ich dobroci… Teraz już wiem, że nie ma ludzi złych, dobro drzemie w każdym z nas! Zaczęłam odkrywać życie na nowo, rozważać każdy problem jak misję którą zlecił mi Pan Bóg…Cierpienie nie jest już dla mnie złem od losu, jest kolejnym krokiem zbliżającym do Pana! Tak jak napisał ks. Jan Twardowski „małe nieszczęścia potrzebne do szczęścia”, tak wielu przecież ludzi cierpi o wiele bardziej ode mnie, chcę się o nich modlić o wytrwałość i o odwagę dla nich…moje życie nabrało sensu, czuję, że tego bałaganu i chaosu udaje mi się powoli układać jeden obraz, pełen zasad i wartości na wzór i podobieństwo Boga… i nie wiem jak to się stało ale wiem, że nigdy nie chciałabym zamienić go na stan który miałam w sobie przed KURSEM FILIP! Wiem, że mam w sobie jeszcze mnóstwo wad, które czynią nie rzesznikiem ale chcę z nimi walczyć bo przecież nie odmieniając swego życia i nie nawracając się wpadam w otchłań grzechu! Chcę stanąć pokornie przed wielkim planem Boga, tylko on wie jak mnie uszczęśliwić…

„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. „

W hołdzie Janowi Pawłowi II w 5 rocznicę Jego śmierci.

Chwała Panu

Emilka

Świadectwa KOBIET

Jezus ma pierwsze prawo do Twojego serca.
Podczas rekolekcji Wincentyńskie Dni Formacji Kobiet Pan Jezus zapukał do drzwi mojego serca bardzo delikatnie. On nie robi niczego na siłę. Zapukał i zapytał, czy otworzę Mu choć małą szczelinę, aby On mógł wejść do środka. Zrozumiałam, że moje serce jest obwarowane, otoczone ochronką w postaci wyjazdów na różne rekolekcje, ale jednak ciągle zamknięte na relację z Bogiem. Tak więc odpowiedziałam Jezusowi, że chcę go wpuścić do środka i budować z Nim zażyłą relację. Chcę mieć romans z Jezusem :)

TWOJA oblubienica – Monika (28 lat)


Rekolekcje dużo zmieniły w moim życiu. Dowiedziałam się, że Jezus ciągle na mnie czeka, zawsze ma dla mnie czas, nigdy o mnie nie zapomina. Widzi mnie piękną ;-) Doświadczenie miłości Jezusa dało mi ogromnie dużo siły. Już nie muszę się starać o to aby się komuś przypodobać. Jestem w końcu sobą!!! Chwała Panu! ;-)

Olga ( 25 lat)