ŚWIĘCI I BŁOGOSŁAWIENI RODZINY WINCENTYŃSKIEJ

3. MĘCZEŃSTWO W SŁUŻBIE MIŁOSIERDZIA

Odwaga służenia Chrystusowi w ubogich

ŚW. AUGUSTYNA PIETRANTONI
(1864-1894) 

     Życie

Livia Pietrantoni urodziła się 27 marca 1864 r. w Pozzaglia Sabina w prowincji Rieti (Włochy). W chrześcijańskiej rodzinie uczyła się od młodości życia zgodnego z zasadami Ewangelii. Już w siódmym roku życia podjęła ciężką pracę w kopalni, aby pomóc rodzicom w utrzymaniu rodziny. Później zatrudniła się przy zbiorze oliwek. Była wtedy świadkiem niesprawiedliwego wykorzystywania współpracownic i zdecydowanie występowała w ich obronie.
W życiu religijnym starała się naśladować Chrystusa. W 1886 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia założonego przez Joannę Antydę Thouret, aby swoją miłość ku Bogu urzeczywistniać w służeniu ubogim. Otrzymała wtedy imię zakonne Augustyna. Ze względu na wcześniejsze przygotowanie pielęgniarskie skierowano ją do Szpitala Ducha Świętego w Rzymie. Były to czasy narastającej propagandy materializmu i antyklerykalizmu. Dyrektorem szpitala był profesor Achilles Ballori, Wielki Mistrz loży masońskiej. Na jego polecenie usunięto wszelkie znaki religijne z sal chorych, ograniczono dostęp księży do pacjentów.

Siostrom zakazano odmawiania modlitw i rozmów o charakterze religijnym. Siostra Augustyna, bez słów, samą tylko postawą wobec chorych dawała świadectwo swojej wiary i miłości. Odznaczała się dobrym zdrowiem i była w pełni sił fizycznych.
Nie obawiała się żadnej pracy. Bez obawy pracowała na oddziale chorób zakaźnych. Każdego dnia spotykała się z wyzwiskami i groźbami. Odpowiadała na to zdaniem: Pozostaję na tym oddziale, bo oddałam się Bogu. Praca była bardzo trudna. Obsługiwała około dwustu zmuszonych do życia w zamkniętym środowisku i prawie pozbawionych nadziei na wyzdrowienie. Powodowało to rozliczne niepokoje a nawet rozpacz. Jedna z pielęgniarek mówiła, że są bardzo dziwni i niespokojni, ich zachowanie często wymagało interwencji sił porządkowych. Siostra Augustyna ze swej strony przekonywała, że należy okazywać im wyrozumiałość, bo nie są źli, tylko zmęczeni chorobą i samotnością spowodowaną opuszczeniem ich przez najbliższych. Współsiostry prosiła: Pomóżcie mi modlić się za nich.
Sama zaraziła się gruźlicą, ale nie chciała opuścić chorych, aby nie narażać innej siostry na podobny los. Praca na oddziale zakaźnym, oprócz niebezpieczeństwa zakażenia niosła z sobą również inne zagrożenia. Do jednej z sióstr ktoś oddał dwa strzały z rewolweru. Na szczęście odniosła tylko niegroźne rany. Inna została pobita i doznała złamania ręki. Te ataki nie zniechęcały siostry Augustyny. Nie zrażała się też niewdzięcznością chorych, ani ich wulgarnością w zachowaniu. Przeciwnie, stawało się motywem coraz ściślejszego jednoczenia się z Chrystusem i ugruntowywało jej miłość ku Bogu i bliźnim.
Nieszczęście nadeszło 13 listopada 1894 r. Napadł ją chory Józef Romanelli, którym opiekowała się bardzo troskliwie. Ugodził ją siedem razy nożem. Trzy ciosy trafiły w serce. Oddawała życie z miłości i w imię miłości; przed wydaniem ostatniego tchnienia zapewniała o przebaczeniu swojemu zabójcy. W godzinach popołudniowych 15 listopada długi kondukt pogrzebowy wyruszył z kościoła Szpitala Świętego Ducha.
W milczeniu przeszedł przed bazyliką Świętego Piotra i po trzech godzinach dotarł do cmentarza Campo Verano. W kronikach zapisano, że liczył około czterdziestu tysięcy ludzi. Karawan z trumną obsypany był „górą kwiatów”.
Taki był pogrzeb siostry, która jeszcze dwa dni temu była zupełnie nieznaną pielęgniarką szpitalną. Wydawało się, że w tym dniu Rzym zaniechał wszelkich sporów i polemik ideologicznych. Wszyscy zjednoczyli się przy trumnie siostry Augustyny.
Kościół uznał heroizm siostry Augustyny. Papież Paweł VI zaliczył ją 12 listopada 1972 r. do grona błogosławionych, a Jan Paweł II kanonizował 18 kwietnia 1999 r. Jej liturgiczne wspomnienie obchodzi się 13 listopada.

     Przesłanie

¨ Dla Livii Pietrantoni modlitwa była zawsze doświadczeniem przemieniającym życie. Już w dzieciństwie jedna z koleżanek mówiła jej: Kiedy się modlisz, wydaje się, że jesteś nieobecna, bardzo daleka od nas. Inna przyjaciółka stwierdzała: Kiedy Livia się modli, staje się piękniejsza. Siostra zarzucała jej: Zbyt dużo czasu poświęcasz na wieczorną modlitwę. Dodawała: Zapominasz o zmęczeniu.

¨ W posługiwaniu chorym, którzy pełni niepokoju i rozpaczy obrzucali ją wyzwiskami, zachowywała łagodność i zawsze żyła nadzieją, że Bóg dokona przemiany tych ludzi. Jeden z lekarzy mówił o niej: Zawsze była łagodna i gorliwa. Czyniła o wiele więcej, niż wymagały tego obowiązki. Wszystko czyniła z radością i pokorą. Sama siostra Augustyna mawiała: Wszyscy są kompetentni w wydzielaniu leków, ale posłannictwo siostry wymaga czegoś więcej: powinna zdobywać dusze. Kiedy jestem przy moich chorych, jestem przekonana, że na całym świecie nie ma nikogo, kto byłby mi droższy. W ten sposób wyjaśniała swoim rodzicom fakt, że nie może ich odwiedzać.
Fundamentem, na którym opierała gotowość służenia ubogim chorym, była wiara i kierowanie się duchem Ewangelii oraz zasadami duchowości wincentyńskiej: We wszystkich trudach dodaje mi sił pewność, że nawet najmniejsze posługi świadczone chorym są posługami świadczonymi samemu Jezusowi Chrystusowi. Realizowała w ten sposób charyzmat sióstr miłosierdzia świętej Joanny Antydy Thouret: Kochać Jezusa Chrystusa, kochać ubogich chorych, którzy są członkami Jego Ciała i przekonywać ich, że są umiłowani przez Ojca.

¨ Siostra Augustyna była świadoma niebezpieczeństw, na jakie się naraża, ale nie żywiła obaw, bo mówiła: W moim sercu płonie ogień miłości wobec Boga i wszystkich bliźnich. Jestem gotowa ponieść każdą ofiarę, nawet przelać krew, jeżeli taka będzie wola Boża. Lęk skłania do tracenia czasu i nie pozwala zdobywać dusz. Cóż może być piękniejszego, niż przelać krew w imię miłości. Dla Chrystusa to i tak za mało. Nawet jeżeli czuję zagrożenie ze strony niektórych, żyję w pokoju. Nie tracę go nawet w obliczu śmierci. Jestem gotowa na męczeństwo, chociaż wiem, że nie jestem tego godna. Wszystko zależy od Boga.

¨ Moc miłości siostry Augustyny miała oparcie w modlitwie pełnej wiary. W swoich rozważaniach czciła Chrystusa ukrzyżowanego i twierdziła, że należy upodobnić się do Niego i w życiu i w śmierci. Poza tym zawsze trzeba być gotowym na każde zrządzenie Bożej woli. Bardzo bliska była jej myśl o męczeństwie. Można powiedzieć, że marzyła o nim.

Troska o dobro duchowe i materialne ubogich

BŁ. LINDALVA JUSTO DE OLIVEIRA
(1953-1993)

     Życie

Lindalva Justo de Oliveira urodziła się 20 października 1953 r. w niewielkiej miejscowości Malhada de Areia w pobliżu Acu w stanie Rio Grande do Norte (Brazylia). Była szóstym dzieckiem spośród trzynastu, z których jedno zmarło zaraz po urodzeniu. Rodzice troszczyli się o wychowanie religijne dzieci i o to, by systematycznie uczęszczały do szkoły. Lindalva najpierw uczyła się w miejscowości rodzinnej, a potem w Acu, dokąd przeniosła się cała rodzina, i wreszcie w Natal, gdzie uzyskała dyplom urzędnika administracyjnego.
Od 1978 r. pracowała jako ekspedientka i kasjerka w różnych sklepach. Równocześnie uczyła młodsze dzieci zaprzyjaźnionych rodzin. W tym czasie angażowała się w duszpasterstwo parafialne, zwłaszcza w działalność charytatywną. Aby działać skutecznie, zwłaszcza wśród chorych, ukończyła kurs pielęgniarski. W 1982 r. opiekowała się ciężko chorym ojcem i boleśnie przeżyła jego śmierć. Zachowała jednak radość życia. Pomagało jej w tym czytanie Biblii oraz uczestniczenie w spotkaniach powołaniowych organizowanych przez siostry miłosierdzia.

W trzydziestym trzecim roku życia poprosiła o przyjęcie do postulatu tego zgromadzenia. W ciągu trzech lat pogłębiała swoje życie duchowe i coraz aktywniej włączała się w posługiwanie ubogim. Za zgodą przełożonych, 16 lipca 1989 r. rozpoczęła seminarium (nowicjat) w Recife. Już wtedy odwiedzała chorych w jednym z miejscowych szpitali oraz poświęcała się ubogim i bezdomnym.
Po okresie formacji początkowej, 26 stycznia 1991 r. skierowano ją do pracy w przytułku Dom Pedro II w Salvadorze w stanie Bahia. Powierzono jej oddział czterdziestu osób w podeszłym wieku. Z zapałem poświęcała im wszystkie siły. Po kilku dniach znała imiona wszystkich swoich podopiecznych. Poznawała ich problemy. Wszystkich obdarzała uśmiechem i potrafiła ich natchnąć własną radością życia.
Wszystko układało się dobrze do czasu, gdy w styczniu 1993 r. przybył do przytułku Augustyn da Silva Peixoto. Warunkiem przyjęcia był wiek powyżej sześćdziesiątego roku życia. Dzięki protekcji polityków przyjęto go, chociaż liczył dopiero czterdzieści sześć lat. Niemal od pierwszych dni narzucał się z pojmowaną po swojemu miłością wobec siostry Lindalvy. Gdy nie reagowała stawał się coraz bardziej natarczywy, a nawet groźny. Wielu świadków wydarzeń ostrzegało ją przed grożącym z jego strony niebezpieczeństwem, ale nie chciała opuszczać biednych powierzonych jej opiece. Jej prześladowca powziął zbrodniczą myśl. Postarał się o duży nóż i czekał na sposobność, aby zemścić się na siostrze, która zdecydowanie odrzucała jego grzeszne propozycje.
W Wielki Piątek, 9 kwietnia 1993 r., siostra Lindalva wracała z kościoła po nabożeństwie Drogi Krzyżowej. Na schodach domu czekał Augustyn. Z krzykiem: Nie chciałaś ulec, to masz zapłatę, zadawał jej liczne ciosy nożem. Przed śmiercią zdążyła tylko krzyknąć: Boże, ratuj.
Zabójcę aresztowano jeszcze z nożem w ręce. Ciało zamordowanej poddano badaniom w Instytucie Medycyny Sądowej, a następnie umieszczono w kaplicy przytułku. Do końca dnia i przez noc przy trumnie czuwali pensjonariusze zakładu oraz tłumy mieszkańców miasta. Jeszcze większe tłumy następnego dnia uczestniczyły w obrzędach pogrzebowych. Miejscowy arcybiskup nawiązał do imienia Lindalva [piękna szata] i mówił: Piękną szatą jest biała szata, jaką każdy chrześcijanin otrzymuje na chrzcie świętym. Piękną szatą stała się też niebieska suknia siostry miłosierdzia obmyta we Krwi Baranka (Ap 7, 14), z którą teraz zmieszała się krew zamordowanej.
Siostra Lindalva oddała życie w obronie ślubowanej Bogu czystości. Wiadomość o tragicznym wydarzeniu rozchodziła się w całej okolicy. Spontanicznie okazywano jej cześć religijną i wkrótce rozpoczął się kanoniczny proces beatyfikacyjny. Uroczystość beatyfikacyjna odbyła się 25 listopada 2007 r. w Salvadorze w Brazylii.

     Przesłanie

¨ Bóg obdarzył Lindalvę miłym i radosnym charakterem. Jej brat Dżalma napisał o niej: Zachowywała się w sposób naturalny. Żyła w zgodzie ze wszystkimi. W przyjaźni była szczera. W czasie pobytu w domu rodzinnym nie różniła się od innych. Miała przyjaciółki i przyjaciół. Nawet jeżeli obdarzała kogoś sympatią, nie wykraczało to poza ramy poprawności. Jeden z jej przyjaciół dodawał: Odwiedzaliśmy nawzajem nasze rodziny. Wśród przyjaciół przeżywaliśmy różne uroczystości. Czasem jeździliśmy nad morze. Zachowywaliśmy się, jak wszystkie zaprzyjaźnione osoby.

¨ Od dzieciństwa wyróżniała się życzliwością wobec innych. Każdemu chętnie pomagała, zwłaszcza ubogim i opuszczonym. Z biednymi dziećmi, jeśli tego potrzebowały, dzieliła się różnymi częściami odzieży. Kiedy już podjęła pracę zawodową, w wolnych chwilach odwiedzała przytułek i wnosiła tam wiele radości. Dla każdego miała uśmiech i miłe słowo. Chętnie śpiewała i grała na gitarze. Swoją religijność opierała na życiu sakramentalnym, na modlitwie i czytaniu Pisma Świętego. Jej pobożność była prosta i naturalna. Kiedy wstępowała do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, mówiła: Pragnę osiągnąć szczęście niebieskie, chcę z radością służyć bliźnim i wytrwale czynić dobro.

¨W czasie postulatu zapewniała: Jestem bardzo szczęśliwa. Jestem blisko Boga. Wydaje mi się, że zawsze mieszkałam tutaj. Mam tylko jedno pragnienie: w pokorze i z miłością służyć Chrystusowi. Zawsze wyróżniała się radością i gotowością służenia zarówno w domu jak i poza nim. Jej pragnieniem było dążenie do świętości. W okresie seminarium (nowicjatu) w liście do przyjaciółki pisała: Jestem wdzięczna Bogu za łaskę powołania i za wszystkie łaski, jakimi mnie obdarza w nowicjacie. Tutaj wszystko jest łaską. Doświadczamy jej wszystkie. Żyjemy w milczeniu, które pogłębia nasze zjednoczenie z Bogiem. To wszystko przepełnia nas radością. Święty Wincenty i święta Ludwika oczekują, że przyłączysz się do nas. Nie obawiaj się. Zapewne na naszej drodze będą pojawiały się ciernie, ale będziemy je przemieniać w róże. Wszystko zależy od nas. W podobnych słowach zwracała się do rodziny. Zachęcała do postępowania drogą dobra. Przekonywała o skuteczności modlitwy, zwłaszcza różańcowej. Sama żywiła wielką cześć dla Maryi, którą nazywała swoją Ukochaną Matką.

¨ W okresie posługiwania w przytułku Dom Pedro II troszczyła się o dobro duchowe i materialne swoich podopiecznych. Wszystkim, bez żadnej różnicy, okazywała życzliwość i świadczyła wszelkie usługi. Najbardziej starała się pomagać chorym. Wszystkich zarażała swoją radością. Była świadoma pożądliwości, jaka zrodziła się w sercu Augustyna da Silva Peixoto. Zachowywała wobec niego należyty dystans. Mogła poprosić o zmianę miejsca pracy, ale mówiła: Wolę przelać krew, niż opuścić moich ubogich. Jej krew rzeczywiście została przelana i w Wielki Piątek połączyła się z Krwią Chrystusa. Zmarła w obronie swojej wiary i swojej konsekracji. Swoje dziewicze życie okupiła męczeństwem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.