Ks. Wojciech Osial – DEKALOG

Boże wezwanie do życia w prawdzie

„Nie mów fałszywego świadectwa
przeciw bliźniemu twemu”

W trosce Pana Boga o nasze szczęście nie mogło zabraknąć tematu prawdy i kłamstwa. Problem ten jest tak stary, jak stary jest świat w którym żyjemy. Każdy z nas ma tutaj pewne słabości. Chociaż nikt nie lubi być oszukiwany, to jednak tak łatwo przychodzi nam oszukiwać innych. Duże kłamstwa, małe niedopowiedzenia, „kochane” ploteczki, posądzenia, itd. Tak jest tego dużo, że często już sami nie wiemy, co jest prawdą a co jest fałszem.
Ósme przykazanie chce nam pomóc w tych problemach. Aby wyprostować nasze życie stawia nam podwójne zadanie: jako pierwszą rzecz nakłada nam obowiązek dbania o prawdę w naszych myślach, natomiast drugą rzeczą jest dbanie o to, aby nasze myśli były zgodne z naszą mową. Chodzi o to, abyśmy zawsze szukali prawdy i prawdę tę mieli na naszych ustach.
Nie zawsze jest to takie łatwe, ponieważ po grzechu pierworodnym jesteśmy słabi i nawet pewne okoliczności „zmuszają” nas niekiedy do kłamstwa. Zauważmy, że sytuację tę wykorzystuje doskonale szatan, ojciec wszelkiego kłamstwa (J8, 44). Perfekcyjnie uderzył w ten nasz słaby punkt w raju, kiedy oszukał Adama i Ewę. Czyni to również po dzień dzisiejszy, wiedząc, że jesteśmy słabi i podatni na kłamstwo.

 1) Kłamstwo niszczy nas samych

Znamy powiedzenie: „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. Myślę, że przysłowie to można odnieść od kłamstwa i powiedzieć: „Kto kłamie, ten poprzez kłamstwo ginie”. Aby to potwierdzić, wystarczy przywołać różne sytuacje z naszego życia. Każdy z nas miał przecież wiele wydarzeń, kiedy jego kłamstwo obracało się przeciwko niemu samemu: ukryliśmy na przykład jedynki z matmy przed rodzicami, ale wystarczyła wywiadówka, aby nastał dzień sądu w domu, powiedzieliśmy rodzicom, że idziemy do koleżanki, ale wszechobecna ciocia nakryła mnie z moim chłopakiem na ławeczce w parku, przyrzekałem na wszystkie świętości, że nie palę, ale mama przy praniu znalazła machorkę w kieszeni od spodni, itd. Kłamstwo ma krótkie nogi, a co najgorsze, niszczy nasz autorytet i zaufanie.
W księdze Dziejów Apostolskich znajdujemy ciekawą historię Ananiasza i Safiry (Dz 5, 1-11).
Ananiasz i Safira byli małżeństwem. Chcąc uchodzić w oczach innych za pobożnych chrześcijan, sprzedają pole i otrzymane w ten sposób pieniądze przeznaczają na potrzeby Kościoła. Ponieważ żal im było oddać tak dużej sumy, umówili się między sobą, że okłamią wspólnotę i przyniosą tylko część pieniędzy, mówiąc oczywiście, że to jest wszystko, co posiadają. Można pomyśleć, że to takie małe kłamstwo i częste w naszym życiu. Pieniądze były przecież ich i mogli zrobić z nimi wszystko, co się im podobało. Oni jednak skłamali, gdyż chcieli pokazać się ludziom. Tymczasem stało się inaczej. Gdy Ananiasz przyniósł z dumą pieniądze, św. Piotr, mając Ducha świętego, wyrzucił im kłamstwo: „Ananiaszu, dlaczego szatan zawładnął twym sercem, że skłamałeś Duchowi Świętemu i odłożyłeś sobie część zapłaty za ziemię? (…) Jakże mogłeś dopuścić myśl o takim uczynku? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu”. Ananiasz padł martwy na ziemię. Trzy godziny później, podobny los spotkał jego żonę Safirę. Ona również umarła.
Historia Ananiasza i Safiry jest smutna, ale ukazuje nam niebezpieczeństwo kłamstwa. Ich śmierć jest symbolem krzywdy człowieka wyrządzonej samemu sobie poprzez kłamstwo. Nie oznacza to, że my również umrzemy, gdy skłamiemy. Gdyby tak było, to prawdopodobnie na ziemi nie byłoby nikogo żywego. Historia ta pokazuje nam jednak, że kłamstwo niszczy nas samych, zabija w nas prawdę i sprowadza nas do rzędu ludzi bardzo płytkich duchowo i mało poważnych.

2) Trzeba uczyć się mówić prawdę

Jest rzeczą oczywistą, że chrześcijanin nie może kłamać, ale wszyscy dobrze wiemy, jak wiele jest sytuacji, kiedy bardzo trudno, a niekiedy wręcz niemożliwe, staje się powiedzenie prawdy. Jakże często powiedzenie prawdy może doprowadzić do kłótni. Powiedz dziewczynie, że nie ma gustu, gdy się ubiera, a zobaczysz, jakie kazanie ci wyprawi, lub powiedz swojej koleżance prawdę, co o niej myślisz, a przestanie się z tobą przyjaźnić. Te i jeszcze inne sytuacje są dowodem na to, że mówienie prawdy domaga się niezwykłej mądrości.
Wiemy, że nie zawsze trzeba mówić wszystko to, co wiemy. Jest wiele przecież spraw, które musimy zachowywać dla siebie. Nie są nam obce słowa takie jak sekret i tajemnica. Wiemy dobrze, że są to prawie „święte słowa”, których w żaden sposób nie można nikomu wyjawić. Co by to było, gdyby tak dla zabawy moja koleżanka wyjawiła mój sekret chłopakom? Prawdopodobnie skończyłoby się to trzecią wojną światową. Istnieją więc tajemnice i sekrety naszych przyjaźni, spraw rodzinnych, naszego osobistego życia. Powodem dyskrecji jest zazwyczaj troska o dobro innych, aby ujawniona prawda nie była wykorzystana na ich szkodę.
Co więc należy robić, aby z jednej strony nie kłamać, z drugiej zaś nie mówić, tego, czego nam mówić nie wolno? Pierwszą rzeczą jest opanować sztukę milczenia. Pamiętajmy, kto nie umie milczeć, najczęściej nie potrafi mówić w sposób mądry. Z reguły powie albo za dużo, albo za mało. Milczenie pomaga nam ważyć nasze słowa, tak te usłyszane jak i te wypowiedziane. Mądrego człowieka można porównać do wiewiórki zbierającej orzechy na zimę. Wiecie jak ona to robi? Każdy znaleziony orzech jest przez nią bardzo dokładnie ważony. Wiewiórka umie ocenić zawartość orzecha. Orzechy pełne i wartościowe chowa do kryjówki, puste natomiast odrzuca daleko. Podobnie winno być z nami. Każde usłyszane słowo powinniśmy zważyć w naszym milczeniu. Jeśli jest to słowo ubogacające, zachowajmy je w naszej pamięci, jeśli natomiast jest ono głupie i puste, odrzućmy je daleko jak śmieci.
W milczeniu dojrzewają również nasze wypowiadane słowa. Pozwala ono nam na zastanowienie się komu i co powiedzieć, i w jaki sposób to uczynić. Szczególnie ważny jest ten sposób. On najczęściej rani, i co więcej, nasze dobre chęci obracają się przeciwko nam samym. Jedno jest pewne, że w życiu można spotkać o wiele więcej osób, które żałowały, że powiedziały o jedno słowo za dużo, niż osób, które żałowały, że w odpowiednim momencie ugryzły się w język i czegoś nie dopowiedziały.

 3) Zauważmy, że nasze fałszywe słowa ranią również innych

Grzechy naszego języka nie są zawarte w katechizmowym zestawieniu siedmiu grzechów głównych. Mówi się o pysze, chciwości, nieczystości, zazdrości, nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu, gniewie i lenistwie. Brakuje kłamstwa. Możemy jednak zauważyć, że kłamstwo bardzo ściśle łączy się z tymi grzechami.
W Oxfordzie jest pewien traktat teologiczny, którego autor grzechy języka umieszcza w rozdziale: „łakomstwo-nieumiarkowanie”. Jest tutaj pewna sugestia, że nasze słowa można kojarzyć z naszymi zachowaniami się przy stole. Zauważmy, że słowa kąsają, pożerają, a nawet możemy odczuwać pewien smak w pożeraniu innych słowem. Ile razy, podczas kłótni, ze łzami mówimy komuś, że jego plotki pożarły nas w oczach innych, albo, że przez to, co on nam mówi, niszczy nas i pożera! To kąsanie i pożeranie słowem zauważył już św. Paweł u Galatów, kiedy pisze: „A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli” (Ga5, 5-15).
Pouczająca dla nas może być historia pewnego młodego zakonnika:
Był sobie pewien młody zakonnik, który pragnął tylko pościć i umartwiać się. Dziwny fanatyk postów, ascezy i pokuty. Zarzucał innym mnichom, że jedzą mięso, piją wino i wciąż tylko siedzą nad miską. Będąc zgorszonym do szpiku kości, nie mogąc spać po nocach, obgadywał innych, którzy tylko jedli i jedli. Przeżywając wciąż wewnętrzne rozterki udał się do swojego mistrza po radę. Co usłyszał? Odpowiedź była zaskakująca, ale i prawdziwa: „Lepiej jeść mięso i pić wino, niż pożerać ciało brata oszczerstwem i obmową”
Myślę, że my jesteśmy trochę podobni do tego mnicha. Staramy się pościć, a nie widzimy, jak pożeramy ludzi słowem oszczerstwa czy plotki. Takie jest życie. Często słyszy się, jak ktoś mówi: „tamta kobieta codziennie jest na Mszy, a co ona opowiada z przyjaciółkami!”. Wspomnijmy także nasze prywatki, imprezy, odwiedziny u przyjaciół. Może tam pożeramy kogoś słowem? A to nie ładnie, bo takie zachowanie to nic innego jak kanibalizm słowny! Jezus Chrystus przypomina nam, że z każdego bezużytecznego słowa będziemy rozliczeni, to znaczy z  rzeczy  nieprawdziwych, niesprawdzonych, nawet słusznych, ale wypowiedzianych w niewłaściwym momencie.
O tym, jak słowo może zranić, a nawet zabić człowieka, opowiada siostra Faustyna w swoim dzienniczku:
„O Jezu miłosierdzia; drżę, kiedy pomyślę, że mam zdawać sprawę z języka. W języku jest życie, ale i śmierć, i nieraz językiem zabijamy, popełniamy prawdziwe zabójstwo i to my mamy uważać jeszcze za rzecz małą? Naprawdę nie rozumiem takich sumień. Poznałam pewną osobę, która dowiedziawszy się od innej pewnej rzeczy, którą o niej mówiono, rozchorowała się ciężko, a więc ubyło tam wiele krwi i wiele wylała łez, i potem nastąpiło smutne następstwo. A więc nie miecz, ale język dokonał tego” (Dzienniczek 119)

 4) Nasza pycha na drogę fałszu nas spycha

Można powiedzieć, że u źródeł kłamstwa i zatajania prawdy znajduje się nasza pycha. Aby wydawać się lepszym od innych, trzeba przyćmić ich i przygasić. Nie jesteśmy dużo lepsi, ale chcemy się wywyższać. Przypomnijmy sobie Ananiasza i Safirę. Chcieli oni zaimponować, wywyższyć się ponad innych, pokazać się lepszymi od innych. To ich zgubiło, a wystarczyło tylko powiedzieć, że część pieniędzy chcą zachować dla siebie. Pycha i obłuda okazały się znów silniejsze. To jest tak, jakby położyć kawałek szarego papieru na czarnym. Choć będzie on szary, to i tak na czarnym tle wyda się bielszy. Konieczne jest przyciemnianie innych, aby siebie wybielić.
Innym powodem ranienia drugiej osoby przez nasz słowa jest chęć uniewinniania siebie samych. Patrząc na błędy innych, mówimy sobie, że my nie jesteśmy jeszcze tacy najgorsi, gdyż są gorsi od nas. Pamiętajmy jednak, że szperanie w ludzkich błędach to rzecz wstrętna i wstydliwa. Nawet gdy wytykamy innym prawdziwe błędy, to zapytajmy się, czy mówiliśmy to z miłości czy aby pokazać, że my tacy nie jesteśmy? A może pokłóciliśmy prawdę z miłością? Może nadużywamy prawdy przeciw miłości?

 5) Spróbujmy spojrzeć na słabości drugiego jako na jego duchowe kalectwo

Kiedy widzimy człowieka chorego, kalekę, to naturalną naszą reakcją jest litość, współczucie i wzruszenie. Zauważmy, że ten mechanizm naszego serca nie zawsze funkcjonuje w ten sam sposób w odniesieniu do osób ułomnych duchowo. Kiedy spotykamy ślepotę i ułomność serca drugiego człowieka, to jesteśmy bezlitośni, osądzamy, pomawiamy, plotkujemy, donosimy. Gdzie są więc słowa Chrystusa, który mówi, że „Syn Człowieczy nie przyszedł, ażeby sądzić, ale żeby zbawiać świat (J3,17)? Gdy Jezus spotkał kobietę złapaną na cudzołóstwie, wcale jej nie potępił. Jezus zbawiał nie przez swoje sądy swoje, ale przez miłosierdzie, przez cierpliwość, wyrozumiałość, miłość, czułość. Nikogo nie oczerniał i nic nikomu nie rozpowiadał.
Wyrazem naszego miłosiernego zbawiania są nasze słowa wypowiadane na lewo i prawo. Słowo nieprawdziwe jest jak ziarnko pisaku, które dostawszy się w tryby delikatnego mechanizmu (np. zegarka), zgrzyta i wszystko niszczy. Rodzą się kłótnie i nieporozumienia. Lekarze i psychologowie zauważają, że jedna kłótnia rozpoczęta nierozważnym słowem zużywa tyle nerwów i energii, co ośmiogodzinny dzień pracy. Mądre i prawdziwe słowo jest natomiast jak kropla oliwy, która koi, łagodzi tarcia i zgrzyty. Czym są więc nasze słowa? Są one grudami piachu czy kroplą leczącej i kojącej oliwy? Co wrzucamy w delikatny mechanizm naszego życia i otoczenia? Jeśli znajduję jakiś niepokój wokół mnie, to warto zapytać się, jakie były moje słowa. Nie jest to łatwa rzecz, może nawet bezgranicznie trudna, ale czymże jest miłość, jeżeli nie przekraczaniem siebie?

 6) Czy umiem otworzyć się na poszukiwanie słów prawdy?

Pan Jezus, przebywając przed swoją męką w wieczerniku, modlił się za apostołów tymi słowami: „Ojcze, uświęć ich w prawdzie” (J17, 16). Jest to pragnienie Boga, abyśmy wybierali zawsze prawdę. Zapamiętajmy sobie, że gdzie jest Bóg, tam jest i prawda. Nie ma innej drogi do walki z kłamstwem.
Fenomenalny muzyk Yehudi Menuhin, w swojej biograficznej książce „Niedokończona podróż” pisze, że utwór muzyczny najpiękniej zabrzmi nie tylko wtedy, gdy wszyscy muzycy orkiestry zagrają równo i harmonijnie, ale gdy jednocześnie będzie pozostawiony „pewien margines wolności” dla każdego z nich. Ten margines wolności to pewna przestrzeń dowolności, w której muzyk pomiędzy nutami będzie mógł wyrazić swoją duszę i swoją indywidualność. Są ważne nuty, partytura, wskazówki kompozytora, ale najważniejsza jest ta przestrzeń międzynutowa, którą wypełnia muzyk. Tę tajemniczą przestrzeń wolności Menuhin nazwał „La part de Dieu”, to znaczy cząstka należna samemu Bogu.
Rzeczywiście ta cząstka muzyki należna Bogu jest najważniejsza. Kiedy słynny Isaak Stern, słuchał orkiestry chińskiej w Pekinie zaraz po rewolucji kulturalnej, zauważył, że wszyscy grali idealnie wszystkie nuty, ale wykonywane utwory jakoś nie brzmiały poprawnie. Zabrakło bowiem tej wolnej przestrzeni, w której każdy muzyk mógłby wyrazić przed Bogiem własną duszę.
Opowiadam ten przykład, aby zachęcić do otwarcia się naprawdę, którą jest sam Bóg. Ważne są obowiązki, trudne są sytuacje, ale konieczna jest ta przestrzeń międzynutowa pięciolinii naszego życia, którą musi wypełnić sam Bóg. Gdy jej zabraknie, muzyka naszego życia może dotykać fałszu i kłamstwa.

Zakończenie

Na koniec naszych rozważań na temat pięknego Dekalogu chciałbym odnieść się do hasła naszej pielgrzymki: „Ojcze, bądź wola Twoja”. Po raz kolejny powtórzę, że wolą naszego najlepszego Ojca jest troska o nasze piękne życie. Przykazania to nie zakazy, ale drogowskazy do oazy prawdziwego życia pośród pustyni pełnej kuszących węży. Bóg pragnie naszej radości! Umiejmy ja odnaleźć na kamiennych tablicach mojżeszowego Dekalogu.
I jeszcze jedno. Wędrujemy do stóp naszej Matki. Wiecie, czego Maryja nas uczy? Ona uczy nas dokładanie tego, co mamy zapisane jako hasło naszej pielgrzymki: „Ojcze, bądź wola Twoja”. Ona jako pierwsza z ludzi najpełniej odpowiedziała na wolę Boga Ojca. W Nazarecie powiedziała aniołowi” „Niech się tak stanie”. Ona sama pomaga również nam dzisiaj udzielić podobnej odpowiedzi na wezwanie Boga. Gdy przygniatają nas problemy i szukamy szczęścia, Ona przychodzi do nas i uczy nas mówić: „Niech się tak stanie!” Tak jest zapisane w Ewangelii, i tak o tym śpiewali „The Beatles” w przepięknym utworze „Let it be” = „Niech się tak stanie”.

Gdy problemy mnie przygniatają, Ty o Maryjo przychodzisz do mnie
I mówisz słowa pełne mądrości: niech się tak stanie!
I gdy nadejdzie godzina ciemności, Ona natychmiast przy mnie jest,
I wypowiada słowa pełne mądrości: niech się tak stanie!.

„When I find myself in times of trouble, Mother Mary comes to me,
Speaking words of wisdom: Let it be.
And in my hour of darkness She is standing right in front of me,
Speaking words of wisdom: Let it be. Let it be.”

Niech się stanie wola Boża! Let it be!
Amen.

Możliwość komentowania jest wyłączona.