Ks. Wojciech Osial – DEKALOG

 Boże dobra w naszych dłoniach

Nie kradnij. Nie pożądaj żadnej rzeczy,
która należy do bliźniego

W każdym z nas zauważamy przywiązanie do różnych rzeczy. Choć często wiele nie mamy, to jednak zawsze, nawet te

najmniejsze rzeczy, uważamy za nasze i zaciekle ich bronimy. Widać to doskonale już u małego dziecka, jak reaguje, kiedy zabierzemy mu jego najukochańszego misia. Na usilne prośby matki, aby podzieliło się tym misiem z innym dzieckiem, odpowiada, że to jego miś i wszelkie próby nalegania odpiera skutecznie swoim płaczem, przytulając oczywiście małego misia do swojego serca. Nie trzeba opowiadać, jak my reagujemy w podobnych sytuacjach. Pewnie myślimy sobie: „Niech tylko ktoś spróbuje zabrać nam naszego misia, a na pewno więcej nie będzie chciał mieć z nami do czynienia!”
Bóg, widząc z jednej strony naszą wielką troskę o rzeczy, które nam się podobają, z drugiej natomiast niebezpieczeństwa, jakie mogą z tego wyniknąć, pragnie nam pomóc, abyśmy czasem nie skłócili się o przysłowiową miedzę. Bóg zostawia nam siódme i dziesiąte przykazanie: Nie kradnij i Nie pożądaj żadnej rzeczy, która należy do twojego bliźniego. Może nam się wydawać, że kradzież nie ma nic wspólnego z obroną tego, co posiadamy. My przecież nie kradniemy, lecz tylko bronimy. Jest to prawdą, ale przykazania te mają na celu nauczenie nas mądrego spoglądania na posiadane rzeczy. Jak za chwilę zauważymy, jesteśmy bardzo słabi i chęć posiadania tak potrafi zawrócić nam w głowach, że posuniemy się do czynów kradzieży. Już od urodzenia siedzi w nas pokusa patrzenia jedynie na własne rzeczy. Opisuje to H. Sienkiewicz w powieści „W pustyni i w puszczy”, gdy słynny Kali powiada: „grzech, to jak ktoś Kalemu ukraść krowy. A dobry uczynek – jak Kali komuś ukraść krowy”.

 1) Każdy z nas ma prawo do posiadania własnych rzeczy

Pan Bóg zostawił nam prawo do posiadania własnych rzeczy. Służy ono do normalnego funkcjonowania życia. Gdybyśmy podważyli to prawo, świat stałby się jednym wielkim i śmiesznym bałaganem. Śmieszne byłyby sytuacje, kiedy za zaoszczędzone pieniądze kupiłem sobie ulubioną płytę, a sąsiadka przychodzi i po prostu ją zabiera, gdyż jej się podoba i na dodatek mówi, że Pan Bóg kazał się wszystkim dzielić. Niemałym krzykiem skończyłaby się sytuacja, kiedy chcielibyśmy odpocząć sobie w naszym pokoiku, a przychodzi ktoś z zewnątrz i mówi, że to jego pokoik, ponieważ nie uznaje on własności prywatnej. Dużym widowiskiem byłoby zdarzenie, kiedy ksiądz proboszcz uszyłby sobie nową sutannę, a młody chłopak, by mu ją zabrał, gdyż potrzebuje dużo czarnego materiału na garnitur do ślubu. Podobnych sytuacji moglibyśmy wymyślać bez końca. Pokazują nam one, że każdy ma prawo do posiadania własnego świata, mieszkania, pieniędzy, ulubionych ubrań (sutanna) i płyt kompaktowych. Jest to prawo do posiadania własności prywatnej i pochodzi ono od Boga.
Dzięki temu ważnemu prawu do posiadania własnych rzeczy możemy być niezależni i wolni. Przykazania nam w tym pomagają, bronią nas przed tymi, którzy poprzez kradzież chcieliby nas pozbawić naszej własności.

 2) Mogę mieć moje rzeczy, ale z pewnym zastrzeżeniem

Przyznanie prawa do własności niesie w sobie ryzyko zapatrzenia się tylko w siebie i w to, co posiadamy. Chęć posiadania mieszka w naszym sercu. Pragnienie posiadania jest dobre, ale gdy znajdzie się w myślach słabego człowieka, staje się niebezpieczeństwem. Sami wiemy, że mając trochę, chcielibyśmy mieć wciąż więcej, a tutaj jesteśmy już o krok od kradzieży i pożądania rzeczy innych osób. Mając stary procesor w komputerze rodzi się w nas chęć zakupienia szybszego, kupując eleganckie spodnie chciałoby się zaraz mieć do tego odpowiednie buty, jeżdżąc polonezem marzymy o volkswagenie golfie, nie wspominając oczywiście BMW czy mercedesa. Niespodziewanie stajemy się zniewoleni poprzez posiadane rzeczy. Mechanizmy tego zniewolenia są przedziwne i popychają nas do przywłaszczania sobie obcych rzeczy. Świadczy o tym postawa pewnej kobiety:
„Skarżyła się księdzu starsza kobieta, że wynosi małe rzeczy z supermarketu. Niby nic, bo produkty po dwa czy trzy złote. Choć tego żałowała, i nawet się z tego śmiała, to było jej bardzo trudno nie wynieść czegoś bez zapłacenia. Pokusa była bardzo silna. Kobieta tłumaczyła sobie, że jest starsza i nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, że może coś kraść. Ponadto ma niską rentę, a właściciel sklepu i tak nie zbiednieje. Myślała sobie, że dobrze będzie jak zaoszczędzi sobie za każdym razem dwa złote. Uzyskane w ten sposób pieniądze pozwolą jej kupić sobie coś do domu. Najdziwniejsze jest to, że w domu praktycznie nic jej nie brakowało, a renta wystarczała na podstawowe potrzeby. Kradła, i jak sama mówiła, nie wiedziała dlaczego.”
Ta prawdziwa historia jest dobrym przykładem pokazującym nasze zniewolenie poprzez rzeczy materialne. Chociaż w sercu brzydzimy się kradzieżą, to pokusa jest tak duża, że jej ulegamy.
Co jest więc ważniejsze, nasz „bagaż” czy bogactwo serca? Często właściciel może stać się mniej ważny niż zawartość plecaka, który niesie przez życie! Skarb niesiony w plecaku może być tak wspaniały, że może przesłonić Boga. Widzimy przecież jak wielu jest ludzi gotowych sprzedać swoją duszę, byleby tylko mieć coś więcej plecaku. Postawmy więc sobie pytanie: być czy mieć? Pan Jezus nam szepcze do ucha: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego (Mt19, 24).

 3) Każdy z nas jest trochę skąpy i chciwy

Słuchając tych rozważań możemy łatwo zobaczyć, że gdzieś u podstaw naszego pożądania rzeczy materialnych stoi skąpstwo i chciwość. Są to cechy, którymi się brzydzimy i gorszymy. Bóg pragnie nas przed tym chronić. Może właśnie dzisiaj chce ci powiedzieć, abyś nie był skąpy i chciwy. Naucz się dzielić tym, co masz a przestaniesz się lękać o jutro. Skutki skąpstwa i chciwości są tragiczne. Zobaczmy, że taki człowiek zawsze jest wewnętrznie zaniepokojony. Jemu jest wciąż mało i mało, o niczym nie myśli jak tylko o pomnożeniu swoich pieniędzy. Najgorsze jest to, że wchodzi on na drogę nieuczciwości i gotów jest nawet na łamanie prawa nie tylko cywilnego, ale i bożego. Ten materializm niszczy przyjaźnie, kłóci nas między sobą, zabija wrażliwość na potrzebującego pomocy.
Zapytajmy siebie czy nie lepiej byłoby widzieć przede wszystkim człowieka niż jego bogactwo. Pewnie, że lepiej, i wśród nas tutaj idących wolimy patrzeć w serce niż w portfel. Ale zdarzają się przypadki, że chłopak z szybkim samochodem niekiedy jest atrakcyjniejszy od tego, który chodzi pieszo, dziewczyna mających zamożnych rodziców jest lepiej widziana przez naszych rodziców, wokół biznesmenów zawsze kreci się więcej ludzi.
Wiemy też bardzo dobrze, jak trudno jest przyjąć ze spokojem zagubienie czy zniszczenie naszych rzeczy. Przypomnijmy sobie naszą złość, kiedy zgubiliśmy trochę pieniędzy, zdenerwowanie, kiedy musieliśmy zapłacić mandat, bluźnierstwa, kiedy z naszego sadu ktoś ukradł jabłek. Reakcje poniekąd normalne i usprawiedliwione, ale czy nie są to jednocześnie momenty będące wskaźnikiem przywiązania do tego, co posiadamy?

 4) Trudny problem usprawiedliwiania naszych kradzieży

Zagłębiając się w temat siódmego i dziesiątego przykazania możemy zauważyć, iż wszystko wcale nie jest takie proste jak teraz słyszymy. Rodzą się na przykład pytania, które wzbudzają wiele wątpliwości: Czy można kraść w pracy, gdy pracodawca też nas okrada, ponieważ mało nam płaci? Czy można dochodzić sprawiedliwości, gdy stu ludzi opływa w bogactwa podczas gdy miliony dzieci umierają z głodu? Czy można używać przemocy dla sprawiedliwego podziału ziemi i pieniędzy? Zobaczmy wreszcie, że wszystkie rewolucje wmawiały ludziom biednym, że „są bogaci wokół ciebie, a ty nic nie masz. Oni mają pałace, a ty masz lepiankę. Idź więc i zabierz”. Wszystko to było zawsze czynione w imię tzw. „sprawiedliwości”.
Wszystkie te pytania są bardzo trudne. Zawsze ktoś będzie bogatszy niż ja, zawsze ktoś będzie jeździł mercedesem a ja na starym rowerze. Cały problem sprowadza się do postawienia Boga na pierwszym miejscu. Nie możemy nikogo okradać, nawet gdyby inni nas okradali. Kradzież zawsze pozostanie kradzieżą. Jeżeli uznam, że mogę zabrać rower sąsiadce, gdyż ona ma dwa a ja nie mam żadnego, to stawiam się tym samym na miejscu Pana Boga i sam w sobie tworzę zasady życia. Jeśli chcemy być ludźmi sumienia, prawymi i szczerymi, w żadnym wypadku nie możemy zastąpić bożego prawa Nie kradnij zasadą „zabierz bogatszemu od siebie”. Sprawiedliwość polega nie na tym, aby zabierać, ale na tym, aby szanować prawo boże.
Popatrzymy, że kiedy Bóg mówi Nie kradnij broni nie tyle zawartości naszych portfeli, ale dużo bardziej zawartości naszego serca. Chodzi tutaj o nasze „bycie człowiekiem”, człowiekiem biednym, ale uczciwym i prawym. Chociaż nas okradają, to i tak w chwili śmierci ich bogactwo będzie niczym. Bogu chodzi o nasze szczęście polegające nie na tym, aby ktoś nas nie okradał, ale na tym, abyśmy nie byli złodziejami. Bóg nie powiedział „uważaj, by cię nie okradli”, ale powiedział „ty nie kradnij!”. Krzywda wyrządzona nam przez złodzieja może być naprawiona przez Boga, natomiast gorzej jest, jeśli my z własnej woli stajemy się złodziejami. W tym przypadku Bogu jest bardzo trudno naruszyć naszą wolność, a my stajemy się tylko pozornie szczęśliwi.

 5) Marzenia o bogactwie pełnym miłości

Zapewne prawdą jest, że łatwiej byłoby patrzeć bez zazdrości na bogactwo właściciela fabryki, gdyby ten umiał dzielić się swoimi dobrami z nami. Sytuacja prawie że z bajki, gdyż dzisiaj są to rzeczy niespotykane i zasługują jedynie na miano czystej utopii. Tak trudno jest pożyczyć pieniądze, a co dopiero mówić o tym, żeby ktoś nam je po prostu dał. Nie nam oceniać bogactwa innych. Patrzmy raczej na nas samych i na naszego Pana Jezusa Chrystusa. Św. Paweł przypomina nam, że „ani złodzieje, ani chciwi (…) nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1Kor6,10).
Katechizm Kościoła Katolickiego, omawiając siódme przykazanie, podaje jedno bardzo ważne stwierdzenie: „Życie chrześcijańskie stara się dobra tego świata ukierunkować na Boga i miłość braterską” (KKK 2401). Jak widzimy zostaje podkreślona obecność Boga i miłość braterska. Próbujmy patrzeć na wszystko oczami wzajemnej miłości. Kiedy odrzucimy światło wiary zawsze będziemy dochodzić swego, szukać bogatszych od nas, wytykać błędy innych. Niewątpliwie jest to bardzo trudne, zarówno w zakonie ślubującym ubóstwo jak i w naszym życiu. Nie dajmy się przekonać, że pieniądz rządzi światem. Nie ma jednak innej drogi do wyzwolenia się od żądzy bogactw i kradzieży. Pamiętajmy, że jeśli nie zapatrzymy się w Jezusa i w jego przykład życia, to pozostaniemy zawsze bardziej wrażliwi na złoto niż serce.
Tysiące razy słyszymy, że pieniądze szczęścia nie dają. Prawdziwej miłości nie kupisz za pieniądze. Może kupisz, ale będzie to tylko iluzja z domieszką seksu. Prawdziwym bogactwem jest serce. Jeśli tego nie zaczniesz praktykować w życiu, będziesz smutny, jak smutny był ów bogaty młodzieniec Ewangelii, któremu Jezus kazał sprzedać wszystko, aby był szczęśliwym (Łk 18, 23).

Zakończenie

Z pewnością nasze rozważania o kradzieży i pożądaniu rzeczy drugiego człowieka nie wyczerpują wszystkich możliwych zapytań i problemów. Na wiele z nich trudno jest odpowiedzieć nawet księdzu, gdyż przypadki mogą być tak skomplikowane, iż wymagają dużo czasu i wiedzy nie gwarantując jednocześnie jednoznacznych rozwiązań. Nie to jest jednak najważniejsze. Dużo ważniejszą rzeczą jest odkrycie w tych przykazaniach wielkiej troski Boga o nasze dobro. Przykazania chcą nam pomóc ochronić nasze dobra materialne, ale i uwrażliwić na takie dobra należące do innych.
Jesteśmy podobni do drzewa, które ma wydać piękne i dobre owoce. Aby je wydać, musimy z jednej strony zapuścić korzenie w ziemię, z drugiej zaś otworzyć się na działanie słońca. Musi być w tym idealna harmonia. Jeśli zbyt wiele czasu poświęcimy na zapuszczaniu korzeni, to nie zdążymy wydać owocu i otworzyć się na słońce. Bóg pragnie ustrzec nas przed tym dramatem zapuszczania korzeni w tym, co przemijające. Jego wolą jest dopomóc nam wydać dobre owoce. Nie straćmy z oczu tego wspaniałego słońca! Boże, bądź wola Twoja!

Możliwość komentowania jest wyłączona.