Ks. Wojciech Osial – DEKALOG

Ciało – dobry dar od Boga

Nie cudzołóż. Nie pożądaj żony bliźniego swego

Szóste i dziewiąte przykazanie dotyczy problemów związanych z naszą płciowością. Jest to bardzo szeroki temat i nie ogranicza się on jedynie do patrzenia z pożądliwością na kobiety już zamężne. Mówiąc o tych przykazaniach dotykamy bogatego tematu życia seksualnego człowieka. Używając prostych słów chodzi o to, że ktoś urodził się i jest dziewczyną, natomiast ktoś inny jest chłopcem. Pewnie uśmiechnięcie się teraz, spojrzycie na siebie wymownym wzrokiem i pomyślicie sobie, że wreszcie coś ciekawego, gdyż chodzi o tzw. „te sprawy”. Sprawy przyjemne, ale jednocześnie bardzo delikatne.
Wiecie doskonale, że nie chodzi już o dziecinne zabawy w „lekarza”, ale o kwestie seksu, współżycia przed ślubem, środków antykoncepcyjnych czy całowania się. Każdy wie, że są to trudne tematy. Kościół zazwyczaj kojarzy nam się z instytucją, która zabrania, my natomiast wciąż pytamy siebie, o co w tym wszystkim chodzi? Przecież wszystkie „te sprawy” wpisane są w naszą naturę. Bóg nas tak stworzył, i jeśli chłopak i dziewczyna chcą tego samego, to dlaczego nie wolno? Dlaczego jest zabronione współżycie, jeśli dwoje młodych ludzi naprawdę się kocha? Dlaczego nie wolno używać środków antykoncepcyjnych, jeśli jest niebezpieczeństwo pojawienia się dziecka? Albo inne pytanie: czy całowanie się jest grzechem?
Bóg zostawiając nam te dwa przykazania pragnie ochronić nas przed zagubieniem pięknej miłości. Bóg nie chce zabierać nam aktu płciowego kobiety i mężczyzny, ale Jego wolą jest ukazanie nam, że współżycie kobiety i mężczyzny jest czymś tak pięknym, iż musi być dojrzale i odpowiedzialnie przeżyte. Bóg wzywa nas, abyśmy nie profanowali rzeczy pięknych, nie ograniczali ich tylko do seksu, nie robili ich w obawie przed „wpadką” , albo w strachu, pośpiechu, bo rodzice w każdej chwili mogą wrócić do domu.

 1) Nie jesteśmy jak zwierzątka

Pierwszą rzeczą, jaką musimy dobrze zrozumieć to prawda, że nasze ciało jest przepięknym darem zostawionym przez Boga w naszych dłoniach. Oznacza to, że nasze ciało powinno być kontrolowane przez nasz rozum. Nie jesteśmy tylko biednymi zwierzątkami nie mogącymi poradzić sobie z popędami seksualnymi. My jesteśmy wezwani przez Boga do przeżywania pięknej miłości.
Wszystko to dzięki naszej duszy, która poprzez rozum, a konkretnie mówiąc przez korę mózgową, musi kierować naszym myśleniem i postępowaniem. Bóg stwarzając nas, dał nam korę mózgową, której zwierzęta nie posiadają, a jeśli już ją mają, to jest ona bardzo słabo rozwinięta. Brak kory mózgowej powoduje, u zwierząt, niezdolność przeżywania miłości w taki sposób, jak my ją przeżywamy. Proszę zauważyć, że w przypadku zwierząt, które nie mają duszy i kory mózgowej, wszystko jest kierowane instynktem. Nadchodzi okres rui, czy u ryb okres tarła, i wtedy działa instynkt płciowy. Zwierzęta muszą wtedy zaspokajać swój popęd seksualny. Popęd ten nie jest kontrolowany przez rozum.
W przypadku człowieka sytuacja jest odmienna. Nasz popęd płciowy nie ogranicza się do instynktu zwierzęcego, ale my mamy korę mózgową, która pozwala nam regulować nasze potrzeby seksualne. Te potrzeby seksualne cały czas są w nas obecne, ale dzięki korze mózgowej potrafimy nimi kierować. To przecież nasz rozum sprawia, że nie „rzucamy się” na całkowicie obcą nam dziewczynę, chociaż nam się szalenie podoba. Najpierw próbujemy zwrócić jej uwagę na siebie, pięknie się ubieramy, potem próbujemy nawiązać pierwszą rozmowę, rozpoczynamy długie spacery, niekończące się rozmowy, nawiązujemy przyjaźń. Potem długi okres chodzenia ze sobą, oświadczyny przy zachodzie słońca i muzyce z „Titanica”, i wreszcie ślub. Jeśli jesteśmy przy zdrowych zmysłach, to proces ten trwa bardzo długo. I to jest właśnie najpiękniejsze! Wspólne wzrastanie w miłości. To właśnie rozum decyduje o takiej kulturze i takim zachowaniu. W odróżnieniu od zwierząt mamy od Boga dar panowania nad własną sferą płciowości.

 2) Nasza seksualność jest darem bożym

Księga Rodzaju uczy, że Bóg nas stworzył jako mężczyznę i kobietę (Rdz1, 27). To, że dziewczynie podoba się chłopak o niebieskich oczach, i to, że chłopak coraz częściej śni o pięknej dziewczynie, to takie zachowania są wielkim darem Boga. Jest to potężna siła, która tkwi w każdym z nas. Jest ona nastawiona na życie z drugą osobą, patrzenie jej w oczy, trzymanie jej za rękę, poranne wracanie z randki, nieustanne okazywanie jej miłości. W jakiś sposób czują tę siłę nawet małe dzieci, które w już tornistrach noszą zdjęcie koleżanki ze szkolnej ławki. Potem w miarę dojrzewania bodźce erotyczne przemieniają się w pierwsze sympatie, krótkie spódniczki i nieprzespane noce. Wrażliwi na te sprawy są wszyscy. Ponieważ siła ta pochodzi od Boga, nie należy jej w żaden sposób niszczyć, lecz wręcz przeciwnie, trzeba ją opanować i uświęcić. Na czym ma polegać owo opanowanie i uświęcenie tego pięknego daru naszego ciała? Opanować i uświęcić to znaczy mądrze i odpowiedzialnie ten dar przeżyć.
Przede wszystkim należy uwierzyć, że jesteśmy silniejsi od naszych popędów i że bez seksu na pewno nie umrzemy. Wszystko bowiem ma swój czas i miejsce. Nie jest prawdą, że popęd seksualny musi być zawsze zaspokajany. Wielu tak zwanych specjalistów od seksu uważa, że hamowanie popędu może doprowadzić do zaburzeń w psychice człowieka, do stresu i depresji. Pewna pani seksuolog powiedziała kiedyś, że „aby człowiek mógł się normalnie rozwijać, to powinien pracować, wypoczywać, żyć w rodzinie i prowadzić życie seksualne. Gdy zabraknie któregoś z tych elementów, nie można mówić o pełnym jego człowieczeństwie”.
Nie jest to prawdą. Oczywiście, gdyby wszyscy powstrzymywali się od współżycia płciowego, to za kilkadziesiąt lat nie byłoby ludzi na ziemi. Współżycie jest konieczne dla istnienia ludzkości, ale nie jest czymś niezbędnym dla poszczególnego człowieka. Nie można jednak powiedzieć, że człowiek, który nie prowadzi życia seksualnego jest mniej człowiekiem. Popatrzmy na osobę Ojca Świętego czy Matki Teresy z Kalkuty. Dla Pana Boga wyrzekli się zakładania własnej rodziny, przeżyli swoje życie w czystości, i nikt chyba w tym przypadku nie powie, że są to osoby nienormalne. Widzimy więc, że aktywność seksualna wcale nie jest taką rzeczą, bez której człowiek nie mógłby się obejść.
Życie bez aktywności seksualnej nie oznacza wyzbycia się miłości do osoby, którą kochamy. My nie możemy żyć bez miłości. Ta miłość jest konieczna, co więcej, musi być ona wyrażana w sposób fizyczny. Ta miłość fizyczna wcale nie musi oznaczać od razu współżycia, pocałunków czy erotycznych pieszczot. Taką miłością może być kupienie komuś róży, obdarowanie uśmiechem, podanie ręki, gdy ktoś potrzebuje wsparcia. Ta wielka energia miłości może być przyczyną powstawania pięknych rzeczy. W historii mamy takie przykłady. Wspomnijmy na przykład miłość Mickiewicza do Maryli Weraszczakówny, która stała się natchnieniem jego przepięknych utworów literackich. Przypomnijmy sobie niektóre współczesne przeboje muzyczne, których teksty o miłości są pisane pod wpływem uczuć do drugiej osoby. Zobaczmy jak było pięknie, kiedy średniowieczni rycerze dla swoich dam serca pokonywali wszelkie niebezpieczeństwa, w turniejach zdobywali nagrody. Dziś nie ma rycerzy, nie ma turniejów, ponieważ czasy się zmieniły. Pozostają jednak wciąż różne trudności, które możemy pokonywać dla ukochanej osoby. Miłość nabiera wtedy głębi i staje się coraz bardziej prawdziwa.

 3) Dlaczego czekać aż do ślubu?

Jedną z największych trudności dotyczących czystości człowieka jest problem współżycia przed ślubem. Wielu ludzi młodych nie widzi w tym zakazie nic złego. Różnie ta kwestia jest tłumaczona. Obok argumentów naprawdę bardzo prymitywnych typu, że przed ślubem trzeba się wypróbować”, słyszą się powody bardziej skomplikowane jak ta opinia: „Proszę księdza, co jest w tym złego? My się naprawdę kochamy! Nie chodzi nam o jedynie o seks i przyjemności z nim związane. Naszą miłość duchową pragniemy przeżywać również poprzez połączenie naszych ciał”.
Temat ten jest bardzo trudny. W wielu pobożnych książkach znajdujemy szereg różnych argumentacji. Może to wydawać się trudne, ale wszystko sprowadza się do tego, czy jest miejsce dla Boga w rozumieniu współżycia płciowego. Nic nas nie przekona, jeśli będziemy na swój sposób rozważać związek pomiędzy chłopakiem i dziewczyną. Możemy mówić, że się kochamy jak nikt na świecie, i że ta miłość pozwala nam współżyć. Będzie to jednak tylko nasza wizja miłości.
Bóg patrzy inaczej. Zapamiętajmy, że prawdziwa miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną zostaje ukoronowana poprzez sakrament małżeństwa. Bóg uświęca tę miłość i On sam z tą miłością się łączy. Powstaje trójosobowa relacja: ja – mój mąż lub moja żona – nasz Bóg. Albo w to uwierzymy, albo nigdy nie zrozumiemy zakazu współżycia przed ślubem. Bóg poprzez sakrament małżeństwa wchodzi w naszą miłość, ją ożywia i umacnia. We współżyciu przed ślubem jesteśmy niejako rozdwojeni, jesteśmy co prawda zjednoczeni w ciele i w miłości, ale to zjednoczenie nie jest pełne, gdyż jest ono tylko w wymiarze ludzkim. To jest tylko miłość ludzka i brak połączenia tej miłości z miłością Pana Boga. Po ślubie Bóg nas jednoczy w swojej miłości, następuje pełne zjednoczenie naszych ciał i dusz w miłości Pana Boga. To w takim znaczeniu Bóg mówi, że „mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz2,24). Oni stają się jedno w Panu Bogu, a przed ślubem nie ma jeszcze takiej jedności.
To jest główne światło do zrozumienia pytania: „Po co czekać aż do ślubu?”. Zauważmy, że z takiego rozumowania wypływają wszystkie inne powody. Oto jeden z nich. Podejmując decyzję małżeństwa przyjmujemy postawę ofiarowania siebie samego osobie, z którą chcemy pozostać aż do końca życia. To ofiarowanie siebie jest niezwykle ważne. Dajemy wszystko: swój czas, swoją pracę, radości, łzy, swoje ciało. Jest to trudne, ponieważ jak obserwujemy, przed ślubem wszystko pięknie wygląda, natomiast po ślubie z tym ofiarowaniem wszystkiego wcale nie jest tak łatwo. Chcemy wtedy mieć czas dla siebie, odpocząć, gdy na przykład nasza żona prosi nas, abyśmy pomogli przy sprzątaniu domu. Tutaj Bóg przychodzi nam z pomocą. Jezus szepcze nam do ucha: „Daj coś z siebie, poświęć się dla żony, bo tylko taka miłość jest prawdziwa”. Sakrament małżeństwa staje się pomocą do walki z naszymi słabościami i naszym egoizmem.
W kontekst tak rozumianej miłości ofiarowania nas samych wpisuje się również ofiarowanie naszego ciała. Bez takiej miłości małżeńskiej współżycie pozostaje tylko czystym seksem. Łatwo jest bowiem kochać, gdy druga strona prawi nam komplementy. Chłopak opowiada dziewczynie, że ma najpiękniejsze ciało na świecie, a ona odpłaca mu się tym samym mówiąc, że takiego ciała nie widziała nawet u Arnolda Szwarzenegera. Chłopak ma kogoś przed kim szpanuje, a dziewczyna ma swojego opiekuna. Wpatrują się wzajemnie i jest im dobrze. Ale to tylko komplementy, które w życiu zawodzą. Jest tutaj sporo uczucia i czułości, rodzi się pragnienie współżycia, ale do prawdziwej miłości jeszcze daleko. Prawdziwa miłość i prawdziwe współżycie pomiędzy kobietą i mężczyzną rodzi się tylko poprzez całkowite ofiarowanie siebie samych w małżeństwie.
Innym pochodnym argumentem za poczekaniem z „tymi sprawami” aż do ślubu jest piękno powolnego i cierpliwego odkrywania tajemnicy drugiego człowieka. Odkrywanie ciała winno iść w parze z odkrywaniem duszy. Odkrywam przed tobą tyle ciała, ile odkryłem(am) mojej duszy. Jak życie pokazuje, proces ten wymaga dużo czasu. Sami wiemy, jak trudno jest poznawać wnętrze naszego chłopaka czy dziewczyny. Jest to wspaniała wędrówka w tajniki serca drugiej osoby. Współżycie po miesięcznej znajomości jest znakiem osobowej niedojrzałości i duchowej płycizny. Jakże często zdarza się, że ludzie znają tylko ciało drugiej osoby nie wiedząc nic o jej sercu. Jakie perspektywy daje taka miłość? Nie łudźmy się, tutaj ludzie wzajemnie się wykorzystują. Imponujące wymiary to za mało, aby mówić o dziewczynie, że jest atrakcyjna. Same centymetry nic nie mówią o jej sercu. Przystojny chłopak nie zawsze daje gwarancję prawdziwej miłości. Rozpoczęte współżycie nie jest żadną gwarancją miłości. Pamiętajmy, że czas chodzenia ze sobą i późniejszego narzeczeństwa do wzajemne poznawanie własnego wnętrza. Tutaj zapadają decyzje czy to jest osoba godna związania się na całe życie. Ks. P. Pawlukiewicz opowiada pewne zdarzenie:
„Pewna dziewczyna nie mogła się ciągle zdecydować na małżeństwo. Wiele lat chodziła z chłopakiem, ale wciąż miała wątpliwości. Niby dobry, niby zakochany, ale czy po ślubie też tak będzie? Aż pewien incydent rozwiał jej wątpliwości. A było to na dworcu centralnym w Warszawie. Stali oboje na peronie, czekali na pociąg, trzymali się za ręce, patrzyli sobie w oczy. Nagle chłopak zniknął. Wyrwał swoją rękę i gdzieś poleciał. Dosłownie zniknął. Okazało się, że na ruchomych schodach pewna staruszka doznała zawrotu głowy. Chłopak pobiegł szybko po schodach, chwycił zataczającą się babcię i wziął ją na ręce, ponieważ nogi pod nią całkowicie się ugięły. Owa dziewczyna wspomniała po latach: Gdy widziałam, jak Marek tryumfalnie zjeżdża ruchomymi schodami z babcią na rękach, to zdecydowałam się zostać jego żoną. Wielokrotnie i mnie dla żartu brał na ręce, ale gdy zobaczyłam, jak natychmiast potrafił zostawić mnie, aby pobiec ratować kogoś innego, gdy zobaczyłam, że potrafił wziąć na ręce tę starą kobietę, to pomyślałam sobie, że może i mnie kiedyś, w starości, tak samo będzie traktował”
Warto chyba pomyśleć przed ślubem, czy ten zakochany po uszy amant potrafi wziąć na ręce starą babcię czy zapłakane dziecko. To jest poznawanie drugiej osoby. Piękne ciało to za mało, gdyż w starości może wylecą zęby, zgrubieją nogi, a czy miłość pozostanie? Josh McDowell, znany amerykański katolicki znawca problematyki seksualności człowieka, proponuje „trzydziestodniowy test na miłość”. Wyzwanie polega na tym, aby nie dotykać siebie przez trzydzieści dni. Według tego psychologa będzie to sprawdzian miłości pomiędzy chłopakiem i dziewczyną. A może by tak spróbować?

 4) Bóg gwarancją czystej miłości

Jak rozpoznać, że naprawdę kochamy? Zapewne wiele jest rzeczy na które należy zwrócić uwagę. Należałoby stawiać sobie pytania: czy umiemy ze sobą być szczerzy? czy całkowicie siebie akceptujemy? czy panujemy nad swoimi ciałami? czy mamy wspólne wartości? czy umiemy pokonywać nieporozumienia? czy potrafimy znieść rozłąkę? czy umiemy ofiarować wszystko dla drugiej osoby? itd. Pośród tych wielu zapytań są dwa szczególne pytania. Zapytajcie siebie czy oboje znacie Jezusa? Tylko Bóg, który jest źródłem miłości, pomaga kochać prawdziwie. Jaka jest więc twoja osobista więź z Jezusem? Jak oceniłbyś swoją wiarę w skali od 1 do 10? Czy twój chłopak lud dziewczyna ma taką samą więź z Bogiem? Czy chodzicie razem do kościoła?
Co jednak zrobić, jeśli twój chłopak lub dziewczyna nie wierzą bądź nie praktykują? Spróbuj pomóc im poznać Chrystusa. Nazywa się to „chodzeniem misyjnym”. Zauważ, że św. Paweł mówi: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewierzącymi” (2Kor 6, 14). Jest tutaj duża mądrość. Nie chcę powiedzieć, że małżeństwo z osobą niewierzącą jest przeznaczone na straty. Z doświadczeń małżeństw osób niewierzących z osobami wierzącymi widać jednak, że rzadko są oni szczęśliwi. Osobiście boję się wierzyć osobom, które za nic mają Boga, który przecież ich stworzył i dał im miłość.
Drugie pytanie brzmi: „czy Jezus Chrystus jest na pierwszym miejscu twojej miłości do drugiej osoby?” To, że twoja ukochana osoba jest wierząca, nie oznacza jeszcze, że wszystko jest pewne. Może podjęliście decyzję pójścia za Chrystusem, ale może także zdecydowaliście się, aby pewne obszary waszego życia były poza zasięgiem Jezusa. Będziecie wiedzieli, że szukacie Boga, jeśli będziecie mogli otwarcie rozmawiać o tym, jak Chrystus działa w waszym życiu, gdy nauczycie modlić się razem, czytać Pismo Święte, rozmawiać z Bogiem o waszych radościach i problemach. Pamiętajmy, że w mierze, w jakiej wzrastamy w miłości do Jezusa, w takiej mierze wzrasta nasza wzajemna miłość.

Zakończenie

To tylko kilka tematów związanych z przykazaniem „nie cudzołóż” i „nie pożądaj żony bliźniego swego”. Pamiętajmy, że Bóg nie chce niczego nam zabierać, On pragnie tylko prowadzić nas drogami swojej pięknej miłości. Kościół nie jest przeciwnikiem seksu. Bóg dał nam ciała i hormony pozwalające doświadczać niezapomnianych chwil pieszczot i całusów, ale dał nam również korę mózgową, abyśmy umieli to mądrze i dojrzale przeżywać. Nie utraćmy tego skarbu pięknej miłości, który ma szansę błyszczeć i być cennym aż do końca małżeńskiego życia. Pozwólmy, aby mogły się rzeczywiście zrealizować wola Pana Boga i nasze najskrytsze sny.

Możliwość komentowania jest wyłączona.