Ks. Wojciech Osial – DEKALOG

Rodzina miejscem doświadczania Boga

Czcij ojca swego i matkę swoją

Wszyscy doskonale wiemy, że trzeba kochać i szanować naszych rodziców. Obserwując jednak nasze życie zauważamy, iż wcale to nie jest to takie łatwe. Pięknie jest powiedzieć, ale trudniej kochać. Sytuacje są przeróżne i często bardzo skomplikowane. Zapewne wielu z nas ma wspaniałych rodziców, którzy nas rozumieją, zawsze nam pomogą w trudnych sprawach i przede wszystkim są wyrozumiali dla naszych błędów. Oczywiście, że takich rodziców łatwo jest kochać.

Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy z różnych powodów nasze relacje z rodzicami nie układają się dobrze. Mogą to być częste przypadki, kiedy rodzice, chcąc naszego dobra, słusznie od nas wymagają, ale nie zawsze nam się to podoba. Ileż to razy słyszymy słowa, że oceny mamy za słabe, że wracamy zbyt późno z dyskoteki, że zadajemy się ze złym towarzystwem, że nie możemy mieć kolczyka w nosie, itd. Są to problemy, których nie

można bagatelizować, ale przy odrobinie wspólnego dialogu pozostawiają dużą szansę przemiany na lepsze.
Dużo poważniejsze przeszkody w wypełnianiu przykazania miłości rodziców powstają w sytuacjach, kiedy rzeczywiście chcielibyśmy kochać rodziców, ale oni skutecznie nam to utrudniają. Myślę o przypadkach, kiedy jesteśmy naprawdę źle traktowani przez naszych rodziców. Często można usłyszeć, że nasi rodzice bardziej kochają czy faworyzują nasze rodzeństwo od nas samych, że całkowicie nie mają czasu dla nas i nie chcą z nami rozmawiać, że będąc w nałogu pijaństwa biją nas i wyzywają, że nieludzko mszczą się za nasze błędy itd. Jak więc kochać takich rodziców? Łatwo jest mówić o szacunku dla nich, ale kto nie przeżył podobnych sytuacji nigdy nas nie zrozumie! Problem czwartego przykazania jest bardzo złożony i wymaga bardzo mądrego spojrzenia na nie.

 1) Nie ma miłości do rodziców bez „miłości bliźniego”

Pewnie pamiętacie kolorowe obrazki z lekcji religii, na których widniały wizerunki tablic z dziesięcioma przykazaniami. Zauważcie, że na pierwszej tablicy znajdują się pierwsze trzy przykazania dotyczące miłości Boga, natomiast czwarte przykazanie rozpoczyna drugą tablicę, na której znajduje się siedem przykazań skoncentrowanych wokół przykazania „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.. Oznacza to, że rozważane przykazanie „czcij ojca swego i matkę swoją” znajduje swoje zrozumienie jedynie w świetle przykazania miłości bliźniego.
Może się komuś wydawać, że czwarte przykazanie dotyczy jedynie dzieci względem rodziców. Oczywiście obejmuje ono obowiązki dzieci, ale nie jest to pełny zakres tego przykazania. Dotyczy ono również obowiązków rodziców względem dzieci. Katechizm dodaje, że dotyczy ono nawet obowiązków nauczycieli, przełożonych, ludzi, którzy mają władzę nad drugim człowiekiem (Por. KKK 2199). To obustronne zobowiązanie wypływa z faktu, że nasza miłość bez odwzajemnienia utrudnia nam kochanie drugiego człowieka. Przykazanie miłości do drugiego człowieka ma na celu pomóc nam kochać rodziców, ale i przypominać rodzicom o tym, że tej miłości pragniemy.
Takie spojrzenie wyjaśnia nam szereg problemów dotyczących trudności w okazywaniu czci i szacunku do rodziców. Gdyby mój ojciec nie pił, co byłoby znakiem jego miłości do mnie, łatwiej byłoby mi go kochać; gdyby moi rodzice traktowali mnie jednakowo względem mojego rodzeństwa, łatwiej byłoby mi ich kochać; gdyby moja mama chciała ze mną rozmawiać, inaczej bym na nią patrzyła. Widać na tych przykładach, jak bardzo przykazanie miłości ojca i matki uzależnione jest od ich miłości do mnie. Łatwiej jest przecież kochać rodziców, gdy doświadczamy ich miłości.

 2) Dlaczego kochać rodziców?

Zauważenie prawdy, że miłość do rodziców wpisuje się w przykazanie miłości bliźniego wymaga jeszcze pogłębienia. Oczywiście jesteśmy zobowiązani do kochania drugiego człowieka, w sposób szczególny rodziców, którzy są nam najbliżsi. Ale pewnie w wielu sytuacjach taka miłość wcale nie jest łatwa, o czym wspomnieliśmy wcześniej. Czy musimy kochać rodziców, przez których płaczemy w nocy
do pustej poduszki? Jest to bardzo trudne pytanie, które niesie w sobie jeszcze trudniejszą odpowiedź.
Zauważmy najpierw, że sam Bóg wzywa nas do otaczania czcią naszych rodziców. Słowa Pisma Świętego są bardzo jasne:
„Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie (Wj20, 12).
Święty Paweł w liście do Efezjan powołuje się na te słowa i zaprasza nas do ich wypełniania:
„Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom, bo to jest sprawiedliwe. Czcij ojca twego i matkę – to jest pierwsze przykazanie z obietnicą – aby ci było dobrze i abyś długo żył na ziemi (Ef6,1-3).
Dlaczego Pan Bóg tak mocno podkreśla ten obowiązek otaczania czcią naszych rodziców? U podstaw znajduje się wdzięczność za otrzymane życie. Jest to dar, za który nigdy nie będziemy w stanie w pełni się odpłacić. Rodzice, dając nam życie, współdziałali z dziełem stworzenia Boga! Nasze narodziny nie są przypadkowe dla Boga. Nie jest ważne, że może dzisiaj twój ojciec lub twoja matka zagubili się w życiu. Najważniejsze jest to, że dali tobie życie i poprzez to zasługują na szacunek. Przepięknie opisuje to starotestamentalny mędrzec Syracydes:
„Z całego serca czcij swego ojca, a boleści rodzicielki nie zapominaj! Pamiętaj, że oni cię zrodzili, a cóż im zwrócisz za to, co oni tobie dali?” (Syr7,27-28).
Nasi rodzice zrodzili nas, nauczyli pierwszych kroków, podali pierwszy kawałek chleba, otarli pierwszą łzę. Robili to, gdy byliśmy mali, ale i dzisiaj wciąż im na nas zależy! Podpatrzmy czasem, jak zamartwiona mama nie śpi w nocy, gdyż czeka na nasz powrót z „imprezy”. Pewnie chciałaby powiedzieć, że się martwiła o nas, ale boi się tego powiedzieć, gdyż może usłyszeć, że się wtrąca i traktuje nas jak dzieci. Zauważmy mamę, która, choć zmęczona i słaniająca się na nogach, przygotowuje nam kolację, kiedy wracamy późno do domu. Nie udawajmy też, że nie widzimy ciężko pracującego ojca, zarabiającego na nasze studia. Zobaczmy rodziców, którzy od lat nie kupują sobie nowych ubrań, gdyż chcą za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze kupić nam komputer. Starajmy się usłyszeć płacz ojca przed matką, który został niesłusznie
zwolniony z pracy i przygniata go wizja życia w ubóstwie. Czyż nie są to dowody, aby kochać mamę i tatę?
Rodzice, którzy nie są tacy, jak tutaj mówimy, też zasługują na miłość, i to może jeszcze bardziej niż inni. Sami wiemy, że różne jest życie i nie wolno nikogo odrzucać. Gdy ojciec lub mama nie potrafią ciebie kochać, to nie zniechęcaj się i kochaj ich. Złość, gniew i negacja niczego nie rozwiążą. Tylko miłość dziecka ma moc przemienić serca zagubionych rodziców. Nikt nie jest z kamienia…

 3) Czy rodzice są dla mnie autorytetem?

Pomijając trudne przypadki rodziców, którzy z różnych powodów nie mogą być wzorem mamy czy taty, warto zapytać się o nasze postrzeganie rodziców jako autorytetów dla naszego życia. Zauważmy, że według współczesnych badań socjologicznych autorytet rodziców coraz mocniej jest naruszony poprzez ich lekceważenie. Bardzo często mówimy, że nasi rodzice niczym nam nie imponują, są staroświeccy odnośnie zasad życia, nie rozumieją dobrej muzyki i postępowej mody, zawsze mają coś do nas, a sami wcale nie są lepsi.
Można by tutaj rozważać w nieskończoność nasze zarzuty względem rodziców. Nikt jednak nie zaneguje jednej rzeczy: rodzice chcą naszego dobra! Wszystko, co robią i czego od nas wymagają, ma na celu wyłącznie nasze dobro. Jeśli przypominają nam o pójściu do kościoła, to robią to w trosce o nasze życie z Bogiem; jeśli każą nam wrócić o odpowiedniej godzinie, to tylko dlatego, że boją się o nas, aby nie przydarzyło nam się nic złego; jeśli zmuszają nas do nauki, to tylko w trosce o naszą przyszłość.
Nikt nie zna lepiej dziecka od matki i ojca. Oni wprost intuicyjnie wyczuwają najgłębsze tajniki naszego serca. Może tego nie powiedzą, może im trudno o tym rozmawiać, ale oni to czują. Pragną jedynie naszego dobra. Czy jest ktoś na świecie, komu bardziej zależy na nas? Dlaczego więc szukać autorytetów na ulicy czy w telewizji? Gdy będzie nam ciężko, to do kogo się udamy po radę jak nie do rodziców? Oni jako jedyni znajdą dla nas czas, gdy o to poprosimy! Zauważmy ponadto, że doświadczenie rodziców w życiu jest dużo większe od naszego. Oni nie jedno już widzieli i przeżyli na własnej skórze. Ich pragnieniem jest dzielić się tym wszystkim z nami dla naszego dobra.
Próbujmy wykorzystać ten ogromny dar. Zachętą niech będzie pewna prawdziwa historia:
„Pewien młody chłopak mieszkał w akademiku na studiach. W gronie swoich przyjaciół zaobserwował jedną bardzo dziwną rzecz. Każdego weekendu wszyscy jego koledzy i koleżanki zostawali w akademiku, aby z dala od rodziców wreszcie się zabawić. Pewnego razu jadąc z koleżanką do kinaРzapytał ją: „Iwona, dlaczego nie jeździsz czasem do domu?” Odpowiedź była oczywista: „Coś ty głupi! Pojadę do starych i już po zabawie. Rano zrywają mnie do kościoła, a o imprezie to zapomnij. Trzeba wrócić wcześnie do domu, bo nie będą mogli spać. Tutaj w Warszawie jestem wolna, kino, imprezy, chłopaki, winko…”. Chłopak zaniemówił. Iwona widząc jego milczenie zapytała: „A ty czemu nie jeździsz? Też pewnie ci się podoba wolne życie z dala od rodziców.” Chłopak długo milczał. Iwona, nie mogąc tego znieść dłużej, zaczęła domagać się wyjaśnień, aby nie popsuć wyjścia do kina. Udało się wreszcie, zmusiła go do gadania. „Wiesz Iwona – powiedział – chyba dzisiaj tego nie zrozumiesz. Chciałbym jeździć do rodziców codziennie, ale ich nie mam. Mógłbym jeździć nawet po sto tysięcy kilometrów, żebym tylko wiedział, że w domu na mnie czeka tata z mamą. Oni byli dla mnie wszystkim, największym autorytetem. I jeszcze jedno Iwona: Naciesz się rodzicami, dopóki ich masz! To jest skarb”. Jako chłopak trudno mu było płakać, ale gdzieś w głębi oczu krążyły ukryte łzy.

Ta prawdziwa historia mające miejsce w sobotni wieczór w tramwaju numer 17 w Warszawie wyjaśnię chyba najlepiej przykazanie czcij ojca swego i matkę swoją. Rodzice mogą być autorytetem nawet na studiach poza domem.

 4) Próbujmy rozmawiać z rodzicami o tym, co nas boli

Znając sytuacje codziennego życia możemy stwierdzić, że nie brakuje w nim konfliktów pomiędzy nami i naszymi rodzicami. Kłótnie, sprzeczki, „areszty domowe” i tzw. „ciche dni” na pewno nie umilają naszego życia. To, że istnieją różnice zdań czy postaw nie jest jeszcze sprawą najgorszą. Największą bolączką jest to, że nie umiemy między sobą rozmawiać. Już trzysta lat temu zauważył z przekąsem Kartezjusz, że rozum jest najsprawiedliwiej rozdzielonym darem Bożym, gdyż nikt się nie uskarża na jego brak. Każdy sądzi, że ma rację i nie chce ustąpić. Najczęstszym sposobem kończenia dyskusji staje się krzyk, płacz i trzaśnięcie drzwiami.
Trzeba nam nauczyć się rozmawiać. Dotyczy to nie tylko dzieci, ale i rodziców. Jest prawdą, że rodzice chcieliby widzieć w nas ideał, do którego może sami nie dorastają, ale nie pozwala nam to rezygnować z prób wzajemnego rozmawiania. Emocje należy próbować schować do kieszeni, chociaż jest to niewątpliwe trudne. Ileż to razy, zanim powiemy zaledwie jedno zdanie, już adrenalina krąży w krwi mamy i zaczyna się krzyk, bunt i panika. Słyszymy: „A nie mówiłam… a przestrzegałam, co za wstyd….., co ludzie sobie pomyślą….czyś ty zwariowała itd.”. Ale występują takie sytuacje i po naszej stronie, kiedy tata chce nam coś powiedzieć, a my już z góry zakładamy, że nie ma racji i musi „iść się leczyć”.

 

 5) Ku wspólnocie młodych ze starszymi

Bóg zostawia nam czwarte przykazanie dla budowania wspólnoty pomiędzy młodymi i starszymi. Choć może się wydawać, że chodzi tylko o rodziców, to nie jest to do końca prawdą, gdyż przykazanie to domaga się również szacunku wobec ludzi starszych. Trzeba umieć łączyć naszą energiczną młodość, pełną odwagi i ryzyka, z mądrością i doświadczeniem ludzi starszych.
Dzisiejszy świat bardzo często kompromituje starsze pokolenie. Daje się słyszeć, że oni budowali źle, że dzisiaj tak nie można, że świat idzie z postępem. Zasady dawne muszą być zastąpione nowymi i genialnymi pomysłami. Stąd rodzi się coraz większy brak zaufania do ludzi starszych, gdyż byli nieudolni i zamiast raju, doprowadzili w wielu przypadkach do tragicznych błędów. Chociaż w takim rozumowaniu jest trochę prawdy, to musimy koniecznie oddzielić człowieka od jego dzieła. Choć ich dzieło się nie udało, nie wolno nam w żadnym wypadku lekceważyć doświadczenia tych, którzy mimo wszystko chcieli dobrze.
Bóg wzywa nas do szacunku względem ludzi starszych. Chodzi o proste gesty ustąpienia miejsca w pociągu, udzielenia pomocy staruszce, zapewnienia opieki nad chorymi dziadkami. Ta umiejętność dostrzeżeni
przede wszystkim człowieka, bez względu na to, czy życie mu się udało czy nie, jest wymogiem ewangelicznej miłości naszego bliźniego. Otaczając opieką i szacunkiem tak ludzi starszych jak i naszych rodziców budujemy tym samym jedną wielką rodzinę ludzką, która staje się konkretnym dowodem Królestwa Bożego na ziemi.

Zakończenie

Na podstawie rozważań o konieczności czci i szacunku dla naszych rodziców możemy powiedzieć, że przykazanie to, jak i wszystkie pozostałe, pragnie ocalić nas od wielu niebezpieczeństw w naszym życiu. Bóg pragnie naszego szczęścia. On chce, abyśmy mieli wspaniałe rodziny i wraz z innymi ludźmi, starszymi od nas, budowali jedną wielką rodzinę ludzką. Trudne to czasem, ale nie zniechęcajmy się w urzeczywistnianiu naszych snów i marzeń.
Zauważmy, że Bóg, wzywając nas do kochania naszych rodziców, zostawia nam także wielką obietnicę. Jest nią zapewnienie długiego życia i dobrego powodzenia na ziemi, którą daje nam Pan (Por. Wj20,12; Pwt5,16). Obietnica ta dotyczy nie tyle jakiegoś szczęścia zewnętrznego, na przykład posiadania wielu bogactw czy też chwały i wywyższania przez ludzi, ale jest to obietnica trwałej życzliwości i opieki Bożej względem każdego nas. Odkryjmy zatem piękno tego czwartego przykazania, aby dobrze nam się powodziło! Niech się stanie wola Boga w okazywaniu czci naszym rodzicom.

Możliwość komentowania jest wyłączona.