Ks. Robert Kwatek – PIĘKNO BYCIA CZŁOWIEKIEM

Obdarowani wiecznością.

1. Twoje życie jest bezcenne.

Wszystko co mówiliśmy do tej pory, miało jeden cel. Tym celem jest ukazanie prawdy, że nasze życie jest bezcenne. Każdy jego szczegół, każde wydarzenie i każde doświadczenie włączają się w naszą historię kształtując naszą indywidualną tożsamość. To, kim jesteśmy, decyduje o naszej przyszłości. Nie tylko tej najbliższej, obejmującej nasze życie na ziemi, ale przede wszystkim tej, która otwiera się przed nami po śmierci. Tej, która rozpoczyna się zmartwychwstaniem.

Jako ludzie jesteśmy bowiem wezwani do życia wiecznego. Ta prawda została przed nami zakryta w wyniku grzechu pierworodnego. W momencie, kiedy pierwsi ludzie odwrócili się od Pana Boga, utracili świadomość swej nieskończoności. Od tej pory ludzka wiedza o życiu zamykała się tylko do czasu przebywania na ziemi. A ponieważ ten czas kończy się śmiercią, w kolejnych pokoleniach utrwaliło się przekonanie, że przeznaczeniem człowieka jest unicestwienie.

Gdyby tak rzeczywiście miało być, gdyby rzeczywiście człowiek kończyłby się w momencie swojej śmierci, ludzkie życie, jego dobro i zło, nie miałoby żadnego znaczenia ani wartości. Cóż bowiem za różnica czy ktoś ogromnym wysiłkiem pracy zdobył w swoim życiu mądrość, czy umiał kochać, czy czynił dobro, czy też żył bez żadnego wysiłku, skoro i tak wszystko miałoby się skończyć wraz ze śmiercią? Po cóż człowiek miałby troszczyć się o cokolwiek, a zwłaszcza o trudną do wypracowania wartość swojego życia, skoro jego przeznaczeniem miałoby być unicestwienie?

To tak, jakby nakłaniać ucznia do nauki po to tylko, aby skończył szkołę z bardzo dobrym świadectwem. Gdyby okazało się, że po skończeniu szkoły jego świadectwo nie ma znaczenia, że czeka go taka sama przyszłość jak tych, którzy zaniedbywali naukę, jego trud okazałby się bezsensownym, a jego poświęcenie sił i czasu byłyby bez żadnej wartości. Czy nie lepiej zatem byłoby wykorzystać czas na lenistwo i przyjemności?

Tymczasem jednak szkoła nie jest końcem kariery, a przyszłość zależy od zdobytej wiedzy i umiejętności. Podobnie też życie człowieka nie kończy się. Śmierć jest największym kłamstwem, jakie udało się szatanowi wprowadzić w ludzką świadomość. Jezus Chrystus zmartwychwstając udowodnił, że po przekroczeniu tej granicy życie nadal trwa, a człowiek zachowuje swoją świadomość i tożsamość. W dalszym ciągu jest sobą. Istotne jest jednak, że po śmierci i zmartwychwstaniu człowiek już na zawsze zachowuje taką wartość swojego życia, jaką zdołał wypracować na ziemi.

Ludzkie życie na ziemi możemy porównać do pracy garncarza formującego naczynie na kole garncarskim. Dopóki koło się kręci, mamy możliwość kształtowania i powiększania go. Każda chwila pracy nad swoim życiem, każdy wysiłek i dobry czyn, dodają do wielkości tego naczynia kolejną warstwę tak, że staje się ono coraz większe i coraz bardziej pojemne. Każde zaniedbanie, a tym bardziej zło grzechu, spowalniają ten proces wzrastania, deformują naczynie, dziurawią i osłabiają jego ścianki. Czy to ma jakieś znaczenie?

Oto w pewnym momencie pracę trzeba zakończyć. Zdjęte z koła naczynie zostaje wypalone w ogniu i tym samym utrwalone w swej wielkości i kształcie na zawsze. To naczynie zostanie wypełnione drogocennym skarbem, który będzie naszą nagrodą. Każdy będzie mógł zabrać tyle, ile pomieści zrobione przez niego naczynie i zachować już na zawsze.

Tak jest właśnie sytuacja naszego życia. Będąc tu, na ziemi, mamy możliwość wzrastania, rozwijania się, powiększania swoich możliwości. W pewnym momencie ta praca zostanie przerwana przez śmierć i każdy odejdzie z tego świata w takim stanie życia, jaki zdołał wypracować. Po śmierci okaże się, że Bóg pragnie wypełnić nas swoim szczęściem aż po brzegi. Każdemu udzieli tyle, ile będzie mógł pomieścić. Wszyscy będą szczęśliwi „po brzegi”, jednak każdy według swej miary. Inna jest miara naparstka, szklanki i dzbana. Inna jest miara beczki, cysterny i wielkiego jak wieża zbiornika. Każdy zostanie napełniony po brzegi szczęściem, jednak miara szczęścia dla każdego będzie inna.

Mówiąc krótko, nasze życie – każda jego chwila – jest bezcenne. Trzeba je strzec, kształtować i rozwijać, bo od tego zależy miara szczęścia jaką posiądziemy na wieczność. Każde zaniedbanie, lenistwo, grzech, lekceważenie swojego życia, naraża je na zdeformowanie i uszkodzenie. Czasami nawet na zniszczenie przez grzech śmiertelny. Od nas zależy z czym staniemy przed Panem Bogiem i ile będziemy mogli przyjąć ofiarowanego nam szczęścia. Czy zatem warto nad sobą pracować?

2. Wszystko w naszym życiu jest łaską.

Skoro już wiemy, jak wielki dar mamy otrzymać i jak bardzo zależy od nas miara tego daru, trzeba zastanowić się, co możemy zrobić, aby była ona jak największa. Naszą sytuację dobrze przedstawia przypowieść Pana Jezusa o talentach.

Z królestwem Bożym jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 25,14-30).

W świetle tej przypowieści nikt nie został pozbawiony szansy rozwoju. Podobnie jak każdy ze sług otrzymał od gospodarza właściwą dla swoich zdolności ilość pieniędzy, tak też każdy z nas został odpowiednio wyposażony dla wypełnienia swego powołania. Pomyślmy jeszcze raz przez chwilę o wszystkich sytuacjach składających się na nasze życie. Każda z nich jest takim talentem otrzymanym od Boga. Nasze miejsce urodzenia, pochodzenie, środowisko rodzinne i przekazane nam dziedzictwo, nasza płeć, kondycja fizyczna, intelektualna, psychiczna, duchowa, nauka i praca środowisko naszych kolegów i koleżanek, a nade wszystko wiara i życie religijne – wszystko to jest darem od Boga udzielonym nam do wykorzystania dla naszego wzrostu i rozwoju. Bóg jest dawcą życia i pragnie, aby ono rozwijało się i wzrastało ku pełni. „Zapłatą” jakiej pragnie od nas Pan Bóg nie są pieniądze, ani inne żadne inne dobra. Tym, co jest cenne w oczach Boga, jest życie pomnożone naszym trudem aż do doskonałości. Takie jest przesłanie przypowieści o talentach.

Wskazuje ona na jeszcze jedną prawdę. Wobec Pana Boga niewypłacalnym jest nie tylko ten, kto czyniąc zło niszczy życie, ale także ten, kto zaniedbuje dobro. Nie można stanąć przed Panem Bogiem mówiąc niejako „takim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz – co otrzymałem, to też oddaję”. Okazuje się, że taka filozofia życia jest skazana na fiasko. W oczach Boga dar życia, którego nam udziela jest bezcenny. Nie można go lekceważyć i zaniedbywać.

Obarczeni tak ogromną odpowiedzialnością i pozostawieni w samotności w pracy nad wartością naszego życia moglibyśmy poczuć się trochę nieswojo. Czy to nie nazbyt wielkie wymagania? Człowiek czasami ma ogromne trudności z najbardziej podstawowymi sprawami, ze swoim zdrowiem, zdobyciem środków do życia, ze zrozumieniem tego co się wokół niego dzieje, z relacjami wobec najbliższych… To naprawdę ogromne obciążenie. Czy wymaganie doskonałości nie jest przesadą? Łatwo jest Panu Bogu, który sam jest doskonały, patrzeć z wysoka i wymagać takiej doskonałości od słabych ludzi, a w razie porażki obciążyć ich odpowiedzialnością. Czy możemy postawić Panu Bogu zarzut braku wrażliwości i zrozumienia sytuacji człowieka? Czy możemy oskarżyć Go o to, że pozostawił nas w samotności z problemem naszego życia i odpowiedzialnością za naszą wieczność?

Taki zarzut stawia wiele osób, a i nam samym w trudnych chwilach rozgoryczenia zdarza się tak myśleć o Panu Bogu. Jego odpowiedzią na te zarzuty jest łaska – ta, która nas uświęca i ta która uszlachetnia nasze działania czyniąc je godnymi nieba.

3. Łaska uświęcająca i łaska uczynkowa.

Żeby zrozumieć czym jest łaska uświęcająca posłużymy się obrazem ziarna, które zebrane z pola można wykorzystać na dwa sposoby: zrobić z niego pokarm, albo zachować na zasiew. Każde ziarno ma w sobie zarodek nowego życia i pokarm dla jego wzrostu. W pierwszym przypadku korzystamy z pokarmu, który jest w ziarnie i robimy z niego mąkę, niszcząc jednocześnie zarodek. W drugim przypadku wykorzystujemy siłę owego zarodka, aby zebrać plony w następnym roku.

Odnosząc ten obraz do człowieka, przez łaskę uświęcającą rozumiemy ów zarodek wydający plon w następnym etapie życia. Bóg stworzył człowieka ze zdolnością do wydania plonu życia w wieczności. Takie było Jego założenie, aby człowiek miał szansę istnieć w wieczności i cieszyć się obfitością owoców swego życia. Niestety tragedia grzechu pierworodnego zaprzepaściła tę możliwość. Grzech pierworodny można porównać do katastrofy nuklearnej, w wyniku której ziarno zostało napromieniowane i utraciło zdolność wydania nowego życia. Tak wyglądała sytuacja człowieka aż do Jezusa Chrystusa.

Pan Bóg jednak chciał mimo wszystko, aby człowiek mógł uczestniczyć w nowym życiu. Przez Ofiarę swego Syna przywrócił nam zdolność wydania nowego życia na wieczność. To tak, jakby obumarłe ziarno zostało uzdrowione i znów mogło wydawać plony. Ten jakby dodatkowy dar uzdrowienia – zupełnie niezasłużony i ponadprogramowy – przywracający nam zdolność życia w niebie – nazywamy łaską uświęcającą.

Łaska to właśnie dar. Dar od Boga. Dar tylko dla człowieka. Uświęcająca, to znaczy przemieniająca ludzkie życie, uzdrawiająca i uzdalniająca do obecności w niebie. Jednak aby wydać nowe życie w wieczności potrzeba dobrego przygotowania. Powracając do przykładu ziarna, potrzebny jest nie tylko ów zdrowy zarodek, ale także obfitość pokarmu dla powstającego życia. Ten pokarm jest gromadzony w ziarnie jeśli są sprzyjając warunki i ziarno je wykorzystuje. Odpowiednie światło, ciepło, wilgoć, żyzna gleba, to warunki zewnętrzne, dzięki którym ziarno może wzrastać i gromadzić w sobie pokarm. Otóż owe warunki zewnętrzne – światło, ciepło, wilgoć, żyzna gleba – to obraz łaski uczynkowej.

Pan Bóg pragnąc przygotować człowieka do wieczności daje mu nie tylko możliwość zmartwychwstania, pozwala także zgromadzić na życie po zmartwychwstaniu dobro, które będzie jego szczęściem. W Ewangelii według św. Mateusza czytamy: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,19-21) Co jest naszym skarbem na wieczność? Jest nią miłość. Miłość, która jest naszym podobieństwem do Pana Jezusa. Niestety nie jest łatwo kochać taką miłością jak Pan Jezus, dlatego Pan Bóg udziela nam pomocy – łaski uczynkowej.

Łaska uczynkowa jest to doraźna pomoc Boga potrzebna człowiekowi zarówno do tego, aby był dobry na ziemi, jak i do tego, by był święty. Bardzo ważne jest, że ta łaska dział w chwili obecnej. Jest to aktualna gotowość Pana Boga do współpracy z człowiekiem. Tu możemy zrozumieć dramat lenistwa. Jeśli człowiek jest leniwy i nie odbierze łaski Bożej, która w danej chwili jest mu dana, ta jednorazowa szansa zostaje zaprzepaszczona. Na tym polega chyba najczęstszy z naszych grzechów – grzech zaniedbania. Pan Bóg czeka z wyciągniętą do nas dłonią, jeśli odpowiemy na Jego zaproszenie, On podnosi nas i stawia wyżej niż sami moglibyśmy wejść. Kto współpracuje z łaską uczynkową osiąga więcej niż przez samodzielny wysiłek. Bóg w każdej chwili pragnie naszego rozwoju i w każdej chwili daje nam taką szansę. Tylko od nas zależy czy z niej skorzystamy. O nas zależy jak bardzo urośniemy w oczach Pana Boga.

4. Człowiek jest tym, kim się staje.

Pozwólmy sobie na krótkie podsumowanie pielgrzymkowych rozważań o naszej tożsamości.

Świadomość tego, kim jesteśmy, jest bardzo ważne, gdyż decyduje o tym jak mamy żyć. O naszej tożsamości mówi imię, które zawiera tajemnicę powołania. Piękne i wielkie imię zobowiązuje do pięknego życia i troski o jego wielkość. Podobnie też nazwisko. Ono świadczy o dziedzictwie duchowym, kulturowym i materialnym, jakie otrzymujemy od rodziny, z której się wywodzimy.

Naszą tożsamość wyznacza też fakt, że jako jedyne stworzenia na ziemi możemy obcować z Panem Bogiem, możemy dzielić się dobrem z bliźnimi i panować nad światem natury. To ludzki sposób życia i trzeba się go nauczyć, aby być sobą. Podobnie też naszą tożsamość wyznacza to, czy jesteśmy mężczyznami, czy kobietami. To określa charakter roli jaką mamy do spełnienia w życiu wobec naszych najbliższych i wobec świata.

O tym, kim jesteśmy decyduje też środowisko, w którym wzrastamy, a następnie żyjemy i pracujemy. Wspólnota, która wybieramy jest naszą druga rodziną i też obdarza nas swoim dziedzictwem, swoją kulturą lub jej brakiem, swoja wiarą lub jej zaprzeczeniem. My również mamy wpływ na życie wspólnoty i kształtujemy ją swoim zaangażowaniem.

Wszystkie te elementy naszego życia wpływają na to, kim jesteśmy i także na to kim będziemy. Ostatecznie bowiem człowiek jest tym kim się staje. Trzeba więc dobrze rozeznać swoje przeznaczenie i odnaleźć własne powołanie, czyli indywidualną ścieżkę do szczęścia.

To szczęście nie zamyka się tylko w doczesności. Wiara uczy nas, że jesteśmy wezwani do wieczności, a to, jaką ona dla nas będzie zależy od naszej współpracy z łaska Bożą. Cóż zatem mamy czynić? Jak współpracować z Boża łaską?

Na pewno trzeba dobrze wykorzystać wszystkie te dary naturalne, które otrzymaliśmy od Boga i które współtworzą nasze życie i nasza tożsamość. To też są Boże łaski – Boże dary, dzięki którym wzrastamy. Nie można więc lekceważyć samego siebie, swojej rodziny i środowiska. Nie można marnować w zabawach daru płci wykorzystując go jak zabawkę tylko dla przyjemności. Trzeba wybrać drogę życia, swoje powołanie, nie tylko ze względu na modę i oczekiwane korzyści materialne, ale także, a może przede wszystkim ze względu na swoje przeznaczenie. O przeznaczeniu nigdy nie można zapomnieć.

Jak już wiemy, naszym przeznaczeniem jest upodobnienie do Pana Boga. Przypomnijmy słynne zdanie św. Ireneusza: „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się Bogiem”. W tym pomaga nam łaska uświęcająca i uczynkowa.

Łaskę uświęcającą otrzymujemy w sakramentach świętych. Jeśli więc chcemy spełnić swoje przeznaczenie, powinniśmy na stałe wprowadzić sakramenty w nasze życie. Po prostu, powinniśmy prowadzić życie sakramentalne. Spowiedź i Komunia św. powinny być zwyczajna powszednia praktyka naszego życia, a nie sytuacjami wyjątkowymi i okolicznościowymi od wielkiego święta. Naszą dewizą życiowa powinny stać się słowa św. Pawła: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga” (Ga 2,20-21).

Na łaskę uczynkową otwieramy się przez modlitwę i podejmowanie obowiązków naszego stanu, wykonywanego zawodu, podjętych zobowiązań i naszych dobrych pragnień. Bóg we wszystkim pragnie nam pomagać i nas wspierać. Czuwa nad nami, udoskonala naszą inteligencję, pozytywnie nastraja uczucia, mobilizuje nasza wolę, przygotowuje zewnętrzne możliwości spełnienia dobrych czynów. Wszystko to po to, abyśmy byli szczęśliwi.

Miejmy żywą nadzieję, że w naszym życiu spełnią się słowa św. Pawła:

Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą. Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen” (Ef 3:14-21).