Ks. Robert Kwatek – PIĘKNO BYCIA CZŁOWIEKIEM

Powołani do wiary, nadziei i miłości.

1. Kim jest człowiek? Po co być człowiekiem?

Od początku naszych „rekolekcji w drodze” próbujemy odpowiedzieć na pytanie: „Kim jestem?”, „Kim jest człowiek?” Ta wiedza jest nam potrzebna po to, aby żyć w poczuciu własnej tożsamości, aby być sobą. O tym, kim jesteśmy, mówi nam nasze imię, w którym jest zawarta tajemnica naszego życia. Imię, według tradycji wiary jest śladem ingerencji Pana Boga w nasze życie, jest zapowiedzią naszego przeznaczenia. Także nasze nazwisko pomaga nam określić, kim jesteśmy. Ono zawiera w sobie dziedzictwo, jakie otrzymujemy od naszych przodków, w momencie przyjścia na świat. W ciągu naszego życia coraz pełniej odkrywamy prawdę, że jesteśmy ludźmi. Chociaż to wydaje się oczywiste, trzeba jednak zrozumieć na czym polega ludzkie życie i podjąć wyzwanie stawania się człowiekiem poprzez decyzje zgodne z naszym przeznaczeniem. O naszej tożsamości mówi także nasza płeć. Różnice i podobieństwa pomiędzy mężczyznami i kobietami wyznaczają sposób, w jaki powinien żyć człowiek wobec samego siebie, wobec innych ludzi i wobec świata. Także nasze środowisko, w którym żyjemy, kształtuje naszą tożsamość. Nasi bliźni współuczestniczą w naszym rozwoju, wspomagają albo osłabiają nasze dążenie do pełni życia, do szczęścia. Także dzięki nim, między innymi, możemy odnaleźć swoje powołanie, to znaczy nasz indywidualny sposób na udane i owocne życie.

Jak już powiedzieliśmy, wszystkie te rozważania prowadzą do odpowiedzi na pytanie „Kim jestem?”, „Kim jest człowiek?” Pozostaje jednak do rozstrzygnięcia równie fundamentalna kwestia: „Po co mam być człowiekiem?” W dzisiejszych czasach, w których mobilizacja do pracy nad sobą dla wielu wydaje się zbyt wygórowanym wymaganiem, odpowiedź na to pytanie jest niezwykle istotna.

Nie można zachęcić samego siebie, ani też kogokolwiek do wysiłku i nieuniknionych wyrzeczeń, jakie spotykamy na drodze prawdziwie ludzkiego życia, bez rzetelnego uzasadnienia potrzeby takich wysiłków. To właśnie brak odpowiedzi na to pytanie: „Po co mam być człowiekiem?” powoduje, że coraz więcej ludzi żyje w zupełnie dowolny sposób, wykorzystując każdą nadarzająca się okazję bez zwracania uwagi na to, czy takie zachowanie przynosi dobro, czy zło.

Nad tym dylematem zastanawiał się już starożytny mędrzec Kohelet zauważając, że jednakowo umiera zarówno mędrzec jak i człowiek głupi, wobec czego troska o zdobycie wiedzy i wysiłek włożony w cnotliwe życie jest marnością (por. Koh 2, 15nn). W niebezpieczny sposób wielu ludzi wydaje się żyć zgodnie z tą tezą, nie podejmując już wysiłku zrozumienia, że jest to tylko początek poszukiwania prawdy o życiu.

Po cóż więc tyle koniecznego wysiłku w stawanie się człowiekiem? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie, skoro według tego, co można zauważyć dookoła siebie, troska o taki rozwój nie stanowi dziś większej wartości w świecie, a tylko utrudnia i komplikuje wiele spraw? Czy nie lepiej „żyć jak się da”? Chwytać każdą nadarzającą się okazję i czerpać z niej bez skrępowania maksimum zysku i przyjemności? Dlaczego mimo wszystko warto pracować nad swoim człowieczeństwem?

Tak, jak to zauważył mędrzec Kohelet, odpowiedzi nie można znaleźć tym świecie. Zgodny z naturą przebieg naszego życia zakończony śmiercią nie uzasadnia potrzeby większego wysiłku. Znajdujemy jednak odpowiedź dzięki Objawieniu, to znaczy dzięki temu, co otrzymaliśmy jako prawdę o ludzkim życiu od Boga. Tą prawdą o człowieku – najpełniejszą i najpiękniejszą – jest przykład życia Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Jego Wcielenie – czyli to, że będąc Bogiem zechciał stać się Człowiekiem i Jego sposób przeżywania swego życia łącznie ze śmiercią i zmartwychwstaniem doskonale uzasadnia potrzebę troski i pracy nad sobą.

Obecność Jezusa – Boga, który stał się Człowiekiem, udziela wyczerpującej odpowiedzi na pytania „Co to znaczy być człowiekiem?” i Po co być człowiekiem?”. Jego obecność mówi nam, że człowiek jest tym, co może być przebóstwione. Inaczej mówiąc, człowiek ma szansę zrównać się sposobem życia z Bogiem. To najważniejsza prawda o człowieku poza wszystkimi ciekawymi rzeczami, których możemy się dowiedzieć ze wszystkich nauk badających ludzkie życie. Ta prawda daje nam również odpowiedź na pytanie „Po co być człowiekiem?”. Właśnie po to, aby móc żyć jak Bóg. To jest właśnie Dobra Nowina, którą przyniósł nam i objawił swoim życiem Jezus Chrystus.

Jezus Chrystus jest dowodem na to, że ktoś z ludzkiego gatunku mógł żyć życiem Boga. Tym samym wszyscy ludzie posiadają zdolność stania się tym, kim jest Bóg. Jeżeli jeden człowiek jest Bogiem, wszyscy stać się Nim mogą. Tajemnicą każdego człowieka, jego sensem, znaczeniem życia ludzkiego jest ta najważniejsza z możliwości człowieka, możliwość stania się tym, czym jest Bóg!

Ewangelie i pisma św. Pawła z całą możliwą siłą argumentacji udowadniają nam, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Człowiekiem – człowiekiem w pełni znaczenia tego słowa. Jest żywą definicją człowieczeństwa, najwyższą normą, dokończonym wzorem uczłowieczenia. On jest Człowiekiem, a ten Człowiek jest Bogiem, tym samym my wszyscy nie będziemy w pełni ludźmi, dopóki nie zostaniemy przebóstwieni. Oto jest właśnie nasze ostateczne przeznaczenie.

Bardzo prosto, wręcz zaskakująco prosto wyraził te prawdę św. Ireneusz, biskup Lyonu, zmarły około roku 200: „Deus homo factus est, ut homo firet Deus”, co się wykłada na język polski w sposób następujący: „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem”.

Dlatego drogą do pełni życia jest wiara, nadzieja i miłość, przez które spełnia się nasze zjednoczenie z Chrystusem. Bóg pragnie, abyśmy stali się Jego dziećmi na wzór Jego Syna. Przez wiarę, nadzieje i miłość udziela nam takiej możliwości. Otwiera przed nami szansę niezwykłego rozwoju. Rozwoju, który przekracza wszelkie naturalne możliwości. Do nas należy odpowiedź, czy chcemy i na ile chcemy skorzystać z tej szansy. Na ten wzrost ku normie doskonałości Syna Bożego mamy czas naszego życia, a ponieważ każda chwila jest jedyna i niepowtarzalna, powinniśmy jak najlepiej je wykorzystać. Zacznijmy od znalezienia odpowiedzi na pytanie: „Czym jest wiara?” i co to znaczy: „Być człowiekiem wierzącym?”.

2. Tajemnica wiary.

W dzisiejszych czasach bardzo łatwo myli się wiarę z obrzędami religijnymi, a człowieka wierzącego z tym, który potrafi powtórzyć wyuczone obrzędy. Różnica jest jednak zasadnicza. Można ją porównać do różnicy, jaka istnieje pomiędzy wydmuszką a jajkiem.

Zewnętrzne będą wyglądały podobnie, jednak już pierwszy kontakt z jednym i drugim ukazuje, że mamy do czynienia z zupełnie czymś innym. Wydmuszka, choć zachowuje zewnętrzne podobieństwo do jajka, jest w środku pusta. Z niej nie narodzi się nowe życie, nie wykluje się kurczak. Natomiast jajko daje taką możliwość. Dlatego wielkanocnym symbolem zmartwychwstania jest jajko, a nie wydmuszka.

Tak właśnie jest z zewnętrznymi obrzędami religijnymi i rzeczywistą wiarą. Choć zewnętrznie obrzędowe zachowanie ludzi powierzchownie traktujących wiarę i tych rzeczywiście wierzących może być łudząco podobne, to jednak same obrzędy, choćby często powtarzane, nie dadzą w efekcie nowego życia, nie doprowadzą do przebóstwienia. Potrzebne jest coś więcej. Potrzebne jest zaangażowanie całego wnętrza i przygotowanie całego człowieka do zjednoczenia z Chrystusem. Potrzebna jest wiedza, pragnienie i działanie.

Wiara jest przede wszystkim sposobem poznawania prawdy. Jest udzielaną indywidualnie człowiekowi nauką prawdy o nim samym, o Bogu i o wzajemnej więzi, którą wyraża relacja dziecko – Ojciec. Tę prawdę przekazuje Ewangelia. Człowiek prawdziwej wiary będzie w niej widział nie tylko opis życia Jezusa Chrystusa, lecz w obrazach z Jego życia znajdzie wytłumaczenie swojej własnej historii i zapowiedź tego, co jeszcze w jego życiu się przydarzy. Nie chodzi tu o przepowiadanie przyszłości na zasadzie horoskopu, lecz o ukazanie zmieniających człowieka doświadczeń przez jakie trzeba przejść, aby do Boga mówić tak jak Jezus „Ojcze”, a raczej „Tatusiu”.

Jeśli ktoś czyta Ewangelię z wiarą, to poznawaniu w ten sposób Jezusa Chrystusa towarzyszy pragnienie spotkania z Nim, naśladowania Go i upodobnienia się do Niego. To drugi element rozeznania postawy wiary i odróżnienia jej od zachowań zewnętrznych. Chrystus nie jest wtedy tylko poznawaną z lektury postacią historyczną. Wiara uobecnia Jego osobę w aktualnych sytuacjach życia, w których odkrywa się możliwość bycia razem z Nim i bycia takim jak On. Dla wierzących Jezus jest żywy i obecny, godny naśladowania aż do uchwycenia i wyćwiczenia podobieństwa w zasadach postępowania.

To prowadzi wreszcie do działania, do postępowania upodobnionego do czynów Jezusa w konkretnych sytuacjach życia. Jeśli Jezus odnosił się z miłością do ludzi, to także człowiek wiary będzie starł się okazywać miłość swoim bliźnim. Jeśli Jezus nie miał nic wspólnego ze złem, to także człowiek wiary będzie starał się za wszelka cenę unikać zła. Jeśli Jezus uwielbiał swego Ojca swoimi czynami i żył dla Niego, to także człowiek wiary będzie starał się, aby jego czyny podobały się Bogu i były dla Niego godnym darem, który można złożyć w ofierze.

Ostatecznie więc wiara jest odmienionym ze względu na Jezusa sposobem życia. Jest prawdą o Jezusie Chrystusie jako Człowieku i Synu Bożym wcieloną we własne człowieczeństwo. Na tym właśnie polega osobisty wymiar tajemnicy wiary. Będąc sobą i nie tracąc nic ze swej tożsamości, człowiek wiary staje się uczestnikiem życia Syna Bożego. Tak oto określił ten stan święty Paweł: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie„ (Ga 2,20).

3. Potrzebna jest nadzieja.

Przynajmniej z trzech powodów taka niezwykła promocja człowieka może nam się wydawać niemożliwa. Dlatego tak trudno jest nam uwierzyć. Dlatego także wiarę sprowadzamy często do zewnętrznych rytuałów. Nie odwracamy się od Chrystusa, lecz jednocześnie po ludzku nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić takiej gruntownej i ostatecznej przemiany naszego życia. Żyć jak Chrystus – Syn Boży? To może wydawać się zbyt zuchwałe !

O zuchwałości takiego przekonania świadczy sytuacja każdego człowieka: po pierwsze człowiek jest tylko stworzeniem, które dzieli od stwórcy nieprzekraczalna granica różnicy sposobu istnienia; po drugie człowiek jest grzeszny, doświadcza zła i sam ma udział w tym co złe, a żadne zło nie może mieć nic wspólnego z doskonałym Bogiem; po trzecie człowiek jest istota śmiertelną, co oznacza, że chociaż żyjąc na ziemi próbowałby upodobnić się do Jezusa Chrystusa, to i tak ta przygoda zakończy się w momencie śmierci.

Taki jest właśnie nasz stan wiedzy o nas samych, wiedzy wynikającej z doświadczenia. Bliżej człowiekowi do ziemi niż do nieba. To smutne, ale może tez bliżej do grzechu niż do świętości. Z tego powodu wielu odrzuca propozycję wiary, gdyż z góry zakłada fiasko wszelkich starań podejmowanych w tym kierunku. Dlatego właśnie potrzebna jest nadzieja. Nadzieja jest przekonaniem o możliwości osiągnięcia celu swoich wysiłków. Nadzieja jest jak most przerzucony nad przepaścią, po którym ktoś już przeszedł na druga stronę. Skoro jest taki most i już komuś udało się po nim przejść, to właśnie jest on nadzieją dla wszystkich pozostałych.

Dlatego właśnie Jezus Chrystus jest nasza Nadzieją. On sam pokonał te trzy granice oddzielające nas – ludzi – od Boga. Jeśli istniała granica pomiędzy istnieniem Boga a życiem człowieka, to Syn Boży przekroczył ją swoim Wcieleniem. Stając się Człowiekiem i nie przestając być Bogiem Jezus Chrystus zbudował „most” pomiędzy dwoma odmiennymi sposobami istnienia. Odtąd to, co Boże może być ludzkie, a to co ludzkie ma szansę być Bożym. Bóg zszedł do nizin ludzkiego życia, a zatem człowiek może wspiąć się na wyżyny życia Boga.

O wiele bardziej niż różnica sposobu istnienia człowieka od Boga oddziela zło. Bóg jest święty, a człowiek jest grzeszny. Czy mogą współistnieć ze sobą w zjednoczeniu mróz i upał, ciemność i światło, dzień i noc? Zawsze pomiędzy takimi skrajnościami musi istnieć rozdzielająca je granica. Nie mogą się połączyć nie niszcząc się wzajemnie. Bóg jest światłością, która rozprasza ciemności, jest ogniem miłości, który rozgrzewa chłód nienawiści.

Gdyby jednak w ten sposób Pan Bóg chciał oczyścić świat ze zła, musiałby zniszczyć także grzesznych ludzi. Bóg jednak nigdy nie odbiera istnienia temu co stworzył. Nawet szatan, choć żyje nienawiścią wobec Boga nie został unicestwiony. Owszem, aby nie zniszczyć swego stworzenia swoją obecnością, Pan Bóg odsuwa je od siebie jakby na drugi skrajny biegun – na bezpieczną dla skażonego złem stworzenia odległość. Stąd pojęcie „niebios na wysokościach” i „piekielnych otchłani”. Jezus Chrystus pokonał także tę granicę. Przyjmując na siebie wszystkie ludzkie grzechy dokonał Odkupienia, po swojej męce i śmierci zstąpił do otchłani, aby wyprowadzić z niej tych, którzy z powodu zła nie mogli zbliżyć się do Boga. On jest nasza Nadzieją poprzez dar przebaczenia i uzdrowienia. Uwalniając nas od zła uczynił nas na nowo zdolnymi do przebywania w bliskości Boga. Bliskości przechodzącej w zjednoczenie.

I wreszcie, Jezus Chrystus pokonał także trzecią granicę oddzielająca nas od Boga, granicę śmierci. Śmierć oznacza koniec życia, a przecież Bóg żyje w nieskończoności. Jego istnienie nie ma początku, ani końca. Gdybyśmy zjednoczyli się z Nim tylko w takim stanie w jakim żyjemy obecnie, nasze szczęście trwałoby tylko do śmierci. Byłoby więc ze strony Pana Boga bolesną igraszką naszym losem. To tak, jakby ktoś obdarzył nędzarza dobrobytem, pozwoliłby zakosztować wszelkich radości, a za chwilę odebrał mu wszystko i wyrzucił za drzwi, sam pozostając nadal w swoim idealnym świecie. Niewątpliwie byłoby to dotkliwą niesprawiedliwością, wręcz krzywdą. Taki Bóg byłby niegodziwcem! Dlatego Jezus Chrystus przekroczył granicę ludzkiej śmierci i zmartwychwstając dał nam możliwość życia wiecznego. Jezus – prawdziwy Człowiek po śmierci powrócił do życia mając to samo, ale nie takie samo ciało i zachowując swoją tożsamość. Skoro jeden człowiek pokonał przepaść śmierci, to wszyscy pozostali ludzie również mogą przejść ponad ta przepaścią ta drogą, którą On wytyczył.

Jeśli więc poznając przez wiarę możliwość naszego zjednoczenia z Bogiem mielibyśmy wątpliwości w jej spełnienie, to Jezus Chrystus udziela nam niezawodnej nadziei, która przekonuje nas, że udzielona nam obietnica pełnego szczęścia zostanie spełniona. Nadzieja jest łaską, czyli darem, który otrzymujemy wraz z wiarą. To przekraczające nasze doświadczenie przekonanie, że pomimo wszelkich przeszkód, ostatecznie będziemy żyli w niebie w jedności z Bogiem. Jedynym warunkiem życia w tej nadziei jest przyjęcie Jezusa Chrystusa.

4. Największa jest miłość.

Pozostaje zatem odpowiedzieć tylko na pytanie, jak się to stanie, w jaki sposób to, co poznaliśmy przez wiarę i czego nieustannie pragniemy dzięki nadziei, zostanie spełnione w naszym życiu? Odpowiedzią jest miłość. Miłość to sposób istnienia i sposób działania Pana Boga. To obdarowywanie najwyższym dobrem z jednoczesnym poszanowaniem wolności osoby kochanej.

Chyba największą krzywdą jaką można było wyrządzić człowiekowi jest zdeformowanie i zakłamanie pojęcia miłości. To tak, jakby ktoś potrzebował lekarstwa na śmiertelną chorobę i pod nazwą owego lekarstwa otrzymał dawkę trucizny. Ludzie ufają, że miłość jest drogą do nieba i wobec tego żyją miłością, rozumianą niestety w zakłamany sposób, a tym samym tym bardziej oddalają się od Boga.

Konsekwencje tego zakłamania są straszliwe. Skoro Bóg jest miłością, a znamy tylko fałszywe pojęcie miłości, mamy fałszywy obraz Pana Boga i fałszywy obraz Jego czynów względem nas. Stąd taka niechęć ludzi względem Pana Boga. Skoro w miłości przeżywanej przez ludzi przeważnie silniejsza strona wykorzystuje stronę słabszą dla własnych celów, to Wszechmocny i Wszechmogący Bóg, który miałby kochać słabych ludzi, kojarzy się z możliwością totalnego wykorzystania i ostatecznego porzucenia? Czy ktoś zgodziłby się na taki układ?

Stąd między innymi nasze obawy przed powierzeniem Panu Bogu naszego życia, przed przyjęciem ofiarowanego nam przez niego powołania. Myślimy sobie: „A jeśli to będzie oznaczało całkowite zniweczenie moich planów i wykorzystanie mojego życia wbrew moim pragnieniom? Lepiej nie ufać Wszechmogącemu i Wszechmocnemu Bogu. Póki co, lepiej żyć po swojemu”. Oto właśnie efekt zakłamanego i zdeformowanego pojęcia miłości – odwracamy się od Boga, marnujemy szansę pełni życia w wieczności.

Aby zgodzić się na powołanie do miłości, jakie oferuje Bóg, trzeba najpierw poznać Jego miłość, taką jaką jest na prawdę. Na tym właśnie polegało posłannictwo Jezusa. Przyszedł na ziemię, aby pokazać, czym jest miłość Boga. Cóż zatem nam objawił?

Najbardziej wymownym obrazem miłości Pana Boga do ludzi jest postawa Jezusa w czasie Jego męki i śmierci na Krzyżu. Wszystko zaczyna się od Ostatniej Wieczerzy, w czasie której Jezus najpierw obmywa uczniom nogi. To znak pokory Boga, który w miłości do człowieka nie chce nad nim dominować, lecz mówi „pozwól, abym Cię obmył, byś mógł mieć udział w moim życiu”. Następnie Jezus daje uczniom przełamany chleb i wino, czyli swoje Ciało i Krew. To znak miłości Boga, który nie cofa się przed ofiarą, aby nakarmić swoim życiem ludzi. Postawa Jezusa wobec Judasza zarównano Ostatniej Wieczerzy jak i w Ogrodzie Oliwnym ujawnia szacunek Boga do ludzkiej wolności nawet wówczas, gdy ta wolność oznaczałaby odrzucenie Jego miłości. Ostatnie zdanie wypowiedziane przez Jezusa do Judasza zaczyna się od słowa „Przyjacielu…”. To znak, że Miłość Boga nie zmienia się nawet w obliczu ludzkiej zdrady. Konający na krzyżu Jezus nie przeklina ludzi, lecz im przebacza. Po zmartwychwstaniu zaś powraca nie po to, aby w tryumfalny sposób wziąć odwet na tych, którzy Go zdradzili i na swych oprawcach, lecz po to, aby wszystkich ostatecznie upodobnić do siebie przez dar Ducha Świętego.

Jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie , „Kim jest człowiek?”, „Kim ja jestem?” to najcenniejszą odpowiedzą jest ta, która ukazuje ostateczny kształt ludzkiego życia. Tą odpowiedzią jest chrześcijaństwo, które mówi nam, że ostatecznie, dzięki miłości człowiek staje się równy Bogu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.