Ks. Robert Kwatek – PIĘKNO BYCIA CZŁOWIEKIEM

Twoje miejsce w rodzinie.

1. Twoje nazwisko – zaszczyt, czy wyrok?

Szukamy odpowiedzi na pytanie: Kim jestem? Świadomość własnej tożsamości jest chyba najsilniejszą potrzebą każdego człowieka. Bez niej po prostu nie można żyć po ludzku, bo wtedy nic, co człowiek robi w swoim życiu, nie ma znaczenia. Taka sytuacja byłaby nie do zniesienia. Swoje dzieła pragniemy podpisywać swoim imieniem i nazwiskiem.

O imieniu mówiliśmy już w pierwszej konferencji. Każde imię ma swoje znaczenie i jest przesłaniem, z którym człowiek wyrusza w świat i w życie. Bóg powołuje nas do życia i wzywa nas po imieniu, jak Ojciec swoje dzieci. Jego Słowo zawsze jest pełne mocy i treści. Ono czyni człowieka, stwarza go i wypełnia wielością Bożych darów. Tajemnica imienia otrzymanego od Boga to tajemnica sensu i celu życia człowieka. To odpowiedź na ostateczne pytanie: Kim jestem w oczach Boga? Po co istnieję? Świadectwem tej tajemnicy i jej znaczenia są imiona osób znanych nam z kart Biblii.

Jak to już zostało powiedziane, swoje dzieła pragniemy podpisywać imieniem i nazwiskiem. Jeśli w pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że imię, a właściwie jego tajemnica, jest znakiem ingerencji Boga w ludzkie życie, to jakie znaczenie ma nazwisko? Odpowiedź wydaje się prosta. Skoro człowiek przychodzi na świat z woli Boga i dzięki ludzkiej miłości, to nazwisko jest świadectwem tego drugiego, niezbędnego dla ludzkiego istnienia elementu. Nazwisko jest świadectwem rodziny, która daje człowiekowi życie. Czy rzeczywiście nazwisko tak jest rozumiane i przyjmowane w dzisiejszych czasach?

Na temat rodziny można usłyszeć różne opinie. Ostatnio niestety niezbyt pozytywne. Niektóre z tych wypowiedzi zostały nawet wpisane do zbioru żartów i anegdot. Przypomnijmy sobie chociażby takie powiedzenie, że „rodziny nikt sobie nie wybiera”, czy też „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”. Przesłanie tych słów wcale nie jest pozytywne.

Młodzi ludzie także żyją często jakby w stanie nieustannego buntu wobec swoich najbliższych. Wobec dziadków, rodziców i rodzeństwa. Niejedni rodzice słyszeli pełne sarkazmu i młodzieńczej arogancji powiedzenie: „Ja się na świat nie prosiłem!” A cóż można powiedzieć o zupełnie negatywnych w swym wyrazie określeniach odnoszących się do rodziców? „Starzy”, „zgredzi”, „wapniaki” – to chyba jeszcze nie najmocniejsze wyrażenia kierowane pod ich adresem. W niektórych kręgach młodzieży do tak zwanego „dobrego stylu” należy pełne lekceważenia, a nawet obelżywe odnoszenie się do ojca i matki. Niestety, niektórzy nie poprzestają tylko na słowach, choć i one same mogą bardzo boleśnie ranić. Jaką rolę zatem pełni rodzina w naszym życiu? Dobrą czy złą? Czy taka agresja wobec najbliższych jest uzasadniona? Po co nam rodzina?

2. Rodzina to miejsce do życia przygotowane dla ciebie.

Odpowiedź zawarta jest w jednym słowie, które jest jak źródło ukryte w głębi ziemi, a jego wody nieustannie ożywiają strumień ludzkiego życia. Tym słowem jest „dziedzictwo”.

Oznacza ono wszystko, co w sposób przez siebie niezasłużony, człowiek otrzymuje w chwili swego przyjścia na świat. Do tego dziedzictwa wliczony jest dorobek wszystkich pokoleń ludzi od momentu stworzenia świata. Dzięki niemu żyjąc dzisiaj nie musimy wymyślać i odkrywać wszystkiego na nowo. To dziedzictwo całej rodziny ludzkiej. Nas jednak bardziej interesuje dziedzictwo, które otrzymujemy bezpośrednio od naszych rodziców. Na nim się zatrzymajmy.

Co zawdzięczamy naszym rodzicom? I znów w skrócie można odpowiedzieć, że wszystko – to kim jesteśmy i to, co posiadamy. Już sam fakt istnienia zawdzięczamy ich miłości. Nie tylko tej wzajemnej pomiędzy ojcem i matką, ale miłości która jeszcze przed poczęciem obejmuje dziecko, które ma przyjść na świat. Żyjemy dlatego, że rodzice pragnęli naszego istnienia.

Ta prawda nabiera szczególnego znaczenia w naszych czasach, kiedy nie jest już takie oczywiste, że związek pomiędzy mężczyzną i kobietą w naturalny sposób przekształci się w rodzinę. Wiadomo wszystkim jak liczne są dziś sposoby i okoliczności sprzyjające unikaniu poczęcia nowego życia. Wiadomo również, że samo poczęcie nie gwarantuje akceptacji ze strony mężczyzny i kobiety, jeśli będąc ze sobą nie chcą być rodzicami. Aborcja staje się plagą, epidemią naszych czasów określanych między innymi z tego powodu „cywilizacją śmierci”.

Tym większą wartością są nasze narodziny i trzeba to docenić. Sam fakt, że żyjemy, jest tak wielkim dobrem, że w żaden sposób nie można określić jego miary. Nie dostrzegamy tego, gdyż nie wiemy, co to znaczy nie istnieć. Nasze życie przyjmujemy jako oczywistość, więc nie mamy skali porównania. Tak naprawdę jednak w żaden sposób nie jesteśmy w stanie odwdzięczyć się rodzicom za dar życia.

Wraz z tym największym darem otrzymujemy od naszych rodziców mnóstwo innych darów, na które pracowały wszystkie poprzednie pokolenia naszych dziadków i pradziadków. Wyznaczają one pewien próg, z którego rozpoczyna się nasza indywidualna wędrówka przez życie.

Dzięki genetyce nie jest już dziś tajemnicą, że nasze życie pod względem fizycznym, psychicznym i intelektualnym jest w zasadniczy sposób zależne od właściwości przekazanych nam w rodzinie. Począwszy od miary długowieczności poprzez wzrost, urodę i wygląd zewnętrzny, kondycję i sprawność fizyczną, zdolności intelektualne i różnego rodzaju uzdolnienia, wszystko, czym dysponujemy, zawdzięczamy naszym przodkom.

W naszym wyposażeniu genetycznym otrzymujemy także główny zarys naszych predyspozycji psychicznych, szczególny rys wrażliwości, główną konstrukcję naszego charakteru. Zwyczajowo mówimy o tym, gdy na przykład podkreślamy, że ktoś urodę odziedziczył po ojcu, a charakter po swojej mamie. Podobnie ma się sprawa ze zdolnościami intelektualnymi, z możliwością rozumienia i zapamiętywania informacji. Nie ulega wątpliwości, że nosimy w sobie ślad życia naszych rodziców. Nie ulega też wątpliwości, ze rodzice patrząc na nas widzą jakby cząstkę samych siebie i przedłużenie swojego życia.

Oprócz wyposażenia genetycznego przyjmujemy także tę wartość, którą powszechnie nazywamy wychowaniem lub kulturą życia. Obejmuje ona zasady i normy, które chronią nasze życie i umożliwiają bezpieczne i korzystne funkcjonowanie wśród ludzi. Dzięki temu wiemy jak o siebie dbać, jak jeść, jak się ubierać, jak rozmawiać, prosić, przepraszać i dziękować, jak pokonywać zwyczajne codzienne problemy życia. To wydaje się takie naturalne, ale bez tej wiedzy człowiek narażony jest na wiele przykrości, niepowodzeń i cierpień. Nie bez przyczyny ci, którym brakuje tak zwanego „dobrego wychowania” mają wiele kłopotów i nie są zbyt łatwo przyjmowani przez innych. Rodzice przez swoją troskę przygotowują nam bezpieczne miejsce do życia wśród ludzi.

Do wychowania bywają także włączone tak subtelne wartości jak wrażliwość na piękno natury i sztuki, różnego rodzaju zamiłowania i umiejętności przynoszące radość, poczucie własnej wartości i nadające smak życiu. Szczęśliwe są dzieci, które mogą wraz z rodzicami podróżować, zdobywać górskie szczyty, pływać i żeglować, odkrywać tajemnice przyrody i przeżywać swoje pierwsze fascynacje muzyką, literaturą, teatrem i tańcem. Jakże cenne są dla chłopców chwile spędzone z ojcem na majsterkowaniu, na wspólnej męskiej pracy w ogrodzie lub w domu. Nikt tak pięknie jak mama nie potrafi powiedzieć i pokazać córce jak być piękną i zaradną kobietą.

Na koniec opisywania daru jakim jest dziedzictwo nie możemy pominąć sprawy najważniejszej. To właśnie rodzice przekazują nam dar wiary. To oni, przez swoją pobożność uczą nas modlitwy i wierności wobec Pana Boga i Kościoła. Nie chodzi tu wcale o wiedzę teologiczną lecz o świadectwo życia, dzięki któremu młode pokolenie dowiaduje się, że Bóg jest i jak ważny jest dla człowieka. W pewnym sensie to właśnie rodzice otwierają swoim dzieciom drogę do zbawienia i życia wiecznego. Jak bowiem bez miłości rodziców można by poznać miłość Boga?

Dochodzimy do sedna sprawy. Żeby być człowiekiem i wiedzieć kim się jest, trzeba najpierw być synem albo córką swoich rodziców. Być synem albo córką to znaczy przyjąć przygotowane przez rodziców dziedzictwo. Sposobem przyjęcia tego daru jest posłuszeństwo. Nie ma innej metody odziedziczenia tych wszystkich wartości jakie w rodzinie zostały nagromadzone przez pokolenia. Dlatego postawa posłuszeństwa jest tak bardzo cenna dla wychowania i jednocześnie dla trwania tradycji rodzinnej, zachowania jej dziedzictwa.

Nie bez przyczyny nieposłuszni nazywani są „wyrodnymi dziećmi”. Nieposłuszeństwo bowiem ostatecznie prowadzi do izolacji wobec rodziny, wyobcowania, duchowej nędzy i samotności. Wielką krzywdę robią swoim dzieciom rodzice, którzy nie wymagają od swoich pociech posłuszeństwa. Wielką krzywdę robią sobie dzieci, które wybierają nieposłuszeństwo jako swój styl postępowania.

Nieposłuszeństwo można porównać do duchowej anoreksji. Podobnie jak w tej chorobie może się komuś wydawać, że nie musi karmić się życiem rodziny, że jest samowystarczalny, a tak naprawdę umiera z głodu. Nieposłuszeństwo jest chorobą śmiertelną dla ludzkiej duszy w wymiarze życia rodzinnego. Posłuszeństwo zaś jest mądrością i mocą życia.

Dzięki tym rozważaniom łatwiej nam będzie zrozumieć znaczenie czwartego przykazania: „Czcij Ojca swego i matkę swoją”. Co to znaczy oddawać cześć rodzicom? To znaczy najpierw zauważyć i docenić wartość dziedzictwa, które nam przekazują, przyjąć je z wdzięcznością przez posłuszeństwo, zachować i rozwinąć tradycję rodziny, a także przekazać ją następnym pokoleniom.

To przykazanie nie dotyczy tylko małych dzieci dopóki znajdują się pod bezpośrednią opieką rodziców. Wprost przeciwnie jego znaczenie dla naszego życia wzrasta wraz z naszą dojrzałością. Im jesteśmy starsi i bardziej dojrzali tym większe powinno być zrozumienie i cześć dla rodziców. Dopiero dojrzały człowiek, przeważnie gdy już sam jest rodzicem, może właściwie docenić to, co otrzymał od swoich rodziców. Od zachowania tego przykazania zależy świadomość naszej tożsamości, pewność tego, kim jesteśmy.

3. Dziedzictwo, które wymaga uzdrowienia.

Nakreślony tutaj obraz dziedzictwa, które jest przekazywane dzieciom przez rodziców, może się wydawać zbyt idealistyczny, wręcz nierealny. W praktyce dziedzictwo zawiera w sobie także wiele braków, słabości, wad moralnych i zła. Niekiedy pewne wady są zakorzenione w rodzinach już od pokoleń. Chcąc nie chcąc dzieci otrzymują w spadku po swoich rodzicach także tę ciemną stronę życia. Można powiedzieć, że w sposób zupełnie niezawiniony doznają krzywdy.

Ktoś dowiedział się, że jest dzieckiem niechcianym, poczętym bez miłości lecz z lękiem. To powoduje, że nie czuje wartości swego życia, nie akceptuje siebie, nie może znaleźć swojego miejsca, w którym czułby się dobrze i bezpiecznie. Jakieś dziecko ma wrodzone wady płuc czy serca i ogólnie słabe zdrowie bo rodzice poczęli je będąc pod wpływem narkotyków. Ktoś inny ze swojego dzieciństwa pamięta tylko płacz matki, awantury i pijackie krzyki ojca. Inni nie znają swoich rodziców, bo zostali porzuceni, oddani do domu dziecka. Niektórzy z tego powodu, że rodzice stracili pracę, nie mogli kontynuować nauki. Młoda matka nie potrafi przekazać miłości swoim dzieciom bo sama nigdy jej nie zaznała od swojej matki. Koło bolesnej historii zamyka się i zaczyna od nowa. Kolejne pokolenie cierpi za dawne błędy. Lista krzywd wpisanych w dziedzictwo jest bardzo długa. Czy jest na to jakaś rada? Czy też takie doświadczenia są nieuchronnym wyrokiem skazującym na życie w jakiejś mierze przegrane?

Rzeczywiście! Nikt nie może zmienić swego pochodzenia, nie mamy wpływu na wcześniejszą historię życia naszych rodziców, na środowisko i okoliczności, w których przyszliśmy na świat i wzrastaliśmy. Człowiek nie może zmienić historii, aby w ten sposób teraz odmienić swoje życie. Ale także i takiej sytuacji nie jesteśmy bezradni.

W Kościele znane jest doświadczenie duchowego uzdrowienia dokonującego się poprzez sakramenty święte i modlitwę. Człowiek nie może odmienić swojej historii, ale Jezus Chrystus, który jest Panem i Zbawicielem człowieka, może sprawić, że złe doświadczenia z przeszłości nie muszą mieć destrukcyjnego wpływu na teraźniejszość i przyszłość.

Znane są świadectwa ludzi, którzy z powodu urazów z dzieciństwa nie potrafili normalnie funkcjonować nawet i w dorosłym życiu aż do czasu, kiedy w sakramencie pokuty wypowiedzieli cały swój ból, wszystkie doznane świadomie i nieświadomie krzywdy, wszystkie zapamiętane i zapomniane już urazy, całą pretensję do życia i do rodziny. Jezus Chrystus jest Lekarzem i Zbawicielem, a Jego moc w Sakramencie Pokuty i w Eucharystii daje zmartwychwstanie i nowe życie. Tak przeżywane sakramenty prowadzą do pojednania z rodzicami, do wzajemnego przebaczenia, do uwolnienia rodzinnego dziedzictwa od ciężaru zła.

Właściwie w ten sposób spełnia się bardzo istotne posłannictwo nie tylko wobec samego siebie, ale także wobec całej rodziny. Być może nasi przodkowie oczekują w czyśćcu, że ktoś w imię Chrystusa im przebaczy. Być może i nasi rodzice żyją z dręczącym poczuciem wyrzutów sumienia i świadomością winy wobec nas i w milczeniu z nieśmiałością oczekują gestu pojednania. To dla nich może być najwspanialszy dar równy przywróconej młodości, odzyskanemu zdrowiu i życiu. Czyż nie jest to zadanie godne pielgrzymki? Warto podjąć właśnie taką intencję dla siebie i swojej rodziny, a także dla przyszłości. Warto przerwać łańcuch złych doświadczeń być może od pokoleń wpisywanych w rodzinne dziedzictwo. Warto następnemu pokoleniu ofiarować dobre życie.

4. Dziedzictwo, które zobowiązuje do odpowiedzialności.

Życie rodziny to nieustanna wymiana doświadczeń, to przyjmowanie i przekazywanie dziedzictwa z pokolenia na pokolenie. Z małego dziecka wyrasta młodzieniec albo młoda dziewczyna, chłopiec dojrzewając staje się mężczyzną, a dziewczyna kobietą. Młodzi dojrzewając do małżeństwa stają się rodzicami. W tym cyklu kolejno powtarzają się role, ale nie powtarza się historia. Ona jest ciągle nowa i to właśnie jest szansa jaką rodzina może dać przyszłym pokoleniom. Dojrzałość między innymi poznaje się po tym, że zaczynamy zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności za przyszłość, że żyjemy już nie dla siebie, ale dla tych, którzy przyjdą po nas.

Przez życie nie można przejść na skróty. Nie można pominąć pewnych etapów bez szkody dla swojej dojrzałości i dla przyszłości. Ktoś, kto nie potrafił być posłusznym synem, albo posłuszną córką, w przyszłości nie będzie odpowiedzialnym ojcem, czy też odpowiedzialną matką. Ktoś, kto nie uszanował otrzymanego dziedzictwa, nie będzie miał czego przekazać swoim dzieciom. Im prędzej zdamy sobie sprawę z tej zależności, tym lepiej przygotujemy przyszłość następnego pokolenia.

Warto zapamiętać słowa Świętego Pawła, które mogą i powinny stać się złotą zasadą życia na drodze do dojrzałej samodzielności. „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12). To zasada zachowania roztropności w korzystaniu z daru wolności.

Największym odkryciem młodości jest wolność. Młodzi często żyją tak, jakby samym sobie i wszystkim dookoła chcieli udowodnić, że wszystko im wolno. Dorosłość rozumieją jako niczym nie skrępowaną swobodę. Na pytanie: „Dlaczego tak postępują?”, najczęściej odpowiadają: „A dlaczego nie?”. No właśnie, dlaczego nie wolno, a raczej dlaczego nie należy czegoś czynić , skoro jest taka możliwość?

Dlaczego nie należy pić alkoholu, palić papierosów, używać narkotyków, swobodnie uprawiać seksu, bez ograniczeń korzystać z Internetu, naśladować przemocy z obejrzanego filmu, i na wiele innych sposobów przesuwać w nieskończoność granicy swojej swobody? Dlaczego nie należy tego robić, skoro to jest nasze życie i mamy do niego prawo?

Odpowiedź jest prosta, ale przyjąć ją mogą tylko ludzie myślący, a z tym bywa różnie. Otóż nie należy robić tego wszystkiego właśnie dlatego, że wszystko, co czynimy, wpisujemy w dziedzictwo swojej rodziny, a nie wszystko może być dla tego dziedzictwa korzystne. Rzeczywiście, dorosłemu człowiekowi wolno prawie wszystko, ale człowiek dojrzały niczemu nie odda się w niewolę, bo wie, że w ten sposób zniewoli nie tylko siebie, ale i wszystkich w swojej aktualnej i przyszłej rodzinie.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że nasze życie staje się poziomem wyjściowym dla tych, którzy przyjdą po nas. Doświadczenia życia młodych, którzy zostają rodzicami automatycznie stają się fundamentem, na którym będą budować swoje życie ich dzieci. Rzeczywiście, nic nie ogranicza ludzkiej wolności! Nic poza miłością. Jest takie przysłowie: „Nie należy kopać studni, kiedy pożar już gore”. W naszym przypadku można by powiedzieć: „Nie należy uczyć się miłości, kiedy skrzywdzone dzieci już płaczą”. Miłości do dzieci trzeba się uczyć dwadzieścia lat przed ich narodzeniem, właśnie wtedy, gdy wydaje się, że wszystko wolno, a jednak nie wszystko należy czynić.

Po dzisiejszej konferencji na pewno korzystne będzie zrobienie trzech rzeczy: podziękowanie rodzicom za dar życia i wszelkie dobro wraz z nim otrzymane; dążenie do pojednania i przebaczenia wszelkiego zła, jakie miało miejsce w życiu naszej rodziny; zaprojektowanie choćby w marzeniach dobrego dziedzictwa, które będzie przez nas przekazane następnemu pokoleniu. To wolno i naprawdę warto!

Możliwość komentowania jest wyłączona.