Ks. Robert Kwatek – TAJEMNICA EUCHARYSTII

W skrytości serca

W dziejach świata, a także w naszym własnym życiu spotykamy nieustanne napięcie pomiędzy wiarą i niewiarą. Nieustannie powracają pytania o argumenty przemawiające za prawdziwością przekonań religijnych. Każdy z nas potrzebuje racjonalnego uzasadnienia swoich czynów. Tylko wtedy może nadać swemu postępowaniu jakieś znaczenie. Tylko wtedy ma ono dla nas jakąś wartość. Działanie bez uzasadnienia nic nie znaczy i staje się bezwartościowe. Te wszystkie dylematy wyostrzają się wtedy, gdy stoimy wobec obecności Chrystusa w Eucharystii. Wszechmoc Boga obecna pod postacią Chleba? To przekracza wszelkie ludzkie wyobrażenia.

Chyba dlatego tak wiele osób nawet regularnie uczestniczących we Mszy świętej dość łatwo rezygnuje z daru Komunii. W tym spotkaniu wiedza i duchowe przekonanie o obecności Chrystusa w znaku Chleba zostaje skonfrontowane z doświadczeniem. Łatwiej jest zachować w myśli jakieś ogólne przekonanie o wierze w Boga, który mieszka gdzieś w niebie i jest niewidzialnym Duchem, niż przyjąć tę prawdę w odniesieniu do kawałka Chleba. Nasze zmysłowe doświadczenie w tym wypadku zupełnie nie zgadza się z wyznawaną prawdą. Zresztą po przyjęciu Komunii świętej nie dokonują się w nas natychmiast jakieś nadzwyczajne zmiany, które wykazywałyby, że właśnie nastąpiło tak doniosłe i bezpośredniego spotkania z Bogiem.

Trzeba także rozważyć konsekwencje Komunii świętej. Jeśli to prawda, że przyjmujemy Chrystusa i On pozostaje z nami, to kim staje się człowiek będący od tego momentu żywym tabernakulum? Jak można dalej normalnie żyć ze świadomością permanentnej obecności Chrystusa? Jak myśleć, jeśli On zna wszystkie myśli? Jak mówić, jeśli On słyszy wszystkie słowa? Jak postępować, jeśli On uczestniczy w każdym wydarzeniu? Trudno przecież zachowywać się zupełnie swobodnie w obecności Kogoś tak niezwykłego i tak ważnego.

Przyjmując ten fakt odpowiedzialnie, życie powinno od tego momentu zamienić się w nieustanną adorację. Będąc konsekwentnym wobec wyznawanej prawdy należałoby zmienić wiele swoich zwyczajów i zachowań. Krótko mówiąc konsekwencją wiary w obecność Chrystusa w Komunii świętej powinno być całkowite nawrócenie.

Od osoby przyjmującej Komunię świętą wymaga się świadomości tego, czym jest ten Boski pokarm. Dlatego kapłan podając wiernym Komunię świętą mówi każdemu z osobna: Ciało Chrystusa. Każdy przyjmując Komunię odpowiada: Amen, to znaczy tak jest. Dopiero po otrzymaniu takiej odpowiedzi kapłan może podać ten Chleb dający życie wieczne. Wyznając wiarę w Chrystusa obecnego w Eucharystii trzeba przyjąć także wspomniane konsekwencje. Trzeba podjąć odpowiedzialność za otrzymany dar. To wielkie wyzwanie.

Nie mogąc pogodzić takich wymagań ze znajomością własnej słabości wiele osób po prostu rezygnuje z proponowanego daru Komunii świętej. Wolą wierzyć w Jezusa Chrystusa jako postać historyczną, lub w Chrystusa istniejącego w pewnej bezpiecznej odległości – ot chociażby obecnego w tabernakulum w świątyni – niż na każdym kroku rozwiązywać dylematy sposobu życia wobec takiej niezwykłej i bezpośredniej Obecności. Czy takie zachowanie jest właściwe?

Obecność Chrystusa w Eucharystii poza tymi osobistymi dylematami jest problemem także w znacznie szerszym i bardziej ogólnym znaczeniu. Dlaczego Chrystus nie ujawnia swej obecności bardziej otwarcie? Przecież gdyby świętość Eucharystii była widoczna zewnętrznie, gdyby można ją było poznać doświadczalnie poprzez dostrzegalne znaki o nadnaturalnym charakterze, łatwiej byłoby przekonać wszystkich wątpiących, a nawet tych niewierzących. Takie zewnętrzne objawienie byłoby niezwykle mocnym argumentem w ewangelizacyjnej działalności Kościoła. Tymczasem ta święta Obecność z woli samego Chrystusa pozostaje prawdą ukrytą. Jak można uzasadnić takie postanowienie samego Boga?

Jest ono wyrazem Bożego miłosierdzia i jednocześnie Jego sprawiedliwości względem nas. Chrystus przychodząc na ziemię ukrył swoje bóstwo w człowieczeństwie. W niektórych sytuacjach w czasie swojej publicznej działalności wręcz zakazywał spotkanym ludziom mówić o tajemnicy swojej osoby. Tylko niektórzy poprzez wiarę odczytywali prawdziwe znaczenie Jego obecności. Oni mieli dostęp do Jego łaski. Czynił tak dlatego, by nikogo nie zniewalać swoją mocą. Człowiek ma prawo do Bożej miłości, ale jest wolny i nie musi ulegać Jego działaniu. Gdyby Chrystus ujawnił swoją chwałę, gdyby okazał całą potęgę swego majestatu, człowiek stanąłby wobec konieczności ostatecznej decyzji zgody, albo odrzucenia Jego osoby. Konsekwencje takiej decyzji w postaci przyjęcia zbawienia lub jego odrzucenia byłyby nieodwracalne.

Przypomnijmy, że właśnie w takiej sytuacji był anioł, który stał się Szatanem. On widział cały majestat Boga. Znał Jego doskonałość, Jego potęgę i Jego wolę. Odrzucenie tego pełnego objawienia spowodowało ostateczne potępienie, gdyż była to decyzja podjęta w pełnej świadomości. Szatan wiedział z kim ma do czynienia, a mimo to odmówił Bogu posłuszeństwa.

Ludzka świadomość skażona grzechem pierworodnym łatwo ulega błędom. Także ludzka wola jest osłabiona i człowiek nie jest wytrwały w swych decyzjach i postanowieniach. Gdyby w takim stanie naszej natury Pan Bóg objawił nam pełnię swej chwały, a po takim objawieniu człowiek w skutek słabości odwrócił się od Niego, konsekwencją musiałoby być wieczne potępienie, tak jak w przypadku Szatana.

Dlatego wobec ludzi Pan Bóg objawia swoją obecność jako tajemnicę. Odsłania stopniowo swą chwałę tym, którzy wytrwale Go szukają. Wytrwałość w poszukiwaniu Pana Boga kształtuje jednocześnie wolę człowieka tak, aby poznawszy Pana Boga mógł pozostać mu wiernym. Mając wzgląd na ludzką słabość intelektu i woli Pan Bóg może przebaczać ludziom ich grzechy. Może okazywać miłosierdzie. Taka sytuacja miała miejsce w czasie konania Chrystusa na krzyżu. W agonii Jezus modlił się Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. (Łk 23,34)

Ta sama zasada obowiązuje wobec Chrystusa obecnego w Eucharystii. Objawienie chwały Syna Bożego nastąpi w pełni dopiero gdy nadejdzie Dzień Pański na końcu czasów. Dzień oznacza światłość, wobec której wszystko stanie się jawne. Teraz zaś jesteśmy jeszcze jakby w mroku, a chwała Pańska ujawnia się tylko wobec tych, którzy na prawdę tego pragną. Jest ona ukryta w słowie Bożym, jest ukryta w chlebie Eucharystycznym, a także w innych sakramentach. Przybliżając się do Chrystusa trzeba rzeczywiście chcieć Go poznać. To wymaga podjęcia wysiłku wytrwałego poszukiwania. Chrystus ukrywa swą doskonałość, aby nikogo nie zmuszać do miłości. On objawia się tym, którzy Go szukają, i im udziela łaski uświęcenia na miarę oczytania Jego tajemnicy.

Jakże to sprawiedliwe i miłosierne zarazem! Sprawiedliwe dlatego, że więcej otrzymują ci, którzy gorliwiej i bardziej wytrwale szukają Chrystusa i pragną się z Nim zjednoczyć. Więcej otrzymują ci, którzy go bardziej miłują. Miłosierne dlatego, że poznając Chrystusa na miarę naszych możliwości nie dźwigamy ciężaru odpowiedzialności za błędy popełnione z powodu nieświadomości, z kim tak na prawdę mamy do czynienia. Oczywiście ten akt miłosierdzia nie dotyczy tych, którzy celowo unikają poznania Pana Jezusa. Trzeba tu odróżnić niemożność poznania od niechęci. Zawsze przecież obowiązuje nas przykazanie miłości: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim serce, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. (Mt 22,37)

Tak na prawdę, każda Komunia święta jest większym wydarzeniem dla Boga, niż dla człowieka. On zna prawdziwe znaczenie tego wydarzenia, my zaś nic prawie z tego nie pojmujemy. Gdybyśmy pojęli choćby ułamek procenta prawdy o tym wydarzeniu Chrystus przeobraziłby całkowicie nasze życie. W rezultacie spotkanie w Komunii świętej jest aktem doskonałej miłości ze strony Chrystusa i zaledwie chłodnej tolerancji ze strony człowieka.

Te proporcje zmieniają się jednak jeśli człowiek skupia swoją uwagę na fakcie zjednoczenia z Chrystusem w Eucharystii. Stąd liturgia zaleca, aby po obrzędzie Komunii świętej nastąpił we Mszy świętej czas indywidualnego, a następnie wspólnego dziękczynienia i uwielbienia. Niektórzy także pozostają po Mszy świętej na dłuższej osobistej modlitwie. To czas indywidualnego spotkania człowieka z Chrystusem. Czas w którym Chrystus może objawiać swoją tajemnicę sercom zwróconym ku Niemu z oczekiwaniem. Jest to zatem zwyczaj jak najbardziej godny polecenia.

To wyjaśnienie pozwala nam też lepiej zrozumieć znaczenie dłuższej osobistej adoracji Najświętszego Sakramentu. To bardzo trudna dla współczesnego człowieka forma modlitwy. Jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do działania, do przyjmowania w krótkim czasie mnóstwa informacji i doznań. Tymczasem w czasie adoracji panuje zewnętrzny bezruch i cisza. Trzeba rozbudzić wrażliwość duchową, aby w takim zewnętrznym bezruchu i milczeniu dostrzec utajone działanie łaski Chrystusa. Czas spędzony na adoracji nigdy nie jest czasem straconym. Owocuje przemianą życia i w efekcie przynosi człowiekowi szczęście. Kto potrafi wytrwać w tym dialogu miłości doświadcza jego owoców.

Prawdziwa miłość na ziemi musi być mocno ukryta w skrytości serca, a nie oficjalnie objawiona. Na ziemi bowiem ile razy miłość objawia się, narażona jest na zniszczenie. Miłość uszczęśliwia, a ten świat nienawidzi ludzi prawdziwie szczęśliwych. Ilekroć ich dostrzeże, zawsze będzie dążył do zniszczenia tej miłości i szczęścia. Stąd Bóg wchodząc w ten świat, aby ludzi uszczęśliwić, musiał ukryć swą miłość. Pozwala się odnaleźć tylko tym, którzy na prawdę Go kochają.

Wiele osób przyjmujących Komunię świętą nie dostrzega w niej tej ukrytej tajemnicy miłości. Ich spotkanie z Panem Jezusem jest bardziej formalne. Można je porównać do spotkania w urzędzie. Nikt tam nie przychodzi dla przyjemności, rzadko kiedy spotkania urzędowe są dla człowieka miłe i radosne. Kiedy potrzebne formalności zostaną spełnione obie strony bez żalu się rozstają i wolą o sobie nie myśleć, aż do następnej konieczności. Zauważmy, że w wielu sytuacjach nasze spotkania z Chrystusem przybiera cechy właśnie takiego urzędowego zachowania.

Wiele osób nie rozpoczyna dialogu miłości z przychodzącym do serca Chrystusem. Ziarno łaski złożone do serca nie może wydać owoców. Dlatego pomimo nawet dość systematycznego uczestniczenia we Mszy świętej przez wiele lat, życie religijne tych osób nie rozwija się. Trudno je zachęcić do większego zaangażowania w Kościele. Wydaje się, że ich pobożność nie tyle jest owocem działania łaski, co raczej wynikiem tradycji i chęci bycia w porządku wobec urzędowo rozumianych zasad postępowania. To nie jest złe samo w sobie, ale przypomina życie w rodzinie, gdzie wszyscy odczuwają konieczność wspólnego mieszkania i spotykania się, ale nie widzą w tym wyrazu wzajemnej przyjaźni i miłości. W gruncie rzeczy więc czują się samotni, choć oficjalnie przecież stanowią rodzinę.

Ci, którzy są w stanie poznać tajemnicę ukrytej w Eucharystii miłości, szybko zmieniają swoja relację do Mszy świętej, do modlitwy i innych powinności wiary. Owocem takiego dialogu miłości jest odejście od urzędowego traktowania Kościoła. Komunia święta przyjęta w duchu miłości potrafi uformować wolę człowieka w taki sposób, że zdolna jest ona coraz bardziej angażować się w życie wiary. Wzrasta potrzeba bliskości z Panem Bogiem, a zjednoczenie z Nim staje się sprawą najwyższej wagi. W takim nastawieniu człowiek łatwiej unika sytuacji zagrażających mu grzechem. Ze względu na pragnienie pozostawania w jedności z Chrystusem sytuacje wątpliwe moralnie lub wprost prowadzące do grzechu, są szybko rozpoznawane i łatwiej przezwyciężane. Doceniane są za to wszystkie sytuacje i wydarzenia, które sprzyjają dobru. Człowiek staje się dobry nie siłą charakteru, lecz w wyniku otwarcia na dar Bożej miłości.

Gdy Chrystus obecny w sercu zostaje dopuszczony do głosu zmienia się także nastawienie człowieka do świata zewnętrznego. Owocem Komunii świętej przeżywanej w duchu miłości jest możliwość widzenia świata w taki sposób jak postrzega go Bóg. Dla żyjących miłością Boga, świat przez Niego stworzony jest dobry i piękny. Przez pryzmat miłości Pana Boga inaczej także postrzega się ludzi i ich czyny. Wzrasta wrażliwość na zło, lecz nie przez potępienie źle postępujących osób, tylko raczej ich czynów. Wzrasta też doznanie radości z każdego dobra i każdej sytuacji, w której zwycięża prawda. Życie człowieka zamienia się w świadectwo o Chrystusie.

Uczta Jezusa kończy się błogosławieństwem. Jest ono darem dla tych, którzy wyruszają w świat, by dawać świadectwo swojej wiary i miłości względem Chrystusa. Błogosławieństwo jest odpowiedzią na pragnienie serc uradowanych spotkaniem z Chrystusem w Eucharystii. Pragnienie wyrażone zawołaniem: „Zostań z nami Panie!” . Chrystus odpowiada błogosławieństwem, czyli zapewnieniem o swojej obecności i pomocy udzielanej nieustannie tym, których przecież nazwał przyjaciółmi. Przyjęcie błogosławieństwa jest wyrazem wiary, że przyjaźń Chrystusa jest prawdą.

* * *

Rozważaliśmy tajemnicę Eucharystii.

Nie sposób jednak poznać całej prawdy o niej w kilku rozważaniach. Na zakończenie możemy tylko życzyć sobie, by każdy z nas przez wytrwałe poszukiwanie miłości Chrystusa odnalazł kiedyś jej pełnię. Oby nie zabrakło nam wiary w sens takich wysiłków. Niech takimi dobrymi życzeniami na dalszą drogę ku pełni przyjaźni z Chrystusem będą słowa Apostoła Pawła: Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą. Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen.. (Ef 3,17-21)

Słuchać jak uczniowie.

Liturgia słowa jest jedną z głównych części Mszy świętej. W niej odczytywane są teksty Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu. Sercem liturgii słowa jest Ewangelia. Po niej następuje homilia lub kazanie, które wyjaśnia i pomaga w przyjęciu nauki zawartej w odczytywanych tekstach. Jaki jest cel lektury i rozważania słowa Bożego? Na co powinien nastawić się uczestnik Mszy świętej? Jak mamy słuchać słowa Bożego? Jak je przyjmować?

Człowiek zawsze staje przed problemem poznania drugiej osoby. „Kim jesteś?” – pytamy intuicyjnie, gdy stajemy przed bliźnim. Jest to problem zaufania, a w rezultacie zawierzenia siebie komuś, kto pojawia się w naszym życiu. Cała historia ludzkich kontaktów, ludzkiej znajomości, przyjaźni, miłości i szczęścia, ale także historia konfliktów, zdrady, samotności i ludzkich nieszczęść zawiera się w umiejętności znalezienia odpowiedzi na pytanie „Kim jesteś?”. To pytanie nieuchronnie trzeba postawić i znaleźć na nie odpowiedź zanim powierzy się drugiemu człowiekowi cokolwiek, a tym bardziej zanim powierzy mu się największe swoje dobro, czyli samego siebie.

Drogą do poznania drugiego człowieka jest słowo. Słowo jest bramą, przez którą można wejść do duchowego wnętrza osoby. Nawet samych siebie poznajemy poprzez słowo, to które rodzi się w naszym sercu i umyśle, to które wypowiadamy do innych, lub pozostawiamy w zakamarku myśli i pamięci. Jeśli chcemy cokolwiek dowiedzieć się o sobie lub innych trzeba poznać słowa, którymi ten człowiek się posługuje i znaczenie jakie im nadaje. Ktoś, kto nie szanuje słów, nie jest wart uwagi i zaangażowania. Tę prawdę można by ująć w prostej zasadzie: Powiedz słowo, a powiem ci, kim jesteś.

Wartość i znaczenie słowa w najdoskonalszy sposób wyraził sam Bóg. Syn Boży to przecież Słowo, które stało się ciałem. Święty Jan dokonując tego mistycznego odkrycia zapisał nam w pierwszych słowach swej Ewangelii tajemnicę: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.(J 1,1-3) Nic dziwnego zatem, że Bóg pragnąc zjednoczyć się z człowiekiem i obdarować go sobą, uczynił to poprzez słowo. We Mszy świętej, która jest darem życia Bożego udzielanego człowiekowi, nie mogło zabraknąć Jego Słowa. W ten sposób On sam daje nam siebie.

Trzeba jeszcze koniecznie wiedzieć, że słowo czytane w czasie Liturgii ma wyjątkowe znaczenie. Liturgia jest działaniem samego Boga, a zatem Jego słowo odczytywane podczas Mszy świętej jest obecnością i działaniem Boga względem uczestników. Przez swoje słowo Bóg nieustannie nas stwarza, powołuje do świętości, oczyszcza, uzdrawia, upomina, nawraca i obdarowuje łaską. Jest ono Jego narzędziem współpracy z człowiekiem w dziele zbawienia i uświęcenia. Ponieważ Pan Bóg niczego nie chce czynić bez naszej zgody, najpierw informuje nas o swoim zamiarze działania i czeka na nasza zgodę. Na tym polega słuchanie, rozumienie i przyjęcie słowa. Decyzja należy do człowieka. Każdy może odpowiedzieć Bogu „tak”, lub „nie”.

Niewątpliwie najpiękniejszym przykładem słuchania i odpowiedzi na słowo Boże jest postawa Maryi w Zwiastowaniu. W krótkim dialogu z Aniołem wypełnia się całe zaangażowanie z jej strony, aż po ostateczne „Oto ja, służebnica Pańska. Niech mi się stanie według twego słowa”.(Łk 1,38) Maryja jest wzorem, mistrzynią w szkole słuchania słowa Bożego. Pan Jezus później, w czasie swojej działalności, zaprosił do tej szkoły także swoich uczniów.

Zostać uczniem Pana Jezusa oznacza podjąć naukę słuchania słowa Bożego. To znaczy o wiele więcej niż nauczyć się rozumieć oraz pamiętać słowa i treść, którą ze sobą niosą. Nauka Ewangelii nie jest tylko nauką o historii życia i działalności Pana Jezusa. Ona ma na celu wychowanie do wierności Bogu. Być uczniem w szkole słowa Bożego, w szkole Ewangelii, oznacza przyjąć Jezusową koncepcję wychowania. Jezus bowiem nie uczy teorii, lecz przez naukę umiejętności przyjęcia słowa pokazuje zasady życia.

Stąd wynikają nasze trudności w korzystaniu z Liturgii słowa we Mszy świętej. Wydaje się nam, że skoro rozumiemy polskie słowa, to zrozumiemy też naukę Ewangelii czytaną po polsku. Wydaje się, że słuchając tyle razy w życiu opisów ewangelicznych wiemy o Panu Jezusie już wszystko. Pewne motywy, pewne sceny i wypowiedzi tak często się powtarzają, że lektura i jej słuchanie wydają się nudne. Znamy tekst Ewangelii, ale czy znamy jej treść, a tym bardziej jej znaczenie dla naszego życia?

Jednak tak na prawdę Ewangelii nie można po prostu przeczytać. Ewangelia jest bowiem za każdym razem wezwaniem. Jest słowem przygotowującym przyszłe wydarzenia w naszym życiu. Mówi o tym, co dopiero ma nastąpić. Ewangelia jest szkołą umierania i życia dla Chrystusa. Efektem nauki jest przyjęcie lub odrzucenie daru nowego życia i zbawienia.

Przychodząc na niedzielną Mszę świętą powinniśmy mieć nastawienie wobec Pana Jezusa jak uczniowie wobec Mistrza. Trzeba śledzić i dokładnie wypełniać wymagania, jakie stawia Nauczyciel. To jest właściwa postawa słuchania Jego słowa. Nie wystarczy zatem słyszeć, nie wystarczy rozumieć tekst, trzeba także właściwie odczytać wezwanie skierowane do naszych serc.

W opisach publicznej działalności Pana Jezusa wyraźnie zaznaczają się dwie przeciwne sobie koncepcje słuchania słowa Bożego i religijnego wychowania: Chrystusowa i faryzejska. Koncepcja faryzejska dlatego została opisana i umieszczona w Ewangelii, ponieważ jest ona powszechnym i najczęstszym błędem w poznawaniu i przyjęciu słowa Bożego. Pułapka błędu, któremu ulegli faryzeusze jest nadal niebezpieczna. Warto się z nią zapoznać, aby móc uniknąć tego niebezpieczeństwa.

Faryzeusze byli ludźmi ogromnie szanowanymi, cieszącymi się dużym autorytetem moralnym. Przynależność do ich grona dla wielu była upragnionym zaszczytem. Zabiegali o nią z wielką skrupulatnością, gorliwością i niewątpliwym poświęceniem. Takim właśnie był Szaweł przed swoim nawróceniem. Szczycił się tym, że był faryzeuszem i że swoją gorliwością o zachowanie prawa przewyższał innych. Koncepcja faryzeuszy służyła zatem budowaniu własnej wielkości i znaczenia w środowisku. O to zabiegali i na tym opierali swoje przekonanie, co do słuszności interpretacji słowa Bożego.

Pan Jezus stawia jednak faryzeuszom bardzo mocny zarzut: obchodzicie morze i ziemię, ażeby pozyskać jednego wyznawcę, a gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami. (Mt 23,15) Faryzeusze zabiegali o swych wychowanków i to był ich zasadniczy błąd. Pokazując uczniom jak bardzo im na nich zależało, oddawali tym samym ster wychowania w ich ręce. W takiej sytuacji to uczniowie stawiają warunki, nie nauczyciel, a to jest koniec wszelkiego wychowania. Na marginesie warto zauważyć, że na tym polega kryzys wielu współczesnych szkół. Jeśli muszą one zabiegać o uczniów, to nie mogą stawiać właściwych wymagań. Taka sytuacja nie sprzyja nauce i wychowaniu. To jasne.

Pan Jezus inaczej znajduje i traktuje swoich uczniów. Patrzy w serce i sam wybiera. Jego wezwanie jest często zaskoczeniem dla słuchającego. Powołanie na ucznia jest krótkie i stanowcze: Pójdź za Mną. Do tego dochodzą jeszcze bardzo wysokie wymagania gotowości do pozostawienia całego dotychczasowego życia, swoich bliskich, dobytku, pozycji w środowisku i stanowiska.

Przypomnijmy sobie jedną ze scen powołania: A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego. (Łk 9,57-62) Pan Jezus sam rezygnował z chwiejnych i niezdecydowanych uczniów.

Jego wymagania były surowe, czasami wydawałoby się, że wręcz nieludzkie, jak na przykład to, odnośnie rodziny: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. (…) Nikt z was kto nie wyrzeknie się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem (Łk 14,26. 33) Nie przerażajmy się. Tu nie chodzi o to, aby w jednej godzinie wszystko sprzedać i ponadto jeszcze zacząć nienawidzić swoich bliskich. Pan Jezus jednak jasno stawia sprawę. Gdy przyjdzie do konfrontacji i trzeba będzie wybierać pomiędzy dobrami doczesnym a Chrystusem, uczeń nie może mieć wątpliwości. Powinien być gotów stracić to, co doczesne, byleby tylko nie stracić Chrystusa.

Przyjmując powołanie na ucznia trzeba być zdolnym do pozostawienia wszystkiego. Nic nie może być ważniejsze od Mistrza i Jego nauki. W szkole Ewangelii można odnaleźć szczęście tylko po podjęciu świadomej decyzji: chcę należeć do Chrystusa. Przychodząc na Mszę świętą powinniśmy być zdecydowani w tych najistotniejszych sprawach.

Dla Chrystusa ważna jest także motywacja postępowania jego uczniów. Faryzeusze wyznawali zasadę dostosowania swego postępowania do ogólnie uznanych norm doskonałości, czyli do opinii ludzkiej. Pan Jezus odrzuca taki motyw pobożności: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam, ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6:1-6) Jest to bezwzględne potępienie życia religijnego, którego motywem jest wzgląd ludzki. Jakże trudno jest nam dzisiaj sprostać takim wymaganiom. Uczeń Chrystusa nie może się liczyć z ludzkimi względami, lecz tylko z Bogiem. Naczelną zasadą postępowania ucznia Chrystusa powinno być pragnienie podobania się Bogu. Wbrew pozorom problem faryzeizmu nie jest sprawą sprzed dwóch tysięcy lat. Bardzo często i w naszych środowiskach regułą postępowania nie jest to, czego oczekuje Bóg, ale to, co według ludzi wypada lub nie wypada czynić.

Dla Chrystusa najistotniejszym i jedynym motywem pobożności i wszelkiego postępowania jest wierność sumieniu, troska o to, by być sobą, a nie szukanie uznania lub przychylności otoczenia. Przystępując do słuchania Ewangelii powinniśmy być na to gotowi.

Następną zasadą ważną dla uczniów Chrystusa jest jasno określona hierarchia wartości. Według faryzeuszy ważniejsze było prawo ustanowione przez ludzi, niż prawo Boskie. Pan Jezus ostro krytykuje takie zachowanie: Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi.(Mt 15,7-9) Czy trzeba przekonywać, że i dzisiaj powszechne jest nawet wśród chrześcijan stawianie zasad ludzkich przed słowem Bożym? Jeśli ktoś zagubi Ewangelię i zostanie w życiu tylko z zasadami podanymi przez ludzi, nawet najbardziej pobożnymi i zawierającymi najbardziej wzniosłe ideały, taki człowiek przestaje być uczniem Pana Jezusa i staje się współczesnym faryzeuszem. Jakże łatwo ulec takiej pomyłce.

Kolejna zasada różniąca Pana Jezusa od faryzeuszy, to sposób traktowania prawa. Dla Faryzeuszy liczył się przepis. Dla Pana Jezusa prawda, którą on zawierał. Panu Jezusowi zależy na zachowaniu ducha. W wielu przypadkach przepisy prawa były przez Niego łamane, a przecież nigdy nie wystąpił przeciwko Bogu. To zasadnicza różnica w pojmowaniu grzechu.

Faryzeusze rozumieli grzech jako przekroczenie przepisu prawa. U Chrystusa grzech jest zerwaniem więzi z Bogiem. Współcześni faryzeusze np. spowiadają się z tego, że nie chodzą do kościoła, lub nie odmawiają pacierza. Uczniowie Chrystusa spowiadają się ze zlekceważenia Przyjaciela, który ich zaprosił na swoją Ucztę i z tego, że nie podjęli codziennej z Nim rozmowy na modlitwie. Grzechem jest zlekceważenie Boga, zerwanie z Nim więzi, a nie złamanie przepisu.

Wreszcie kolejnym punktem różniącym zasady faryzeuszy od zasad Chrystusa jest tytuł pierwszeństwa. Według faryzeuszy doskonałość życia religijnego dawała prawo do pierwszeństwa wśród ludzi. Stąd zajmowali pierwsze miejsca, gdyż to miało świadczyć o ich doskonałości. Wywyższali się nad innych, pewni swej uprzywilejowanej sytuacji. W szkole Ewangelii jest inaczej. Świętość jest darem Boga. Bóg wybiera i daje łaskę, która owocuje świętością życia. Prawdziwa doskonałość daje prawo do zajęcia ostatniego miejsca. To nie jest zepchnięcie na ostatnie miejsce, lecz prawo do jego zajęcia. Uczeń Chrystusa musi być tak wielkim człowiekiem, że może spokojnie zając ostatnie miejsce i to mu w niczym nie będzie ubliżało. W żaden sposób to nie ujmie mu jego wielkości.

Oto podstawowe zasady szkoły Ewangelii Jezusa Chrystusa. Powtórzmy je w skrócie raz jeszcze: Po pierwsze, to Chrystus powołuje swoich uczniów i On ustala obowiązujące zasady. Uczeń może być posłusznym, albo odejść. Po drugie, naczelną zasadą jest gotowość poświęcenia dla Chrystusa wszystkiego. On ma być najważniejszy. W konfrontacji Chrystusa i Jego nauki z propozycjami świata uczeń nie powinien mieć wątpliwości, co wybrać. Po trzecie, motywem postępowania ucznia Chrystusa nie mogą być względy ludzkie. Uczeń ma być wierny Bogu nawet za cenę dezaprobaty swego środowiska. Po czwarte, Ewangelia zawsze ma pierwszeństwo przed jakimkolwiek słowem ludzkim. Apostołowie konsekwentnie stosowali tę zasadę: Trzeba bardziej słuchać Boga, aniżeli ludzi, odpowiedzieli faryzeuszom, którzy chcieli ich zastraszyć. Po piąte, w stosowaniu prawa Bożego duch ma zawsze pierwszeństwo przed literą. Po szóste doskonałość daje człowiekowi prawo do uniżania się przed innymi, do zajęcia ostatniego miejsca.

Przychodząc na Mszę świętą i słuchając czytań z tekstów Pisma Świętego, musimy wpierw przyjąć powyższe założenia, musimy stać się uczniami Jezusa. Słowo Boże we Mszy świętej jest skierowane do uczniów. Wprawne ucho ucznia wychwyci wszelki fałsz, wszelkie uproszczenia, ułatwienia i zakłamania w przekazywanej nauce. Do tej sytuacji odnoszą się słowa z Ewangelii św. Jana: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych. (J 10,1-5)

Uczeń Chrystusa zna głos, to znaczy zna naukę swego Mistrza i zawsze rozpozna prawdziwe brzmienie Jego słów. Dopiero tak przygotowani możemy więc słuchać lektury z Pisma świętego. W przeciwnym razie niewiele zrozumiemy z przeczytanych tekstów, a błędnie je interpretując wypaczymy swoje sumienia.

Słuchać słowa Bożego jak uczniowie to znaczy poznać tajemnicę jego mocy. Mnóstwo ludzi słucha czytań mszalnych, ale tylko znikoma część doświadcza działania łaski Bożej przemieniającej życie, dającej siłę do naśladowania Chrystusa w codzienności. Tak przyjmują słowo Boże uczniowie. Ono jest dla nich pokarmem mądrości i mocy. Jest nauką życia. Serca uczniów są żyzną glebą przynoszącą obfity plon zasiewu ziarnem słowa.

Przyjęcie wymagań stawianych przez słowo Boże nie jest łatwe. Stąd też wielu słuchających Pana Jezusa mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Wielu także odchodziło od Niego. Jednak z drugiej strony nie można przysłuchiwać się słowu Bożemu bez zaangażowania i zwlekać z daniem odpowiedzi Chrystusowi na tak lub na nie. O takiej postawie Pan Jezus powiedział bardzo mocno: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za mną nie jest Mnie godzien. Przyjęcie słowa Bożego jest krzyżem. Jest to krzyż wyrzeczenia, nawrócenia, Jest to ofiara przemiany. Trzeba umrzeć dla świata i dla samego siebie, aby żyć dla Boga i Jego królestwa.

Rozumiemy teraz dlaczego we Mszy świętej znalazła się liturgia słowa. Nie jest ona zwykłą katechezą. Nie jest teoretycznym pouczeniem o Jezusie Chrystusie. Jest wezwaniem do podjęcia krzyża. Jest wezwaniem do złożenia ofiary ze swojego życia wraz z Chrystusem. Dlatego liturgia słowa poprzedza liturgię Eucharystii, poprzedza część ofiarną Mszy świętej.

Starajmy się zatem słuchać słowa Bożego jak uczniowie i być gotowymi do złożenia ofiary ze swego życia. Kto gotów jest do takiego poświęcenia wchodzi wraz z Jezusem w tajemnicę Jego śmierci i zmartwychwstania. Staje się Jego przyjacielem zaproszonym na Ucztę Nowego Życia.

Możliwość komentowania jest wyłączona.