Ks. Robert Kwatek – TAJEMNICA EUCHARYSTII

Eucharystia jest tajemnicą

Znane są nam obrazy z telewizyjnych transmisji uroczystości religijno patriotycznych. W tych relacjach możemy zobaczyć obecnych na Mszy świętej przedstawicieli władz państwowych lub samorządowych. Choć w innych okolicznościach deklarują oni swój laicki światopogląd, choć występują w kampaniach popierających ustawy niezgodne z zasadami, które wyznaje i głosi Kościół, to tu na zaszczytnych, wydzielonych miejscach są obecni w czasie liturgii.

Najtrudniejszym dla nich jest moment przeistoczenia, w którym wszyscy klękają. Co ma zrobić człowiek niewierzący? Tu nie ma dobrego rozwiązania. Dla zmysłów zauważalne są przecież tylko słowa i gesty wykonywane przez kapłana. Są to słowa i gesty bardzo skromne w stosunku do prawdy, którą wyrażają i spełniają w tym momencie. Bez uznania tej ukrytej tajemnicy nie można we właściwy sposób odnieść się do samych słów i gestów. „Oto wielka tajemnica wiary” – mówi kapłan tuż po konsekracji. Wielka tajemnica! A dostęp do niej mają tylko wtajemniczeni. Tylko ci, którzy wierzą.

Bardzo wymowne i chyba wciąż dla nas wzorcowe było postępowanie w czasie liturgii Mszy świętej chrześcijan z pierwszych wieków Kościoła. Oni po pierwsze zupełnie inaczej traktowali świątynię. Było to dla nich miejsce rzeczywiście święte. Niewierzący mógł wejść do świątyni tylko przez baptysterium, czyli przez chrzcielnicę. Mógł wejść, kiedy przyjął chrzest. Do wnętrza mieli wobec tego wstęp tylko wierzący i dodajmy koniecznie – tylko święci, to znaczy ci, którzy aktualnie byli bez grzechu ciężkiego, czyli znajdowali się w stanie łaski uświęcającej. Dla wszystkich innych, to znaczy dla nieochrzczonych i pokutników właściwym miejscem w czasie liturgii była tylko kruchta. Tam mogli stać skruszeni ci, którzy nie mieli pełnego udziału w Uczcie Świętych. Stąd nazwa tego miejsca oddzielonego od wnętrza drugimi drzwiami.

Przebywający tam mogli prosić wchodzących o modlitwę w swojej intencji. Mogli też wysłuchać lektury z Pisma Świętego oraz wygłaszanej homilii lub kazania. Po Liturgii Słowa drzwi pomiędzy kruchtą a świątynią zamykano. W części eucharystycznej mogli brać udział tylko ci, którzy byli gotowi przystąpić do Uczty Baranka. Uczta odbywała się przy drzwiach zamkniętych. „Oto wielka tajemnica wiary!” Bez żywej wiary, wiary wyznawanej życiem tu i teraz, niemożliwy był udział w tych wydarzeniach zbawienia.

Możemy pozazdrościć chrześcijanom pierwszych wieków konsekwencji w poważnym traktowaniu zasad Wiary i Liturgii, a przede wszystkim nauki Ewangelii. Oni rzeczywiście byli całkowicie przeświadczeni, że Eucharystia jest spotkaniem świętych, jest zadatkiem życia w niebie, stanu zjednoczenia z Bogiem. Dla nich obecność Boga w Liturgii nie była kwestią teoretycznej wiedzy lecz doświadczenia.

Pan Jezus zresztą tak zaplanował Eucharystię – właśnie jako szczególne doświadczenie bliskości Boga. Msza święta nie jest teoretycznym wykładem o Bogu lecz spotkaniem z Nim. Jednak w jaki sposób człowiek ograniczony w możliwościach poznawczych do wrażeń zmysłowych może doświadczać spotkania z Bogiem, który istnieje poza materią?

I tu odkrywamy wielkość genialnego postanowienia Jezusa Chrystusa. Ustanawiając Eucharystię jako „Pamiątkę”, „Ofiarę”, „Paschę” „Ucztę” i „Uwielbienie” Jezus Chrystus zamknął w znakach czytelnych dla wszystkich ludzi to, co ze swej natury wykracza poza wszelkie naturalne kategorie. Przyjrzyjmy się bliżej tym pięciu tytułom odnoszącym się do Eucharystii aby bliżej poznać jak przez ludzkie doświadczenie objawia się nam ukryty w swej istocie Bóg.

Ustanawiając Eucharystię jako „Pamiątkę” Jezus utrwalił w niej fakt historycznego wydarzenia swej obecności na ziemi z całym wymiarem ludzkiego pozytywnego i negatywnego zaangażowania uczniów i innych świadków. „Pamiątka” Jezusa, jako Boga i Człowieka żyjącego na ziemi dwa tysiące lat temu, to nie spiżowy pomnik, ani kamienna piramida. To nie muzeum archeologiczne, ani też dzieło literackie. Jezus nie pozostawił rzeczy, które by mówiły „o Nim” . On pozostawił „samego siebie” w znaku żywego Słowa, w Chlebie i Winie. Ta „Pamiątka” przypomina dawne wydarzenia i ludzi, którzy brali w nich udział, ale także uobecnia je w naszych czasach.

Genialność „Pamiątki” Jezusa Chrystusa polega na tym, że sprawując ją dziś, prawdziwie uczestniczymy w wydarzeniach naszego zbawienia sprzed dwóch tysięcy lat. Stajemy wobec faktu narodzin Jezusa w Betlejem, wędrujemy z Nim do Nazaretu, uczestniczymy w zmaganiach i trudach Jego działalności, przeżywamy Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Dziś my jesteśmy świadkami tego wszystkiego, co oglądali i czego doświadczali uczniowie. „Pamiątka” Chrystusa sprawia, że bierzemy czynny udział w wydarzeniach naszego zbawienia. Bierzemy udział z naszym „tak” i z naszym „nie”. Sami doświadczamy skutków naszego zaangażowania, lub jego braku. Ma ono dla nas rzeczywisty skutek doczesny – nawrócenie i przemiana życia lub jej brak. Ma też skutek wieczny – udział w zbawieniu lub jego odrzucenie. Jako „Pamiątka” Eucharystia jest tajemnicą przekroczenia barier czasu i przestrzeni, przekroczenia doczesności, aby uczestniczący w niej dzisiaj mieli prawdziwą możliwość osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem.

Ustanawiając „Ofiarę” Jezus zawarł w Eucharystii cały wymiar ludzkiego bólu aż po śmierć. Wszystko, w czym człowiek potrzebuje daru miłości i miłosierdzia. Ból, cierpienie i śmierć są doświadczeniami nierozerwalnie związanymi z ludzkim życiem. Na różnych etapach życia dotyczą one wszystkich i wszędzie. Nie ma człowieka, który przeszedłby przez życie bez cierpienia. Nie ma człowieka wolnego od trwogi umierania. Te doświadczenia same w sobie są zupełnie bez sensu. Ból dla samego bólu, cierpienie, z którego nic nie wynika, śmierć, która niszczy i kończy wszystko – same w sobie są „nie ludzkie” w tym znaczeniu, że nie tworzą człowieka, nie uczłowieczają. Same w sobie są „anty ludzkie”! Jednak te same negatywne doświadczenia w chwili, gdy są „ofiarowane” komuś, stają się najsilniejszymi bodźcami ludzkiego rozwoju. Cierpienie i śmierć, gdy stają się ofiarą dla kogoś, ubogacają zarówno ofiarodawcę jak i obdarowanego.

Jezus jako Człowiek doznał najbardziej bezsensownego cierpienia. Będąc samym dobrem w sposób całkowicie niezasłużony, niewinny zaznał cierpienia i hańby jak najgorszy złoczyńca. Tak nieludzko potraktowany nadał najważniejszy i największy sens ludzkiemu cierpieniu i śmierci. Ze swojej męki i śmierci uczynił dar życia i to życia wiecznego. To, co w założeniu było bezsensem, przez akt „Ofiary” dało sens każdemu ludzkiemu cierpieniu i śmierci.

Uczestnicząc obecnie w liturgii Mszy świętej mamy trudności w odkryciu ofiarniczego jej charakteru. Dzieje się tak dlatego, że odnowa liturgiczna zapoczątkowana przez Sobór Watykański II kładła nacisk na udostępnienie wiernym Eucharystii jako uczty. Uczestnicząc w niej uświadamiamy sobie , że zostaliśmy zaproszeni do Wieczernika, a nie na Golgotę, gdzie fizycznie spełniła się Ofiara Chrystusa. W ten sposób ostatnie pokolenia wiernych straciły z oczu związek Mszy świętej z Golgotą. Jednocześnie niestety nie ugruntowało się także podejście do Eucharystii jako do Uczty w Wieczerniku. Uczty, w której udział jest uzależniony od uformowana serca na wzór miłości samego Chrystusa. Odbiór Mszy świętej został zawieszony gdzieś pomiędzy tymi dwoma wymiarami. Wierni uczestniczą w niej więc najczęściej z poczucia obowiązku.

Uświadomienie sobie ofiarniczego charakteru Eucharystii jest bardzo trudne, ponieważ nie możemy sobie wyobrazić zasiadania do uczty w sąsiedztwie kaźni dokonywanej na szubienicy krzyża. Atmosfera Golgoty jest nie do pogodzenia z atmosferą uczty. Podchodząc pod krzyż traci się radosne nastawienie, które powinno towarzyszyć uczcie braterskiej miłości. Stąd pokolenie osób wychowywanych w liturgii jeszcze przedsoborowej, mając świadomość, że przybliżają się do Golgoty, rzadko przystępowali do Komunii. Przychodzili na Mszę świętą nie po to, by się karmić, lecz po to, by w pokorze zgiąć kolana wobec tajemnicy Ofiary Chrystusa.

Chociaż we współcześnie sprawowanej liturgii jesteśmy zaproszeni raczej do Wieczernika niż na Golgotę, ważne jest, abyśmy uświadamiali sobie, że moc Pokarmu Eucharystycznego ma swoje źródło w Ofierze dokonanej na krzyżu. W Komunii świętej zawarta jest moc miłości, która została objawiona na krzyżu. Była to miłość większa od ludzkiej nienawiści i od zła. Karmiąc się tą miłością sami stajemy się zdolni do składania ofiary miłości wobec naszych bliźnich i wobec Pana Boga. Eucharystia zawiera w sobie tajemnicę „Ofiary” uzdalniającej nas do życia w miłości na podobieństwo samego Chrystusa. Jedna z naszych pieśni religijnych w krótkiej poetyckiej sentencji zawiera prawdę o związku ofiary z darem miłości: „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka. Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie w boleści sercu zadanej.”. Eucharystia zawiera w sobie tajemnicę mocy miłości objawionej w Ofierze Jezusa Chrystusa na krzyżu. Bez wymiaru Ofiary komunia staje się raczej „podwieczorkiem dla kręgu sympatyków” niż Ucztą dla przyjaciół. Warto o tym pamiętać.

Nie możemy zapominać, że Eucharystia została ustanowiona w czasie wieczerzy, jaką Jezus spożywał wraz ze swymi uczniami w czasie świąt paschalnych. To właśnie ze starotestamentalnej świątecznej uczty i jej duchowego znaczenia zrodziła się tajemnica Eucharystii jako Paschy Nowego Przymierza.

Pascha była uczta ofiarną. Przez spożywanie baranka złożonego w ofierze, Żydzi wchodzili w komunię z Bogiem. Ci, którzy spożyli ten pokarm w noc Wyjścia z Egiptu zostali ocaleni od śmierci. Mogli przejść do nowego życia w wolności. Stąd bierze początek znaczenie naszej Uczty Eucharystycznej.

We Mszy świętej spożywamy Baranka, którym jest Jezus Chrystus. Jego Ciało jest Pokarmem zachowującym nas od śmierci wiecznej i dającym nam możliwość przejścia do nowego życia w królestwie Bożym. Sam Jezus stwierdza to bardzo wyraźnie: „Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. (J 6,48-51).

Słowa Jezusa ukazują nam jednocześnie istotną różnicę pomiędzy wieczerzą paschalną Starego Przymierza, a Eucharystią. Po pierwsze w Eucharystii sam Jezus staje się Barankiem Ofiarnym i Pokarmem. Po drugie, w odróżnieniu od dawnej Paschy ten pokarm prawdziwe broni przed śmiercią i daje życie wieczne. Po trzecie, jest to pokarm zrodzony z Ofiary złożonej nie tylko za jeden naród, ale za życie całego świata.

Eucharystia jako „Pascha” zawiera więc w sobie tajemnicę przejścia przez granice wszelkiego zniewolenia jakie może dotyczyć każdego człowieka. Uczestnicząc w niej przygotowujemy się do ostatecznego wyzwolenia z wszelkich ograniczeń i do nowego życia w niebie.

Dopiero teraz możemy zbliżyć się do tajemnicy Eucharystii jako „Uczty”. Dopiero teraz bowiem możemy poznać wyjątkowość Ostatniej Wieczerzy, a przez nią wyjątkowość każdej Mszy świętej. To, co dokonało się w Wieczerniku, może wprawić w prawdziwy szok, w prawdziwy zachwyt i zdumienie. Każdy, kto pozwolił sobie na wysiłek medytacji nad Ucztą w Wieczerniku, z przejęcia zapewne już nigdy nie zlekceważy Mszy świętej. Ci co ją lekceważą, zapewne nigdy nie mieli okazji, poważnie się nad nią zastanowić.

Przede wszystkim wyjątkowość tej Uczty wynika z faktu, że to sam Bóg Wcielony przygotował ją dla ludzi. On jest Gospodarzem i On sam nadaje jej najgłębsze znaczenie. Dobrał przyjaciół i sam ich zaprosił. Syn Boży uczynił z tego spotkania prawdziwe „widowisko dla nieba i dla ziemi”. Gest umywania nóg musiał być szokiem nie tylko dla uczniów. Zapewne i aniołowie zostali nim zadziwieni. Żaden z nich bowiem jeszcze nie służył człowiekowi jak sam Chrystus.

Tych ludzi Syn Boży nazywa przyjaciółmi. Żaden anioł nigdy nie dostąpił takiego zaszczytu. To jedno stwierdzenie godne jest kontemplacji przez całe życie. Być przyjacielem Chrystusa! Żaden zaszczyt na ziemi, żaden tytuł nie może zrównoważyć tego wyniesienia, jakiego doznają zaproszeni na „Ucztę”.

Wreszcie Syn Boży karmi zaproszonych swoim Ciałem i daje im swoją Krew jako napój. Doskonale zdając sobie sprawę z przepaści jaka dzieli Syna Bożego od człowieka Jezus Chrystus niweluje ją nie tylko gestem służby, nie tylko słowem przyjaźni, lecz nade wszystko darem z samego siebie. Jego deklaracja przyjaźni nie jest przedwyborczym sloganem, nie jest teatralnym gestem, nie jest też tkliwym kaprysem. Jezus rzeczywiście wydaje siebie: „Nie ma większej miłości nad tę, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje za was (za przyjaciół) wydane. Bierzcie i pijcie, to jest Krew moja za was (za przyjaciół) i za wielu wylana”.

Gdyby ludzie zrozumieli kim są, gdy uczestniczą we Mszy świętej… Gdyby poznali swe wyniesienie i zaszczyt jakiego doznają… Gdyby mogli przejrzeć na oczy i zobaczyć prawdziwy wymiar tajemnicy tego spotkania przy stole, zapewne kościoły byłyby pełne i wszyscy garnęliby się do ołtarza chcąc być jak najbliżej Przyjaciela. Jeśli dla kogoś, kto nazywa siebie wierzącym chrześcijaninem wszystko inne ważniejsze jest niż sama przyjaźń z Bogiem, to nie powinien w ogóle wchodzić do kościoła. Swym brakiem zrozumienia dla doniosłości tej chwili, swa obojętnością i znudzeniem nie powinien przeszkadzać i mącić atmosfery tego spotkania. Może to zabrzmi boleśnie, ale na drzwiach kościołów mogłaby pojawić się tabliczka z napisem: „TYLKO DLA PRZYJACIÓŁ. OBCYM WSTĘP WZBRONIONY”.

Jeśli to nas gorszy, to przypomnijmy sobie, że Ewangelia zapowiada taką sytuację przy wejściu na Ucztę w niebie, której zapowiedzią jest właśnie Eucharystia. Nie łudźmy się! Chrystus wie najlepiej, kto z nas prawdziwie jest Jego przyjacielem. Kto godzien jest udziału w „Uczcie”, której tajemnicą jest przyjaźń samego Boga.

Tym, do których dotarła ta prawda nie pozostaje nic innego jak trwać w „Uwielbieniu”. Uwielbienie jest najsłuszniejszą odpowiedzią człowieka na dar jaki otrzymuje w Eucharystii. Jednak nie człowiek jest tu pierwszą osobą dokonującą uwielbienia. Podobnie jak wszystkie poprzednie znaczenia Eucharystii miały swoje źródło w Jezusie Chrystusie i w Jego działaniu, tak też i uwielbienie zaczyna się od Niego samego. To Chrystus dokonuje uwielbienia swego Ojca, gdy ofiarowuje mu ukończone dzieło zbawienia świata. To Chrystus uwielbia Ojca przedstawiając Mu swoich ziemskich przyjaciół uratowanych z niewoli zła i śmierci.

W to uwielbienie może włączyć się człowiek. Jednak nie chodzi tu przede wszystkim o słodkie słowa i hymny zachwytu. Uwielbieniem jest dzieło życia. Żywy pomnik stawiany codziennie czynami wynikającymi ze świadomości przyjaźni z Chrystusem. Uwielbieniem Boga Ojca jest powtarzane i spełniane codziennie motto życia: „To zaszczyt być przyjacielem Twojego Syna! To zaszczyt być Twoim dzieckiem! To zaszczyt być dla Ciebie…! Uwielbiam Cię, chcąc być dla Ciebie…!”.

Jak widzimy, odsłaniane tu kolejne głębsze znaczenia tajemnicy Eucharystii prowadzą nas do wielkiej prawdy o niezwykłej bliskości Boga względem nas. Bliskości wręcz niewyobrażalnej dla człowieka. Pełne uświadomienie sobie tego faktu musiałoby się dla nas skończyć w jedyny możliwy po takim doznaniu sposób – odejściem z tego świata. Nie byłby bowiem w stanie żyć na ziemi ktoś, kto poznałby pełnię przyjaźni i bliskości Boga. Chciałby być już u Niego na zawsze.

Trudno wyrazić słowami czym jest dla człowieka tajemnica tak bliskiej Obecności Boga w Eucharystii. Jest to doświadczenie osobiste i przeżywane indywidualnie. Jest to doświadczenie, którego nie można przekazać, nie można nauczyć, nie można zademonstrować. Ono jest, albo nie jest, wewnętrzną prawdą przeżywaną przez konkretna osobę. Doznanie tej bliskości jest wewnętrznym świadectwem przyjaźni z Chrystusem. Jest słowem wypowiedzianym przez Syna Bożego tajemnym językiem nadprzyrodzonej miłości wprost do duszy przyjaciela: „Już nie nazywam cię sługą… Nazywam cię przyjacielem…” Dla tych słów usłyszanych w sercu warto poświęcić wszystko!

Możliwość komentowania jest wyłączona.