Ks. Robert Kwatek – Człowiek – cud Bożej Miłości

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni,

aż do skończenia świata (Mt 28,20).

1. Kościół – instytucja i charyzmaty.

Nasze spotkanie z Jezusem Chrystusem dokonuje się za pośrednictwem Kościoła. To pośrednictwo wymaga wiary. Wiele osób wyraża z tego powodu swoje niezadowolenie. Wierzyć w Pana Boga wydaje się sprawą łatwiejszą niż wierzyć w Kościół. Czasami daje się słyszeć opinie typu: „Wierzę w Pana Boga i to mi wystarczy! W Kościół nie wierzę, bo to instytucja, a nie wiara”. Zapewne autorzy takich wypowiedzi rozumieją wiarę jako stan pobożnych i wzniosłych przeżyć wewnętrznych, rzeczywiście trudnych do ujęcia w zasady działania jakiejkolwiek instytucji. Jednak całkowite poleganie na swych subiektywnych wewnętrznych odczuciach i przeżyciach jest bardzo zwodnicze. Nie daje gwarancji autentycznego spotkania z Panem Bogiem.

Dla potwierdzenia tego niebezpieczeństwa odwołajmy się do przykładów z Pisma Świętego, a konkretnie z Ewangelii. Gdy Jezus Chrystus zapytał swych uczniów, „za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego”, otrzymał rozmaite odpowiedzi: „Jedni za Jana Chrzciciela , inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza, albo za jednego z proroków (por. Mt 16, 13nn). Jak widać trudno było ludziom na podstawie własnych odczuć rozpoznać Jezusa Jako Syna Bożego. Zdarzały się też sytuacje o wiele groźniejsze. Ewangelia daje następujące świadectwo: „Pewnego razu (Jezus) wszedł do domu, a zbiegł się taki tłum, że nie mieli chwili na zjedzenie chleba. Gdy Jego krewni usłyszeli o wszystkim, przyszli, aby Go powstrzymać. Mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów. Nauczyciele Pisma natomiast, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili, że opętał Go Belzebub i że wyrzuca demony mocą ich przywódcy (Mk 3,20-22). Ten fragment nie wymaga komentarza. Powinien on być przestrogą dla wszystkich bezkrytycznie przeświadczonych o słuszności swoich odczuć i wyrażanych na ich podstawie opinii.

O konieczności krytycznego podejścia do wewnętrznych przeżyć religijnych daje świadectwo także Święty Paweł. W jego liście do Galatów czytamy: „Oświadczam wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie pochodzi od ludzi. Nie przyjąłem jej, ani nie nauczyłem się od człowieka, ale objawił mi ją Jezus Chrystus (Gal 1.11). W dalszej części listu Św. Paweł zaświadcza: „Następnie, po czternastu latach, znowu poszedłem do Jerozolimy (…). A przybyłem pod wpływem objawienia. I przedstawiłem im Ewangelię, którą głoszę poganom; osobno uczyniłem to wobec tych, którzy cieszą się uznaniem, aby upewnić się, że nie biegnę albo że nie biegłem na próżno. (Gal 2,2). Fragment ten kończy się następująco: „Jakub, Kefas i Jan, uważani z filary, podali prawą rękę mnie i Barnabie na znak łączności (…) (Gal 2,9).

Znamienne jest u Świętego Pawła właśnie to, że swoje duchowe doświadczenia skonfrontował z nauką i autorytetem „filarów Kościoła” – Jakubem, Piotrem i Janem, czyli z ówczesnym „Urzędem Nauczycielskim Kościoła”, aby upewnić się, że nie ulega błędom. Jeszcze mocniejsze pod tym względem są następujące jego słowa z tego samego listu do Galatów: „Lecz gdybyśmy nawet my sami, albo gdyby anioł z nieba głosił wam ewangelię inną od tej, która wam głosiliśmy, niech będzie wyłączony ze wspólnoty (Gal 1,8). W innych przekładach Pisma Świętego słowa o wykluczeniu ze wspólnoty zastąpione są słowami „niech będzie przeklęty”. Jak słyszymy, Apostoł dopuszcza możliwość zagubienia się i poddania błędnym sugestiom wskutek wewnętrznych objawień, dlatego kategorycznie ostrzega, że w każdych okolicznościach trzeba pozostać wiernym oficjalnej nauce Kościoła.

Oficjalna nauka strzeżona jest właśnie przez wspomnianą wcześniej, a krytykowaną czasami przez ludzi instytucję Kościoła. Wyjaśnijmy od razu, co oznacza pojęcie instytucji. Według powszechnego rozumienia instytucja to sformalizowany przez prawo państwowe, lub wewnętrzne prawo jakiejś organizacji, sposób postępowania. To określenie jest zgodne z prawdą. Sugeruje jednak, że założycielami instytucji są ludzie, którzy ustanawiają prawa i wynikające z nich zasady postępowania. Dlatego pojęcie instytucji w odniesieniu do Kościoła budzi wątpliwości, a nawet sprzeciw u tych, którzy chcieliby w Kościele widzieć bezpośrednie działanie Pana Boga, a nie przejaw ludzkich ustaleń. Kościół jednak opiera się nie na prawie ludzkim, lecz przede wszystkim na prawie podanym przez Pana Boga.

Założycielem Kościoła jest sam Jezus Chrystus, który przekazał Piotrowi, wraz z całą wspólnotą Apostołów, swoja nadprzyrodzoną władzę nad ludźmi. Czytamy o tym w cytowanym już wcześniej fragmencie Ewangelii według Świętego Mateusza: „Ja zaś mówię tobie, że ty jesteś Skałą. Na tej Skale zbuduję mój Kościół, a potęga piekła go nie zwycięży. Tobie dam klucze królestwa niebieskiego. Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”(Mt 16,19). Władza nadprzyrodzona Kościoła wobec wiernych potwierdzona jest także innymi słowami Pana Jezusa, skierowanymi do Apostołów, zapisanymi w Ewangelii według Świętego Jana: „(…)Przyjmijcie Ducha Świętego. Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; którym zatrzymacie, są im zatrzymane”(J 20,23).

Kościół jest więc instytucją, posiada ustalone na mocy prawa zasady postępowania w sprawach duchowych i moralnych. Ma od Pana Boga tak zwany „mandat władzy”, na mocy którego podejmowane na ziemi rozstrzygnięcia mają skutek nadprzyrodzony, uznawany w niebie. Dlatego całkowicie uprawnione są wypowiadane w wyznaniu wiary słowa „Wierzę w jeden, święty i apostolski Kościół”. Instytucja Kościoła jest przedmiotem naszej wiary.

Co to dla nas oznacza w praktyce? Oznacza gwarancję pewności, że utrwalone w Kościele sposoby rozwiązywania ludzkich spraw, mają swoja skuteczność przed Panem Bogiem. Dla przykładu: chrzest udzielony w Kościele rzeczywiście czyni człowieka dzieckiem Bożym; przyjęta Komunia święta nie jest tylko symbolicznym zjednoczeniem z Panem Jezusem, lecz rzeczywistym przyjęciem Go do swego serca; udzielone rozgrzeszenie rzeczywiście gładzi nasze grzechy i uwalnia nas od winy; zawarty w Kościele ślub rzeczywiście powoduje, że dwoje ludzi wobec Pana Boga staje się „jednym ciałem i jedna duszą”. Możemy ufać w skuteczność sakramentów świętych właśnie dlatego, że Kościół jest instytucją. Właśnie dlatego moc łaski Bożej działa skutecznie, niezależnie od chwilowych ludzkich przeżyć emocjonalnych i doświadczeń duchowych.

Wiara w instytucjonalną skuteczność Kościoła jest bardzo ważna w konkretnych sytuacjach naszego życia. Przypuśćmy na przykład, że ktoś poddawałby w wątpliwość ważność swojego małżeństwa dlatego, że w chwili składania przysięgi, nie odczuwał żadnych wyjątkowych przeżyć, nie doznawał wzruszenia albo nie doświadczał natchnienia z nieba. Dla ważności małżeństwa to nie jest istotne. Wystarczy, że świadomie i dobrowolnie została wypowiedziana przysięga małżeńska potwierdzona oficjalnym stwierdzeniem kapłana, jako urzędowego świadka ze strony Kościoła.

Nasze spojrzenie na Kościół warto jeszcze uzupełnić krótkim wyjaśnieniem na temat charyzmatów. Jak wiemy są to dary udzielone wiernym przez Ducha Świętego dla posługi w miłości wobec bliźnich. Potocznie można powiedzieć, że są to szczególne uzdolnienia pozwalające owocniej przeżywać, praktykowane przez Kościół jako instytucję, sposoby budowania więzi z Panem Bogiem. I tak, każdy chrzest, Msza święta, sakrament pokuty, i wszystkie inne sakramenty, sprawowane przez kapłana zgodnie z zasadami Kościoła jako instytucji, są ważne i skuteczne. Jednak może się zdarzyć, że kapłan ma szczególny charyzmat, na przykład rozwiązywania dylematów ludzkiego sumienia, albo też wyjaśniania zasad wiary. Taki kapłan będzie, na mocy udzielonej mu władzy Kościoła jako instytucji zawsze skutecznie rozgrzeszał wiernych, a dzięki otrzymanemu charyzmatowi będzie owocnie pomagał wiernym w doświadczeniu pojednania z Panem Bogiem i zrozumieniu tajemnic wiary. Inaczej mówiąc, spowiedź u takiego kapłana będzie dla wiernych wyjątkowym doświadczeniem spotkania z Miłosierdziem Bożym i pomocą wypełnianiu woli Bożej w dalszym życiu.

Dlatego właśnie – dzięki charyzmatom – wierni doświadczają, że w niektórych miejscach, w szczególnych okolicznościach, w spotkaniach z niektórymi kapłanami, we różnych wspólnotach modlitewnych, jest tak wyraźnie odczuwane działanie Pana Boga. To bardzo piękne i ważne doznanie. Można by życzyć, aby towarzyszyło wszystkim przeżywanym przez nas wydarzeniom wiary. Jednak ze względu na sposób ich ujawniania się – dość często w osobistych poruszeniach emocjonalnych, doznaniach intelektualnych i duchowych – są one dość trudne do zweryfikowania. Trudno bowiem po zewnętrznym zachowaniu ocenić, czy na przykład, okazywana przez kogoś radość i entuzjazm w podejściu do bliźnich jest rzeczywiście charyzmatycznym darem budowania wspólnoty, czy też efektem dobrze wytrenowanej manipulacji, mającej na celu agitację naiwnych ludzi do jakiejś sekty. Dlatego Kościół cieszy się, gdy w jego Wspólnocie ujawniają się charyzmaty, rozeznaje je i zachęca do ich rozwijania dla większej owocności swej misji, lecz skuteczność swego działania powierza instytucjonalnej stronie swej działalności.

Szukając kontaktu z Panem Bogiem i zawierzając mu swoje życie, możemy zatem polegać na Kościele. Jego misją jest kontynuowanie zbawczego działania Jezusa Chrystusa, aż do końca świata. Możemy być pewni, że przychodząc dziś na Mszę świętą, czy prosząc kapłana o spowiedź spotykamy się z tą samą mocą, która okazywał ludziom sam Pan Jezus, gdy dwa tysiące lat temu głosił Ewangelię i leczył wszystkie słabości duchowe, moralne i fizyczne spotkanych na swej drodze ludzi. To jest ta sama misja zbawienia świata. Czy rzeczywiście wypełnia się także w naszym życiu?

2. Misja Kościoła – moje osobiste zbawienie.

Zapewniam cię, dzisiaj ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,44). To słowa Pana Jezusa skierowane do człowieka umierającego na krzyżu obok Niego, którego tradycja nazwała „dobrym łotrem”. Słowa rozstrzygające o zbawieniu i życiu wiecznym w niebie. „Dobry łotr” to pierwszy oficjalnie kanonizowany święty Kościoła.

Z drugiej strony obok Pana Jezusa, również na krzyżu, wisiał drugi złoczyńca. On nie usłyszał tak szczęśliwego orzeczenia z ust Pana Jezusa, chociaż przecież był w identycznej sytuacji jak jego kolega. Czy Pan Jezus sam wybrał sobie i uprzywilejował jednego z dwóch skazańców? Nie! Jego misja zbawienia ogarnia wszystkich ludzi i wszystkim daje szansę wejścia do nieba. Ostatecznie jednak zbawienie zależy od wewnętrznej dyspozycji człowieka wobec szansy, jaką daje mus potkanie ze Zbawicielem.

Misja Kościoła to właśnie doprowadzenie każdego człowieka do osobistego spotkania ze Zbawicielem. Danie mu szansy bezpośredniego kontaktu z Jego miłosierdziem. Dlatego Kościół głosi Ewangelię – naukę Jezusa Chrystusa – i sprawuje sakramenty, które są uobecnieniem Jego zbawczej mocy. Można z całą pewnością powiedzieć, że Kościół, jako instytucja, wypełnia misję doprowadzenia ludzi do osobistego spotkania ze Zbawicielem. Jednakże wynik tego spotkania zależy już od indywidualnej rozmowy każdego człowieka z Jezusem Chrystusem.

Proszę uwierzyć, że wielkim bólem dla kapłanów jest widok ludzi, którzy „zaliczają” sakramenty domagając się tylko pisemnego zaświadczenia, że do nich przystąpili. Wielkim dylematem jest wydanie pozwolenia na przystąpienie do sakramentów na podstawie zebranych przez ludzi zaświadczeń spisanych na rozmaitych kartkach – również tych „od spowiedzi” – gdy wyczuwa się zupełną obojętność wobec wiary jako osobistego spotkania z Chrystusem. Ów drugi skazaniec na krzyżu – „zły łotr” – również „przystąpił” do sakramentu zbawienia, był w samym jego centrum – na krzyżu obok Zbawiciela – lecz wewnętrznie go odrzucił, więc zapewnienia o zbawieniu nie otrzymał.

I oto istota problemu! Kościół jest narzędziem – instytucją – zbawienia, lecz nie może automatycznie zbawić tych, którzy formalnie do niego należą i formalnie wypełniają ustalone zasady. Zbawienie nie dokonuje się na podstawie pokwitowań, których i tak przecież człowiek nie zabiera z tego świata do wieczności. Zbawienie dokonuje się na podstawie osobistej wiary człowieka w spotkaniu z Jezusem Chrystusem.

Całą misję Kościoła można porównać do przygotowania ucznia do egzaminu na wymarzoną wyższą uczelnię. Wszystko zaczyna się od wskazania tej uczelni i drogi dostępu do grona jej studentów. Następnie sprawdzane są i przekazywane kandydatowi stawiane tam wymagania. Grono wychowawców i nauczycieli na lekcjach i ćwiczeniach laboratoryjnych pracuje nad przygotowaniem ucznia do egzaminu wstępnego. Ostatecznie jednak uczeń będzie musiał samodzielnie stanąć twarzą w twarz z egzaminatorem, lub usiąść nad czystą kartką papieru albo kwestionariuszem testowym i dać świadectwo swego przygotowania.

Podobnie jest w Kościele. Kościół zna i przekazuje ludziom zasady rekrutacji do królestwa Bożego, czyli zasady zbawienia. Przez grono świadków wiary – kapłanów, zakonników i siostry zakonne, katechetów oraz innych ludzi świadomie żyjących wiarą, kształtuje postawę zaufania wobec Jezusa Chrystusa. Przekazuje potrzebną wiedzę i pomaga posiąść umiejętność praktycznego jej wykorzystania w różnych okolicznościach i na różnych etapach życia. Umożliwia wiernym spotkanie ze Zbawicielem poprzez udział w kolejnych sakramentach świętych. Jednak ostatecznie zbawienie zależy od wyniku osobistego dialogu każdego człowieka z Chrystusem.

Należy zatem zapytać o to, co każdy człowiek, każdy z nas, robi w Kościele dla osiągnięcia zbawienia? Jak wykorzystujemy szansę, którą pozostawił nam w instytucji Kościoła Zbawiciel? On sam przecież zaznaczył: „Nie każdy, kto mówi do Mnie: «Panie! Panie!» wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz tylko ten, kto pełni wolę mojego Ojca, który jest w niebie. W owym dniu wielu powie Mi: «Panie! Panie! Czyż nie prorokowaliśmy w imię Twoje? W twoje imię wyrzucaliśmy demony i w Twoje imię dokonaliśmy wielu niezwykłych czynów». A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem! Odejdźcie ode Mnie wy, którzy postępujecie niegodziwie (Mt 7 21-23). Te słowa powinny nas przejąć do głębi serca.

Zapytajmy zatem samych siebie jak wykorzystujemy szansę zbawienia w Kościele? Czy rzeczywiście wypełniamy wolę Pana Boga względem nas? W tej samej ewangelii według Świętego Mateusza czytamy jeszcze jedno ostrzeżenie Pana Jezusa: „Wchodźcie przez ciasna bramę, bo szeroka jest brama i przestronna droga, która prowadzi do zguby i liczni są ci, którzy tędy wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, i jakże nieliczni są ci, którzy ją znajdują!”(Mt 7,13n).

A więc jednak tylko „nieliczni” znajdują wąską drogę i ciasną bramę zbawienia. Jaka to droga i jaka brama? Przytoczone wcześniej słowa Pana Jezusa sugerują, że jest nią posłuszeństwo wobec woli Boga Ojca. Być tym, kim Bóg chciał byśmy byli. Stawać się podobnym do Niego poprzez właściwe wykorzystanie daru życia i łaski wiary, spełnić swoje życiowe powołanie, które otrzymaliśmy w momencie poczęcia, a które Kościół pomaga nam rozeznać i właściwie realizować. Wreszcie osiągnąć właściwy dzieciom Bożym stan życia, czyli świętość i trwać w nim aż do ostatecznego zjednoczenia z Bogiem w niebie.

Jak ta wąska droga wygląda w praktyce? Dla wszystkich wierzących początek jest taki sam. Po narodzeniu dziecka rodzice przynoszą je do Kościoła i proszą o chrzest. Ten sakrament uwalnia człowieka od grzechu pierworodnego, czyni go dzieckiem Bożym przez łaskę wiary i włącza do wspólnoty Kościoła. To trzy dary i jednocześnie trzy zobowiązania dla każdego ochrzczonego. W pierwszych latach życia spełnienie tych zobowiązań bardziej zależy od rodziców i całego środowiska rodzinnego niż od samego dziecka. Jakże to bolesne, że po uroczystym przyjęciu tych zobowiązań w praktyce rzadko kiedy rzeczywiście są one respektowane.

Rodzice powinni strzec swoje dziecko przed grzechem. Czy jednak pierwsze przykłady złego postępowania nie pochodzą czasem z domowych sytuacji, z wzajemnych relacji pomiędzy rodzicami, z ich lekceważącego stosunku do Pana Boga i Kościoła? Chrzest czyni człowieka dzieckiem Bożym. Czy rodzice rzeczywiście starają się od samego początku życia przekazywać dziecku tę prawdę? Czy nie jest tak, że unikają udziału w niedzielnych Mszach świętych, zaniedbują codzienną modlitwę i dość swobodnie traktują w praktyce codziennego życia Dekalog i Pięć Przykazań Kościelnych? Rezygnowanie dla wygody z kolejnych zobowiązań i wymagań wiary to „poszerzanie” ścieżki zbawienia wedle własnych upodobań. Właśnie w ten sposób wąska droga zbawienia staje się szeroką i wygodną drogą wiodącą niewiadomo gdzie.

Podobnie dzieje się przy każdym następnym sakramencie. Przy Pierwszej Komunii istotnym zobowiązaniem jest troska o stan łaski uświęcającej poprzez systematyczną spowiedź oraz udział pełny udział we Mszy świętej w każdą niedzielę. Jak to wygląda w praktyce? Przykłady rozmaitych zaniedbań są bardo liczne. Bolesnym jest zupełnie formalne traktowanie sakramentu pokuty polegające na ograniczaniu się do pobieżnego wyznania grzechów z pominięciem pozostałych warunków sakramentu pokuty. Gdzie rzetelny rachunek sumienia? Gdzie akt żalu i mocne postanowienie poprawy? Gdzie zapodziało się zadośćuczynienie Bogu i ludziom? Odnośnie Eucharystii najgorszym z zaniedbań jest lekceważenie udziału w niedzielnej Mszy Świętej pod byle jakim pretekstem, często z powodu zwykłego lenistwa. O świętokradzkiej Komunii Świętej aż strach mówić. Wszystko to w myśl nieuzasadnionego optymizmu wyrażonego przekonaniem, że „jakoś to będzie”. Czy nie jest to wygodnictwo, a jego rezultacie poszerzanie wąskiej drogi zbawienia do rozmiarów własnych upodobań?

O czysto formalnym traktowaniu sakramentu bierzmowania można by napisać całą książkę. Bierzmowanie jest udzieleniem darów Ducha Świętego dla rozeznania i jak najbardziej owocnego zaangażowania w życie Kościoła. Jego owocem powinno być wspomniane zaangażowanie w rozmaite formy życia i działalności Kościoła. Mówiąc obrazowo, po bierzmowaniu, w parafii powinny rozwijać się wspólnoty modlitewne, stowarzyszenia katolickie, różne ruchy i grupy religijne. Gdzież one są? Jakąś straszliwą pomyłką, o ile nie kpiną z tego sakramentu jest porzucenie nawet zwyczajnej praktyki wiary przez bierzmowanych w myśl podstępnego i przewrotnego stwierdzenia: „a teraz to i tak ksiądz nic mi nie zrobi”. A co miałby zrobić? Za lekceważenie daru Boga człowieka osądzi sam Bóg.

Wymienione powyżej sakramenty święte wydają się jakby ukryte w wewnętrznym życiu wiernych. Inaczej jest z sakramentem małżeństwa. Jego skutki są widoczne w zewnętrznych przejawach i mają bezpośredni wpływ na relacje z bliźnimi. Ktoś, kto staje się mężem albo żoną, zmienia swój stan cywilny, związuje się całym życiem z drugą osobą i przyczynia się do powstania oraz rozwoju nowego życia jako ojciec albo matka. Skutki tego sakramentu są bezpośrednio doświadczane w życiu doczesnym i powodują w nim nieodwołalne konsekwencje. Można je określić ogólnie, jako odpowiedzialność za całe życie drugiego człowieka. Za życie męża albo żony, za życie poczętych dzieci. Sakrament małżeństwa różni się tym, od tak zwanych małżeństw cywilnych, że jest podjęciem odpowiedzialności przed Panem Bogiem za rodzinę nie tylko w sprawach życia doczesnego, ale także w odniesieniu do zbawienia wiecznego. Złożona przysięga zobowiązuje małżonków do wzajemnej troski o zbawienie. Dlatego w Kościele małżeństwu stawia się tak wysokie wymagania jedności, wierności i miłości. Dodajmy, że chodzi tu także o miłość nadprzyrodzoną. Lekceważenie tych wymagań to igranie z niebezpieczeństwem utraty zbawienia nie tylko własnego, ale też całej rodziny. Jest takie powiedzenie, że ani do nieba a ni do piekła nie idzie się samemu, lecz w towarzystwie osób z kręgu naszego życia. Ma ono szczególne zastosowanie w przypadku rodziny. Czy warto wobec tego lekkomyślnie „poszerzać wąską ścieżkę” wytyczoną zobowiązaniami wiary?

Misja Kościoła jest jednoznaczna i prosta. Jej celem jest doprowadzenie człowieka do zjednoczenia z Chrystusem w życiu doczesnym i wiecznym. To zadanie Kościół pragnie wypełnić wobec każdego z ludzi, wobec każdego z nas. Jaką rolę w tym dziele odgrywa nasze zaangażowanie lub jego brak?

3. Moja misja wobec Kościoła.

Doskonałym obrazem Kościoła, jako Wspólnoty Wiernych jest pielgrzymka. Biorą w niej udział ci, którzy wyrazili swoją zgodę na wspólne wędrowanie ku sanktuarium, czyli ku miejscu świętemu. Pielgrzymka też jest instytucją, gdyż ma swoje ustalone prawem i tradycją sposoby prowadzenia wiernych do celu. Ujawniają się w niej także charyzmaty różnych posług i twórczego zaangażowania. Wszystkim uczestnikom pielgrzymka stawia dość wysokie wymagania, których przestrzeganie gwarantuje szczęśliwe osiągnięcie celu wędrówki.

Jednak tak jak i zwyczajnym życiu Kościoła, tak i na pielgrzymce, każdy z wpisanych do wspólnoty może w niej przyjąć różne postawy. Od pełnego zaangażowania we wspólne dobro, przez bierność i obojętność wobec zobowiązań, aż po zupełne ich lekceważenie czy nawet świadome i złośliwe czynienie zła. Wszystkie te zachowania mają wpływ na jakość pielgrzymowania i ostateczny rezultat wspólnie przebytej drogi. Dla jednych będzie nim rozwiązanie wielu problemów duchowych i osobiste uświęcenie, dla innych – nawet po dojściu do sanktuarium – fajna wakacyjna przygoda na zasadzie swego rodzaju turystycznego rajdu, dla niektórych tylko strata czasu i fizyczne zmęczenie.

Okazuje się, że jak w pielgrzymce, tak i w Kościele, najwięcej korzystają ci, którzy zapominają o sobie, a angażują się w dobro dla innych. Jeśli ktoś kieruje się tylko własnymi potrzebami, to zazwyczaj staje się zamkniętym na bliźnich egoistą, a w rezultacie także traci swoje uświęcenie. Jeśli natomiast ktoś czyni wszystko, aby być dobrym dla innych, to sam osiąga szczyty świętości. To wielka tajemnica Kościoła, że doprowadza człowieka do świętości poprzez miłość wyrażaną w służbie wobec bliźnich.

Warto więc pamiętać, że zasad i zobowiązań wiary oraz sakramentów Kościoła nigdy nie przyjmuje się tylko dla siebie. Ktoś, kto od dziecka uczy się wiernego życia według zasad wiary, staje się jej świadkiem i pomocnym przyjacielem bliźnich w drodze zbawienia. Jeśli więc chcielibyśmy, aby kiedyś nasi bliźni, a zwłaszcza rodziny, znalazły szczęście życia wiecznego w niebie, już dziś warto całym sercem wypełniać zalecenia Kościoła w swoim życiu. Z dobrych i pobożnych młodych ludzi zazwyczaj wyrastają dobrzy i pobożni mężowie i ojcowie oraz dobre i pobożne żony, i matki. To jest właśnie osobista misja człowieka we wspólnocie Kościoła.

Zamiast zatem krytykować Kościół za stawiane nam wymagania, zamiast poprzez lenistwo i zaniedbania osłabiać swoją wiarę, staramy się raczej w pełni zaangażować w praktykę wiary w Kościele. Niech nam w tym pomoże modlitwa, jaką w intencji Kościoła wypowiedział pp. Jan Paweł II w Sanktuarium Matki Bożej Jasnogórskiej:

Matko Kościoła!

Spraw, żeby Kościół cieszył się wolnością i pokojem w spełnianiu swojej zbawczej misji.

Niech staje się w tym celu dojrzały nową dojrzałością wiary i wewnętrznej jedności.

Pomóż nam przemóc opory, trudności i słabości.

Pomóż nam ujrzeć na nowo całą prostotę i godność chrześcijańskiego powołania.

Spraw, aby nie brakowało «robotników w winnicy Pańskiej».

Uświęcaj rodziny, czuwaj nad duszą młodzieży i sercem dzieci.

Pomóż w przezwyciężeniu wielkich zagrożeń moralnych,

które w różnych narodach godzą w podstawowe środowiska życia i miłości.

Daj nam odradzać się wciąż

całym pięknem świadectwa dawanego Krzyżowi i Zmartwychwstaniu Twojego Syna.

(…)

Ten Kościół cały w świecie współczesnym i przyszłym,

Kościół postawiony na drogach ludzi, ludów, narodów i ludzkości,

ja, Jan Paweł II, jako pierwszy sługa,

oddaję tutaj Tobie, Matce,

zawierzam z bezgraniczną ufnością.

Amen.

Możliwość komentowania jest wyłączona.