Ks. Robert Kwatek – Człowiek – cud Bożej Miłości

Miłość nigdy się nie kończy (1 Kor 13,8a)

1. Spór o miłość.

„Miłość jest cierpliwa, szlachetna,

Miłość nie zazdrości, nie przechwala się, nie jest zarozumiała,

nie postępuje nieprzyzwoicie,

nie szuka siebie, nie wybucha gniewem,

nie liczy doznanych krzywd,

nie cieszy się z niesprawiedliwości,

lecz raduje się prawdą.

Wszystko wytrzymuje,

wszystkiemu wierzy,

wszystkiemu ufa,

wszystko przetrwa.

Miłość nigdy się nie kończy (1 Kor 13 4-8).

Znamy doskonale tekst „Hymnu o miłości” Św. Pawła Apostoła. Jest to jeden z fragmentów Pisma Świętego najchętniej wybieranych przez narzeczonych i najczęściej odczytywanych w czasie uroczystości ślubnych. Nic w tym dziwnego. Przedstawiony w nim ideał miłości bez wątpliwości może być uznany za wzór i najlepsze życzenia dla małżonków.

Czy jednak ma on rzeczywiste zastosowanie w praktyce? Czy spełnia się w codziennym życiu? Doświadczenie wielu par żyjących bez ślubu, a także kryzysów małżeńskich, nie rzadko kończących się rozwodem, może poddawać w wątpliwość wyrażone w nim przekonanie, a nawet postawioną mocną i wyraźną tezę o idealnym życiu w miłości. Czy można więc wierzyć w możliwość spełnienia tego ideału, czy też raczej należy rozumieć ten tekst tylko jako pobożne życzenia? U niektórych osób tekst ten budzi nawet istotną wątpliwość, czy warto go odczytywać? Czy w dzisiejszych czasach warto mówić o czymś, co nie ma już zastosowania w praktyce? Przecież i tak ludzie układają sobie wzajemne życie według własnych upodobań, według własnego rozumienia miłości.

Można śmiało powiedzieć, że od dawna, a szczególnie w dzisiejszych czasach toczy się spór o rozumienie miłości. Po jednej stronie tego sporu stoją ludzie ukształtowani przez mentalność i modę współczesnej cywilizacji. W ich odczuciu miłość jest przede wszystkim doświadczeniem przyjemności, korzyścią i satysfakcją, która istnieje dopóki komuś nie zabraknie chęci i widoków na kolejne miłe doznania.

Po drugiej stronie sporu trwa Kościół, z całą nauką o wierności, nierozerwalności, czystości i świętości małżeństwa. Co pewien czas w mediach powraca sprawa nacisków na Kościół, a szczególnie na Ojca Świętego, mających na celu wymuszenie reformy podejścia Kościoła do spraw moralności seksualnej i rozumienia małżeństwa. Dlaczego wiec po stronie Kościoła nie następuje oczekiwana przez wielu zmiana podejścia do ludzkiej miłości i małżeństwa? Dlaczego nawet za cenę wielu faktycznych odejść od wiary, a przynajmniej od praktyki życia zgodnego z jej zasadami, Kościół nie wycofuje się dziś i nie wycofa się w przyszłości ze swoich poglądów?

Dla ludzi wierzących odpowiedź jest oczywista. Kościół, chociaż w zewnętrznym, widocznym dla świata działaniu jest wspólnotą ludzką, w rzeczywistości trwa zakorzeniony w Panu Bogu. Głosi, wyraża i realizuje, mimo wszelkich przeciwności, wolę Pana Boga względem człowieka. Nie może zatem zmieniać niczego, co zostało ustanowione odwieczną wolą Stwórcy i Zbawiciela ludzi.

Kościół nie może zrezygnować z woli Pana Boga, gdyż jest ona zasadą zbawienia i osiągnięcia życia wiecznego. Zezwalając na dowolność w sprawach rozumienia miłości i fałszywie błogosławiąc w ten sposób rozmaite ludzkie słabości i błędy, Kościół wyrządziłby ludziom ogromną krzywdę, sugerując swoim autorytetem, że jest to lekka, łatwa i przyjemna droga zbawienia. W rzeczywistości na Sądzie Ostatecznym okazałoby się, że za cenę chwilowych przyjemności na ziemi, ludzie utraciliby szansę na życie wieczne w niebie. Lecz wtedy byłoby już za późno. Wymagania Kościoła są dobrem dla człowieka i wyrazem troski o życie wieczne.

Chociaż bowiem w ludzkim przeżywaniu miłość jest przede wszystkim sprawą doznań zmysłowych i emocjonalnych, w rzeczywistości jest ona duchowym darem Pana Boga. Pisze o tym Św. Paweł. W dwunastym rozdziale Listu do Koryntian wymienia liczne dary i charyzmaty, których Bóg udziela wierzącym, a na zakończenie dodaje: „Starajcie się jednak o większe dary! Pokażę wam teraz drogę, która przewyższa wszystkie inne(…) (1 Kor 12,31). Po tych słowach następuje cytowany już wcześniej „Hymn o miłości”.

Miłość jest więc duchowym darem Pana Boga. Fizyczne i emocjonalne doznania związane z przeżywaniem miłości są przede wszystkim sygnałem dla człowieka, aby na określonym etapie dojrzewania zainteresował się i zaangażował w tę dziedzinę życia. Przeżycia te jednak ze swej natury mają charakter „słomianego ognia”, który łatwo się zapala, szybko wybucha gwałtownym i dużym płomieniem i równie szybko gaśnie.

Taki charakter doznań emocjonalnych i zmysłowych powoduje, że domagają się one nieustannej stymulacji, nieustannej podniety. Stąd u ludzi, dla których całe zaangażowanie w miłość i całe rozumienie miłości polega na satysfakcji emocjonalnej i zmysłowej tak wielkie potrzeby w tym względzie. Jednocześnie właśnie dlatego w świecie występuje tak obfita oferta różnego rodzaju środków pobudzających. Można powiedzieć, że cała tak zwana współczesna „popkultura” ukierunkowana jest na stymulację doznań związanych ze zmysłowo rozumianą miłością. Począwszy od mody kreującej ubrania, poprzez muzykę, filmy, prasę, artykuły spożywcze i medyczne aż po oferty operatorów telefonii komórkowej, biur turystycznych i gabinetów służby zdrowia, rozmaite oferty dla ludzi nacechowane są wprost lub pośrednio zachętą lub propozycją pomocy w sprawach związanych ze zmysłowo rozumianą miłością. Na darmo psychologowie, socjologowie i lekarze ostrzegają, że nieustanne wystawianie się na tego rodzaju bodźce, a zwłaszcza używanie chemicznych środków pobudzających ostatecznie osłabia naturalną wrażliwość zmysłową i emocjonalną oraz prowadzi do uzależnień, nałogów i chorób. W pogoni za zyskami z nieograniczonej sprzedaży z jednej strony, a niepohamowaną potrzebą satysfakcji z drugiej strony, już mało kto słucha głosu rozsądku, a głosu Kościoła w szczególności.

Każdy gospodarz domu dobrze o tym wie, że słoma, choć łatwopalna i dość łatwo dostępna, nie wystarcza do ogrzania domu w zimę. Nikt nie używa słomy do palenia w piecu centralnego ogrzewania, bo nikt nie nadążyłby z dostarczaniem nieustannie potrzebnego paliwa do utrzymania płomienia i wysokiej temperatury. Podobnie też doznania zmysłowe i emocje, jak ten przysłowiowy „słomiany ogień” nie wystarczają do utrzymania trwałości i wierności związku pomiędzy ludźmi przez długie lata. Ci, którzy na nich opierają swoje decyzje w miłości, szybko się rozczarowują, doznają zawodu i bolesnej krzywdy. Gwarancję trwałości daje tylko miłość oparta na wartościach duchowych i na zasadach wiary.

Powyższym argumentom można przeciwstawić opinię, potwierdzoną niestety coraz liczniejszymi dowodami, że nie tylko związki oparte na zmysłowej fascynacji ulegają słabościom, kryzysom i ostatecznym rozkładowi w miłości. Przecież nawet wśród tak zwanych „małżeństw katolickich” coraz mniej jest prawdziwie trwałych małżeństw i rodzin. Nawet głębsze – duchowe – rozumienie miłości nie gwarantuje jej stałości i wierności. Dlaczego?

Odpowiedzią na to pytanie jest ukryte działanie szatana wynikające z nienawiści wobec Pana Boga i człowieka. Niestety w dzisiejszych czasach mało kto bierze poważnie pod uwagę jego istnienie i działanie. Dla ludzi niewierzących jest on wytworem fantastyki i fikcji literackiej oraz filmowej. Dla wierzących, swego rodzaju reliktem dawnych czasów, postacią gdzieś z głębokiego średniowiecza, dziś raczej pozostających w sferze teoretycznych rozważań teologów, a nie doświadczeń życia.

To ukrycie swojego istnienia i podstępnego działania jest największym sukcesem szatana. Ludzie żywej wiary, ci którym zależy na bezpieczeństwie i szczęściu w życiu doczesnym oraz na zbawieniu i życiu wiecznym po śmierci, nie mogą lekceważyć tak groźnego przeciwnika. To on jest głównym sprawcą zakłamania w sprawach miłości i głównym prowodyrem różnego rodzaju tragicznych w swych konsekwencjach nadużyć w tej dziedzinie. Kim więc jest szatan i jaki jest jego wpływ na ludzka miłość?

2. Szatan i jego nienawiść.

Choć na pewno wszystkim jest to wiadome, dla jasności naszych rozważań przypomnijmy, że szatan jest stworzonym przez Pana Boga aniołem. Od razu należy wyjaśnić, że Pan Bóg nie stworzył tego anioła jako szatana, czyli swego przeciwnika. On sam, w wyniku pychy, sprzeciwił się woli Bożej względem swojej osoby i wskutek buntu stał się szatanem. Nazwa „szatan” określa właśnie jego stan wrogości i nienawiści względem Pana Boga, a nie wyjątkowość jego natury. Nie jest on przedstawicielem żadnej dodatkowej kategorii stworzeń Bożych lecz duchem, którego wolą jest bunt i nienawiść względem swego Stwórcy i względem wszystkich Jego stworzeń, a szczególnie człowieka.

Jakie ma motywy i na czym polega jego nienawiść? Szatan znienawidził Pana Boga za Jego miłość okazywaną ludziom. Nie mógł się pogodzić z tym, że człowiek w zamyśle Pana Boga dzięki podobieństwu w miłości stanie się dzieckiem Bożym. Jego nienawiść jest przede wszystkim skierowana przeciwko samemu Bogu. Jednak jako stworzenie obdarzone inteligencją szatan doskonale wie, że Pan Bóg jest poza zasięgiem jego nienawiści, że samemu Bogu w żaden sposób nie jest w stanie zaszkodzić.

Co innego jeśli chodzi o ludzi. Ich zaatakował od samego początku świata i niestety był to atak skuteczny. Pierwsi rodzice – Adam i Ewa – okłamani przez szatana popełnili grzech pierworodny, którego bolesne skutki odczuwają w swej naturze wszystkie pokolenia ludzi.

Celem szatana jest zniweczenie Bożego planu doprowadzenia ludzi do pełnego zjednoczenia z Panem Bogiem w niebie. Zasadą tego zjednoczenia jest określone w akcie stworzenia podobieństwo ludzi do Pana Boga polegające na zdolności do miłowania. Dlatego szatan nie nawiedzi miłości i tępi wszelkie jej przejawy w człowieku. W szczególny sposób tępi miłość nadprzyrodzoną, która pozwala człowiekowi zbliżyć się do Pana Boga i z Nim zjednoczyć.

Jakie są przejawy ataku szatana na człowieka? Niestety bardzo podstępne i doskonale dostosowane do ludzkiej natury. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że człowiek to osoba obdarzona wolnością, której decyzje mają wpływ na sferę duchową, moralną i fizyczną całego życia. Sfera duchowa jest odpowiedzialna za relację człowieka z Panem Bogiem. Sfera moralna odpowiada za dobro przeżywane na ziemi, także to wyrażane i przeżywane w relacjach z bliźnimi. Wreszcie sfera fizyczna to sprawa dobrego zdrowia i samego życia człowieka. Uderzając w te wszystkie sfery szatan ma na celu uczynić człowieka niezdolnym do miłości, szczególnie do jej wymiaru duchowego i nadprzyrodzonego.

Podstęp szatana polega na tym, że doskonale kamufluje swoje zamiary względem człowieka, maskując je pozorna troską o jego dobro i oferując łatwe osiągnięcie oczekiwanych sukcesów w miłości i w całym życiu. Jego atak nie jest otwartą walką, w której człowiek świadomie może rozeznać grożące mu konsekwencje. Wręcz przeciwnie! Wszystko zaczyna się od miłej i życzliwie podsuniętej oferty współpracy, której tragiczne rezultaty objawiają się wtedy, gdy jest już za późno na ratunek.

Strategię szatana doskonale oddaje opis grzechu pierworodnego zamieszczony w Piśmie Świętym: « A wąż był bardziej przebiegły od wszystkich zwierząt polnych, które Pan Uczynił. Rzekł on do kobiety: „Czy Bóg rzeczywiście powiedział: «Nie wolno wam jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu»?” Kobieta odrzekła: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, lecz o owocach drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: «Nie będziecie z niego jeść, a nawet go dotykać, abyście nie umarli»”. Odparł wąż kobiecie: „Na pewno nie umrzecie. Ale Bóg wie, że gdy zjecie ten owoc, otworzą się wam oczy i staniecie się jak Bóg: poznacie dobro i zło”.

Wtedy kobieta spostrzegła, że owoce tego drzewa ładnie wyglądają, są dobre do jedzenia i do zdobycia wiedzy. Sięgnęła więc po owoc, zjadła i dała też mężczyźnie, który był przy niej, a on zjadł. Wtedy obojgu otworzyły się oczy i poznali, że są nadzy. Zerwali więc liście z drzewa figowego i zrobili sobie przepaski» (Rdz 3,1-7).

Jak możemy zauważyć, szatan najpierw uderza w sferę duchową, w relację człowieka względem Pana Boga. Podważa zasady ustanowione przez Pana Boga i kłamliwie sugeruje, że posłuszeństwo jest krzywdą. Zniszczona więź z Panem Bogiem natychmiast daje się odczuć złym wpływem na drugą osobę. Grzech łatwo przenosi się na bliźnich, w tym wypadku na Adama. W rezultacie ludzie odkrywają swoją nagość, i odczuwają wstyd względem siebie, co oznacza, że również fizyczna strona ich życia zostaje skażona złem.

Jak to wygląda dziś w dziedzinie ludzkiej miłości? Zupełnie tak samo. Najpierw w sercu człowieka pojawiają się wątpliwości co do znaczenia osoby Pana Boga i Bożych przykazań dla ludzkiego życia. Temu atakowi łatwo ulegają ci, których duszy nie strzeże łaska uświęcająca, ludzie, którzy zaniedbali życie sakramentalne. Wydaje im się, że zrezygnowanie z posłuszeństwa nie będzie szkodą, lecz nawet pewną korzyścią. Owoce nieposłuszeństwa, jak zaznacza Pismo Święte, wydają się ładne, dobre do jedzenia i zdobycia wiedzy. Dlatego ofiary grzechu we własnych oczach wydają się sobie ludźmi sukcesu, bardziej doświadczonymi życiowo i „mądrzejszymi” od całej reszty posłusznych i wiernych Panu Bogu.

Bardzo charakterystycznym objawem jest wyraźna niechęć do praktyk religijnych lub wybiórcze podejście do ich zachowywania. To postawa typu „Wierzę, ale nie chodzę do kościoła”; „Chodzę, ale nie korzystam z sakramentów świętych” i ogólnie: „Jestem wierzącym człowiekiem, ale nie lubię, gdy Kościół wtrąca się w moje prywatne sprawy”. Jest to objaw pewnej „alergii” na sprawy Boże i na świadków wiary. Szczególnie na kapłanów, siostry zakonne oraz małżeństwa i osoby żyjące zgodnie z zasadami Kościoła. Jest to wyraźny objaw patrzenia na siebie i na świat okiem złego ducha, który nienawidzi wszystkiego, co należy do Pana Boga.

Następnie, bardzo często z pomocą innych ”doświadczonych życiowo” w dziedzinie grzechu osób, pojawia się zło moralne. Ponieważ sumienie, choć subtelne to jednak dające odczuć bolesnymi wyrzutami wyrządzoną duchowi krzywdę, daje o sobie znać, pojawia się potrzeba stłumienia tego bólu rożnego rodzaju zachowaniami dającymi satysfakcję zmysłową i emocjonalną. Przy okazji dowolnych kontaktów zmysłowych łatwo korzysta się z alkoholu, narkotyków i innych środków odurzających. Rozbudzoną potrzebę doznań erotycznych łatwo zaspokaja się obrazami czy filmami pornograficznymi, oraz przygodnymi kontaktami seksualnymi. Nie trzeba dodawać, że nie maja one znamion trwałych związków ukierunkowanych na powstanie rodziny. Ewentualne problemy z poczęciem niechcianego dziecka rozwiązuje się środkami antykoncepcyjnymi lub aborcją. Fałszywym usprawiedliwieniem jest zazwyczaj tłumaczenie typu: „Tak dzisiaj robią wszyscy!”; „Żyjemy przecież w XXI wieku!”: „Trzeba korzystać z życia jak się da!”, itp.

Wreszcie zło dotyka sfery fizycznej. Nie trzeba wyjaśniać jakie skutki w organizmie człowieka powoduje alkohol, narkotyki, czy inne używki dość często skojarzone ze swobodą obyczajów. Nie trzeba uzasadniać, że niszczą zdrowie i zagrażają życiu. Dla uzupełnienia wspomnijmy więc o problemach bezpłodności u małżeństw, które wcześniej dla wygody wzajemnego współżycia przez pewien czas stosowały środki antykoncepcyjne. Agresja wobec własnego ciała i jego naturalnych zdolności rozrodczych musi niestety objawić się negatywnym konsekwencjami dla organizmu. Równowagi hormonalnej nie da się wyłączyć i włączyć jak światła elektrycznego, lodówki czy piekarnika.

Warto też przypomnieć, że osłabiona wrażliwość duchowa i moralna wpływa na relacje do bliźnich. Doświadczenia związane z przeżywaniem miłości mają ścisły związek ze sferą cielesną człowieka i nazbyt rozbudzone mogą wpływać na charakter fizycznych kontaktów odbierając im właściwość niewinności i delikatności. Niestety zjawiska gwałtów i brutalnego, agresywnego traktowania samego siebie jak i tak zwanych „partnerów” we wzajemnym pożyciu są nader częste. Czy trzeba dodawać, że takie zachowania są przyczyną trudnych do zagojenia i zapomnienia ran nie tylko cielesnych, że potrafią odebrać zdolność poczęcia i zrodzenia potomstwa oraz wpłynąć na negatywne postrzeganie bliskości z drugim człowiekiem powracające lękiem przez całe dorosłe życie?

To jeszcze nie wszystko. Szatan, mając na celu zniszczenie podobieństwa człowieka do Pana Boga, atakuje ludzi w taki sposób, że są niezdolni do założenia normalnej rodziny i przekazania życia potomstwu. Bunt człowieka przeciwko Panu Bogu w rezultacie staje się buntem ludzkiej natury przeciwko człowiekowi. Cokolwiek o skłonnościach homoseksualnych mówiłaby tolerancyjna propaganda popkultury, w swej istocie jest to choroba odbierająca człowiekowi zdolność do zgodnego z wolą Pana Boga przeżywania miłości małżeńskiej i rodzinnej. W tym wypadku zło dotyka fizycznej, a dokładniej mówiąc fizjologicznej i psychicznej sfery ludzkiego życia odbierając mu tożsamość płciową. Nie trzeba dodawać, że niezdolność do normalnie przeżywanej miłości do ludzi czyni człowieka niezdolnym również do wypełnienia zadania upodobnienia się w miłości do Pana Boga.

Krótko mówiąc, szatan, chcąc zniweczyć plan mający na celu upodobnienie ludzi do Pana Boga nie tylko osłabia sferę duchową i moralną, nie tylko prowokuje do zachowań zagrażających zdrowiu czy życiu ludzkiemu, ale także rozpoczął „demontaż” tożsamości człowieka, a przez to także demontaż samej struktury małżeństwa i rodziny. Rodzina jest zagrożona w samej istocie swej tożsamości. To dzisiaj jest największe zło, jakie jej zagraża. Współczesny człowiek coraz częściej już nie rozumie potrzeby życia w małżeństwie i założenia rodziny. Nie czuję się do tego zdolny i nie chce być za tę dziedzinę życia odpowiedzialny. Świat wypełniony ludźmi starzejącymi się w okrutnej samotności, z chorymi potrzebami, ale za to bez własnych dzieci i wnuków, jest niestety coraz bardziej realną wizją przyszłości.

Czy możemy się temu jakoś przeciwstawić? Nie tylko możemy, ale także powinniśmy, dla własnego dobra i własnego szczęścia oraz dla dobra wspólnoty ludzkiej w ogólności.

3. Miłość nigdy się nie kończy.

Sytuację ludzi we współczesnym świecie można porównać do mieszkańców supernowoczesnego wieżowca. Wyobraźmy sobie taki wysokościowiec z wygodnymi apartamentami, naszpikowany wszystkimi „cudami techniki”, wyposażony we wszystkie udogodnienia zdolnymi zaspokoić nawet najbardziej wybredne i szalone zachcianki mieszkańców. Mieszkający w nim ludzie nie muszą się przejmować nieciekawym widokiem za oknem, bo zawsze mogą sobie wyświetlić na dużym ekranie dowolnie wybrany krajobraz. Nie muszą zastanawiać się nad zmianami pór roku czy pogody, bo zawsze mogą włączyć sobie dowolny widok na szklanym ekranie, a także klimatyzację lub ogrzewanie w razie potrzeby, włącznie z regulacją ciśnienia i wilgotności powietrza. Nie muszą martwić się zmianami nastroju czy samopoczucia bo odpowiednie pigułki i urządzenia relaksacyjne zawsze zadziałają kojąco lub pobudzająco według potrzeby. Wyposażonym w ten sposób mieszkańcom może się wydawać, że mają totalną kontrolę nad całym światem i nad swoim życiem. Poddani odpowiedniej manipulacji mogą też uwierzyć, że jeśli mają takie życzenie, to nawet grawitacja przestanie działać, że mogą ot tak sobie wyjść przez okno i nic im się nie stanie. To tylko kwestia odpowiednio długo i sugestywnie działającej reklamy. Tym bardziej, że ci, którzy już skorzystali z takiej propozycji, nie mogą przecież powrócić i opowiedzieć o tragicznych skutkach swej łatwowierności we wszechmoc i absolutną wolność człowieka.

Otóż nawet wbrew powszechnemu złudzeniu i rozreklamowanemu przekonaniu o tym, że prawa Boże dziś już człowieka nie obowiązują, prawda jest taka, że ich działanie wcale nie zostało odwołane ani nawet zawieszone. Istnieje jedna prawdziwa miłość oparta na prawie Bożym, które to prawo działa z taką samą skutecznością zawsze i wszędzie na ziemi, jak prawa fizyki, z prawem powszechnego ciążenia na czele. Kto lekceważy prawo Bożej miłości, w konsekwencji sam czyni sobie krzywdę i doznaje katastrofalnych skutków swej lekkomyślności, z utratą życia a nawet zbawienia włącznie.

Dlatego też ludziom, zagubionym w sztucznie wygenerowanym przez świat komforcie naiwnych złudzeń, Kościół z uporem i niezmienną konsekwencją głosi i będzie głosił konieczność uznania praw ustanowionych przez Pana Boga. Zapisane przed tysiącami lat słowa Pisma Świętego o stworzeniu człowieka, jako mężczyzny i kobiety, o powołaniu ich do wiernej i wyłącznej miłości małżeńskiej owocującej poczęciem nowego życia i powstaniem rodziny, są niezmiennie aktualne dziś i do końca świata. Także słowa „Hymnu o miłości” Świętego Pawła, przekonujące, że miłość jest nadprzyrodzonym darem Pana Boga, i dla tego jest święta oraz nigdy się nie kończy, są prawdą nieustannie obowiązującą.

A co jeśli ludzie nie są zdolni przyjąć tej prawdy? Jeśli są podobni do osób do głębi zatrutych wyziewami spalin, które duszą się w czystym powietrzu? Czy można wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Tym gorzej dla nich!”? Nie. Chorym trzeba głosić potrzebę uzdrowienia i doprowadzić do spotkania z lekarzem. Ludziom zniszczonym przez grzech trzeba głosić potrzebę zbawienia i doprowadzić do spotkania z Chrystusem. Takie jest właśnie zadanie Kościoła.

Dziękując Bogu za dar miłości i za Kościół głoszący prawdę o człowieku powołanym do życia na podobieństwo Pana Boga, odczytajmy jako modlitwę i osobiste wyznanie wiary Hymn Świętego Pawła:

Wierzę Panie Boże, że miłość jest cierpliwa, szlachetna,

wierzę Panie Boże, że miłość nie zazdrości, nie przechwala się, nie jest zarozumiała,

wierzę Panie Boże, że miłość nie postępuje nieprzyzwoicie,

wierzę Panie Boże, że miłość nie szuka siebie,

wierzę Panie Boże, że miłość nie wybucha gniewem,

wierzę Panie Boże, że miłość nie liczy doznanych krzywd,

wierzę Panie Boże, że miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości,

wierzę Panie Boże, że miłość raduje się z prawdą.

wierzę Panie Boże, że miłość wszystko wytrzymuje,

wierzę Panie Boże, że miłość wszystkiemu wierzy,

wierzę Panie Boże, że miłość wszystkiemu ufa,

wierzę Panie Boże, że miłość wszystko przetrwa.

wierzę Panie Boże, że miłość nigdy się nie kończy.

W taką miłość wierzę Panie Boże,

takiej jedynej miłości pragnę dla swojego jedynego życia

i o taką miłość Cię proszę.

Amen!

Możliwość komentowania jest wyłączona.