Ks. Robert Kwatek – Człowiek – cud Bożej Miłości

Stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Rdz 1,27b)

1. Powołanie ukryte w akcie stworzenia.

Każdy z nas chce być „Kimś”. Kimś wartościowym we własnych oczach. Kimś ważnym dla innych osób, dla najbliższych, dla znajomych, a jeśli się uda to także dla szerszego grona ludzi. Aspiracje i dążenie do doskonałości są wpisane w naszą naturę, dlatego od najmłodszych lat jesteśmy nastawieni na rozwój. Z mniejszym bądź większym trudem zdobywamy wiedzę, przyswajamy sobie zasady kultury, troszczymy się o coraz to wyższe osiągnięcia w przeróżnych dziedzinach.

Wszystkie te starania można nazwać dążeniem do wielkości, czy doskonałości lub też robieniem życiowej kariery. Świadectwem życiowych osiągnięć są najpierw szkolne wyniki w nauce, sukcesy w sporcie lub olimpiadach wiedzy i konkursach umiejętności. O tych, co czynią postępy mówi się, że „dobrze się zapowiadają”, że „mają przed sobą przyszłość”. Potem, w dorosłym życiu, potwierdzeniem sukcesu są coraz to wyższe stanowiska w pracy i tytuły poprzedzające imię i nazwisko, ewentualnie popularność, sława oraz dobrobyt materialny.

A jednak dość często zdarza się widzieć ludzi, którzy będąc już u szczytu tak zwanej kariery i posiadając wielkie wspomniane osiągnięcia zdradzają objawy depresji, życiowego załamania, kryzysów osobowości. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że ich osobiste życie jest nieudane, że są samotni, zniewoleni nałogami bądź sfrustrowani. Zdarza się, że w poczuciu życiowej klęski popełniają samobójstwo. Dlaczego?

Rozwój człowieka można porównać do budowania domu. W Ewangelii według Św. Mateusza czytamy: „Każdy, kto słucha tych moich słów i wprowadza je w czyn, jest podobny do człowieka rozsądnego, który zbudował dom na skale. Spadł ulewny deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się silne wiatry i uderzyły w ten dom. Ale on nie runął, bo zbudowany był na skale. Każdy, kto słucha tych moich słów, ale nie wprowadza ich w czyn, podobny jest do człowieka głupiego, który dom zbudował na piasku. Spadł ulewny deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się silne wiatry i uderzyły w ten dom, a on się zawalił. A upadek jego był wielki” (Mt 7,24-27).

Wniosek jest prosty. Tak jak o trwałości domu decyduje jego fundament, tak o trwałości życia decydują zasady, na których się ono opiera. Bóg, jako Stwórca człowieka, ustanowił fundamentalne zasady ludzkiego życia. Lekceważenie ich prowadzi do klęski.

Słowa Pana Jezusa odnoszą się bezpośrednio do życia moralnego i duchowego. Jednak pierwszym słowem Pana Boga, na którym powinno oprzeć się ludzie życie, jest słowo stworzenia. W planowaniu swego rozwoju, w planowaniu budowy gmachu swojego życia nie można lekceważyć tego, kim w swym zamyśle uczynił nas Bóg powołując nas do istnienia. Słowo stworzenia to zasada pierwsza i prawdziwie fundamentalna.

W Księdze Rodzaju czytamy: «I rzekł Bóg: „Uczyńmy ludzi na Nasz obraz, podobnych do Nas. Niech panują nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad całą ziemią i nad wszelkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”. I stworzył Bóg ludzi na swój obraz: na obraz Boży ich stworzył. Stworzył ich jako mężczyznę i kobietę » (Rdz 1,26-27). Oto pierwsza i fundamentalna zasada istnienia człowieka i jego życia. Odczytajmy kolejne prawdy zawarte w tych słowach.

Człowiek jest stworzeniem Bożym. Istnieje, ponieważ Bóg powiedział: „Chcę, abyś był!” Życie każdego człowieka jest nieustannie – w każdej chwili – podtrzymywane wolą Pana Boga. Wiara w stwórczą wolę Boga powinna być fundamentem naszego życia. Pewnym porównaniem zależności pomiędzy wiarą w wolę Pana Boga a trwaniem ludzkiego życia, może być opis wydarzenia jakiego doświadczył Szymon Piotr. Chodzi o scenę, w której Piotr widząc Jezusa kroczącego po wodzie mówi: « „Panie! Jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do Ciebie po wodzie” A on odpowiedział: „Chodź!” Piotr wyszedł z łodzi i po jeziorze przyszedł do Jezusa. Gdy zauważył, że wieje silny wiatr, przeraził się i zaczął tonąć. Wtedy krzyknął: „Panie! Ratuj mnie!”. Jezus zaraz wyciągnął rękę i chwycił go. Powiedział mu: „Człowieku małej wiary! Dlaczego zwątpiłeś?”» (Mt 14,28-31).

Z naszym ludzkim życiem jest podobnie. Jeśli wierzymy w wolę Bożą, która nas podtrzymuje w istnieniu, żyjemy i jesteśmy bezpieczni. Jeśli zaś odrzucimy tę zasadę opierania się na woli Bożej, giniemy, tracimy swoje życie, zapadamy się w otchłań. Życie bez wiary w stwórczą miłość Pana Boga, która nas podtrzymuje, jest jak próba chodzenia po wodzie na własną rękę.

Drugą prawdą zawartą w opisie stworzenia człowieka jest zasada podobieństwa do Pana Boga. Na czym ono polega? Bóg istnieje jako Osobowa Miłość. To znaczy, że Jego sposobem istnienia i działania jest miłowanie, czyli całkowite oddanie siebie w służbie dla najwyższego dobra drugiej osoby. Miłość jest pełna – doskonała – gdy jest odwzajemniona w takiej samej mierze w jakiej została ofiarowana. Do prawdziwej pełnej i doskonałej miłości potrzeba równych w godności i sposobie istnienia osób. Kościół podaje nam wynikającą z Pisma Świętego prawdę, że Bóg jest Trójcą Świętą, czyli Wspólnotą Trzech Osób zjednoczonych miłością.

Podobieństwo człowieka do Pana Boga polega właśnie na zdolności miłowania, czyli całkowitego oddania siebie w służbie najwyższemu dobru drugiej osoby. Aby miłość była możliwa i osiągnęła pełnię, osoby muszą być sobie równe godnością i jednocześnie różne, aby mogły się wzajemnie potrzebować i wzajemnie obdarowywać. Stąd genialny zamysł Pana Boga, aby stworzyć ludzi jako mężczyznę i kobietę, równych sobie godnością i różnych od siebie na tyle, by mogli siebie wzajemnie pragnąć i nawzajem siebie samych sobie ofiarowywać. Aby osiągnąć pełnię w miłości dar z siebie musi być jednak całkowity i ostateczny. W przeciwnym wypadku czyni człowiekowi katastrofalną krzywdę wpisując w historię życia niemożność spełnienia w miłości.

I tu dochodzimy do trzeciej prawdy, do trzeciej zasady istnienia człowieka. Być człowiekiem, to znaczy być mężczyzną albo kobietą – ludźmi, którzy pełnię swego istnienia odkrywają we wzajemnym miłowaniu, czyli całkowitym oddaniu siebie w służbie najwyższemu dobru drugiej osoby. Nie można być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem nie znając miłości jako ofiary ze swojego życia danej drugiej osobie po to, by mogła osiągnąć najwyższe dobro.

Zanim zatem zaczniemy robić tak zwaną „życiową karierę”, zanim osiągniemy stopnie naukowe, sukcesy zawodowe, dobrobyt materialny i satysfakcję w rankingu popularności, trzeba zadbać o swoje życiowe fundamenty. Trzeba zbadać, czy rzeczywiście stoimy mocno na „skale”, to znaczy, czy żyjemy zgodnie ze słowem stworzenia, które konkretnie do nas wypowiedział Bóg.

Aby sprawdzić, czy stoimy na „skale” naszego życia zróbmy pewne doświadczenie. Sprawdźmy, czy potrafimy wypowiedzieć z całkowitą zgodą naszego umysłu, serca i sumienia następujące zdania:

„Dziękuję Ci Panie Boże, że mnie stworzyłeś jako człowieka”;

„Dziękuję za Twoją nieustanną miłość do mnie”;

„Dziękuję, że mnie uczyniłeś zdolnym do miłowania”;

„Chcę być tą osobą jaką ty pragniesz bym był / bym była”;

„Dziękuję, że mnie uczyniłeś mężczyzną / kobietą”.

„Dziękuję, że mogę miłować, czyli ofiarować swoje życie komuś, by mógł wejść do Twego domu w niebie”.

Jeśli jest w nas wewnętrzna zgoda na wszystkie te „warunki” własnego istnienia, to znaczy, że „stoimy na skale” i możemy spokojnie budować gmach naszego życia. Jeśli tej zgody, tego wewnętrznego pokoju w nas nie ma, to koniecznie zacznijmy szukać Boga jako fundamentu naszego życia.

2. Co to znaczy być mężczyzną? Co to znaczy być kobietą?

Ktoś powiedział bardzo pięknie i mądrze, że przychodzimy na świat z wrodzoną samotnością w sercu i chodzimy po ziemi szukając kogoś, kto mógłby tę samotność ukoić. Dla każdego z ludzi powołanych do małżeństwa istnieje tylko jedna jedyna osoba na ziemi, zdolna we wzajemnej miłości ukoić tę samotność serca i sama w niej zaznać ukojenia.

Trzeba tę osobę odnaleźć. To też jest funkcja wiary. Trzeba wierzyć w swoje przeznaczenie do miłości i w to, że istnieje ktoś „przeznaczony” właśnie dla miłości przeze mnie ofiarowanej. To „skała” wiary w stwórczą moc Boga, na której powinni stać ci, którzy odkrywają w sobie powołanie do małżeństwa.

Niektórym się wydaje, że poszukiwanie właściwej osoby dla wspólnego życia w małżeństwie to przede wszystkim zadanie zmysłów. W tym widzą główną rolę męskości i kobiecości, aby wzajemnie zaspokajać pożądanie zmysłów. Próbując na takich doznaniach budować miłość szybko doznają rozczarowania i zwątpienia. Satysfakcja zmysłowa nie zaspokaja tęsknoty serca. Może ją tylko chwilowo zagłuszyć. To sytuacja podobna do leczenia choroby serca środkami przeciwbólowymi. Walka z bólem, który jest tylko objawem, bez uzdrowienia właściwej przyczyny cierpienia, może tylko ostatecznie doprowadzić do zawału.

Kandydaci do takiego „miłosnego zawału serca” najczęściej wywodzą się z pośród tych, którym rozum i wolę zastępują pobudzone fałszywą „propagandą sukcesu” hormony. O co chodzi? Chodzi o sposób zachowania chłopców, którzy jeszcze na próżno ze szkłem powiększającym przy lustrze szukają wąsów pod nosem, ale za to w gestach i słowach przyjmują pozy doświadczonych kochanków. Chodzi o wizerunek kobiety, jaki kreują swoim ubraniem, a raczej jego coraz większym brakiem, jak również prowokacyjnym zachowaniem, dziewczęta, które jeszcze nie nauczyły się być pannami, a już chciałyby uchodzić za osoby całkowicie doświadczone w miłości. Chodzi o kulturę, a raczej jej brak, w odniesieniu do jednej z najważniejszych i najświętszych spraw ludzkiego życia na ziemi, jaką jest miłość pomiędzy mężczyzną a kobietą.

Być mężczyzną, to znaczy o wiele więcej niż tylko być obiektem atrakcyjnym zmysłowo dla kobiety i równie zmysłowo jej pragnąć. Być kobietą to również znaczy o wiele więcej niż być przedmiotem zmysłowego pożądania dla mężczyzny i podobnie zmysłowo go pragnąć. Atrakcyjność zmysłowa – choć pierwsza w doznaniu – nie jest pierwszą w hierarchii ważności cechą prawdziwego mężczyzny i prawdziwej kobiety. Męskość i kobiecość w swej istocie spełniają się w czymś o wiele głębszym i ważniejszym niż cielesne zadowolenie.

Czym jest męskość? Czym jest kobiecość? To rozdzielone pomiędzy dwie osoby – mężczyznę i kobietę – właściwości jednej miłości Pana Boga. Pan Bóg chciał, aby wzajemna miłość mężczyzny i kobiety czyniła ludzi podobnym do Niego. Dlatego swą miłością obdarował po części mężczyznę i po części kobietę. W ich wzajemnej więzi – gdy obydwoje służą sobie nawzajem darami otrzymanymi od Boga – objawia się Jego miłość. Objawia się On sam.

O Bogu i o Jego miłości napisano niezliczoną ilość traktatów, książek, rozważań, i poematów. Czy można więc w prosty, dostępny sposób opisać w kilku zdaniach właściwości tajemnicy Boga i Jego miłości? Czy można określić i rozróżnić cechy miłości Pana Boga przekazane mężczyźnie i kobiecie? Na pewno takie rozeznanie będzie wielkim uproszczeniem i z konieczności będzie bardzo ograniczone. Jednak dla zauważenia w jakimś podstawowym, choćby minimalnym stopniu, owego wzajemnego uzupełniania się i podobieństwa ludzkiej miłości do miłości Pana Boga, spróbujmy podjąć się tego zadania.

Tu niestety padną trudne słowa, z którymi musi zmierzyć się nasz umysł. Bóg w swym istnieniu i w swej miłości jest zarówno transcendentny jak i immanentny. Tak trudne pojęcia zazwyczaj najpiękniej wyjaśnia poezja. Oto więc słowa pewnej pięknej i mądrej piosenki doskonale wyrażające transcendencję i immanencję Pana Boga.

1. Mój Bóg, jak drżący słowik w garści,

A nie ogarną Go wszechświaty,

Oddechem gasi gwiazdozbiory,

A drży w oddechu mym, jak kwiaty.

 

Ref. Mój Bóg wykuwa Słowem wieki,

A chwila rani Go, jak mieczem.

Mój Bóg straszliwy i daleki,

A bliski, jak płaczące dziecię.

 

2. Mój Bóg, depczący z wzgardą trony,

A kłosom zstępujący z drogi,

Jak groźny sędzia przeraźliwy,

Jak żebrak smutny i ubogi.

 

3. Mój Bóg nade mną ciągle stoi,

Jak cień, jedyny mój towarzysz.

Za sobą czuję Jego kroki

I złotą glorię Jego twarzy.

 

Ref. I oto teraz spoza pleców

Na dłonie moje wciąż spogląda,

I jak syn błaga mnie o serce,

I jak Pan serca mego żąda.

Transcendencji Pana Boga doświadczamy jako swego rodzaju Jego nieobecności. Bóg w swej miłości stworzył świat i ludzi. Ustanowił swoje prawo i zasady życia dla wszystkich stworzeń. We wszystkich tych dziełach jest obecne Jego słowo, ale On sam jakby się usunął i ukrył. Dał światu istnienie i życie, a jednocześnie pozwolił stworzeniom na samodzielność nawet do tego stopnia, że niektórym zdarza się o Nim zapomnieć. Transcendencja Pana Boga sprawia, że czasem wydaje się nam On jakby nieobecny.

Immanencja Pana Boga wyraża się natomiast w Jego bezpośredniej, choć z pozoru niezauważalnej, obecności we wszystkich stworzeniach. Bóg powołujący wszystko do istnienia, jest obecny we wszystkim, co istnieje. Bóg dawca życia, jest życiem wszystkiego, co żyje. Bóg, dawca miłości, jest miłością wszystkich kochających. W Dziejach Apostolskich zapisana jest wypowiedź Św. Pawła: „(…) bo rzeczywiście jest On niedaleko od każdego z nas. W nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (Dz 17,27b-28).

Jak to się ma do życia i miłości mężczyzny i kobiety?

W ogromnym przybliżeniu i uproszczeniu można powiedzieć, że życie mężczyzny w pewien sposób jakby odzwierciedla cechę transcendencji Pana Boga, a życie kobiety Jego immanencję.

Dla mężczyzny życie i miłość jest przede wszystkim dziełem i zadaniem. Poznaje, ale też i ustanawia jej normy, zasady i prawa, wprowadza w życie, przestrzega i wymaga by były przestrzegane. Miłość mężczyzny wyraża się bardziej przez sprawiedliwość niż przez uczucia. Dla przykładu, mężczyźnie wystarczy, że jest mężem. A skoro jest, to znaczy, że kocha i nie musi o tym rozmawiać. To, co raz zostało ustanowione, trwa, a skoro trwa, więc wszystko jest w porządku. Nie bardzo jest o czym mówić. Inny przykład, to przeżywanie zdrady lub niewierności. Dla mężczyzny niewierność, czy też zdrada jest przede wszystkim niesprawiedliwością, zaprzeczeniem godności osoby. Dla kobiety niewierność jest raną zadaną uczuciom, jest niszczeniem życia od środka – od serca.

Cechą męskości jest także odpowiedzialność i konsekwencja. To cechy podobieństwa do Pana Boga, który gdy raz wypowiedział swoje słowo, jest jemu wierny i konsekwentnie dąży do jego wypełnienia. Doprowadza swoje dzieła do końca i do doskonałości. Mężczyzna, gdy raz da słowo, nie potrzebuje go powtarzać. On identyfikuje się z danym słowem. Na tym opiera swój honor i poczucie swojej godności. Niedotrzymanie słowa jest dla mężczyzny hańbą. Dlatego powszechnie uważa się, że o mężczyźnie świadczą jego dzieła – owoc danego i dotrzymanego słowa.

Wreszcie dla mężczyzny życie i miłość to walka o człowieka. To pokonywanie przeszkód by kogoś właściwego dla obdarowania własną miłością odnaleźć, to walka z rywalami i pokonywanie trudności stojących na drodze do zjednoczenia w miłości. To także walka z przeciwnościami losu i żywiołami świata w obronie ukochanej osoby. Mężczyzna wyraża swoje uczucia i udowadnia swoją miłość poprzez walkę, w której głównym trofeum jest dobro ukochanej osoby.

Dla kobiety natomiast życie i miłość spełniają się bardziej poprzez bezpośrednią obecność wyrażaną w słowach, w towarzyszeniu komuś swoimi uczuciami. To cecha podobieństwa do Pana Boga w Jego immanentnej bliskości wobec każdego stworzenia. To współodczuwanie i współprzeżywanie kolejnych wydarzeń i spotkań doświadczane w sercu i okazywane na zewnątrz. Dlatego dla kobiety miłość i małżeństwo to aktualny stan uczuć wyrażany w bezpośredniej rozmowie, czułości i zaangażowaniu. Dla przykładu: kobiecie nie wystarczy, że mężczyzna kiedyś wypowiedział słowo przysięgi małżeńskiej. Ona chce znać jego zaangażowane – stan uczuć i woli – dzisiaj, teraz. Tego się domaga i nieustannie oczekuje.

Kobieta również jest odpowiedzialna, konsekwentna i wierna lecz bardziej wobec konkretnego przejawu życia niż abstrakcyjnego w pewien sposób słowa. Jej odpowiedzialność za życie to zaangażowanie w wypełnianie go miłością, dobrem i pięknem. To troska o szczęście osób powierzonych jej opiece. To nieustanne czuwanie nad każdym wymiarem życia i gotowość trwania przy ukochanym człowieku wbrew wszystkiemu i mimo wszystko. Przypomnijmy sobie Maryję towarzysząca Jezusowi w jego działalności, stojącą pod krzyżem w czasie Jego męki i śmierci, będącą z apostołami wiernie do końca jako ich Matka z polecenia Jezusa.

Wreszcie dla kobiety życie i miłość przyjmuje charakter daru z samej siebie – ofiary składanej dla ukochanego człowieka. Ta cecha wynika z owego immanentnego, czyli wewnętrznego związku z życiem – konkretnie z życiem dziecka – z jego poczęciem, okresem oczekiwania na narodziny, karmieniem i troską o rozwój. W dziele przekazywania daru życia kobieta daje przede wszystkim siebie, swoje ciało, swoje siły witalne i swoje uczucia. To miłość przeżywana jako walka o życie człowieka przyjmująca charakter nieustannej ofiary.

3. Syn Boga i córka Boga.

Oczywiście, przytoczone powyżej rozważania są bardzo uproszczone i na pewno nie obejmują wszystkich przejawów męskości i kobiecości, oraz ich podobieństwa do miłości Pana Boga. Wymienione przykłady należy rozumieć raczej jako sygnał i wskazanie kierunku osobistych poszukiwań swojej tożsamości jako mężczyzny albo jako kobiety.

Przede wszystkim ważne jest jednak zdobycie osobistego przekonania, że nasze człowieczeństwo i płeć, w której się ono realizuje, nie są czymś drugorzędnym, przypadkowym i nieistotnym w budowaniu gmachu własnego życia. Trzeba się troszczyć o swoja tożsamość, a nie ją zaniedbywać. Istnie bowiem takie niebezpieczeństwo z powodu unifikacyjnego trendu cywilizacji i kultury, w której obecnie żyjemy.

Niebezpieczeństwo zagubienia swej tożsamości zagraża dziś człowiekowi począwszy od przedszkola i szkoły, w których wychowanie i wymagania intelektualne są takie same odnoście chłopców i dziewcząt. Również życie zawodowe, w którym zanikają granice pomiędzy zajęciami właściwymi dla mężczyzn i odpowiednimi dla kobiet, nie sprzyja zachowaniu poczucia naturalnej odmienności płci. Coraz częściej w kulturze funkcjonuje pojęcie „uniseks”, postulujące ujednolicenie w wyglądzie i sposobie zachowania mężczyzn i kobiet. Finałem zaniedbania troski o zachowanie tożsamości płci jest postulowanie równouprawnienia związków homoseksualnych. Hasło „nieważna płeć, ważne uczucie” wydaje się być przepustką do wszelkich wynaturzeń.

Przypomnijmy, że dwa różne sposoby życia i miłowania – męski i kobiecy mają się uzupełniać i stworzyć jedność na podobieństwo miłości Pana Boga. Zaniedbana tożsamość mężczyzny lub zaniedbana tożsamość kobiety to w konsekwencji niespełnienie w życiu i w miłości, być może nieudane małżeństwo lub samotność przez całe życie.

Trzeba zatem pamiętać, że o wiele bardziej niż dziećmi współczesnego świata jesteśmy dziećmi Boga. Jesteśmy stworzeni Jego słowem, które jest skałą – fundamentem naszej tożsamości. Czytamy w Ewangelii według Św. Jana: „Tych zaś którzy Je przyjęli, (Słowo) obdarzyło mocą, aby się stali dziećmi Bożymi. To są ci, którzy wierzą w Jego imię, którzy narodzili się nie z krwi ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga (J 1,12n).

Ten fragment mówi właśnie o poczuciu własnej tożsamości. Wierząc w wolę Pana Boga, która nas powołała do życia, w Jego stwórcze słowo, które dało nam istnienie, stajemy się świadomie Jego dziećmi – synami i córkami Boga.

Tę myśl Święty Jan podejmuje także w swoim pierwszym liście: „Zobaczcie, jak wielką miłością obdarzył nas Ojciec, abyśmy zostali nazwani dziećmi Bożymi – i nimi jesteśmy! (…) Umiłowani, teraz jesteśmy dziećmi Bożymi, a jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to okaże, będziemy do Niego podobni, gdyż ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy, kto pokłada w Nim tę nadzieję, staje się czysty, jak On jest czysty (1J 3,1-4).

Pokładać nadzieję w Bogu jako Jego dziecko, to znaczy kształtować swoje życie – życie mężczyzny, albo kobiety – według Jego słowa. Dzięki temu człowiek staje się czysty, czyli wolny od błędów i naleciałości świata. Staje się prawdziwie sobą, takim jakim miał być według zamysłu Boga – prawdziwym mężczyzną, prawdziwą kobietą.

Słowa Świętego Jana obiecują zupełnie nową jakość życia poprzez osiągnięcie ostatecznego podobieństwa do Boga w miłości. Jeśli więc ci, którzy słuchają świata chlubią się ludzką satysfakcją z doznań miłości i nazywają ją szczęściem, to przecież przyobiecane dzieciom Boga miłowanie na podobieństwo miłości Absolutnej będzie szczęściem absolutnym. Należy więc współczuć tym, którzy nie wiedzą i nie wierzą, że są synami i córkami Boga.

Każdy z nas chce być „Kimś”. Kimś wartościowym we własnych oczach. Kimś ważnym dla innych osób. Aspiracje i dążenie do doskonałości są wpisane w naszą naturę, dlatego od najmłodszych lat jesteśmy nastawieni na rozwój. Czyż kariera syna i córki Boga nie jest najznakomitszą z możliwych?

Możliwość komentowania jest wyłączona.