Ks. Adam Bednarczyk – MODLITWA PAŃSKA

8. „…NIE DOPUŚĆ, ABYŚMY ULEGLI POKUSIE…” (Mt6,13)

Ciekawe, czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad sformułowaniem szóstej prośby „Modlitwy Pańskiej”. Jeśli tak, to sądzę, że powinna was ona zaszokować. Dlaczego? To dosyć proste. Modląc się tradycyjną wersją „Ojcze nasz”, wypowiadamy słowa, które mogłyby zostać odebrane jako bluźnierstwo – prosimy bowiem: „Nie wódź nas na pokuszenie!”. To tak, jakbyśmy przypisywali Bogu działanie, które jest Mu zupełnie obce. Św. Jakub mówi wyraźnie: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci” (Jk1,13n). Skąd, w związku z tym, prośba o tak niefortunnej treści, w najczcigodniejszej spośród chrześcijańskich modlitw? Problemy związane ze zrozumieniem jej sensu wynikają – jak możemy się zresztą domyślać – z wieloznaczności, zastosowanych w tekście oryginalnym „Ojcze nasz”, pojęć greckich. Termin πειρασμός (peirasmós), użyty w tym miejscu „Modlitwy Pańskiej”, posiada różne odcienie znaczeniowe: próba, doświadczenie, pokusa, walka… . Skoro tak, to spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, które ma dla nas – ludzi wierzących – bardzo istotne znaczenie: o co modlimy się wypowiadając kilka razy dziennie słowa prośby, skierowanej do Boga: „Nie wódź nas na pokuszenie!”?

 

     1. „…nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie…”

W tej prośbie zawiera się głęboka świadomość naszej słabości i skłonności do grzechu. Jeden ze współczesnych teologów proponuje, w związku z tym, następujące tłumaczenie słów: „…nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie…”: „Nie pozwól, abyśmy zanurzyli się w pokusie, ponieważ stalibyśmy się jej ofiarami ze względu na naszą słabość i wrodzoną skłonność do zła” . Jedynym ratunkiem dla człowieka nawiedzanego przez pokusy jest więc zbawcza interwencja Boga . „Nic prostszego! Jestem kuszony do złego? Niech Bóg wyzwoli mnie z tego stanu – niech uwolni mnie od pokus!”. Jednak to nasze pragnienie – zrozumiałe samo w sobie – musi być poparte pewnym bardzo konkretnym działaniem. Chrystus, widząc słabość swoich uczniów, napomina ich i wskazuje środek pozwalający przezwyciężyć pokusy: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Mt26,41). Każdy więc chrześcijanin, pragnący przeciwstawić się działaniu zła, musi być zdecydowany na budowanie w swojej codzienności bardzo skomplikowanego gmachu modlitwy – kontaktu z Panem Bogiem. On pozostawia nam na tej płaszczyźnie inicjatywę. Nie jest bowiem brutalem, wyłamującym siłą drzwi do naszego wnętrza – do naszego serca. Aby Bóg wszedł realnie w ludzkie życie i we wszystkie zajmujące nas sprawy, potrzeba swoistego zaproszenia. Tym przywołaniem Jego bliskości – również Jego mocy do walki ze złem – jest modlitwa. Zastanów się przez chwilę: dlaczego gubimy modlitwę gdy coś w naszym życiu zaczyna się psuć?; co sprawia, że tak ciężko jest wołać do Boga w sytuacjach stresu, depresji, załamania, zwątpienia?; dlaczego nie potrafimy przeżywać w łączności z Nim tego, co radosne?; z jakiego powodu – w natłoku zajęć – jesteśmy skłonni wykreślić modlitwę z naszego planu dnia, jako rzeczywistość może i pożyteczną, ale na pewno niekonieczną?; dlaczego nawet tutaj na pielgrzymce tak trudno jest znaleźć czas dla Pana Boga? Odpowiedź narzuca się sama. Ten, który jest naszym przeciwnikiem wie doskonale, że człowiek „uzbrojony” w oręż modlitwy jest mu się w stanie przeciwstawić – jest zdolny nie tylko podjąć walkę z Szatanem, ale zwyciężyć go w sytuacjach pokus do zła. „Poprzez modlitwę możemy osiągnąć wszystko! Dobrą wolę, miłość… Wszystko! Jesteśmy słabi? Modlitwa da nam siłę, ponieważ da nam Ducha Świętego, największą moc Boga. Jesteśmy egoistami? Modlitwa da nam szlachetność i miłość, ponieważ Duch Święty jest miłością Boga. Jesteśmy smutni? Modlitwa przyniesie nam radość, ponieważ Duch Święty jest źródłem radości. Owładnęło nami zło? W każdej chwili możemy się od niego uwolnić, jeśli tylko tego pragniemy. Jezus nam pomoże. Poprzez modlitwę możemy osiągnąć wszystko!” . Nie chodzi jednak o modlitwę byle jaką! Aby rzeczywiście zachowywała nas ona w łączności z Ojcem i skutecznie chroniła od zła, modlitwa musi być dziełem doskonałym – rzeczywistością, której świadomie poświęcamy wiele czasu, trudu, codziennej troski… Wyobraź sobie człowieka, który żyjąc samotnie w górach zaopatruje się w wodę z górskiego strumienia. Nic nie pomoże jego codzienny trud wędrówki w celu pozyskania wody, jeśli wiadro jest dziurawe. Tak dzieje się również z naszą modlitwą: trudno oczekiwać niezwykłych efektów przemiany życia, nawrócenia, wyzwolenia od zła, przezwyciężenia nałogów… jeśli błaganie o te wszystkie łaski jest naznaczone znudzeniem, automatyzmem, bezmyślnością, brakiem wiary. Będzie to noszenie wody w dziurawym wiadrze!
Bardzo często, kiedy młodzież powraca z pielgrzymki do domu, rodzice mówią z niedowierzaniem: „Zmienił się”; „Jest jakaś inna”; „Chętniej idzie do kościoła”; „Więcej w nim uprzejmości”; „Zaprzyjaźnił się z wartościowymi ludźmi”; „Co się stało? Jest jakby nie tym samym człowiekiem!”. Popatrz, jak mało potrzeba, aby zmienić nasze życie. Tutaj, na pielgrzymim szlaku, mamy tyle czasu, który – ze względu na plan dnia – przeznaczony jest na modlitwę. Jak wykorzystujemy tę szansę? Czy uczymy się głębokiej i świadomej rozmowy z Bogiem, czy też nawet tutaj dosięga nas pokusa „chodzenia własnymi drogami” i tworzenia „własnego rozkładu dnia”, w którym nie ma miejsca dla spraw Bożych? A przecież, jeśli wygramy bitwę o kształt naszej modlitwy na pielgrzymim szlaku, będziemy czujniejsi wobec, podsuwanych nam przez szatana, pokus. Będziemy mieli siłę, by powiedzieć mu zdecydowane: „Nie!!!”. „Taka walka i takie zwycięstwo są jednak możliwe tylko dzięki modlitwie. Dzięki swojej modlitwie Jezus jest zwycięzcą kusiciela, od pierwszego 540, 612kuszeniaPor. Mt 4, 1-11. aż do ostatniej walki w chwili agoniiPor. Mt 26, 36-44.. W tej prośbie do 2612 naszego Ojca Chrystus jednoczy nas ze swoją walką i swoją agonią. UsilniePor. Mk 13, 9. 23. 33-37;14, 38; Łk 12, 35-40. przypomina nam, byśmy w jedności z Nim zachowywali czujność serca” .

 

     2. „…w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu w piecu utrapienia” (Syr2,5).

Wspomniałem już, że trudność w odczytaniu szóstej prośby „Ojcze nasz” wypływa z wieloznaczności terminów greckich, którymi została ona zapisana w tekście oryginalnym Nowego Testamentu. Pojęcie πειρασμός (peirasmós) – obok rzeczywistości pokusy – oznacza również stan próby, walki. Jeśli przyjęlibyśmy to tłumaczenie greckiego terminu, to wtedy moglibyśmy nadać prośbie: „Nie wódź nas na pokuszenie!” nieco inne znaczenie – byłoby ono tożsame z błaganiem: „Nie opuszczaj nas, kiedy wystawiasz nas na próbę!”, albo: „Nie dopuszczaj na nas doświadczeń przekraczających nasze siły!”.
Gdy zastanawiamy się nad Bożą ekonomią zbawienia dochodzimy – od czasu do czasu – do wniosku, że cały plan zachowania człowieka od zła i obdarowania go udziałem w szczęściu Boga można byłoby zrealizować o wiele prościej. Zamiast patrzeć na naszą słabość i ludzką nieudolność Pan Bóg mógłby jednym swoim postanowieniem przenieść nas do wieczności i wprowadzić do Swego domu. Dla jakichś jednak racji, które nie są dla nas jasne, Jezus nie zgadza się na taki skrót. Kiedy modli się za swoich uczniów prosi Ojca: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego”(J17,15). Daje więc wyraźnie do zrozumienia, że pokusy – próby, na jakie wystawiani są chrześcijanie, są czymś nie do pominięcia. „Pokusy lub próby, na które wystawia nas Bóg, objawiają nam nas samych; przez nie możemy ocenić własną wiarę i prawdziwe starania o uświęcenie Jego imienia” . Cóż to bowiem za cnota, która wynikałaby tylko z chronicznego braku okazji do zła? Czy świętością można nazwać stan czystości sumienia wynikający z braku możliwości popełnienia grzechu? A przecież część ludzi wierzących w taki sposób pojmuje tę kwestię. Mówią wtedy: „nie plotkuję, bo nie mam z kim”; „nie piję wódki, bo zdrowie mi na to nie pozwala”; „nikomu w drogę nie wchodzę i z nikim się nie szarpię, bo siły już nie te”; „modlę się tylko na okrągło, bo już nic innego mi nie zostało” itd. Wartość duchowa człowieka daje się poznać dopiero poprzez zderzenie z trudnościami życiowymi. Świętość można zweryfikować tylko wtedy, gdy zostanie ona wystawiona na rozliczne próby i wyjdzie z nich zwycięsko. Naszą przyjaźń z Bogiem jesteśmy w stanie udowodnić, gdy potrafimy trwać w komunii z Nim nie dlatego, że wszystko idzie dobrze, ale pomimo tego, że niejednokrotnie idzie źle. „W pewnym sensie kuszenie ma coś z dobra. Nikt – poza Bogiem – nie wie, co nasza dusza otrzymała od Boga, nawet my sami tego nie wiemy. Kuszenie to ukazuje, byśmy w końcu poznali samych siebie i dzięki temu pokazali swoją nędzę oraz składali dziękczynienie za dobra, jakie kuszenie nam ukazało” .
Nie wiem czy oglądaliście kiedyś któryś z magazynów motoryzacyjnych. Od czasu do czasu pokazywane są w nich testy wytrzymałości nowych modeli aut. Bywa, że zadajemy sobie wtedy pytania: „Po co niszczyć tyle samochodów?”; „Taniej byłoby nie wykonywać takich doświadczeń!”; „Czy wtedy samochody nie byłyby o wiele tańsze, a przez to bardziej dostępne dla ludzi?!”. Tak, to prawda! Auta, na których nie dokonywano by takich testów byłyby prawdopodobnie o wiele tańsze, ale nigdy nie byłoby wiadomo czego można się po nich spodziewać. Podobnie jest z wewnętrzną wartością człowieka wierzącego. Bóg pragnie go oczyścić, udoskonalić, uświęcić… Księga Mądrości Syracha mówi o tym procesie w sposób obrazowy i porównuje go do oczyszczania złota. Dokonuje się ono poprzez roztopienie kruszcu w wysokiej temperaturze – wtedy dopiero można stworzyć coś bezspornie cennego. Czy godzę się na bolesne przejście przez „piec utrapienia” (por. Syr2,5), aby okazała się moja prawdziwa wartość? To przejście pokazuje ile jeszcze w moim życiu brudu grzechu: czy mam odwagę odkrywać taką – jakże często – trudną prawdę o sobie? Ile jest we mnie wiary, że tylko doświadczając różnego rodzaju cierpień i przeżywając je w pogodzeniu z wolą Ojca, mogę się okazywać Jego umiłowanym dzieckiem?
Powiedzieliśmy już, że prawdziwa wielkość duchowa człowieka wierzącego okazuje się najwyraźniej w zderzeniu z rozlicznymi trudnościami. Potrzebne są więc pokusy – próby, które upewniałyby nas, iż postępujemy naprzód na drodze świętości. Z drugiej strony, powszechnie znana jest zasada życia duchowego mówiąca, że nie mamy prawa lekkomyślnie wystawiać się na niebezpieczeństwo upadku w grzech, nie mamy prawa igrać z rzeczywistością zła. Jak rozpoznać, które próby konieczne są dla naszego duchowego wzrostu, a które przekraczają ludzkie możliwości i grożą poważnym odejściem od jedności z Bogiem? „Duch Święty pozwala nam rozróżniać między próbą, konieczną do wzrostu człowieka wewnętrznegoPor. Łk 8, 13-15; Dz 14, 22; 2 Tm 3, 12. ze względu na ‘wypróbowaną cnotę’ (Rz5,3-5), a pokusą, która prowadzi do grzechu i śmierciPor. Jk 1, 14-15.. Musimy także rozróżniać między ‘być kuszonym’ a ‘przyzwolić’ na pokusę. Rozróżnienie 2284 to obnaża kłamstwo kuszenia; pozornie ‘ma owoce dobre… jest ono rozkoszą dla oczu’ (Rdz3,6), ale w rzeczywistości tym owocem jest śmierć” . Przechodząc więc przez rozliczne próby, na jakie wystawia nas Ojcowska miłość Boga hartujemy swego ducha, aby w zderzeniu z pokusą – pochodzącą od szatana – okazała się nasza stałość w wierze. Czy otwieram się na światło Ducha Świętego, który pozwala mi rozpoznawać wartość wyzwań duchowych, jakie stają przede mną? Na ile, przyjmując z ręki samego Boga próby pozwalające na wewnętrzne oczyszczenie, potrafię zdecydowanie odrzucać pokusy, które mogłyby zakończyć się dramatem odejścia od Ojca?

 

9.  „…ZACHOWAJ [NAS] OD ZŁEGO!”   (Mt6,13)

Jest rzeczą bardzo ciekawą, że – w odróżnieniu od tekstu biblijnego „Ojcze nasz” – Katechizm Kościoła Katolickiego, podając znane nam tłumaczenie „Modlitwy Pańskiej”, słowo: „złego” pisze z dużej litery – zupełnie jak czyjeś imię albo nazwę własną. „Zło, o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza 391 osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu. ‘Diabeł’ (dia-bolos) jest tym, który ‘przeciwstawia się’ zamysłowi Boga i Jego ‘dziełu zbawienia’ wypełnionemu w Chrystusie. ‘Od początku był on zabójcą… kłamcą i ojcem kłamstwa’ (J8,44), ‘Szatan zwodzący całą zamieszkałą ziemię’ (Ap12,9)” . Różnie dzisiaj patrzy się na fakt obecności zła w świecie. Jedni negują w zdecydowany sposób istnienia Szatana, inni, zasklepiając się w panicznym lęku przed mocami ciemności, widzą jego obecność wszędzie. Papież Paweł VI wypowiedział się na ten temat następująco: „Zło w świecie jest przyczyną i skutkiem wniknięcia w nas i w nasze społeczeństwo ponurego i złowrogiego demona. Zło to nie tylko brak dobra, ale byt żywy, duchowy, lecz skażony i deprawujący. To straszliwa realność, tajemnica budząca lęk. Ten – kto zaprzecza istnieniu demona albo czyni z niego zasadę samostanowiącą, element tego świata niezależny od Boga; lub kto tłumaczy go jako istność pseudorealną, zrodzoną z fantazji dla wytłumaczenia nieznanych przyczyn naszych nieszczęść – wychodzi poza ramy Biblii i Kościoła” . Warto – rozważając ostatnią, siódmą prośbę „Modlitwy Pańskiej” – zastanowić się nad naszym stosunkiem do zagadnienia obecności i działania Szatana w świecie. Wtedy świadomie i bez niepotrzebnego lęku będziemy mogli wypowiadać słowa: „…zbaw nas ode Złego!”.

 

     1. „…do Świątyni Boga przeniknął przez jakąś szczelinę odór szatana” (Papież Paweł VI).

Nie ulega żadnej wątpliwości, że Chrystus przestrzegając uczniów przed działaniem Szatana, sam bardzo wyraźnie doświadczał obecności złego ducha. Kusiciel był przy Nim, gdy przebywał On na pustyni – gdy pościł przez czterdzieści dni (zob. Mt4,1-11). Diabeł zaznaczył również bardzo wyraźnie swoją obecność w chwili męki i śmierci Jezusa. Sam Zbawiciel nazwał ten czas „panowaniem ciemności” (por. Łk22,53). Kilkakrotnie Ewangelia ukazuje bardzo ostre sceny konfrontacji Chrystusa z Szatanem. Są to starcia, z których Syn Boży wychodzi zawsze zwycięsko, a potęga Złego zostaje starta i upokorzona (zob. np. Mt2t,28-34). Jeśli diabeł towarzyszył naszemu Mistrzowi, jeśli – pomimo swojej bezradności wobec mocy Bożej działającej w Chrystusie – kusiciel nie odstępował Go nawet na krok, to możemy mieć pewność, że jest on realnie i destruktywnie obecny również na drogach życiowych chrześcijan – ludzi pragnących wypełniać Jezusową Ewangelię. Chcąc nie chcąc, jesteśmy więc wystawieni na niebezpieczeństwo starć i walki ze złym duchem. Powiedzieliśmy już, że triumf w takiej konfrontacji przychodzi nie dzięki naszej sile i roztropności, ale jest on dziełem samego Boga, jeśli zwracamy się do Niego z pokorną modlitwą . Aby jednak wychodzić zwycięsko z potyczek z Szatanem, ludzie wierzący muszą się również nauczyć odczytywać znaki jego obecności w świecie, który ich otacza.

  • Bardzo znaczącym sukcesem Szatana jest zatrata świadomości jego istnienia u ludzi współczesnych. Nawet wierzący w Chrystusa wolą milczeć na ten temat, traktując diabła jako „’przeżytek folklorystyczny’, który nie da się pogodzić z dojrzałą wiarą” . Ogromne wzburzenie wywołały w prasie słowa – cytowane już wcześniej w tym rozważaniu – jakie Papież Paweł VI wypowiedział nauczając o obecności i działaniu Złego. „Za każdym razem wypowiedzi papieża na ten temat wzbudzały ostre protesty, a co najdziwniejsze, protestowały także te pisma (i komentatorzy), które nie tylko negują ten jeden aspekt wiary, ale odrzucają ją w całości. Z takiego punktu widzenia usprawiedliwiona byłaby ironia, ale dlaczego złość?” . Być może odpowiedź jest prostsza niż się wydaje. Niewykluczone także, że jest ona – w jakimś sensie – przerażająca. Diabeł woli pozostawać niezauważanym, lubi przebywać w cieniu. W związku z tym ma całą armię „ochroniarzy”, którzy zapewniają mu – pojęcie to nie pasuje do omawianej przez nas rzeczywistości, ale cóż, użyjmy go jednak – „święty” spokój. Posiada także wielką rzeszę „apostołów ciemności”, którzy gotowi są zrobić dla niego wszystko. André Frossard napisał na ten temat książkę , która miała na celu pobudzić do myślenia ludzi współczesnych i otworzyć im oczy na różne przejawy obecności Szatana w świecie. Diabeł w jednym z listów, zamieszczonych we wspomnianej książce, pisze: „Tak się [...] składa, że skoro ludzkie sprawy toczą się teraz zgodnie z moimi życzeniami, a świat cały zachowuje się w taki sposób, iż moje interwencje stają się coraz mniej potrzebne, dysponuję dużą ilością wolnego czasu…” . W innym liście natomiast mówi: „Mój wiek XX to jeszcze lepsza sprawa. To prawda, nie wierzycie zupełnie w moje istnienie. Żyję jeszcze w waszym języku, w stereotypowych zwrotach jak ’diabelska uroda’, ‘facet z piekła rodem’, ‘ciągnąć diabła za ogon’ (co nb. świadczy, że w pewnych smętnych sytuacjach pokładacie nadzieję już tylko we mnie, a ogon, którego posiadanie mi przypisujecie, służy wam wtedy za dzwonek alarmowy). Macie także w zwyczaju używać wyrażenia ‘diabelska sztuczka’, w czym przebija wasz podziw dla mojej osoby” .

Wydaje się, że jednym z największych niebezpieczeństw grożących dzisiaj światu jest zapomnienie o tym, który nawet z nazwy mieni się przeciwnikiem, oskarżycielem człowieka. Szatan bowiem w sposób konsekwentny i skuteczny zatruwa ludzkie serca trucizną ideologii przeciwstawiającej się rzeczywistości Bożej. „Jest on perfidnym hipnotyzerem, który dobrze wie jak w nas wniknąć (przez zmysły, przez wyobraźnię i przez pożądliwość, a narzędzia, którymi się posługuje, to logika utopijna i rozgardiasz w kontaktach społecznych), by powodować różnorakie dewiacje” .

  • Wyraźnym przejawem obecności działania Szatana w świecie współczesnym jest niewiedza religijna. Nie zapomnę przerażenia pewnej kobiety, uważającej siebie za osobę wierzącą, której mieszkanie odwiedzili „świadkowie Jehowy”. Nie potrafiąc odpowiedzieć na sygnalizowane przez nich zagadnienia biblijne histerycznie broniła się, zapewniając, iż jest katoliczką i wiary zmieniać nie zamierza. Kiedy naciskali, podkreślając od czasu do czasu, że są „świadkami Jehowy”, usłyszeli nagle wulgarną deklarację za kogo ona uważa Jehowę. Z reguły katechiści „świadków Jehowy” są dosyć odporni, ale tego co usłyszeli nie potrafili znieść i najnormalniej w świecie uciekli. Może ktoś powie: „I bardzo dobrze! Skutecznie uwolniła się od ich natręctwa! Prawdopodobnie nie przyjdą do niej już nigdy!”. Myślę, że najlepiej byłoby bronić swojej wiary rzetelną wiedzą biblijną i teologiczną, a nie wulgaryzmami. Kobieta, o której mówimy rozmawiała ze mną po tym wydarzeniu, chlubiąc się niemal swoim zdecydowaniem i hartem ducha na płaszczyźnie obrony wiary. Kiedy dowiedziała się, że Jehowa to imię Boga, zrobiła się bladozielona. Zaprzysięgała się, że „nie wiedziała”, że „do głowy by jej nie przyszło bluźnić Panu Bogu”, że „chciała dobrze” itd. „Nie wiedziała” – to prawda! Ale powinna wiedzieć! Twoja niewiedza religijna powoduje, że zamiast obrazu Boga, Szatan może ci namalować i sprzedać ohydną karykaturę Stwórcy. Musisz wiedzieć, co w takiej wizji – nierzadko serwowanej i nagłaśnianej przez media – jest bluźnierstwem, jest kłamliwym podszeptem diabła.
  • Innym przejawem działania Szatana w świecie współczesnym jest fałsz i kłamstwo. Wszak diabeł nazywany jest „ojcem kłamstwa” (zob. J8,44). Kłamią politycy dla utrzymania się przy sterze władzy; kłamią biznesmeni dla wymiernych zysków, kłamią handlowcy, aby sprzedać swój – często wcale nie nadzwyczajny – produkt; kłamią zwyczajni, szarzy ludzie – jak mówią: „dla dobra sprawy”… Kłamstwo stało się rakiem toczącym nasze społeczeństwo: napisy sporządzane małym drukiem na dole umów zawieranych przez nieświadomych podstępu ludzi; reklamy zachwalające rzeczy, które zalegałyby magazyny, bo są po prostu marne; informacje, które w istocie są dezinformacją; wojna w imię pokoju; ruchy pacyfistyczne, mające na celu przede wszystkim święty spokój i uzasadnienie bezczynności ich członków; zniewolenie seksualizmem, dostępnością narkotyków, manifestacją agresji w imię tzw. wolności człowieka itd. itd. itd. A wszystko zaczęło się tak niewinnie – od jednego kłamstwa w raju. Później wszystko poszło na zasadzie popchniętych kostek domina. Zawsze jednak można przerwać ten zwariowany łańcuch kłamstwa i obłudy, ale to wymagałoby od ciebie trudu i nierzadko bólu życia w prawdzie. Czy masz odwagę pójść taką drogą?
  • Jest jeszcze jeden bardzo widoczny przejaw działania Szatana w świecie współczesnym – to pesymizm. Wkrada się wszędzie: brak perspektyw na przyszłość, brak pokoju na świecie, zdziczenie obyczajów, brak bezpieczeństwa w naszym najbliższym otoczeniu, beznadziejność wysiłków na rzecz dobra i sprawiedliwości… Jesteśmy bombardowani wiadomościami: o kataklizmach, wojnach, atakach terrorystycznych, aferach… Od czasu do czasu człowiek odnosi wrażenie, jakby w ogóle nie było dobra na tym świecie. Bywa, że i Kościół, który z istoty swojej jest Wspólnotą nadziei, ulega pokusie pesymizmu. Papież Paweł VI tak o tym mówi: „…coś obcego naturze weszło w świat, by siać zamęt i niszczyć owoce soboru ekumenicznego, nie dopuszczając do tego, by Kościół na nowo wybuchnął hymnem radości, weszło przynosząc niepewność i zwątpienie, budząc niepokój i niezadowolenie” .

 

     2. „Piszę do was, młodzi, że zwyciężyliście złego   (1J1,13).

Gdybyśmy poprzestali na treści pierwszego punktu tego rozważania, nasza nadzieja na lepszą przyszłość zamiast odbudować się, zostałaby jeszcze bardziej nadwątlona. Jednak jest motyw, dla którego warto i można budować swój chrześcijański optymizm. „Zwycięstwo nad ‘władcą tego świata’ (J14,30) dokonało się raz na zawsze w Godzinie, w której Jezus dobrowolnie wydał się za nas na śmierć, 677 aby dać nam swoje Życie” . I dlatego żyjemy dziś wiedząc, że walka z Szatanem nie zawiera w sobie nieuchronności naszej klęski. „Pan, który zgładził wasz grzech i przebaczył wasze winy, jest gotowy strzec i chronić was przed zakusami diabła, walczącego z wami, aby nieprzyjaciel – źródło wszelkich przewinień – nie zaskoczył was. Kto powierza się Bogu, nie obawia się Szatana” . Jesteśmy tutaj, na pielgrzymce, aby napełnić się tą wiarą. Czas rekolekcji w drodze pozwolił nam także zasmakować prawdziwej chrześcijańskiej radości. Pamiętaj, że Bóg jest obecny nie tylko na pielgrzymim szlaku. On żyje i działa w pośrodku twoich spraw: radości, trudności, cierpienia… Nie daj się więc zastraszyć siłom zła! Zło zwyciężaj dobrem! Czy to możliwe, skoro Szatan tak mocno zaznacza swoją obecność w otaczającym nas świecie? Zdecydowanie Tak!!! „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz8,31). „Wiemy bowiem, że każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, lecz Narodzony z Boga strzeże go, a Zły go nie dotyka” (1J5,18n). Amen czyli „niech się tak stanie”.

1  Remigiusz Popowski, πειρασμός, dz. cyt., 481; zob. także Andrea Gasparino, dz. cyt., 49n.
2  Eugenio M. Sonzini, dz. cyt., 55.
3  Tamże.
4  Andrea Gasparino, dz. cyt., 52.
5  KKK 2849.
6  Eugenio M. Sonzini, dz. cyt., 56.
7  Orygenes, De oratione, 29.
8  KKK 2847.
9  KKK 2851n.
10  Paweł VI, Audiencja Generalna 15.11.1972.
11  Por. KKK 2849.
12  Vittorio Messori, Raport o stanie wiary. Rozmowa z Ks. Kardynałem Josephem Ratzingerem, Kraków – Warszawa – Struga, 1986, 117.
13  Tamże, 119.
14  André Frossard, 36 dowodów na istnienie diabła, Poznań 1988.
15  Tamże, 6.
16  Tamże, 11.
17   Paweł VI, Audiencja Generalna 15.11.1972.
18  Paweł VI, Audiencja Generalna 15.11.1972.
19  KKK 2853.
20  Św. Ambroży, De sacramentis, 5,30 (PL16,454AB).