Ks. Adam Bednarczyk – MODLITWA PAŃSKA

6. „CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO DAJ NAM DZISIAJ…” (Mt6,11)

Zanim przejdziemy do rozważań nad prośbą: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”, powróćmy jeszcze na chwilę do początku modlitwy. „…‘Ojcze nasz’ wyraźnie wyznacza trzy stopnie prowadzące człowieka do Ojca: ‘święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja’; są to stopnie często tak trudne do pokonania, nie zawsze przyjemne, ale wszystkie konieczne, aby człowiek wstąpił do Nieba” 1. Po wezwaniu, skierowanym do Boga – „Ojcze”, przeszliśmy szereg trzech modlitw („trzech stopni”), które odnosiły się do spraw Bożych – myślowo przebyliśmy drogę, o jakiej napisał jeden ze współczesnych teologów. Następne cztery prośby koncentrują się wprost na sprawach ludzkich. Jednakże i te błagania, zanoszone przez nas do Ojca, mają przede wszystkim na celu zbawienie człowieka. A więc, nawet jeśli drugą część „Modlitwy Pańskiej” rozpoczynamy od słów, które na pierwszy rzut oka sugerowałyby wyłącznie doczesne potrzeby ludzi, z którymi zwracają się do Boga, to i tak na naczelnym miejscu znajduje się idea Królestwa Bożego. „Chleb powszedni”, o który prosimy, ma być bowiem pokarmem, pozwalającym w sposób bardziej zdecydowany, z większym zaangażowaniem szukać i budować rzeczywistość Królestwa Bożego. Układ poszczególnych modlitw w „Ojcze nasz”, jak też ich wewnętrzna treść, są więc podporządkowane wezwaniu Chrystusowemu, skierowanemu do uczniów, pragnących naśladować swojego Mistrza: „Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a [...] wszystko będzie wam dodane” (Mt6,33).

     1. „Proście, a będzie wam dane…” (Mt7,7).

Dobrze jest przypomnieć, na początku kolejnego wezwania „Modlitwy Pańskiej”, zasadę, którą Chrystus wskazał swoim uczniom jako złotą regułę chrześcijańskiego życia: „szukać najsamprzód Królestwa Bożego!”. Wszystko inne musi być podporządkowane tej idei. Często mamy tendencje do przewartościowywania płaszczyzny naszych doczesnych aspiracji, zapominając – bądź marginalizując – dobra duchowe, o jakie powinniśmy się starać. Kiedy wierzący modli się słowami „Ojcze nasz”, niewiele uwagi poświęca pierwszym wezwaniom. Gdy natomiast przechodzi do prośby o „chleb powszedni”, nagle przebudza się jego ospała dotąd wyobraźnia i dopiero wtedy ma Bogu wiele do powiedzenia. Myślę, że są i tacy, którzy chętniej niż o „chleb powszedni” prosiliby o: zasobne konto w banku; nowy, luksusowy samochód; wspaniały dom w ciekawym miejscu; prestiżową pozycję społeczną; dobrze płatną pracę; prawdziwą miłość… itd. itd. itd. No właśnie, można się zapomnieć w tworzeniu tej listy. Właściwie całe obecne rozważanie mogłoby zostać poświęcone na wyliczanie wszelakich potrzeb i naszych – wydawałoby się – uzasadnionych oczekiwań. Czy jednak wszystkie te błagania mają u podstaw ogromne pragnienie nieba, czy też są natarczywym wołaniem o to, by Pan Bóg – w cudowny sposób – pomógł nam budować na tej ziemi nie namiot pielgrzyma, ale zamek kogoś, kto chciałby się tu osiedlić na wieki??? Zostawiam to pytanie bez odpowiedzi, choć narzuca się ona sama aż nadto wyraźnie.

Jest w błędzie ten, kto sądzi, że Bóg nie interesuje się całością ludzkiego życia – zarówno jego płaszczyzną duchową, jak też materialnymi potrzebami człowieka. Jednak w tym, o co prosimy musimy przejść proces dojrzewania. Polega on na: dorastaniu do świadomego i roztropnego rozpoznawania tego, co służy naszemu zbawieniu; kształtowaniu gotowości do twórczej współpracy z Bogiem w osiąganiu upragnionych przez nas wartości; pogłębianiu ufności w to, że Bóg pragnie udzielać nam swoich darów; wyćwiczeniu się w cierpliwym budowaniu dóbr, o które prosimy Boga na modlitwie.

     2. „Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą” (Mt7,11).

Być może wielu z was problem zasygnalizowany w cytacie biblijnym wyda się prosty. „To oczywiste! Jeśli Bóg pragnie ofiarować mi to, co dobre – jestem gotowy i otwarty na przyjęcie Jego daru”. Czy aby na pewno?! Bywa, że Ojciec proponuje nam autentyczne wartości, wiodące człowieka do zbawienia, ale my ich nie rozpoznajemy i natarczywie domagamy się czegoś, czego nigdy od Niego nie otrzymamy. Dlaczego? Bo nie służyłoby to osiągnięciu przez nas nieba. Przykładem może być obraz małego dziecka, które czuje się nieszczęśliwe i zbuntowane, bo rodzice – w jego mniemaniu okrutni i nieczuli – nie chcieli pozwolić mu na zabawę czajnikiem z wrzącą wodą. A taki był ładny i ciekawy, kiedy wyrzucał z siebie kłęby pary i gwizdał jak szalony. Doskonale rozumiemy, że kiedy opiekunowie malca mówią mu w takiej sytuacji zdecydowane: „Nie!!!”, to jest to wyraz obiektywnej troski i pragnienia dobra dla dziecka, a nie sadyzm. Musimy uświadomić sobie fakt, że przed Panem Bogiem jesteśmy jak małe dzieci, które nie potrafią rozpoznać do końca co jest dla nich pożyteczne, a co zagraża ich bezpieczeństwu. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli człowiek wierzący układa swoje życie w zgodzie z Ewangelią, szuka woli Pana Boga, konsekwentnie i wytrwale dąży do świętości, zyskuje coraz większy udział w mądrości Ojca, który wie, co jest dobre i pragnie to dać swoim dzieciom. Ludzie pozostający w takiej szczególnej komunii z Bogiem uczą się stopniowo, aby w swoich modlitwach prosić Go nie o pozorne dobra, ale o autentyczne wartości, wiodące do zdobycia Królestwa Bożego.

    3. „Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracujcie tak, jakby wszystko zależało od was” 2 (Św. Ignacy Loyola).

„Ojciec, który daje nam życie, nie może nam nie dać 2633 pokarmu koniecznego do życia, ‘stosownych’ dóbr materialnych i duchowych. W   Kazaniu na Górze Jezus podkreśla tę synowską ufność współdziałającą z Opatrznością naszego OjcaPor. Mt 6, 25-34.. Nie zachęca nas do jakiejś biernościPor. 2 Tes 3, 6-13., lecz chce nas wyzwolić od wszelkich niepokojów i kłopotów” 3. Przytoczone teksty, zarówno słowa przypisywane św. Ignacemu Loyoli, jak również fragment zaczerpnięty z Katechizmu Kościoła Katolickiego, ukazują nam drugą bardzo ważną zasadę, która obowiązuje, gdy wołamy do Ojca w modlitwie błagalnej. Bóg pragnie udzielić nam swoich darów, ale zdecydowanie domaga się od nas współdziałania z Jego łaską. Trzeba więc użyć wszystkich talentów, jakie zostały nam dane przez Stwórcę. Absolutnie nie wolno zwalniać się od wysiłku intelektualnego. Należy uruchomić ludzką zaradność. Wtedy dopiero można mieć ufność, że otrzymamy to, o co prosimy Boga. Dobrze obrazuje tę sytuację opowieść o pewnym człowieku, który chciał się bezgranicznie oddać Bożej Opatrzności. Kiedy teren, zamieszkiwany przez niego zalały wody powodzi, wyszedł na dach i oddając się opiece Stwórcy, oczekiwał na wybawienie, które przyjdzie „z góry”. W międzyczasie podpłynęli do niego ludzie i zaproponowali, że zabiorą go do łodzi. Ratunek był w zasięgu ręki, ale człowiek odmówił, gdyż postanowił dalej oczekiwać na cud – szczególną interwencję samego Boga. Kiedy później, stanąwszy przed sądem Bożym, zaczął czynić Bogu wymówki, zarzucając Mu, że nie przybył, aby go uratować, Bóg powiedział do Niego: „To ja przysłałem ci ludzi z łodzią. Trzeba było korzystać z tej możliwości wybawienia, a nie oczekiwać na rzeczy niezwykłe!” Czasami jesteśmy jak ów człowiek z opowiadania: ze względu na szczególne lenistwo, na wygodnictwo, infantylnie dyspensujemy się od logicznego myślenia i przewidywania biegu rzeczy, od wysiłku i normalnej, ciężkiej pracy, od ewentualnych trudności i cierpienia, i czekamy na cud. On się nie zdarzy, bo Pan Bóg, czyniąc go niejako na zamówienie zgodziłby się tym samym odgrywać rolę kuglarza. Nie możemy się tego po Nim spodziewać!

     4. „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie” (Mt21,22).

Wracamy do tematu, który został już zasygnalizowany we wstępie do naszych rozważań nad „Modlitwą Pańską”. Modlitwa prośby, jaką w różnych potrzebach – duchowych oraz materialnych – zanosimy do Ojca, domaga się naszej wiary. Błagać Boga nie wierząc, że można od Niego otrzymać konkretną łaskę, byłoby kuszeniem Go. Ale pomyślcie sami, czy nasza modlitwa często nie wygląda w taki właśnie sposób? Prosimy Boga tak na wszelki wypadek, asekuracyjnie, bo to przecież nie zaszkodzi, bo to już „ostatnia deska ratunku” w naszych trudnych i powikłanych sprawach, których nie potrafiliśmy rozwiązać swoimi siłami. Być może nasze błagania przypominają nieco wołanie ojca, wstawiającego się za swoim synem, zniewolonym przez ducha nieczystego: „…jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!” (Mk9,22). Jezus karci zdesperowanego rodzica za brak ufności następującymi słowami: „’Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy’. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: ‘Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!’” (Mk9,23n). To właśnie zrodzona w tym człowieku – na skutek spotkania z Jezusem – wiara stała się podstawą otrzymania łaski, o którą prosił. Jezus zachęca również nas do obudzenia w sobie nadziei na spełnienie naszych błagań z jakimi zwracamy się do Ojca: „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie” (Mt21,22).

Chrystus pragnie, abyśmy zanosili nasze modlitwy do Boga „w Jego imię” (zob. J15,1-17). Oznacza to, że Jezus jest jedynym Pośrednikiem, który może z mocą i skutecznie orędować za nami przed Ojcem. Określenie: „prosić w Jego imię”, wyraża jednak coś więcej. Akcentuje ono konieczność łączenia się z Jezusem w modlitwie; zastanawiania się czy to, o co błagamy Ojca, podobałoby Mu się czy też nie; refleksji, na ile nasza prośba zgodna jest z Jego wolą.

     5. „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…” (Mt6,11).

Jezus uczy nas, poprzez słowa tej prośby „Ojcze nasz”, abyśmy potrafili się koncentrować na teraźniejszości – na chwili, którą Bóg daje nam „tu i teraz”. Szalenie niebezpieczne jest uprawianie religijnego marzycielstwa: „Boże pomóż mi przezwyciężyć nieczystość w moim życiu!”; „Zrób, żebym stał się świętym!”; „Daj, aby moja rodzina była prawdziwą wspólnotą miłości i żeby nigdy, nic nie zmąciło jej spokoju!”; „Obdarz naszych bliskich zdrowiem i spraw, aby nic złego ich nie spotkało!”; „Uwolnij mnie od nałogu!” itd. Wszystkie te prośby – zrozumiałe i dobre same w sobie – mogą jednak przenosić nas w nieokreśloną przyszłość, którą Bóg zbuduje bez naszego udziału i wysiłku. Takie wołanie można oddać obrazem z życia wziętym. Dziecko prosi swego rodzica o pomoc w odrobieniu zadania domowego z matematyki. Oczywiście, mentalność lenia podpowiada mu, że jeśli da tacie lub mamie do zrozumienia, iż nie poradzi sobie z zadaną pracą domową, rodzice napiszą ją za swoje dziecko i zwolnią je w ten sposób od trudu nauki. Mądry ojciec / mądra matka nie popełnią jednak takiego błędu. Jeśli ich dziecko nie nauczy się i nie zrozumie jednej, drugiej, którejś z kolei lekcji, nie zaliczy sprawdzianu, nie zda matury, nie dostanie się na studia… Pozostaje więc mozolna praca, wykonywana dzień po dniu, w której rodzice mogą co najwyżej towarzyszyć dziecku i tylko od czasu do czasu interweniować w wyraźny sposób. Inaczej przyczynią się do wychowania człowieka życiowo niepełnosprawnego.

Tak naprawdę, wypowiadając prośbę: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”, błagamy o to, co jest nam potrzebne, abyśmy przetrwali do dnia jutrzejszego (to jedno z możliwych tłumaczeń rozważanej przez nas modlitwy). Wybieganie przez nas w nieokreśloną przyszłość i błaganie, żeby Bóg już teraz nam zagwarantował spokój, bezgrzeszność, prawdziwą miłość, bogactwo, prowadzi do zwalniania siebie z trudu, z odpowiedzialności, z wysiłku… Żyjąc w ten sposób możemy doświadczyć bardzo głębokiej alienacji – znajdując się bowiem w konkretnym czasie i konkretnym miejscu będziemy ciągle gdzieś indziej. Natomiast Chrystus pragnie, abyśmy swoje problemy życiowe – także te z płaszczyzny duchowej – rozwiązywali „krok po kroku” – „z dnia na dzień”. To właśnie znaczą słowa: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”.

     6. „Chodzi o ‘nasz‘ chleb, ‘jeden‘ dla ‘wielu‘” 4.

„Obecność na świecie tych, którzy głodują z braku chleba, ukazuje jeszcze inny wymiar tej prośby. Dramat głodu w świecie wzywa chrześcijan modlących się w prawdzie do czynnej odpowiedzialności wobec braci, zarówno w postawie osobistej, jak i w ich poczuciu solidarności z całą rodziną ludzką” 5. Chrystus bardzo wyraźnie daje nam do zrozumienia, że prośba o „chleb powszedni” jest błaganiem w imieniu całej ludzkości. Zawiera ona nie tylko nadzieję, że Bóg zapewni wszystkim niezbędne pożywienie i środki do życia, ale wyraża jednocześnie nasze oczekiwanie, iż Ojciec rozdzieli to, co potrzebne, według Swego Boskiego rozeznania. Musimy mieć jednak głęboką świadomość misji do jakiej, na tej płaszczyźnie, jesteśmy powołani. Mamy stać się przedłużeniem rąk Ojca, który – przez nas i z naszą pomocą – pragnie udzielić całej ludzkości swoich darów.

Mówiliśmy już w rozważaniach o znaczeniu użycia liczby mnogiej w prośbach „Ojcze nasz”. Podobne zadanie ma spełnić zastosowanie liczby mnogiej zaimków dzierżawczych np. „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”. To, co Opatrzność Boża daje ludzkości – „nasz chleb” (nie „mój”, ani nie „twój”!!!) – powinno być rozdzielane w sposób roztropny i sprawiedliwy pomiędzy wszystkich. Niedopuszczalnym skandalem jest fakt istnienia setek milionów głodujących we współczesnym świecie. Jest to skandal tym bardziej bolesny, że na naszym globie żyje ponad miliard chrześcijan. To nie Bóg zawiódł w dostarczaniu człowiekowi dóbr potrzebnych do przetrwania, to my ludzie – w sposób szczególny chrześcijanie – nie potrafimy dzielić się tym, co od Niego otrzymujemy, aby nikt nie musiał umierać z głodu i zimna. Wołanie, skierowane do Ojca: . „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”, ma się więc stać nie tylko prośbą o zabezpieczenie naszych, najbardziej niezbędnych potrzeb. Ono ma być wyrzutem i mobilizacją do rachunku sumienia z praktycznego wymiaru miłości bliźniego. Taka rewizja życia musi z kolei owocować konkretną przemianą w patrzeniu na drugiego człowieka i jego potrzeby. Jeśli nie zaczniemy dzielić się tym, co Bóg dał nam, jako „‘nasz’ chleb, ‘jeden’ dla ‘wielu’” 6, nie mamy prawa nazywać się chrześcijanami – uczniami Chrystusa 7.

 

7. „…I PRZEBACZ NAM NASZE WINY, JAK I MY PRZEBACZAMY TYM, KTÓRZY PRZECIW NAM ZAWINILI” (Mt6,12)

Bardzo często zdarza się nam – ludziom wierzącym – wypowiadać słowa tej prośby „Ojcze nasz” bez odpowiedniego zastanowienia i głębszej refleksji. A to wielki błąd! Błaganie o przebaczenie naszych win, kierowane z pokorą do Ojca miłosierdzia, jest bowiem modlitwą szalenie niebezpieczną! Właśnie tak! Nie pomyliłem się ani trochę! „Powinno wzbudzać w nas przerażenie to, że strumień miłosierdzia nie może przeniknąć do naszego serca tak długo, jak długo nie przebaczyliśmy naszym winowajcom. Miłość, podobnie jak Ciało Chrystusa, jest niepodzielna: nie możemy miłować Boga, którego nie widzimy, jeśli nie miłujemy brata i siostry, których widzimyPor. I J 4, 20.. Gdy odmawiamy przebaczenia naszym braciom i siostrom, nasze serce zamyka się, a jego zatwardziałość sprawia, że staje się ono niedostępne dla miłosiernej miłości Ojca; przez wyznanie grzechu nasze 1864 serce otwiera się na Jego łaskę” 8. Po wielokroć zastanawiamy się dlaczego nasze życie duchowe naznaczone jest jakimś bolesnym odczuciem braku dynamizmu – apatią i marazmem. Nosimy w sobie nieokreślone przeświadczenie napiętnowania grzechem – nawet wtedy, gdy skorzystaliśmy z łaski sakramentu pokuty i pojednania. Dlaczego tak się dzieje? Być może odpowiedź znajduje się w treści prośby o przebaczenie naszych grzechów. Trzeba jednak wypowiedzieć ją z uwagą – aż do samego końca! „Zgodnie z drugą częścią zdania nasza 1933 modlitwa nie będzie wysłuchana, jeśli najpierw nie odpowiemy na pewne wymaganie. Nasza prośba jest zwrócona ku przyszłości, a nasza odpowiedź powinna ją poprzedzić; słowem wiążącym te dwie części jest 2631 wyrażenie ‘jako’” 9. Wymaganie, o którym wspomina Katechizm Kościoła Katolickiego, polega na konieczności darowania przewinień, jakie bracia popełnili względem nas. Skoro bowiem przyzywamy miłosierdzia Ojca i prosimy, aby okazał się litościwy dla nas na taką miarę w jakiej my okazujemy się wielkoduszni wobec bliźnich, to naturalną konsekwencją takiej modlitwy staje się walka o odwzorowanie w naszych relacjach z braćmi przebaczającej miłości Ojca, który bogaty jest w miłosierdzie (por. Ef2,4).

     1. „…przebacz nam nasze winy…”

Słowo wina w greckiej terminologii biblijnej wyrażone jest poprzez pojęcie długu 10. Bóg stwarzając świat i osadzając w nim człowieka chciał, by ten reprezentował Go wobec całego stworzenia. Dlatego wyposażył ludzi w rozumność, wolność, umiejętność kochania… Te i inne talenty, jakie człowiek otrzymał od Stwórcy, domagają się dobrego wykorzystania – pomnożenia. Obserwując sytuację w Polsce za pośrednictwem mediów, dowiadujemy się od czasu do czasu, że jakieś przedsiębiorstwo znajduje się w stanie upadłości, ponieważ nie otrzymało od banku kredytów niezbędnych do kontynuacji produkcji i wywiązania się w ustalonym czasie z przyjętych na siebie zobowiązań. Bywa również, że podobnych kredytów potrzebują ludzie startujący dopiero w samodzielne życie i próbujący zaistnieć na płaszczyźnie przedsiębiorczości. Zarówno w jednym, jak i w drugim, przypadku zaufanie kredytodawcy stanowi fundament bądź przetrwania, bądź rozwoju dla kredytobiorcy. Z jednej więc strony potrzebna jest wiara tego, kto odważa się zainwestować swój kapitał w jakieś – nierzadko ryzykowne – przedsięwzięcie, z drugiej zaś niezbędnym staje się roztropność i życiowa zaradność tych, którzy otrzymują jedyną w swoim rodzaju szansę na osiągnięcie życiowego sukcesu. Prawdopodobnie zastanawiasz się teraz Droga Siostro, Drogi Bracie, jaki jest cel tego przyspieszonego kursu ekonomii i przedsiębiorczości, i dlaczego tu na pielgrzymce, zamiast o sprawach Bożych, mówimy o kredytach, inwestycjach, kapitale itp. W gruncie rzeczy obraz banku, udzielającego komuś kredytu na rozpoczęcie bądź kontynuację działalności, dobrze oddaje ludzką zależność od Stwórcy. Bez naszych próśb i konieczności przedstawiania planów koncepcyjnych udzielił nam kredytu. Zaryzykował, oddając w nasze ręce stworzony przez Siebie świat. Zainwestował w nas, jak w największy skarb, czyniąc nas podobnymi do Siebie. Można więc, w związku z tym, zaryzykować stwierdzenie – sięgając do obrazów współczesnej nam rzeczywistości – że człowiek żyje ciągle „na kredyt”. To Bóg jest kredytodawcą, a my korzystamy z Bożego kapitału, jaki został w nas złożony. Stwórca zainwestował w ludzi i oczekuje, iż ta inwestycja – zarówno w skali jednostek, jak i całej wspólnoty ludzkiej – przyniesie wymierny skutek. Oczywiście, nie chodzi tutaj o zysk, jaki może osiągnąć współczesny kapitalista, którego – tak naprawdę – niewiele obchodzi los ludzi pomnażających jego własną fortunę. Bóg pragnie, aby obdarowany przez niego człowiek mógł cieszyć się komunią z Nim – mógł zostać zbawiony.

Aby odbić się od płaszczyzny ekonomii i sięgnąć do istoty naszych rozważań spróbujmy przypomnieć sobie pewien obraz ewangeliczny, zaczerpnięty z nauczania Jezusa Chrystusa – chodzi o przypowieść „O nielitościwym dłużniku” (Mt18,23-35). Jest w niej ukazana sytuacja ewidentnej winy dwóch ludzi. Poprzez swoją lekkomyślność, nieroztropność, brak zaradności życiowej, zaciągnęli poważne długi. Obydwaj są zadłużeni, tyle, że długi ich mają nieporównywalną wartość. Pierwszy z nich jest winien swojemu panu dziesięć tysięcy talentów (talent ~ 32 kg złota lub srebra; 10000 talentów to ~ 320000 kilogramów kruszcu). „Suma zupełnie niewyobrażalna! Pięć prowincji Palestyny płaciło Rzymowi 800 talentów podatku łącznie!” 11. To zadłużenie obrazuje należność, którą – z racji na swoje grzechy – każdy człowiek winien jest Panu Bogu. Czasami rodzi się w nas pokusa, aby tych potencjalnych dłużników Pana Boga szukać wokół siebie – na zewnątrz. Nic bardziej złudnego! Ten, całkowicie zależny od swego pana, człowiek z Jezusowej przypowieści symbolizuje bowiem każdego z nas. Ze względu na nasze nieprawości zasługujemy na surową karę. Tak bardzo dosadnie wyraża to zamiar powzięty przez gospodarza z Ewangelii Mateuszowej: „… pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać” (Mt18,24). Niewypłacalny sługa poprzez swoje długi zszedł do poziomu niewolnika. Takiemu człowiekowi – na jego prośbę – pan darowuje dług i darzy go na powrót wolnością. Czy masz świadomość, że ten niezwykły cud powtarza się również po wielokroć w twoim życiu? Kiedy zbliżasz się skruszony do kratek konfesjonału, Bóg pochyla się nad tobą i jest gotowy przebaczyć ci nawet największe winy, darować niespłacalne – po ludzku rzecz biorąc – długi. Przychodzisz jako dłużnik, życiowy bankrut, nieudacznik, który roztrwonił kapitał złożonych w nim, Bożych talentów… Odchodzisz jako człowiek uwolniony od długów, jakie cię obciążały. Jednak to nie wszystko! Bóg znowu udziela ci kredytu Swojej łaski. Ufa ci, jakby zapominając o twojej słabości, grzeszności, nieporadności…

   2. „my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili”.

Nie wiem, czy w czasach „nielitościwego dłużnika” istniała gra porównywalna z naszym TOTO – LOTKIEM. Niezależnie jednak od tego, człowiek, któremu darowano dług w postaci 320 ton złota, powinien poczuć się, jakby trafił szóstkę w zakładach, w których pula przeznaczona na główną wygraną skumulowała się przynajmniej kilkakrotnie. Ktoś taki nie tylko w czasach Chrystusowych, ale także dzisiaj postrzegany byłby jako szczęśliwiec. Czymś na wskroś naturalnym staje się w takiej sytuacji radość. Być może doświadczyliście czegoś podobnego w swoim życiu: spełniły się marzenia o nowym mieszkaniu; zostały zrealizowane plany dotyczące waszego życia rodzinnego; sprostaliście wyzwaniom związanym z przebrnięciem przez trudny tok studiów; odwzajemniona została miłość, którą żywiliście do drogiej sobie osoby… Człowiek, doświadczając wielkiej radości, podobny jest w takich sytuacjach do naczynia, które nie potrafi pomieścić w sobie zawartości i wtedy zaczyna się ona przelewać na zewnątrz. Właśnie w taki sposób nasze szczęście staje się udziałem otaczających nas ludzi. Czymś zupełnie zrozumiałym jest fakt, że ludzie szczęśliwi nie mogą znieść smutku i przygnębienia braci, że próbują dzielić się swoim szczęściem z tymi, którzy nie posiadają nadziei. Jakże inną postawę przyjmuje wobec swego brata człowiek z Jezusowej przypowieści. Jego dłużnik zaciągnął dług o wartości stu denarów (wartość stu dni pracy fizycznej). Jest to suma niewątpliwie duża, ale nie w porównaniu z dziesięcioma tysiącami talentów. Wierzyciel nie chciał darować zadłużenia pomimo tego, że przed momentem doznał łaski z ręki swojego pana. Czy w wielu sytuacjach nie jesteśmy podobni do „nielitościwego dłużnika”? Doświadczamy Bożego miłosierdzia, cieszymy się z oczyszczenia, jakie staje się naszym udziałem w sakramencie pokuty i pojednania, czujemy jak z naszego serca spada przysłowiowy „kamień”, i tak łatwo zapominamy ile nam darowano, i tak prosto przychodzi nam osądzać braci, uwikłanych w problemy podobne do naszych oraz zmagających się z grzechami, które przed chwilą jeszcze obciążały nasze sumienie. „Świadomość, że jesteśmy zwykle wzajemnie wobec siebie dłużnikami, idzie w parze z wezwaniem do tej braterskiej solidarności, której św. Paweł dał wyraz w zwięzłym wezwaniu: ‘Jeden drugiego brzemiona noście’ (Ga6,2)” 12.

  3. „przebacz nam [...], jak i my przebaczamy”.

„Jeśli to my układalibyśmy ‘Ojcze nasz”, prawdopodobnie powiedzielibyśmy tak: ’Ojcze, przebacz nam nasze winy, nawet jeśli nam nie uda się przebaczyć innym’. Ale stwierdzenie Jezusa jest kategoryczne: należy przebaczać! Nawet jeśli wielka jest cena tego przebaczenia” 13. Trzeba powiedzieć więcej. Jesteśmy zobowiązani do przekreślenia grzechów bliźnich, którzy zawinili względem nas, zanim odważymy się sięgać po dar Ojcowskiego miłosierdzia! „Nasza prośba jest bowiem zwrócona ku przyszłości, a nasza odpowiedź powinna ją poprzedzić” 14. Przebaczenie więc, jakiego mamy udzielić braciom staje się nie tylko warunkiem uwolnienia od długu grzechów, jaki zaciągnęliśmy wobec Boga, ale bardzo konkretną miarą naszych oczekiwań w odniesieniu do rzeczywistości Bożego miłosierdzia. To niezwykły paradoks. Pismo Święte jest bowiem przepełnione wezwaniami skierowanymi do człowieka, zobowiązującymi go do naśladowania Boga w Jego miłości (por. J15,12), świętości (zob. Mt5,48), miłosierdziu (por. Łk6,36)… Modlitwa prośby: „przebacz nam [...], jak i my przebaczamy”, jest natomiast wezwaniem skierowanym do Boga, aby naśladował człowieka, pochylającego się z miłością nad nędzą i ułomnością współbraci. Tak pięknie komentuje tę rzeczywistość jeden z Ojców Kościoła: „Bóg chce, aby twoje zachowanie było przykładne, zachęca nas, byśmy Go naśladowali. Przyjdź, Panie, chociaż ja jestem biednym żebrakiem a Ty wielkim Królem Wszechświata, byłem jednak miłosierny, naśladuj w miłosierdziu Twego ubogiego sługę” 15.

Warto w tym miejscu dotknąć jeszcze tematu skuteczności modlitwy. Nasze zwracanie się do Boga w różnych potrzebach musi być bowiem oparte na fundamencie przebaczenia. „A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze” (Mk11,25). Bóg pragnie, aby Jego dzieci stanowiły doskonałą jedność. O to prosił Ojca Jezus Chrystus w czasie Ostatniej Wieczerzy (zob. J17,20-26). Jako jeden Kościół, wierzący mogą zanosić do Boga swoje modlitwy, ufając, że zostaną one wysłuchane. Skoro jesteśmy tak bardzo rozbici, tak boleśnie podzieleni, czy mamy prawo spodziewać się wysłuchania błagań, z którymi zwracamy się do Ojca? W tej jakże trudnej kwestii wyraźne światło daje nam Papież Jan Paweł II. Jest on apostołem jedności wśród chrześcijan, pokoju między wyznawcami wszelkich religii, dialogu w ogromnej rodzinie ludzkiej. Tyle razy – narażając się na krytykę nawet ze strony ludzi wierzących – prosił o przebaczenie za dawne i dzisiejsze winy Kościoła. Wiele razy w imieniu chrześcijan przebaczał tym, którzy wobec religii Chrystusowej zawinili. Jeśli w naszym codziennym życiu będziemy próbowali postępować, tak jak on, śladami miłości przebaczającej, możemy mieć nadzieję na odpuszczenie naszych win oraz ufność w wysłuchanie błagań z jakimi zwracamy się do „naszego Ojca, który jest w niebie”.

1  Eugenio M. Sonzini, dz. cyt., 45.
2  Zob. J. De Guibert, La spiritualite de la Compagnie de Jesus. Esquisse historique, Romae 1953, 137.
3  KKK 2830; por. tamże,  2834.
4  Tamże, 2833.
5  Tamże, 2831; zob. tamże,  2829, 2832.
6  Tamże, 2833.1
7  Zob. Andrea Gasparino, dz. cyt., 39.
8  KKK 2840.
9  Tamże, 2838.
10  Zob. Remigiusz Popowski,  ̉οφείλημα, dz. cyt., 452.
11  Andrea Gasparino, dz. cyt., 42.
12  Jan Paweł II, Dives in misericordia 14.
13  Andrea Gasparino, dz. cyt., 46n.
14  KKK 2838.
15  Św. Grzegorz z Nyssy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.