Ks. Adam Bednarczyk – MODLITWA PAŃSKA

4. „NIECH PRZYJDZIE TWOJE KRÓLESTWO” (Mt6,10) 

Pierwsze trzy prośby „Modlitwy Pańskiej”, poprzez sposób sformułowania, sprawiają wrażenie, jakby ich realizacja zależała tylko i wyłącznie od zaangażowania Boga. Jednak słowa: „niech przyjdzie Twoje królestwo”, podobnie jak poprzedzające je: „…niech się święci imię Twoje!” i następujące po nich: „niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak w niebie”, mimo, że wyraźnie są wołaniem o konkretne Boże działanie, stanowią również wyzwanie dla tego, kto chciałby je wypowiadać bez wewnętrznego zakłamania i hipokryzji. Przyjrzeliśmy się już dokładniej pierwszej spośród modlitw, zawartych w „Ojcze nasz” i – mam nadzieję – odczytaliśmy ukryty w niej, element powinnościowy w postaci zobowiązania do wysiłku, aby imię Boga było uświęcone, tzn. uszanowane. Teraz czas, żeby przedmiotem naszych refleksji uczynić drugą prośbę: „niech przyjdzie Twoje królestwo” i zastanowić się do czego, zgodnie z Bożym zamysłem, zobowiązuje treść tej modlitwy, kierowanej przez nas do Ojca.

     1. „Homo viator” czyli konieczność doświadczenia przez wierzących statusu pielgrzyma.

„W naszej wędrówce po tym świecie, w walce na ziemi nie budujemy domów, gdzie moglibyśmy zamieszkać, lecz namioty, które będziemy mogli opuścić bez żalu. Wkrótce powędrujemy do Ojczyzny, do naszego miasta, do siedziby naszej wieczności” 1. Przyznaj, Drogi Bracie, Droga Siostro, że pątnicza wędrówka pomaga inaczej spojrzeć na codzienność naszego życia. W trakcie pielgrzymki – zarówno tej do Częstochowy, jak tej, która ma nas zaprowadzić do Ojczyzny Niebieskiej – doświadczamy bowiem pewnego dyskomfortu. Pomaga on uzmysłowić sobie bardzo istotną prawdę, która mówi, że podczas pątniczej wędrówki nie jesteśmy „u siebie”. Człowiek, mający świadomość tego, myśli z utęsknieniem o celu, do jakiego zmierza. I chociaż status drogi – od czasu do czasu – może przynosić pielgrzymującemu wiele radości, to jednak nie do pomyślenia byłoby marzenie, aby stan ten trwał na zawsze. Doskonale rozumieją mnie ci, którzy ciężko znoszą trudy wędrówki na Jasną Górę i z ogromnym napięciem oczekują odpoczynku, zadając sobie pytania: czy nie zostanie on skrócony?; czy znajdzie się coś do jedzenia , picia?; czy uda się zgromadzić wokół siebie grupę ludzi bliskich, która razem z nimi wyruszyła na pielgrzymi szlak?… Wiele pytań ciśnie się, gdy pielgrzymka dochodzi na nocleg: jak szybko uda się odszukać bagaż?; czy nie zabraknie miejsc noclegowych?; czy przyjedzie ktoś z domu?… Kiedy rano – mimo zmęczenia i senności, trzeba wyjść na szlak, znowu przychodzi niepokój: czy uda się na czas złożyć namiot i znaleźć choćby łyk gorącej herbaty?; czy dzisiejszy etap nie okaże się zbyt trudny?; czy druga para butów będzie choć trochę wygodniejsza niż ta, przez którą wczoraj „wzbogaciliśmy się” o kilka odcisków?… Wszystko to pokazuje, że chociaż pielgrzymka jest wspaniałą przygodą – niezapomnianym czasem, to i tak po kilku dniach zaczynamy myśleć z utęsknieniem i o osiągnięciu celu pątniczej drogi, i o powrocie do domu, gdzie czujemy się bezpieczni, możemy korzystać z tzw. normalnych, przysługujących człowiekowi warunków, gdzie nie przeżywamy oddalenia najbliższych – gdzie po prostu „jesteśmy u siebie”.

Z różnych scen rodzajowych, które dane mi było widzieć w trakcie pielgrzymowania do Częstochowy, zapadła w moją pamięć i taka: w przydrożnym rowie siedziała młoda dziewczyna – lat może czternaście lub szesnaście. Obok niej leżały, porozrzucane w nieładzie, rzeczy wysypane z małego plecaka. Na jej stopach – bez butów – pod warstwą bandaży można było domyślić się solidnych i grubych opatrunków. Łzy ciekły jej po policzkach jak przysłowiowy groch. W rękach trzymała chustkę do nosa i szlochając – bardziej serio niż żartem – błagała: „Mamusiu kochana! Przyjedź i zabierz mnie stąd! Mam już dość!”. Nie potrafię powiedzieć jak często możecie brać udział w podobnych scenach w czasie naszej pątniczej drogi, ale – niezależnie od tego – myślę, że płynie z nich głęboka nauka. Człowiek źle znosi sytuacje odkrywające jego kruchość, tymczasowość, brak dostatecznego bezpieczeństwa czy normalnych warunków życia. Prośba młodej dziewczyny, którą przytoczyłem przed chwilą jest bardzo podobna do błagań, jakie kierowali ku Chrystusowi pierwsi chrześcijanie: „Marana tha – Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap22,20). Błaganie o nadejście Królestwa Chrystusowego znajdujemy również w „Didache” czyli „Nauce Dwunastu Apostołów”, dostępnej dla nas pod postacią pieśni „Dziękujemy Ci, Ojcze nasz”. Śpiewamy tam na zakończenie: „Pomnij, Panie na Twój Kościół i wybaw go od wszelkiego złego, i doprowadź go w miłości Swojej do królestwa Twego. Niechaj przyjdzie Twa łaska i niech przeminie ten świat…” 2. Tak    prosili Jezusa pierwsi chrześcijanie, mając świadomość i doświadczenie tego, że nie są jeszcze w domu Ojca – że nie znajdują się jeszcze „u siebie”. Kiedy dzisiaj wypowiadam słowa: „niech przyjdzie Twoje królestwo”, muszę mieć w sobie coś z tej świadomości pielgrzyma – nie tylko tu na pątniczym szlaku, ale również w codzienności mego życia. Nie jestem tutaj po to, by budować swoje trwałe szczęście – zbawienie w ramach tej ziemi. Przechodzę przez nią tylko – jak wędrowiec – doświadczając różnego rodzaju niewygód i spoglądając ku mojemu domowi, który znajduje się w Królestwie Niebieskim. Czy naprawdę o tym myślisz prosząc Boga: : „niech przyjdzie Twoje królestwo”?

     2. „Niewielkie [...] utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku…” (2Kor4,17).

Wspomniałem już o podobieństwie, które można zaobserwować pomiędzy pątniczą drogą, jaka wiedzie na Jasną Górę, a pielgrzymką życia, dzięki której mamy osiągnąć Królestwo Boże. Jest zupełnie naturalne, że im więcej trudności i niewygód przychodzi nam znosić na częstochowskim szlaku, tym bardziej myślimy o domu – tym chętniej do niego wracamy. Podobnie powinno być z naszym doświadczeniem cierpienia, niezrozumienia, niespełnienia na płaszczyźnie doczesności. Im więcej ziemskich przeciwności, tym mocniejsze powinno być pragnienie nieba, gdzie wszystkie uciążliwości statusu drogi przestaną być naszym udziałem. Od strony logicznej rozumowanie to jest całkiem poprawne, ale – niestety – życie idzie swoim torem. Buntujemy się, gdy nasze ziemskie plany nie mogą być zrealizowane, bo często są to jedyne plany, jakie posiadamy. Denerwujemy się, kiedy ludzie: rodzina, przyjaciele, politycy, ekonomiści, idole tego świata, zawodzą nasze nadzieje i oczekiwania – czasem jedyne, które w nas jeszcze drzemią. Rozpaczą napełniają nas sytuacje śmierci lub cierpienia najbliższych – zapominamy bowiem, że istnieje inne życie, na które oczekują wierzący… Często więc przyzywając nadejścia Królestwa Bożego, gdzie znajduje się nasz prawdziwy dom – w którym będziemy „u siebie”, żyjemy – niestety – ideologią tego świata. Według niej, każda konieczność ofiary, rezygnacji, niespełnienia, stanowią ostateczną klęskę. A przecież to właśnie trudności mogą kierować nasze myśli do miejsca bezpieczeństwa, pokoju, odpoczynku – do ziemskiego domu, który znajduje się na końcu pielgrzymowania do Częstochowy; do domu Ojca, jaki przygotowany jest dla wierzących w niebie.

Znam człowieka, który jeszcze za czasów głębokiego komunizmu w Polsce, mówił proroczym tonem: „Im będzie nam lepiej, tym będzie nam gorzej!” Co znaczą te zagadkowe słowa? Wyrażają one prawdę zupełnie fundamentalną. Jeżeli człowiek zaczyna gromadzić różne dobra – pożyteczne acz niekonieczne dla jego życia – nabiera apetytu na więcej. Proces ten – wbrew ludzkiemu przeświadczeniu – nie posiada kresu. Zawsze bowiem można mieć więcej rzeczy, można żyć bardziej komfortowo, można osiągać coraz to wyższą pozycję w społeczności itd. Ten swoisty wyścig, „O Puchar Prezesa Konsumentów”, doskonale oddaje obraz ustawionego na stole, podczas spotkania towarzyskiego, naczynia ze słonymi paluszkami. Niby zgromadzeni nie są głodni, ale z minuty na minutę naczynie opróżnia się i można wszystko zacząć od nowa – napełniając naczynie po raz wtóry, a później następny itd. Jakie zastosowanie ma tutaj zasada: „Im będzie nam lepiej, tym będzie nam gorzej!”? Jest ono dosyć czytelne. Człowiek, zajęty gromadzeniem skarbów na ziemi, zapomina o skarbie, jaki czeka na niego w niebie. „Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt6,21). Jak wtedy prosić o nadejście Królestwa Bożego, kiedy wszystko, co istotne dla nas znajduje się w królestwie ziemskim?! Trudności i utrapienia, jeśli przeżyjemy je po chrześcijańsku, mogą skierować nasze serce tam, gdzie jest się nasz prawdziwy skarb. Czy jednak ludzie wierzący, błagający Boga: „niech przyjdzie Twoje królestwo”, odważą się tak przeżywać niewielkie – w porównaniu z czekającą nas przyszłą chwałą – cierpienia obecnego czasu?

Chciałbym w tym miejscu powiedzieć o jeszcze innym wymiarze cierpień obecnego czasu, jakie dotykają człowieka wierzącego. Utrapienia te mają charakter duchowy. Uczeń Chrystusa, nawet choćby masę swojego wysiłku wkładał w osiągnięcie świętości, czuje wyraźnie, jak wiele mu jeszcze brakuje, jak bardzo jest jeszcze niedoskonały. To napięcie – pomiędzy tym, czym się jest, a tym, czym człowiek ma się stać – stale towarzyszyło ludziom świętym np. św. Pawłowi, św. Franciszkowi z Asyżu czy św. Janowi Marii Vianey. Pierwszy z nich tak opisał swoją duchową walkę: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: ‘Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali’” (2Kor12,7nn). Nic więc dziwnego, że na innym miejscu możemy znaleźć wyznanie Pawłowe: „…pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze…” (Flp1,23). W podobny sposób przeżywa swoją grzeszność bardzo wielu chrześcijan żyjących współcześnie. Ich walka o świętość – o komunię z Bogiem – jest zaciętym bojem, związanym z odczuciem własnej nieporadności i – jakże często – z doświadczeniem klęski na tej płaszczyźnie. Dopiero paruzja – powtórne przyjście Chrystusa, dopiero nadejście pełni Królestwa Bożego, uwolni wierzących od panowania grzechu w ich śmiertelnym ciele (por. Rz6,12). Jeśli tak przeżywa się duchowe trudności, jeśli w taki sposób doświadcza się obecności grzechu, łatwiej wtedy – z pełnym przekonaniem – wołać: „niech przyjdzie Twoje królestwo!”.

     3. „Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest” (Łk17,21).

Może jednak ktoś postawić nam zarzut, jaki już wytaczany był w historii przez filozofów marksistowskich. Według nich religia stanowi „opium dla ludu” – narkotyk, który pozwala człowiekowi w znieczuleniu przeżywać ból i niedoskonałość otaczającego go świata, dając nadzieję na nagrodę wieczną w niebie. Marksiści uznali taką ideologię za szalenie niebezpieczną, gdyż alienowała ona – według nich – chrześcijan z realiów życia do tego stopnia, że czyniła ich niezdolnymi do jakiejkolwiek walki o poprawę doczesności. Być może nie tylko wyznawcy ideologii materialistycznej chcieliby zarzucić wierzącym bierność. Dzisiaj też istnieją ludzie, którzy patrząc na liturgię, modlitwę, życie kontemplacyjne, mówią z sarkazmem: „Zamiast klepać różańce, można byłoby zrobić coś pożytecznego dla ludzkości!”.

Kościół jednak odpowiada na te zarzuty w sposób bardzo jasny i zdecydowany: „Rozeznając według Ducha, chrześcijanie powinni dostrzegać różnicę 1049między wzrostem Królestwa Bożego a rozwojem kultury i społeczeństwa, do jakiego się przyczyniają. To rozróżnienie nie jest rozdzieleniem. Powołanie człowieka do życia wiecznego nie przekreśla jego obowiązku wykorzystania wszystkich sił i środków otrzymanych od Stwórcy, ale pobudza go, aby w tym świecie służyć sprawiedliwości i pokojowi” 3. Oczekiwanie na nadejście pełni Królestwa Bożego nie może nam się jawić jako proces bierny. Wiemy z historii Kościoła pierwotnego, że takie tendencje – istniejące choćby we Wspólnocie, w Tesalonice – zostały napiętnowane (por. 1 i 2 Tes). Pragnienie spotkania z Panem „nie oddala [...] Kościoła od jego posłania na tym świecie, ale raczej go w nie angażuje. Od Pięćdziesiątnicy przyjście Królestwa jest dziełem Ducha Pana, ‘który dalej prowadzi swoje dzieło na świecie i dopełnia wszelkiego uświęcenia’” 4Mszał Rzymski, IV Modlitwa eucharystyczna..

Ludzie wierzący w Chrystusa doświadczają, ciągle na nowo, obecności swego Pana. Czują, jak spełnia się na ich oczach (szczególnie w sprawowanej Eucharystii 5) obietnica Jezusowa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt28,20). Świadomość obecności Chrystusa w pośrodku naszych problemów, zmagań, radości, stanowi dla wierzących mobilizację, aby codzienności nadawać chrześcijański wymiar. Można powiedzieć, że każdy dobry czyn, każdy ewangeliczny wybór, każdy trudny proces nawrócenia, nie tylko są dowodem oczekiwania na przyjście Królestwa Bożego na końcu czasów, ale stanowią przyczynek do rozwoju Bożego panowania już tu – na tej ziemi. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że tak wykuwane wartości duchowe przyczyniają się do rozwoju świata o obliczu bardziej ludzkim.

Obietnica obecności Chrystusa, której udzielił apostołom, połączona jest z konkretną misją. Jezus chciał bowiem, aby angażowanie się wierzących w rozwój tego świata, było oparte na wartościach ewangelicznych. Mówi przecież: „Uczcie je [czytaj: narody] zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt28,20). Znaczy to, że chrześcijanie mogą i powinni najbardziej przysłużyć się autentycznemu postępowi tego świata, poprzez ciągłe przypominanie nauki Jezusowej. Na czoło wysuwają się tutaj takie wartości jak: duch ubóstwa, czyli opierania wszystkiego na Bogu (Mt5,3); postawa dziecięca w przyjmowaniu woli Bożej (Mt18,14); czynne szukanie Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a więc przypominanie światu o właściwej hierarchii wartości (Mt6,33); gotowość do ofiary i znoszenia prześladowań w pokoju ducha (Mt5,10); umiejętność rezygnacji z rzeczy przemijających, aby posiąść wartości trwałe (Mt1344nn); zabieganie o doskonałość większą od tej, którą chlubią się współcześni faryzeusze (Mt5,20); pełnienie woli Bożej – zwłaszcza w tym, co wiąże się z realizacją przykazania miłości bliźniego (Mt25,34)… 6 Czy to mało? Być może gdybyśmy, jako ludzie deklarujący wiarę, przejęli się tym programem, świat okazałby się i bardziej ludzki i bardziej Boży. Myślmy więc do czego wzywa nas prośba: : „niech przyjdzie Twoje królestwo”.

 

5. „… NIECH TWOJA WOLA SPEŁNIA SIĘ NA ZIEMI, TAK JAK I W NIEBIE.” (Mt610)

Przystępujemy do rozważania trzeciej prośby zapisanej w „Modlitwie Pańskiej”: „… niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie” (Mt610). Bywa, że gdy odmawiam tę modlitwę, błąka się po mej głowie zdanie wypowiedziane przez Rejenta Milczka w sztuce Aleksandra Fredry „Zemsta”: „Niech się dzieje wola nieba. Z nią się zawsze zgadzać trzeba” 7. Zewnętrznie, wydaje się, że chodzi o to samo, a jednak wewnętrznie prośba wyrażona przez Chrystusa w „Modlitwie Pańskiej”, jest czymś zgoła innym, niż wypowiedź przebiegłego Rejenta. Jezus bowiem całym swoim życiem pokazał co znaczy dla Niego spełnienie woli Ojca: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J4,34). Wspomniany zaś bohater „Zemsty” używa sformułowania, wyrażającego pogodzenie się z wolą Bożą w sytuacjach, w których spełniają się tak naprawdę jego, wcale nie najświętsze, plany. Może ktoś zarzuci mi brak powagi: „Co za pomysł porównywać słowa Pana Jezusa z wypowiedzią, zaczerpniętą z literatury, włożoną w usta przebiegłego człowieka! To nie przystoi!!!”. Masz zupełną rację, Drogi Bracie, Droga Siostro! Ale pomyślcie! Ile razy, z podobnym nastawieniem, wypowiadamy słowa „Modlitwy Pańskiej”? Odwołujemy się do idei wypełniania woli Bożej, gdy – w rzeczywistości – wszystko pozostaje w naszych rękach, toczy się zgodnie z naszymi planami – zamysłami! Warto więc zastanowić się, czym w swojej istocie jest wola Boga, o której spełnienie prosimy w „Ojcze nasz”. Spróbujmy także odpowiedzieć sobie na pytanie, jak każdy z nas może przyczynić się do realizacji modlitwy wyrażonej słowami: „Bądź wola Twoja!”?

     1. „Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga [...], by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tm2,3n).

„Ogólnie rzecz biorąc, wola Boża utożsamia się z planem Bożym. [...] Wszystkie przejawy woli Bożej na przestrzeni dziejów zostały więc ułożone według schematu całościowego w pewien mądry plan. Ale każdy z tych wyrazów woli Bożej dotyczy jakiegoś konkretnego wydarzenia. Pragnąc uznać władztwo Boga nad tymi wydarzeniami, wypowiada człowiek następujące słowa modlitwy: ‘Bądź wola Twoja!’” 8. Nasza prośba, tak wyrażona, oznacza zachwyt dla dzieła, jakiego Bóg dokonał w Swoim Synu: „W Chrystusie, dzięki Jego ludzkiej woli, wola Ojca została wypełniona w sposób doskonały i raz na zawsze” 9. W to dzieło zostaliśmy – w jakiś tajemniczy sposób – wciągnięci, zaproszeni do czynnego w nim udziału. Kiedy więc wypowiadamy słowa: „…niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie”, „prosimy 615 naszego Ojca, by złączył naszą wolę z wolą Jego Syna, byśmy pełnili Jego wolę i wykonywali Jego zamysł zbawienia za życie świata. Sami jesteśmy całkowicie niezdolni do tego, ale zjednoczeni z Jezusem i dzięki mocy Jego Ducha Świętego możemy Mu poddać naszą wolę i zdecydować się na wybór tego, co zawsze wybierał Jego Syn: czynić to, co podoba się Ojcu”Por. J 8, 29. 10.

Najdoskonalszym punktem odniesienia, dla spełnienia się woli Bożej, jest Królestwo Niebieskie. Tam bowiem zamysł Boga – względem wszystkiego, co zostało stworzone – osiągnął zamierzoną przez Stwórcę pełnię. Dążąc do tej rzeczywistości, widząc w niej szczyt naszych marzeń o szczęściu, o zbawieniu, błagamy, aby doświadczenie „spełniania się woli Bożej” stało się naszym również w kategoriach tego świata,. I tutaj napotykamy pierwsze, ale nie jedyne trudności. Słowa bowiem nie zawsze zgadzają się z rzeczywistością naszego życia. Łatwo jest „klepać” bez zastanowienia „Modlitwę Pańską”. Gdy jednak pojawiają się konkretne sytuacje, poprzez które Bóg wzywa nas do współdziałania z Jego zamysłem, jakże często wtedy okazuje się, że zdecydowanie wolimy, aby się spełniała nasza wola, a nie Jego. Dlaczego tak się dzieje?

Może dlatego, że spełnianie woli Bożej nie wiąże się tylko z tym, co „łatwe, lekkie i przyjemne”? Może dlatego, że brakuje nam ufności w to, że Bóg naprawdę wie, co robi? Może dlatego, że zaślepieni postawionymi przed sobą ziemskimi celami nie jesteśmy w stanie przyjąć trudnego, ale autentycznego dobra, jakie Bóg nam proponuje właśnie na drodze wysiłków i cierpienia? Może dlatego, że – ogłuszeni hukiem tego świata – nie potrafimy usłyszeć tego, co Bóg do nas mówi? Mamy więc do czynienia z odwiecznym paradoksem. Plan Boży, „jako wola zbawienia, skuteczna sama w sobie, natrafia na wolę człowieka, której nie chce zniszczyć, lecz pragnie ją udoskonalić: by dojść do tego, Bóg musi zatriumfować nad przewrotnością człowieka i doprowadzić do jedności chcenia” 11. Ilustracją do tego niech będzie następujący obrazek: wąskie wejście do portu. Naprzeciw siebie stoją: ogromny okręt – blokujący owo wejście – i maleńka łódeczka, w której znajduje się jeden człowiek. Wychylający się za burtę dziobu okrętu majtek – patrząc z wysokości kilku pięter na człowieczka w łódce – mówi do kapitana okrętu: „On twierdzi, że ma pierwszeństwo”. To paradoks, ale tak mniej więcej wygląda zderzenie woli Pana Boga i naszych ludzkich pragnień. Często w takiej konfrontacji ogromny okręt – symbolizujący zbawczy plan Stwórcy – cofa się, ustępując miejsca małej łódeczce, będącej obrazem ludzkiej woli. Nie pomoże tłumaczenie, że Bóg pragnie dla człowieka zbawienia. Jeśli w tym drugim nie zagości ufność do Ojca, jeśli nie zostanie dana przez człowieka tzw. „carte blanche” (czytaj: „kart bląsz”) dla Bożego działania, to Boża „wola zbawienia, skuteczna sama w sobie” 12, w konkretnym zderzeniu z wolnością człowieka wycofa się. Czy masz rzeczywiście świadomość, że zbawienie decyduje się w każdym twoim wyborze – nawet tym najmniejszym? Czy uzmysławiasz sobie jak wiele zależy od zachowania zrozumienia dla wagi przeżycia chwili, jaką Bóg daje ci w postaci szansy, ale i zobowiązania?

     2. Bóg „pragnie [naszą wolę] udoskonalić: by dojść do tego, musi [On] zatriumfować nad przewrotnością człowieka i doprowadzić do jedności chcenia” 13.

Proces doskonalenia naszej woli, aby została ona uzgodniona z wolą Boga, o której spełnienie prosimy w „Modlitwie Pańskiej”, wymaga przyzwolenia człowieka. Ojciec nie chce bowiem manipulować ludźmi. Jednak „tak”, powiedziane Bogu przez wierzącego, niczego nie kończy, ale otwiera – przyznajmy to szczerze – trudny proces wyostrzania naszej wrażliwości w odczytywaniu woli Pana Boga.

Aby z Jezusem – i na Jego wzór – wypełniać wolę Boga należy zostać „pociągniętym” przez Ojca: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (J6,44). To „pociągnięcie”, zgodnie ze słownikiem języka greckiego, oznacza pewien wewnętrzny przymus, ale również sygnalizuje uczucie szczęścia 14. Niezależnie jednak od emocji, jakie mogą rodzić się w nas na skutek skojarzeń, związanych z terminologią tego procesu, musimy uświadomić sobie z całą ostrością, że Boże zaproszenie do udoskonalania naszej woli – uzgadniania z Jego zbawczą wolą, jest łaską. „Przyciągnięcie” przez Ojca, o ile człowiek nie stawia Mu przeszkód, powoduje szczególny rodzaj obecności Boga w wierzącym: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J14,23). Chrześcijanin, decydujący się na trudną drogę doskonalenia jego ludzkiej woli, musi w związku z tym przylgnąć nie do litery prawa, ale do Osoby – do Kogoś. Ta więź z Bogiem, bo o Niego przecież chodzi, powoduje, że stajemy się zdolni – dzięki działaniu Ducha Świętego – wejść w umiejętność rozeznawania woli Bożej i rozpoznawania „co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz12,2). Dobrze rozumiał to św. Paweł, kiedy z całą żarliwością modlił się w intencji wierzących Kościoła w Efezie: „Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocywzględem

a) nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły” (Ef1,15-19).

b) Miejscem uprzywilejowanym, gdy idzie o odczytywanie woli Pana Boga względem nas, jest modlitwa. Chciałbym, abyś zwrócił / zwróciła swoją szczególną uwagę na Pismo Święte. Księga ta, będąca listem napisanym do każdego wierzącego przez samego Boga, jest podręcznikiem do nauki pełnienia woli Bożej i przewodnikiem po trudnościach, jakie człowiek może napotkać na tej drodze. Aby jednak spotkanie z Ojcem, który mówi do ludzi poprzez karty Biblii stało się owocne, potrzeba niezwykle trudnej i – proporcjonalnie do skali trudności – koniecznej umiejętności słuchania. Bóg bowiem rozmawia z człowiekiem szeptem, a nie krzyczy! Z całą pewnością nie będzie przekrzykiwał zgiełku w jakim żyjemy i do jakiego przyzwyczaił nas przeciwnik. Szatan dba o to, aby wytrącić nam, ludziom wierzącym, najgroźniejszy dla niego oręż – „oręż słowa”. Jeśli człowiek współczesny rezygnuje z trudnego i żmudnego „treningu” milczenia, słuchania na modlitwie, staje się podobny do pilota ponaddźwiękowego odrzutowca, który chciałby prowadzić samolot spoglądając przez szybę swojej maszyny i szukając lotniska lub ewentualnych przeszkód za pomocą własnego wzroku. Nie pomogą jego dobre chęci! Jeśli chce dotrzeć bezpiecznie do zamierzonego celu, musi zaufać elektronicznej aparaturze oraz tym, którzy sterują ruchami jego samolotu z ziemi i informują go o wszelkich zagrożeniach. Podobna konieczność dotyczy również naszego życia. Przemierzając drogi tego świata, musimy zdać się na prowadzenie Tego, który jest nawigatorem naszego życiowego lotu – na Boga. Gdy rezygnujemy z lektury Biblii, z rozważania jej słów, zdajemy się na własne, jakże ograniczone i słabe siły. Bardzo łatwo wtedy o katastrofę, o zagubienie, o życiową tragedię. Pomyśl jak często, stając przed życiowymi wyborami, sięgasz po Pismo Święte? Na ile słowo Boże jest duchowym pokarmem twojej chrześcijańskiej codzienności? Czy, dbając o rozwój swego życia duchowego, próbujesz modlić się wersetami Biblii?

Wola Pana Boga względem nas wyraża się również w konkretnych wydarzeniach życia. „Życie, śmierć, często zdrowie, inteligencja, zalety i wady, sukcesy lub klęski, przyjaźń lub zdrada. Następną sprawą są okoliczności, od których jesteśmy uzależnieni, nawet jeśli tego nie pragniemy: warunki społeczne, kulturalne, polityczne, pokój, wojna klimat, katastrofy. Chodzi o te wszystkie wydarzenia, których nie sposób przewidzieć, ale zawsze można ich doświadczyć. Stanowią one

c) pewnego rodzaju tunel, przez który człowiek musi przejść odważnie i z wiarą, przyjmując to, co jego świadomość każe mu uznać za wolę Boga” 15. Te i inne realia naszego życia domagają się konkretnych decyzji. W nich wszystkich nie tylko możemy, ale powinniśmy dostrzec obecność Ojca, który utwierdza nas łaską i zapewnia o Swojej pomocy. Oczywiście, w związku z tym jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że wybory, jakich mamy dokonywać będą tym trudniejsze, im słabsze jest w nas życie modlitwy, im mniej kontaktu z Bogiem. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że wielu ludzi współczesnych, wśród nich także wierzących, nie potrafi odczytać wezwania kryjącego się w tym, co nieprzewidywalne, niezależne od nich. Brak jedności z Ojcem powoduje, że chaotycznie próbują zrzucić z siebie ciężar wyzwań oraz trudności i tracą okazję, by poprzez niezależną od nich codzienność, postępować na drodze umiejętności odczytywania woli Bożej względem nich. Zastanów się jak ty reagujesz na różne, nieprzewidywalne sytuacje – zwłaszcza trudne, w których może się doskonalić rozeznanie woli Boga względem ciebie?

d)Należałoby wspomnieć jeszcze o możliwości uczenia się wypełniania woli Pana Boga poprzez spełnianie codziennych obowiązków. Jest to proces szalenie trudny, wymagający ogromnego, duchowego wyrobienia i jednocześnie mocnego osadzenia w realiach tego świata. Przykłady sytuacji, w których ludzie wierzący stają przed takimi wyzwaniami można byłoby mnożyć w nieskończoność. Poprzestańmy na kilku:

  • Matka nie może wycofać się milcząco, gdy widzi, że jej dorosłe dzieci gubią się w zamęcie świata. Jednak co im powiedzieć, by dostrzegły zagrożenie, tworzące się dla ich życia? W jaki sposób przekazać prawdę z miłością? Co począć, kiedy zatną się w oporze? To trudne dylematy, od których matka nie może się dystansować, gdyż sprzeniewierzyłaby się swemu macierzyńskiemu powołaniu;

Obywatel, który pragnie autentycznego dobra swojego kraju musi podjąć pewne działania, by to dobro się urzeczywistniało: Jakich wyborów dokonać? W jaki sposób radzić ludziom bardziej zdezorientowanym w tej dziedzinie od niego samego? To trudne pytania, na które należy znaleźć

  • jasną i uzasadnioną odpowiedź, jeśli człowiek chce się mienić patriotą;
  • Co ma zrobić pracownik, od którego wymagana jest nieograniczona dyspozycyjność wobec jego pracodawcy, kiedy zawodowe zaangażowanie zaczyna rozrywać jego życie rodzinne? Gdzie leży granica racjonalnego rozdzielenia jednej i drugiej rzeczywistości bez zaniedbania tego, co istotne? Jak tłumaczyć te trudności szefowi w pracy, żeby tłumaczenie nie stało się podlizywaniem połączonym z oszustwem? Co powiedzieć żonie i dzieciom, aby słowa nie stanowiły zbioru kłamstw i rzeczywiście uspokajały napiętą atmosferę rodzinną?

Jak wspomniałem, przykłady sytuacji trudnych, wymagających Bożego światła, można byłoby mnożyć w nieskończoność. Niemniej jednak jedno jest pewne: nie da się przed nimi uchylić bez szkody dla tożsamości chrześcijanina. Czasami obowiązek trwania w nich i szukania w sposób mozolny rozwiązań i odpowiedzi na tysiące pytań, przypomina obraz przybicia Chrystusa do krzyża. Tam padają słowa: „Wykonało się!” (J19,30). Oznaczają one świadomość Jezusa, że wytrwał do końca w postawie posłuszeństwa Ojcu. Chrześcijanin, który pragnie się wydoskonalić w odczytywaniu i wypełnianiu woli Bożej jest zobowiązany do naśladowania Tego, którego pokarmem było spełnienie Ojcowskiego zamysłu zbawienia względem świata.

 

     3. „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą. Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań…” (Flp2,13n).

Kończymy powoli nasz eksternistyczny kurs nauki wypełniania woli Pana Boga. Warto więc jeszcze raz uświadomić sobie, że każde dobro, jakie możemy wybrać i zrealizować w naszym życiu, jest ostatecznie dziełem samego Ojca. To On jest w nas „sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą”. Ludziom, którzy poddadzą się prowadzeniu Ducha Świętego, Bóg pozwala nie tylko wyzwolić się z grzechów ciężkich, istotnych wad, zniewalających nałogów i nawyków, ale daje szansę wejść w świat realizacji dobra. Tutaj otwiera się perspektywa takiego pełnienia woli Bożej, jaka jest i pozostanie niezrozumiała dla ludzi niewierzących czy słabej wiary. Cóż bowiem znaczy dla nich

zobowiązanie do „uświęcenia” (1Tes4,3), „dziękczynienia” (1Tes5,8), „cierpliwości” (1P3,17) czy na wskroś „dobrego postępowania” (1P2,15) 16? Dla nas zaś, o ile rozumnie i odpowiedzialnie wypowiadamy słowa „Modlitwy Pańskiej”: „…niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie”, wszystko to staje się programem życia i pokarmem, którego pragniemy na podobieństwo naszego Mistrza Jezusa Chrystusa.

1  Wilhelm de Saint Thierry
2  Jan Siedlecki, Śpiewnik kościelny, red. Czesław Mrowiec, Opole 198237, 569n.
3  KKK 2820; zob. także KDK 22,32,39,45; Paweł VI, Evangelii nuntiandi 31.
4  KKK 2818.
5  Zob. tamże, 2816; 2821.
6  Raymond Deville, Pierre Grelot, Królestwo, w: Słownik teologii biblijnej, dz. cyt., 407.
7  Aleksander Fredro, Zemsta, Warszawa 1998, 121 i 159.
8  Edmond Jacquemin, Xavier Leon – Dufour, Wola Boża, w: Słownik teologii biblijnej, dz. cyt., 1069.
9  KKK 2824.
10  Tamże, 2825.
11  Edmond Jacquemin, Xavier Leon – Dufour, dz. cyt., 1068.
12  Tamże.
13  Tamże.
14  Zob. Remigiusz Popowski, ‘έλκω,  w: Wielki słownik grecko – polski Nowego Testamentu, Warszawa 19952, 191; por. także komentarz: Marian Wolniewicz, Ewangelia wg Jana, w: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (Biblia Poznańska), red. M. Peter  – M. Wolniewicz, t.3, Poznań Warszawa 1982-872, 240.
15  Andrea Gasparino, dz. cyt., 25n.
16  Por. Edmond Jacquemin, Xavier Leon – Dufour, dz. cyt., 1072.

Możliwość komentowania jest wyłączona.