Ks. Robert Kwatek – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

1. Otwarte karty.

Dwa tysiące lat istnienia Kościoła jest niepodważalnym dowodem jego nadprzyrodzonego pochodzenia. Żadna inna wspólnota ludzka założona na takich zasadach, jakie zaproponował Jezus Chrystus, nie miałaby w świecie żadnych szans nie tylko na przetrwanie, ale nawet na samo powstanie.

Wyobraźmy sobie bowiem przywódcę, który zabiega o powstanie partii i na wstępie wymaga od kandydatów, aby zgodzili się na trudne warunki materialne, nieustanną walkę z problemami, codzienną wytrwałą pracę bez spektakularnych awansów, pilnowanie zachowania sprawiedliwości przede wszystkim w swoim sercu i życiu, pracę dla innych bez nagrody, ścisłe przestrzeganie zasad moralnych nie tylko w życiu oficjalnym ale przede wszystkim jak najbardziej osobistym, oraz wewnętrzny pokój jako jedyną satysfakcję na tym świecie. Czy taki przywódca zdobyłby głosy wyborców? Czy ktokolwiek, myślący tylko w kategoriach życia doczesnego, zgodziłby się na takie warunki?

Porównując taki „program wyborczy” i taką jego prezentację ze znanymi nam dzisiaj festynami wyborczymi, na których urządzane są biesiady z darmowym jadłem i napojem, z propozycjami programu działania wypełnionego obietnicami cudownych i natychmiastowych sukcesów, wydaje się, że Chrystus i Jego Kościół nie mieliby szans. A jednak… Działające na podstawie łatwych obietnic partie i systemy władzy nieustannie upadają, a Kościół trwa. W programach wyborczych takich festynowych i biesiadnych przywódców konieczne są nieustanne zmiany i nieustanne tłumaczenia z powodu braku obiecanych cudownych rezultatów, a Osiem Błogosławieństw raz wypowiedzianych przez Chrystusa, po dwóch tysiącach lat jest nadal niezmienne i aktualne. Czy współcześni przywódcy nie mogliby wziąć przykładu z Jezusa?

W najnowszej historii świata, owszem, zdarzali się ludzie, którzy potrafili wiele wymagać od społeczeństwa. Należał do nich chociażby Winston Churchill – premier Wielkiej Brytanii, który na rozpoczęcie swoich rządów w czasie trwania II Wojny Światowej powiedział do zgromadzonych parlamentarzystów: Powtórzę Izbie to, co powiedziałem członkom mego gabinetu: Nie mam nic do ofiarowania prócz krwi, znoju, łez i potu. (Źródło: Przemówienie w Izbie Gmin, 13 maja 1940). W podobnym duchu przemawiał też John Kennedy w czasie inauguracji swej prezydentury. Powiedział wtedy do narodu amerykańskiego: Nie módlcie się o łatwe życie. Módlcie się, żebyście byli silniejszymi ludźmi. (…) Nie pytajmy, co może zrobić dla nas ojczyzna. Pytajmy, co my możemy dla niej uczynić. (Źródło: Przemówienie inauguracyjne, 20 stycznia 1961) Obaj mężowie stanu byli w jakiś sposób prześladowani za tak radykalne poglądy i programy rządów. John Kennedy zginął nawet w zamachu na jego życie.

O czym mówią nam te przykłady? O tym, że każde dążenie do autentycznego dobra jest okupione ofiarą. Im większe jest spodziewane dobro, tym większa jest także ofiara, jaką trzeba za nie złożyć. Dzisiejsi przywódcy widocznie nie mają na celu autentycznego dobra, albo też – co pewniejsze – nie chcą ponosić żadnych ofiar. Dlatego nie są w stanie opowiedzieć się za programem, który stawia człowiekowi trudne wyzwania duchowe i moralne.

Prawdą jest także to, że i samo społeczeństwo, przyjmując konsumpcyjny styl życia, jest zupełnie pozbawione świadomości konieczności ponoszenia ofiary dla pozyskania dobra, zwłaszcza dobra moralnego, duchowego czy też dobra społecznego. Nikt dzisiaj nie chce już – choćby w przenośni -„umierać dla idei”. Ten, kto odważyłby się postawić społeczeństwu takie wymagania zapewne natychmiast skazany byłby na polityczną porażkę. Sytuacja wydaje się więc patowa: na potrzebne przemiany nie ma zgody, a bez zgody w systemie demokratycznym nie można ich przeprowadzić. Korzysta na tym zło, które w takich warunkach łatwo się rozprzestrzenia i zakorzenia wśród ludzi.

Powróćmy jednak do Jezusa Chrystusa i Jego ośmiu Błogosławieństw. On działa inaczej. Jego panowanie nie jest demokracją. Nauczyciel wobec swoich uczniów stawia sprawę uczciwie. Sam doskonale zna cenę, jaką będzie musiał zapłacić za miłość do ludzi. Wie o Ofierze, którą przyjdzie Mu złożyć na drzewie krzyża za zbawienie świata. Ma także świadomość, że podobny los czeka wszystkich, którzy pójdą Jego śladami. Ich również czekają różnego rodzaju prześladowania. Oni także będą ponosili ofiary dla sprawiedliwości. Nauczyciel niczego nie ukrywa przed swymi uczniami i otwarcie zapowiada taką ewentualność.

Dlatego przy Jezusie mogą pozostać tylko Ci, którzy zostali wezwani do Królestwa Bożego. Przypomnijmy sobie scenę, w której Pan Jezus rozentuzjazmowanemu tłumowi stawia mocne wymagania. Wysłuchawszy ich, wielu ludzi mówiło: Trudna jest tamowa. Któż jej może słuchać (J6,60). W odpowiedzi na te szemrania Jezus dodaje: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli nie zostało mu to dane przez Ojca (J 6,65). Ewangelista kończy tę scenę rozmową Jezusa z Apostołami: Od tego czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym (J6,66-69). Taką świadomość i taką determinację mogą mieć tylko ludzi naprawdę wierzący. Do nich też odnosi się Błogosławieństwo prześladowanych. Ale o jakie prześladowanie w nim chodzi?

2, Dwa rodzaje prześladowania sprawiedliwych

Charakterystyczne jest, że omawiane Błogosławieństwo jest jakby zapisane dwukrotnie. Posłuchajmy: Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,10). Następne zdania brzmią bardzo podobnie: Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie (Mt 5,11).

Treść obu tych Błogosławieństw wydaje się bardzo zbliżona Niektórzy twierdzą wręcz, że pierwsze z nich zostało tylko powtórzone i rozwinięte w swej treści. Czy jednak nie powinniśmy mieć na uwadze dwojakiego rodzaju prześladowań, a mianowicie prześladowania bardziej wewnętrznego, które jest wynikiem bezpośredniego działania złego ducha oraz prześladowania zewnętrznego powodowanego przez ludzi? W pierwszym z tych dwóch Błogosławieństw sprawca jest jakby ukryty. Ujawnia się tylko skutek jego działania w doświadczeniu cierpienia sprawiedliwych. W drugim błogosławieństwie Pan Jezus wyraźnie wskazuje na ludzi, którzy mogą prześladować jego uczniów. Skoro Pan Jezus chciał przygotować swoich uczniów na trudności, czy zapowiedziałby tylko te zewnętrzne nie wspominając o sprawcy wszelkiego zła jakim jest diabeł?

Oto przecież sam Nauczyciel doświadczał prześladowania ze strony szatana. Pamiętamy opis kuszenia na pustyni. Tam Jezus stoczył rzeczywistą duchową walkę z nękającym Go podstępnymi propozycjami szatanem (por. Mt 4,1-11). Istotne jest, że działo się to przed rozpoczęciem publicznej działalności, a zatem przed działaniem dla rozszerzenia sprawiedliwości Bożej. Także wtedy, gdy Zbawiciel przygotowywał się w Ogrójcu do śmierci, cierpiał udrękę wewnętrznej walki(por. Łk 22, 39-44). Wydaje się więc, że zachodzi tu pewna prawidłowość. Każdy zamiar działania dla sprawiedliwości poprzedzony jest atakiem szatana.

Takich ataków doświadczali także uczniowie Jezusa. Wspomnijmy na przykład Świętego Pawła, który pisze do Tesaloniczan: …chcieliśmy przybyć do was, zwłaszcza ja, Paweł, jeden raz i drugi, lecz przeszkodził nam szatan (1Tes 2,18). Znamy także inne przykłady z najnowszej historii Kościoła – chociażby z życia Świętego Ojca Pio – jak bardzo dotkliwie szatan może prześladować ludzi sprawiedliwych. Wydaje się więc, że nie będzie błędem przypuszczenie, że w Błogosławieństwie cierpiących prześladowanie zawiera się także przygotowanie uczniów na walkę ze złym duchem.

Trzeba sobie z tego zdawać sprawę, bo i w naszym życiu zachodzą takie przypadki. Ileż to razy podjęta decyzja o przystąpieniu do sakramentu pokuty zostaje zniweczona atakiem lęku, niechęci, czy też lekceważenia takiej potrzeby. A niedzielne Msze święte i codzienna modlitwa? Tak łatwo ulec pokusie ich zlekceważenia, a pokusy te są tak natarczywe. Nieudane próby walki z nałogami, próby odrzucenia zła i nawrócenia też świadczą o skutecznych atakach diabła. Ileż to razy osoby postanawiające poprawę i pracę nad sobą, choćby w jakiejś małej sprawie, przekonują się, że wszystko w nich i wokół nich jakby się sprzysięgło przeciwko temu zamiarowi. A dobre uczynki? Czy otrzymujemy za nie nagrodę? Wręcz przeciwnie! Niejednokrotnie jest tak, że ten który poświęca się dobru doświadcza okropnych problemów wewnętrznych i zewnętrznych. Tysiące wątpliwości, niechęci, napady lenistwa, alternatywne propozycje spędzania akurat tego czasu, który miał być tak szlachetnie wykorzystany. Wszyscy znamy to z własnego doświadczenia.

Uczniowie Chrystusa rzeczywiście mogą doświadczać takiej prawidłowości, że każdy krok w kierunku sprawiedliwości ściąga na nich jakby jakąś karę. To w rezultacie może prowadzić do zniechęcenia i odrzucenia praktyki czynienia dobra i zachowania wiary. Dlatego Błogosławieństwo Jezusa jest umocnieniem i zapewnieniem z Jego strony, że duchowa walka wśród prześladowań ma sens, ma wartość w oczach Boga i zostanie przez Niego wynagrodzona.

Szatan jest przyczyną i pierwszym sprawcą wszelkich prześladowań uczniów Chrystusa. Nie zawsze jednak działa bezpośrednio. Raczej woli posługiwać się ludźmi, którzy bezwiednie lub świadomie stają się jego narzędziami. W takich przypadkach prześladowania mają charakter także zewnętrzny. Źli ludzie potrafią skutecznie przeciwdziałać dobru i sprawiedliwości. Począwszy od rozsiania niby niewinnych wątpliwości na czyjś temat, jakiejś drobnej plotki podważającej autorytet, sugestii co do słuszności działania, aż do drwin, urągania i wszelkiego rodzaju bezpośrednich ataków, wszystko to jest sugerowanym przez złego ducha prześladowaniem sprawiedliwych. Lista przykładów takich sytuacji może być bardzo długa, ale zatrzymajmy się dłużej nad chociaż jednym.

Wielu młodym ludziom wydaje się rzeczą niemożliwą dochowanie czystości seksualnej zarówno w okresie dojrzewania, w czasie dojrzałej ale jeszcze samotnej młodości, jak i w okresie narzeczeńskim. Presja, którą rzeczywiście można nazwać natrętnym prześladowaniem ze strony zła, jest widoczna i odczuwalna niemal wszędzie. Począwszy od mody na zbyt skąpe i prowokujące stroje odpowiadające ukształtowanej, a właściwie zdeformowanej pod względem moralnym, mentalności współczesnego świata, poprzez tak zwaną „kulturę masową” lansującą w prasie, telewizji, kinach, Internecie i radiu modę na traktowanie seksu jako ogólnodostępnej łatwej rozrywki, aż po wzorce środowiskowe (i niestety nawet rodzinne) zachowań przyzwalających na brak odpowiedzialności w tym względzie. Zdarza się, że osoby chcące zachować czystość czują się jak napiętnowane z powodu żartów i drwin na temat ich niewinności. W niektórych kręgach brak wczesnych doświadczeń seksualnych uważany jest za objaw braku zdrowych zmysłów i powoduje szyderstwa. Czyż nie jest to prześladowanie ze względu na pragnienie zachowania sprawiedliwości? Jakże wiele osób nie wytrzymuje tej presji i wbrew sobie poddaje się sugerowanemu zachowaniu i stylowi życia. Ceną za to ustępstwo jest rana duchowa powstała w wyniku zaprzeczenia swej tożsamości dziecka Bożego.

Trzeba więc mieć świadomość, że w tym świecie dobro bardzo często bywa karane, a zło nagradzane. To chora – wadliwa – norma doczesności. Trzeba mieć o wiele szerszą i dalsza perspektywę spojrzenia – perspektywę życia wiecznego – aby przyjąć normę sprawiedliwości i nie poddawać się zgorszeniu. Taka postawa wymaga jednak odporności na ataki zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne. Błogosławieństwo cierpiących prześladowanie jest udzieleniem wsparcia ze strony samego Boga, dla tych, którzy chcą zachować i umocnić swoją tożsamość dziecka Bożego, czyli dla uczniów Chrystusa.

3. Bądźmy uczniami Chrystusa!

Błogosławieństwo prześladowanych dla sprawiedliwości kończy wypowiedź Pana Jezusa uznawaną za swego rodzaju konstytucję Królestwa Bożego. Poprzez kolejne rozważania powinniśmy mieć coraz lepszą świadomość powołania jakie otwiera przed nami hasło: „Bądźmy uczniami Chrystusa!”. Spróbujmy więc po krotce przypomnieć najważniejsze wnioski tych rekolekcji.

Po pierwsze, starajmy się postrzegać nasz udział w życiu Kościoła jako naukę w Chrystusowej Szkole życia dla Królestwa Bożego. Przez chrzest zostaliśmy zapisani do tej Szkoły, której zadaniem jest przygotowanie nas do szczególnych zasad życia w niebie. Aby zdać swoisty „egzamin dojrzałości” kwalifikujący do życia w niebie trzeba rzeczywiście przejść gruntowna formację i przemienić się wewnętrznie. Nie wystarczy zatem sam formalna przynależność do Kościoła. Nie wystarczy też samo „przychodzenie do kościoła raz na jakiś czas”. Trzeba rzeczywiście stać się uczniem Chrystusa i poddać się zaproponowanej przez Niego formacji.

Po drugie, ważne jest zrozumienie metody formacji, jaką wprowadził sam Chrystus i jaka obowiązuje w jego Szkole do dzisiaj. Nie jest to metoda teoretycznego wykładu i akademickich dyskusji, lecz wprowadzanie uczniów w bezpośrednie doświadczenie nowych warunków życia i ukazywanie obowiązujących w nich zasad. W tych doświadczeniach uczniowie mogą i powinni zbadać reakcje swego serca na proponowane zasady i wartości. Ich akceptacja oznacza podobieństwo do Nauczyciela. Bunt przeciw nim wskazuje na duchową chorobę serca, potrzebę terapii i praktycznej nauki nowej hierarchii wartości.

Po trzecie, materiałem „do przerobienia” w trakcie formacji jest owe Osiem Błogosławieństw, czyli ogłoszona przez Nauczyciela droga rozwoju prowadząca do osiągnięcia norma oczekiwanej w królestwie Bożym doskonałości życia. Osiem Błogosławieństw stanowi integralną i uporządkowaną całość. Przyjmując je jako program formacji trzeba kolejno poddać się doświadczeniom, o których jest w nich mowa, ponieważ poprzednie przygotowują na właściwe przeżywanie następnych. Wszystkie razem i we właściwej kolejności prowadzą do celu jakim jest „oglądanie Boga”, czyli sens i cel naszej Wiary.

Po czwarte, zaproponowana formacja nie może odbywać się indywidualistycznie, czyli z pominięciem wspólnoty Kościoła. Prowadzi ona bowiem do coraz bardziej świadomego i coraz bardziej pełnego życia w Kościele, czyli tak naprawdę kształtuje Kościół jako Wspólnotę uczniów Chrystusa. Kościół jest także konieczny, ponieważ tylko w nim możliwe są wyjątkowe doświadczenia Wiary, które poprzez działającą w nich łaskę, kształtują serca uczniów. Nie można zostać uczniem Chrystusa, a potem uczestnikiem królestwa Chrystusa w niebie, bez jedności z samym Chrystusem obecnym w Kościele.

Na czym polega sama formacja ? Oto najpierw na oczyszczeniu serca od wszelkiego rodzaju uprzedzeń, osobistych założeń i własnych kalkulacji. Potrzebne jest ubóstwo, bo tylko wtedy i na tyle można napełnić serce nowymi wartościami życia, kiedy i na ile jest ono wolne od norm przyjętych wcześniej. Mówi o tym pierwsze Błogosławieństwo.

Ten proces oczyszczenia powinien odbywać się świadomie, bez szczególnych środków odurzających, bez fałszywych pociech rodem jeszcze z tego świata, które same w sobie mogłyby okazać się pułapką, fałszywą nadzieją i chybioną pobożnością. Nauczyciel nie ukrywa, że Jego uczniów czeka smutek typowy dla wszelkich kuracji oczyszczających, lecz ci, którzy go przyjmą na etapie formacji, doznają radości poznania prawdziwego smaku świętości w królestwie Bożym.

Jako sposób przyjmowania nowych wartości życia Nauczyciel proponuje cichość serca, która w swej istocie jest przede wszystkim takim wyciszeniem wewnętrznym, w którym możliwe jest nieustanne wsłuchiwanie się w głos Pana Boga rozbrzmiewający w ludzkim sumieniu. Błogosławieństwo cichych obiecuje im zdobycie ziemi, ponieważ poznają oni wolę Boga, która wypełnia się jako przeznaczenie. Czyż nie jest tak, że zwycięża ten, kto poznaje planowany przebieg zdarzeń i ich ostateczny rezultat?

Pierwszym celem całej formacji jest osiągnięcie sprawiedliwości, o czym mówi czwarte Błogosławieństwo. Sprawiedliwość Boża to przywrócenie stworzeniu pełnej godności i pełnej możliwości życia bez żądnych ograniczeń spowodowanych niewolą grzechu. Usprawiedliwieni, czyli doprowadzeni do sprawiedliwości, to ci, którzy w Jezusie Chrystusie mają szansę osiągnięcia pełni życia jaką przewidział dla nich Bóg. Dlatego to sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego (Mt 13,43).

Drogą do sprawiedliwości jest miłość. Na niej polega podobieństwo do Boga Ojca. Miłość, którą zachowują ludzkie serca powinna nieustannie się rozwijać ku miłosierdziu, ku postawie spełniania dobra, nie dla własnej korzyści lub nawet nie dla własnej doskonałości, lecz ze względu na rzeczywiste potrzeby bliźnich. Praktyka miłosierdzia, czyli praktyka bezinteresownej i ofiarnej miłości bliźniego, czyni człowieka błogosławionym w podwójny znaczeniu. Po pierwsze upodabnia w miłości do Boga, a po drugie poprzez rozwój wrażliwości przygotowuje na przyjęcie Jego miłosierdzia. W ten sposób miłosierni są błogosławieni bo dostąpią miłosierdzia.

Miłosierdzie Boga poprzez dar przebaczenia i usprawiedliwienia oczyszcza ludzkie serce i czyni człowieka na tyle wrażliwym, że może on dostrzegać obecność Boga nawet już w życiu doczesnym. Nie zmienia to jednak faktu, że tak spełnia się najważniejszy cel całej formacji, czyli przygotowanie do oglądania Boga w niebie. Nasze życie wieczne będzie przecież polegało na nieustannej medytacji, kontemplacji, adoracji i wreszcie komunii z nieskończonym w swej doskonałości Bogiem Ojcem.

Taka pewność oglądania Boga w niebie napełnia serce pokojem i wprowadza w stan pełnej wolności wobec spraw doczesnych. Takim był Jezus Chrystus podczas swego życia na ziemi. On przecież nieustannie był zjednoczony ze swoim Ojcem i dla Niego w pełnej wolności gotów był przyjąć nawet haniebną śmierć na krzyżu. W tym wyróżniał się spośród wszystkich ludzi będąc Synem Bożym. Dlatego ci, którzy na drodze formacji uzyskają podobieństwo do Niego będą nazwani synami Bożymi.

To podobieństwo obejmuje nie tylko wewnętrzny stan zbliżenia do Pana Boga, lecz także zewnętrzne doświadczenia życia Jezusa Chrystusa. On zaś był prześladowany i przez szatana i przez ludzi. Dlatego Błogosławieństwa kończą się tym uczciwym ostrzeżeniem, ze cała formacja, choć prowadzi do pełni życia i miłości w jedności z Bogiem w niebie, tu na ziemi może przysparzać uczniom prawdziwych cierpień.

Wszystkie te prowadzone przez nas rozważania nie są jeszcze samą formacją. One tylko miały za zadanie przedstawić nam zamysł procesu przemiany, do jakiego zaprasza nas Chrystus. Jest to jakby poszerzone i uściślone zaproszenie. Do nas jednak należy decyzja, czy je przyjmiemy i czy pozwolimy Nauczycielowi aby uczynił nas błogosławionymi. Do nas należy decyzja, czy pozytywnie odpowiemy na wezwanie: Bądźmy uczniami Chrystusa!.

Możliwość komentowania jest wyłączona.