Ks. Robert Kwatek – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

1. Serce w rozterce.

Rozważanie kolejnych Błogosławieństw przypomina wędrówkę na wyniosły szczyt. Wysiłek włożony w kolejne etapy drogi powoduje, że wspinający się nabierają coraz większego podziwu, pokory i szacunku wobec tego, co ich czeka u końca drogi. Stopniowo zaczynają także uwalniać się od przyziemnych kalkulacji i własnych uprzedzeń. Wreszcie stają w obliczu szczytu, który jest już blisko, lecz swą tajemnicę ukrywa jeszcze w jaśniejącym od niej obłoku.

Oto w szóstym Błogosławieństwie przybliżamy się już do celu wędrówki. Jesteśmy u celu i okazuje się, że jest nim oglądanie Boga. Jest jednak pewien warunek. Radość oglądania Boga mogą przeżywać tylko ci, którzy mają czyste serca. Oto rzeczywisty sprawdzian, czy uczniowie przeszli uczciwie wszystkie etapy formacji. Jeśli nie, to pomimo formalnego zaliczenia nauki, nie doświadczą jej właściwego celu – osobistego wewnętrznego szczęścia oglądania Boga.

Warto w tym miejscu jeszcze raz podkreślić to, o czym mówiliśmy w pierwszej konferencji, ukazującej zasady jakie obowiązują w szkole Chrystusa. Pan Jezus nie zadowala się formalną przynależnością osoby do wspólnoty chrześcijan. domaga się autentycznego zaangażowania całego człowieka w program duchowego rozwoju jaki proponuje swoim uczniom. Bez tego osobistego zaangażowania nawet będąc u szczytu drogi nie można doświadczyć oglądania Boga.

Efektem formacji powinno być czyste serce. To sformułowanie wydaje nam się proste i zrozumiałe, ale to tylko dlatego, że często je słyszymy. Przywykliśmy do hasła postulującego czystość serca, więc wydaje się nam, że wiemy, o co w nim chodzi. Tak naprawdę jednak, o jakim sercu jest mowa? A właściwie w jakim sensie trzeba rozumieć owo pojęcie człowieczego serca? Jakim stanem człowieka ma być owa oczekiwana czystość serca uzdalniająca do widzenia Boga?

Czasem mówimy o mądrości serca, o poznaniu kogoś lub czegoś sercem, a także o rozważeniu sercem różnych problemów. Czy takie pojęcia nie sugerują, że serce ma cechy bliskie ludzkiemu umysłowi? Mądrość, właściwości poznawcze i analityczne to przecież cechy właściwe bardziej ludzkiej głowie, a dokładniej rozumowi, a nie sercu. Mimo to jednak wiele z czynności typowych dla umysłu spontanicznie przypisujemy ludzkiemu sercu.

Niekiedy również przypisujemy sercu właściwości ludzkiego oka, a także innych zmysłów. Widzenie sercem pozwala człowiekowi rozpoznać i rozróżnić Prawdę, Dobro i Piękno. Nie postrzegamy tych wartości tylko zewnętrznie, tylko zmysłami. Są one rozpoznawane gdzieś wewnątrz nas i ponadto są rozpoznawane jako nasze lub istniejące dla nas. Jednocześnie wartości przeciwne, jak fałsz zło i brzydota, zawsze będą obce i przez nas odrzucane.

Godne uwagi jest także to, że ludzkiemu sercu przypisuje się właściwości ludzkiej woli. W sercu postanawiamy miłość, serce zobowiązujemy do wierności albo oskarżamy o zdradę, mówimy o nim, że jest niezłomne, a u niektórych skorumpowane. Wygląda na to, że decyzje oparte na rozróżnieniu wartości duchowych i moralnych są podejmowane właśnie w sercu. Akceptacja lub sprzeciw serca są przecież tak istotne przy podejmowaniu decyzji.

Oczywiste jest także dla nas, że serce jest siedliskiem ludzkich emocji oraz uczuć. Radość i smutek, tęsknota i bliskość, sympatia i wrogość, akceptacja i niechęć – wszystkie te stany emocji i uczuć odczuwane są właśnie w sercu. Tak przynajmniej mówimy i tak doświadczamy reakcji naszego serca na rozmaite sytuacje życia. Rzecz znamienna i godna uwagi, że uczucia i emocje pojawiają się w sercu niezależnie od woli i czasem tak trudno nad nimi zapanować.

W tej charakterystyce nie można pominąć także ludzkiego ducha i duszy. Ich tajemnym siedliskiem w powszechnym przekonaniu jest również serce. To w nim rozpoznajemy sprawiedliwość i nieprawość, godność i hańbę, świętość i grzech. W nim upatrujemy sanktuarium ludzkiego sumienia i miejsce, w którym przyjmujemy Jezusa Chrystusa, gdy przychodzi do nas w Komunii świętej. To właśnie ono odkrywa tajemnicę Boga.

Czym zatem jest owo serce, skoro ujawnia się w tak wielu rozmaitych doznaniach i doświadczeniach życia? Jest ono wewnętrznym współdziałaniem wszystkich władz człowieka. Jest owym centrum osobowości, które określa naszą tożsamość w każdym momencie życia. Określa ją przede wszystkim w relacji do fundamentalnego powołania, jakim człowiek został obdarzony w akcie stworzenia. Zadaniem serca jest doprowadzenie osoby do odkrycia siebie, jako dziecka Bożego.

Po grzechu pierworodnym, człowiek doznaje wewnętrznego rozdarcia. Poszczególne władze kierujące życiem – umysł, zmysły, wola, uczucia, duch – są ze sobą w konflikcie. Dzieje się tak również z powodu niewłaściwego rozwoju osoby, w którym następuje przewartościowanie intelektu i zmysłów z prawie całkowitym pominięciem ducha i lekceważeniem troski o szlachetność uczuć. To owocuje stanem zagubienia poczucia swej tożsamości i godności dziecka Bożego.

Błogosławieństwo ludzi czystego serca postuluje potrzebę uporządkowania wszystkich wewnętrznych władz człowieka. To praca podobna do odtworzenia i ponownego ułożenia obrazu człowieka, przez grzech rozbitego na mnóstwo fragmentów, które pozamieniały się miejscami. To praca prowadząca od harmonijnego współdziałania umysłu, zmysłów, woli, uczuć i ducha w prowadzeniu życia godnego człowieka jako dziecka Bożego.

2. Czyste serce.

W jakim stanie są nasze serca? Przypominają mieszkanie, w którym do zbyt ciasnej kuchni wstawiono meble z sypialni, w łazience przyjmuje się gości, a w salonie urządzono pralnię i kuchnię jednocześnie. W takim mieszkaniu panuje chaos i zarazem niedowład. Żyjemy i funkcjonujemy, bo przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić. W takim stanie szczęście może polegać tylko na chwilowym zaspokojeniu jednej z władz serca z jednoczesnym zapomnieniu o innych.

Ludzie więc dbają o rozwój intelektualny robiąc kariery zawodowe, ale nie potrafią nawiązać przyjaźni z bliźnimi. Poddają się panowaniu uczuć i zmysłowemu zaspokojeniu, lecz nie potrafią wytrwać w wiernej miłości. Szukają przebaczenia swych błędów, lecz nic nie wiedzą o życiu duchowym, o sumieniu i miłosierdziu. Mają nieustannie niespokojne serca, które próbują zagłuszyć chwilową satysfakcją, aby tylko nie przyznać się do tego, że tak naprawdę potrzebują Boga.

Pojawia się pytanie: w jaki sposób można oczyścić ludzkie serce, by oglądało Boga? Miejscem, w którym można oglądać Boga jest świątynia. Trzeba zatem potraktować wnętrze człowieka jak świątynię. Poddać je oczyszczeniu, jak oczyszczano świątynię Pana Boga w Jerozolimie, czego przykłady znajdujemy w Piśmie Świętym. To działanie zawsze polegało na odrzuceniu bałwochwalstwa i przywróceniu sprawiedliwości społecznej umożliwiającej sprawowanie kultu.

Ludzkie serca mają być świątynią Boga (por. 1 Kor 16n), lecz łatwo ulegają bałwochwalstwu, dając pierwszeństwo bożkom tego świata. Wiele jest rzeczy, które człowiek przedkłada nad posłuszeństwo wobec Pana Boga. Dziś nie podporządkowuje się życia zasadom wiary, lecz wybiera się niektóre zasady i dogodnie się je zmienia, aby pasowały do wymyślonej koncepcji życia. Ludzkie serce przypomina jaskinię zbójców ozdobioną świętym obrazkiem.

Cóż z tego, że ludzie zachowują tradycje religijne, skoro nawzajem względem siebie są niesprawiedliwi i pozbawieni miłości? Zewnętrzny kult wyzuty z prawości serca nie może podobać się Panu Bogu i nie może być przez Niego przyjęty. Nie przynosi usprawiedliwienia. Zawsze obowiązuje zasada pojednania się z bliźnimi przed przystąpieniem do modlitwy i złożenia Panu Bogu ofiary. Aby wejść do miejsca świętego, trzeba mieć czyste ręce i usta wolne od kłamstwa (por.Ps24, 3nn).

Te dwa postulaty – przywrócenia świątyni serca prawowitemu Gospodarzowi, czyli Bogu, oraz zachowania sprawiedliwości i miłości wobec bliźnich uprawniającej do sprawowania w niej kultu, czyli oddawania w sercu prawdziwej czci Panu Bogu – znane są chociażby z zapisu Przykazania miłości: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego (Łk 10, 27).

To ogólne sformułowanie zostaje sprecyzowane w Dziesięciu Przykazaniach, które można określić jako bardziej szczegółowe praktyczne dyrektywy obejmujące całość relacji względem Boga i ludzi. Charakterystyczny jest właśnie podział wszystkich zaleceń na dwie tablice. Pierwsza zawierająca trzy pierwsze Przykazania odnosi się do spraw związanych ze czcią należną Bogu. Druga tablica, zawierająca pozostałe siedem Przykazań, zawiera zasady regulujące relacje międzyludzkie.

Oczyszczenie serca to nic innego jak właśnie wprowadzenie w życie Dziesięciu Przykazań. Czyż nie po to zostały one ogłoszone Izraelitom na Synaju, aby lud zanieczyszczony i zhańbiony pogańskim stylem życia w Egipcie został oczyszczony i na powrót mógł oddawać cześć swemu Bogu jako Naród Święty? Dekalog ma więc znaczenie terapeutyczne względem ludzkiego serca. Jego zachowanie przywraca sercu zdrowie i przygotowuje na spotkanie z Bogiem.

Aby jednak terapia była skuteczna, powinna być stosowana zgodnie z zaleceniami. Nie bez znaczenia jest usytuowanie na pierwszym miejscu trzech przykazań zawierających sprawy odnoszące się do relacji człowieka względem Pana Boga. Nie bez znaczenia jest to, że relacja względem bliźnich następuje dopiero uprzednim oczyszczeniu serca względem Boga. Ważne jest także, że obie części Dekalogu są integralnie połączone i nie można ich rozdzielać.

W praktyce bowiem nieustannie można spotkać ludzi, którzy uważają się za pobożnych choć ich życie rodzinne i relacje z innymi bliźnimi dalekie są od sprawiedliwości i miłości. Równie często, o ile nawet nie częściej, można spotkać ludzi żyjących w zgodzie z otoczeniem, więc uważających, że nie potrzebują nadwyrężać się zbytnią pobożnością. Tymczasem pobożność bez moralności jest fałszywa, a moralność bez pobożności ślepa.

Na czym polega stosowanie terapii opartej na dziesięciu przykazaniach? Czy wystarczy je znać na pamięć i wymienić w razie potrzeby jak magiczne zaklęcie? Niestety nie. Trzeba pamiętać, że nieczystość serca spowodowana grzechem przypomina wrodzoną, przewlekłą i zakaźna chorobę, która nie tak łatwo poddaje się wyleczeniu. Przeczytanie recepty nie zastąpi stosowania opisanego w niej leku, a jedna pigułka, choć może zmniejszyć objawy, to nie zwalcza przyczyn choroby.

Grzech, wywołujący w sercu chaos i niedowład, jest wrodzoną chorobą duszy. Rodzimy się w stanie grzechu pierworodnego, i choć chrzest uwalnia nas z tej choroby, to jednak nie likwiduje niebezpieczeństwa ponownego zachorowania. Zraniona ludzka natura podatna jest na wirusy, które rozsiewa szatan w swoich pokusach. Dekalog to jakby zalecenie Lekarza o higienie życia i koniecznej diecie, chroniącej serce przed ponownym atakiem choroby grzechu.

Grzech to choroba przewlekła. Nie ustępuje po jednorazowej kuracji i dość łatwo odnawia się przy chociażby minimalnej nieostrożności człowieka. Szatan tylko czeka na zachowania uzasadniane filozofią „pierwszego razu”, „wyjątkowej okazji”, „próbowaniem wszystkiego, co ludzkie”, zgodą na tolerowanie małych słabostek i modą na „luz”. Przewlekła choroba w każdej chwili może powrócić z całą mocą. Bezpieczeństwo daje tylko konsekwentne posłuszeństwo Dziesięciu Przykazaniom.

Grzech jest także chorobą zakaźną. Bardzo łatwo przenosi się z jednej osoby na całe środowisko. Stąd wiele osób ma nieustanne trudności z opanowaniem swoich słabości, ponieważ w środowisku w którym żyją, ciągle panuje przyzwolenie, akceptacja a nawet bezpośrednia zachęta do zła. W profilaktyce zabezpieczającej serce przed nieczystością bardzo ważnym jest unikanie okazji do grzechu. Brawura w tym względzie zawsze kończy się katastrofą ciężkiego zakażenia serca złem.

I jeszcze rzecz najważniejsza. W leczeniu duszy z choroby grzechu nikt sam dla siebie nie jest lekarzem. Przypomnijmy słowa Świętego Pawła z Listu do Galatów: … człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa (Ga 2,16). Oznacza to, że samo praktykowanie zachowywania Dziesięciu Przykazań powoduje tylko jakby stłumienie zewnętrznych objawów, lecz nie daje sercu uzdrowienia.

Właśnie z tego powodu tak trudno ludziom zachowywać Przykazania. Właśnie dlatego są one odbierane jako wrogie człowiekowi i postrzegane jako ograniczenie ludzkiej wolności. Nie wystarczy zatem na własną rękę stosować tę kurację zmuszając się do zachowywania Dekalogu. Ludzką siłą stosowaną nawet zgodnie ze świętymi zasadami nie można pokonać podstępnej przemocy szatana. Potrzebna jest interwencja samego Zbawiciela.

Dlatego właściwym miejscem oczyszczenia i uzdrowienia ludzkiego serca jest Kościół. W Nim Chrystus poprzez sakramenty skutecznie udziela wiernym swej łaski zbawienia oczyszczając i uzdrawiając ludzkie serca. Jedynie łaska uświęcająca, czyli życie Jezusa Chrystusa udzielone człowiekowi, jest siłą oczyszczającą i uzdalniająca do oglądania Boga. Tak zresztą mówi sam Jezus: Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić (Łk 10,22).

Ostatecznie więc oczyszczenie serca dokonuje się w spotkaniu z Chrystusem w sakramentach świętych oraz zgodnym z Nim współdziałaniu poprzez posłuszeństwo w wypełnianiu Dziesięciu Przykazań. Konsekwentne i systematyczne stosowanie takiej terapii uznane jest jako usilne dążenie do Pana Boga. Jej właściwe stosowanie upodabnia serce człowieka do serca Syna Bożego udzielając tej miłości, która pozawala zobaczyć Boga Ojca.

3. Oglądanie Boga.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Tak sformułowane Błogosławieństwo nie precyzuje okoliczności oglądania Pana Boga. Wydaje się oczywistym, że taką okolicznością będzie przebywanie w niebie. Potwierdza to Święty Paweł: Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany (1Kor 13,12). W życiu wiecznym w niebie będziemy oglądać Pana Boga.

Czy jednak jest to jedyna możliwa okoliczność? Czy dopiero wejście do królestwa życia wiecznego w niebie umożliwi nam oglądanie Pana Boga, a w doczesności jesteśmy zupełnie pozbawieni takiej możliwości? Pismo Święte i doświadczenie świętych w historii Kościoła pozwalają nam mieć nadzieję także na oglądanie Pana Boga w życiu doczesnym. Czy chodzi tu o doznania mistyczne? Tak, ale niekoniecznie polegające na uniesieniach aż do trzeciego nieba (por. 2 Kor 12,1-4).

Przeżycie mistyczne to stan uwrażliwienia serca darem łaski nadprzyrodzonej pozwalające na doświadczenie obecności Pana Boga w ludzkim życiu. Porównajmy zatem mistykę do wrażliwości muzycznej. Nie wszyscy muszą mieć słuch absolutny i wrażliwość pozwalającą na słyszenie w głowie gotowych symfonii jak Beethoven lub Mozart. Można zwyczajnie słyszeć grającą orkiestrę i cieszyć się jej brzmieniem, choć radość ta będzie uzależniona od stopnia wspomnianej wrażliwości muzycznej.

Każdy człowiek poprzez dar duszy nadprzyrodzonej przygotowany jest do przeżywania doświadczenia obecności Pana Boga, czyli do oglądania Go swoim sercem. Doświadczenie to uzależnione jest jednak od stopnia wrażliwości jaką posiada dusza. Podobnie jak w muzyce, tę wrażliwość można otrzymać jako wyjątkowy genialny talent lub też stopniowo rozwijać pod czujnym okiem nauczycieli. Mistyka, podobnie jak muzyka, dostępna jest dla wszystkich.

Podobnie jak oczyszczenie serca składa się z dwóch integralnie ze sobą połączonych sfer – miłości Boga i miłości bliźnich – tak tez i oglądanie sercem Pana Boga dotyczy tych dwóch dziedzin ludzkiego życia. Uwrażliwione oczyszczeniem serce dostrzega obecność Pana Boga w tym, co nazywamy kultem i świętą liturgią, a także widzi jego obecność w drugim człowieku, co z kolei skłania do podjęcia wobec bliźnich posługi przeżywanej również jako służba samemu Bogu.

Zatrzymajmy się przez chwilę przy przeżywaniu kultu i sprawowaniu świętej liturgii, na które składają się czas święty, miejsce święte oraz święte czynności – gesty i słowa. Niewrażliwość – nieczystość – serca powoduje, że we wszystkich tych sprawach nie dostrzega się nic wyjątkowego, żadnej tajemnicy, żadnej obecności Sacrum. Stąd dość powszechne w naszych czasach lekceważenie sfery życia odnoszącej się do spraw wiary.

Stępienie wrażliwości serca i jego oziębłość ujawniają się lekceważeniem i łatwym zwalnianiem się z zachowania czasów świętych. Zaliczamy do nich przede wszystkim niedziele, uroczystości i święta nakazane, ale także w jakiś sposób okres Adwentu, Wielkiego Postu i Wielkanocy, jak również czas osobistej modlitwy, postu i pokuty. Ludzie czystego serca widzący w tych okolicznościach obecność Boga nigdy sobie nie pozwolą na Jego zlekceważenie przez dopuszczenie zaniedbania.

Podobnie jest z zachowaniem czci i szacunku dla miejsc świętych. Po zachowaniu w świątyni od razu widać kto dostrzega obecnego w niej Boga, a kto nie. Pozostawanie poza świątynią w czasie liturgii, zatrzymywanie się w przedsionku kościoła, brak skupienia i prowadzone w świętych miejscach swobodne rozmowy z bliźnimi, bądź zajmowanie się rzeczami zupełnie nie związanymi z liturgią dobitnie świadczą o ślepocie i niewrażliwości serca.

Także sposób uczestniczenia w świętych czynnościach takich jak słuchanie słowa Bożego, wypowiadanie słów modlitwy, wspólne śpiewanie pieśni, a także wykonywanie gestów religijnych, na przykład znaku krzyża czy też uklęknięcia, świadczą o tym czy spełniający je oddaje przez nie cześć Bogu, którego dostrzega sercem, czy też zachowuje formalne pozory pobożności. Różnica jest widoczna gołym okiem. Nie okiem serca lecz ciała.

Człowiek widzący Boga w tym wszystkim, co bezpośrednio się do Niego odnosi, w czasie, przestrzeni i okolicznościach, zawsze zachowuje najwyższą cześć i szacunek przyjmując postawę pokornego sługi odczuwającego w najwyższym stopniu zaszczyt z możliwości spotkania z Panem Bogiem. Dlatego wyraża to swoim strojem, postawą i zaangażowaniem. Dal osób o tak wrażliwym sercu niemożliwością jest jakiekolwiek zachowanie uwłaczające świętości Boga.

Rzecz znamienna i sama w sobie oczywista, że takim osobom nie potrzeba tłumaczyć konieczności uczestniczenia w liturgii, uzasadniać obowiązku zachowania dni świętych, postu czy chociażby ubrania się w uroczysty odświętny strój na spotkanie z Panem Bogiem. Tłumaczenie tych spraw zaniedbującym je wydaje się równie zbędne, bo podlega przypadkowi „rozmowy ze ślepym o kolorach”. Dla ludzi nie widzących Boga takie zasady nie mają znaczenia i sensu.

Podobnie jest także w relacjach względem bliźnich. Oczyszczone serce zawsze dostrzeże niezwykłą godność drugiego człowieka, godność stworzenia i dziecka Bożego. O momentu Wcielenia, w którym Syn Boży stał się Bratem każdego człowieka, w każdej osobie należy doszukiwać się wizerunku oblicza samego Chrystusa. Według Ewangelii ci, którzy tego nie dostrzegają, powinni liczyć się groźbą potępienia. Nieczyste serca nie uprawniają ich do oglądania Boga w niebie.

Jak widzimy, formacja uczniów Chrystusa jest bardzo konsekwentna, a jej ostateczny rezultat, czyli zjednoczenie z Bogiem w niebie, wcale nie musi być nieprzenikniona tajemnicą. Już tu na ziemi z owoców nauki i formacji w Kościele można uzyskać pewną nadzieję zbawienia. Jak mówi Święty Paweł: W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? (Rz 8:24).

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni oglądają już swoje zbawienie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.