Ks. Robert Kwatek – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

1. Droga ucznia Chrystusa.

Błogosławieństwo, nad którym dzisiaj zatrzymamy się w naszych rozważaniach, umieszczone jest w samym centrum Ośmiu Błogosławieństw zapisanych w Ewangelii według Świętego Mateusza. Czy to ma znaczenie? Jeśli uważać kolejne Błogosławieństwa za wypowiedzi przypadkowe i niezwiązane ze sobą ich kolejność nie miałaby większego znaczenia. Jeśli jednak przyjąć, że słowa te są zarysem programu nauki i formacji dla słuchaczy, którzy chcieliby zostać uczniami Chrystusa, kolejność Błogosławieństw ma znaczenie istotne. Podobnie bowiem jak w każdej innej szkole, tak i w szkole Chrystusa sprawy najistotniejsze i najtrudniejsze poprzedzone są wprowadzeniem i przygotowaniem umożliwiającym ich zrozumienie i przyjęcie.

Rozważane przez nas wcześniej ubóstwo, ewangeliczny smutek i cichość, dążenie do sprawiedliwości, choć same w sobie są również istotnymi wartościami, jednak przede wszystkim przygotowują do osiągnięcia wartości najwyższych. Są drogą, która prowadzi do poznania Boga i upodobnienia się do Niego. Są elementami formacji kształtującej charakter i przemieniającej serca uczniów Chrystusowej szkoły. Wszystko to po to, aby w uczniach Chrystusa objawiła się chwała nowego życia, które przynosi ludziom Syn Boży. Zgodnie ze słowami Świętego Pawła w Nim mamy być Nowym Stworzeniem (por. 2 Kor 5,14nn).

Przypomnijmy także, że nauka w Szkole Chrystusa nie polega na pamięciowym opanowaniu materiału i zaliczeniu go podczas teoretycznego egzaminu. Metodą nauki w tej Szkole jest przede wszystkim doświadczenie życia w nowych warunkach, analiza reakcji swego serca na te warunki, jego oczyszczenie z ujawnionych w praktyce złych skłonności i nawyków oraz przyjęcie łaski uzdalniającej do nowego stylu życia. To bardzo konsekwentna w swych założeniach formacja prowadząca do gruntownej przemiany życia, jeśli tylko człowiek wyrazi na nią zgodę.

Tak, jak już wcześniej wskazywaliśmy, kolejne Błogosławieństwa oczyszczają duszę i coraz bardziej otwierają ją na obecność Pana Boga. Ubóstwo uwalnia od zbędnego ciężaru tego świata. Smutek uzdalnia do uzdrowienia serca poprzez żal i podjęcie pokuty za własne grzechy i błędy. Cichość wskazuje drogę przybliżenia się ku życiu zgodnemu z Bożym zamysłem. Łaknienie sprawiedliwości rozpala w sercu tęsknotę za podobieństwem do Boga. Wszystko wydaje się prowadzić do doskonałości. Czyż można wyobrazić sobie wznioślejszy cel rozwoju niż osiągnięcie doskonałości zbliżającej do Boga?

No właśnie, i dlatego w tak rozumianej drodze rozwoju kryłoby się ogromne niebezpieczeństwo dla uczniów Chrystusa. Niebezpieczeństwo, któremu wielu niestety ulega, gdyż jest bardzo podstępną i mocną pokusą. Jest to niebezpieczeństwo pychy, egoistycznego zapatrzenia w samego siebie, narcystycznego upodobania we własnej doskonałości i fałszywego wręcz zgubnego przekonania o osiągniętym już podobieństwie do Boga. Czy w tej propozycji szybkiej kariery w doskonałości nie pobrzmiewają gdzieś z cicha słowa szatana kuszącego Adama i Ewę: …będziecie jak Bóg…(por. Rdz 3,5)? Pycha jest falsyfikatem doskonałości. Jest doskonałością urojoną polegającą raczej na wytłumaczeniu sobie swoich wad niż na rzeczywistym usprawiedliwieniu i na pozornej – teoretycznej -przemianie życia niż na rzeczywistym nawróceniu i uświęceniu.

Dlatego postępującym drogą tej formacji uczniom, którym wydaje się, że osiągają już bliskość podobieństwa do Pana Boga, Jezus Chrystus ukazuje na czym rzeczywiście to podobieństwo polega. Pokazuje jak rzeczywiście wygląda życie Pana Boga. Jeśli słuchaczom wydawało się, że doskonałość polega na wzniosłym zachwycie i samouwielbieniu, to wpatrzeni w Boga na tym etapie odnajdują Kogoś, kto w swej nieskończonej wrażliwości boleje nad tragedią człowieka uwikłanego w zło grzechu i zagrożonego wyrokiem śmierci wiecznej.

Pan Jezus wygłaszając Błogosławieństwo miłosiernych ukazuje doskonałość swego Ojca jako stan najwyższej wrażliwości serca, które doznaje bolesnego wstrząsu wobec wszelkiego zła, cierpienia i nieszczęścia ludzi. Ta doskonałość tak porusza serce, że gotowe jest ono uczynić wszystko dla zbawienia ludzi, nawet poświęcić własnego Jedynego Syna. Doskonałość Boga nie jest zamknięta w Jego wewnętrznym stanie nienaruszalnego Absolutu. To doskonałość miłosierdzia dokonującego zbawienia tych, którzy z powodu swej niesprawiedliwości, zupełnie na nie nie zasługują.

Podobieństwo do Pana Boga polega zatem na nieustannym przeżywaniu dramatu świata, na boleści spowodowanej stanem ludzkich dusz zaślepionych grzechem, zapatrzonych w ułudę świata i zmierzających w takim stanie serca ku przepaści. Przeżywanie tego dramatu nie pozostawia człowieka w spoczynku łzawego sentymentalizmu, lecz zmusza do działania. Skłania do postawy miłosierdzia.

Taka postawa rzeczywiście charakteryzuje przyjaciół Pana Boga. Przypomnijmy sobie Abrahama uparcie targującego się z Panem Bogiem o miłosierdzie dla Sodomy i Gomory, jak wytrwale nalegał, aby chociaż dla dziesięciu sprawiedliwych ocalił On całe miasto (por. Rdz 18,16-33). Przypomnijmy sobie Mojżesza błagającego Pana Boga o miłosierdzie dla Izraelitów zbuntowanych tuż po zawarciu Przymierza na Synaju (por Wj 32, 9-14). Pamiętajmy też o prorokach, którzy widząc nieprawość Izraelitów oprócz głoszenia im potrzeby nawrócenia wznosili do Boga żarliwe modlitwy o miłosierdzie (por Lm 5, 1-22). Sam Jezus Chrystus przecież także zapłakał nad losem Jerozolimy, która nie rozpoznała czasu swego nawiedzenia (por. Łk 19,41-44), a także widząc tłumy ludzi litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza (Łk 9,36).

Również uczniowie Chrystusa charakteryzowali się wrażliwością miłosierdzia. Wystarczy wspomnieć poruszający list Świętego Jakuba w obronie znaczenia ubogich w Kościele, czy też przytoczyć słowa Świętego Pawła o jego poświęceniu dla Kościoła: Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze Bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez niebezpieczeństwa śmierci. (…) w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z zatroskania o wszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość bym i ja nie czuł się słaby? Któż doznaje zgorszenia bym i ja nie płonął (2 Kor11,23. 27-29)? Oto sługa Chrystusa doświadczający duchowego cierpienia, a także narażający się na cierpienia fizyczne i zewnętrzne niebezpieczeństwa, gdyż jego wrażliwość na los ludzi nie pozwala mu być bezczynnym. Na tym właśnie polega doskonałość podobieństwa do Boga w jego miłosierdziu.

2. Miłosierdzie wyróżnia bliskich Bogu.

Zastanówmy się teraz nad tym czym jest samo miłosierdzie i gdzie ma ono swe źródło. Jako ludzie zostaliśmy stworzeni na podobieństwo pana Boga. Jedną z istotnych cech tego podobieństwa jest zdolność do tworzenia wspólnoty z bliźnimi na zasadzie więzi miłości. Jednak miłość potrzebuje odwzajemnienia. Rozwija się, gdy relacja na niej oparta jest obustronna. Jeśli jedna ze stron nie odpowiada, nie okazuje wdzięczności i wzajemności, miłość słabnie i może zostać utracona. Jakże jest to charakterystyczne w relacjach międzyludzkich. Ileż związków doznaje rozpadu właśnie z powodu ustania wzajemności.

Miłosierdzie jest czymś większym od miłości. Istotną cechą miłosierdzia jest nieustanne ofiarowywanie dobra nawet komuś, kto nie chce, albo nie może go odwzajemnić. Miłosierdzie jest jakby traceniem siebie dla dobra drugiej osoby bez oczekiwania wdzięczności, bez zapłaty, bez liczenia na jakąkolwiek korzyść. Tak może kochać tylko Bóg, który jest nieskończonym i niewyczerpanym Dobrem. Tak mogą kochać również ci, którzy stali się do Boga podobni i z Niego czerpią siłę do nieustannego ofiarowywania siebie innym.

Jak ujawnia się miłosierdzie Boga? W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,25-37) Ojcowie Kościoła widzieli alegoryczny obraz Chrystusa Miłosiernego. Droga wiodąca z Jerozolimy do Jerycha jest obrazem dziejów świata. Człowiek, na pół martwy i złupiony leżący na drodze wyobraża ludzkość odartą z jej nadprzyrodzonego blasku i zranioną w swej naturze przez napaść szatana. Kapłan i lewita mijają poranionego, co oznacza, że religie i kultury świata same z siebie nie mogą ludzkości dać ratunku. Samarytaninem jest sam Chrystus. Bóg uznany przez ludzi za obcego i dalekiego – jak cudzoziemiec – w rzeczywistości w Chrystusie Jezusie wyrusza w drogę, aby zająć się swym zniszczonym stworzeniem. Bóg staje się bliskim człowiekowi w Jezusie Chrystusie. Leje oliwę i wino na rany, które dla Ojców Kościoła oznaczały działanie sakramentów świętych. Zabiera rannego do gospody, w której upatrywano obraz Kościoła, aby poraniony w niej powrócił do zdrowia. Tam pozostawia zadatek jako zapłatę za kurację (por. pp. Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, 172-173).

Wszyscy znamy także obraz miłosiernego ojca z przypowieści o synu marnotrawnym ( Łk 15, 11-32). Pamiętamy doskonale scenę powitania powracającego utracjusza. Ojciec wybiega mu naprzeciw, rzuca się synowi na szyję, każe ubrać go w szatę i sandały, dać mu rodowy pierścień na rękę, a na koniec wyprawia powracającemu wielką ucztę powitalną. Wszystko to dla tego, który wcześniej nie tylko opuścił dom ojca i roztrwonił jego majątek, ale żeby tego dokonać w swym sercu najpierw uznał swego ojca za zmarłego. Żądając części ojcowizny dla siebie za życia ojca musiał wpierw w sercu dopuścić się ojcobójstwa. Majątek bowiem rozdzielano pomiędzy spadkobierców dopiero po śmierci właściciela.

Ojciec przebaczający swemu zabójcy? Tak szaleńczo i bezwarunkowo nie mógł kochać żaden człowiek. To Bóg jest takim Ojcem. Taki model wizji Boga znajduje się u proroka Ozeasza, gdzie czytamy: Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu (…) Moje serce na to się wzdraga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty…(Oz 11,8n). Oto uzasadnienie, że miłosierdzie jest cechą właściwą Bogu, odróżniającą Go od ludzi, którzy skrzywdzeni łatwo wpadają w gniew i wcale tak łatwo nie wybaczają ani nie zapominają. Żeby być miłosiernym, trzeba najpierw zbliżyć się i upodobnić sercem do Pana Boga.

Gdzie ujawnia się miłość miłosierna? Aktem miłosierdzia jest przede wszystkim przebaczenie i usprawiedliwienie. Tym, który objawił je w pełni jest sam Jezus Chrystus ofiarowując swoje życie jako Odkupienie za grzeszników. Święty Paweł pisze: Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoja miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednanymi, dostąpimy zbawienia przez Jego życie (Rz 5,6-10).

Tekst ten doskonale ujawnia właściwość miłosierdzia Bożego i jego wyższość nad ludzką miłością. Chrystus umarł za bezsilnych grzeszników, czego nie dokonałby żaden człowiek. Jego miłość jest większa od wszelkiej ludzkiej miłości, bo daje życie tym, którzy są niegodni by żyć, gdyż zabili Syna Bożego. Co więcej, Jego życie usprawiedliwia, czyli nie tylko uwalnia od kary, ale także umożliwia zbawienie. Miłosierdzie potrafi przywrócić do pełni życia tych, którzy już to życie utracili i są praktycznie bez szans.

Aktem miłosierdzia jest oprócz przebaczenia i usprawiedliwienia także samo bezinteresowne dobro świadczone komuś tylko dlatego, że go potrzebuje. Miłosierdziem jest działanie wynikające z wewnętrznego przymusu, który można scharakteryzować jako uczucie, że „tak trzeba postąpić”, a nie że takie postępowanie się „opłaca”.

Jest wiele tekstów w Piśmie Świętym, które wzywają uczniów do naśladowania Boga w Jego miłosierdziu. Przypomnieliśmy już przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, którą kończą słowa Pana Jezusa: Idź i ty czyń podobnie!(Łk 10,37b). Słowa te są zachętą, do przyjęcia szlachetnej postawy dobroci względem wszystkich potrzebujących. Do bezinteresownej pomocy tym ,którzy z racji swej sytuacji życiowej – zawinionej lub niezawinionej – takiej pomocy potrzebują. Różna może być forma pomocy zależnie od winy poszkodowanych, jednak autentyczne miłosierdzie nie może pozostawić kogoś w zastanym uprzednio stanie.

Wzorem takiej postawy jest świadectwo Świętej Siostry Faustyny Kowalskiej, która prosiła Pana Jezusa, aby mogła ćwiczyć się w trzech stopniach dzieł miłosierdzia względem bliźnich: pierwszy, to uczynek, jakiegokolwiek rodzaju; drugi – jeśli nie jest możliwy czyn miłosierdzia to pomoc poprzez krzepiące słowo, trzeci – jeśli niemożliwe są czyny i słowa to zawsze pozostaje modlitwa, z której już żadne okoliczności nigdy nie zwalniają.

Przypomnijmy także scenę rozmowy Pana Jezusa z Piotrem: Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: « Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy» (Mt 18,21n) Znaczenie tego tekstu jest jasne. Jeśli siedmiokrotne przebaczenie miałoby być miarą doskonałości u ludzi, to Pan Jezus wzywa swych uczniów, by byli doskonali w przebaczaniu siedemdziesięciosiedmiokrotnie, czyli według doskonałości Boga. Tak mogą postępować tylko ci, którzy są blisko Niego. Ci, którzy się do Niego upodobnili.

Wszystkie te przykłady zamykają się w prostym wezwaniu jakie Pan Jezus skierował do swoich uczniów: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,36). To najwyższe i ostateczne uzasadnienie skutkuje jednak tylko wtedy, gdy czyny wypływają z autentycznej wiary, z uprzedniego przyjęcia pierwszych czterech Błogosławieństw.

3. Miłosierni dostąpią miłosierdzia.

Każde Błogosławieństwo zawiera pewną obietnicę, zapowiedź dobra, które przynosi szczęście. Ubodzy będą dziedzicami królestwa niebieskiego, smutni będą pocieszeni, cisi posiądą ziemię, a łaknący sprawiedliwości będą nasyceni. Podobnie jest i w przypadku Błogosławieństwa miłosiernych. Oni, według obietnicy, mają dostąpić miłosierdzia. Warto jednak zastanowić się na jakiej zasadzie – Dlaczego? – ma spełnić się ta obietnica.

Jest to sprawa o tyle ważna, że od niej zależy motyw podejmowania dzieł miłosierdzia. Z różnych powodów można przecież zdobywać się na akt przebaczenia i podejmować posługę wobec ubogich i cierpiących. Nie przeczy to faktowi, że przebaczenie i czyn miłosierny sam w sobie ma wartość, zwłaszcza dla tych, wobec których został on spełniony. Jednak motyw miłosierdzia ujawnia rzeczywisty stan ducha i decyduje o wartości czynu wobec Pana Boga.

Wskazówką powinny nam tu być słowa Św. Pawła ze znanego wszystkim „Hymnu o miłości”: I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże (1Kor 13,3). Apostoł sugeruje sytuację, w której możliwe są nawet niezwykłe dokonania, zewnętrznie uznawane za ogromne akty miłosierdzia, które jednak pozbawione autentycznej miłości wydają się bezwartościowe.

Można bowiem potraktować gesty miłosierdzia, jako swego rodzaju transakcję, handel wymienny prowadzony z Panem Bogiem. Okazujemy komuś życzliwość i nawet wyrzekamy się jego wdzięczności, aby pochwaliwszy się tym czynem przed Panem Bogiem oczekiwać rekompensaty z Jego strony – teraz albo w wieczności. Jest to mimo wszystko czyn dobry, wynikający z wiary i mający na względzie życie wieczne. W czym wobec tego problem?

W zakamuflowanym egoizmie. Motywem takich działań w rzeczywistości nie jest troska o poszkodowanych, skrzywdzonych, biednych i nieszczęśliwych, tylko o swoją uprzywilejowaną sytuację wobec Pana Boga w ostatecznym rozliczeniu. Postępujący tak wychodzą jakby z założenia, że opłaca się teraz być miłosiernym, gdyż kiedyś otrzymają za to nagrodę. Jest to swego rodzaju „zbieranie punktów” u Pana Boga, za które można otrzymać jakiś „bonus”, czyli nagrodę.

Otwarcie trzeba przyznać, że taki motyw nie jest z gruntu zły. Na pewno jednak nie jest doskonały. Jest dobry na początku drogi ucznia. Nie powinien jednak stanowic zwieńczenia jego duchowego rozwoju. Tak, jak zaznaczyliśmy wcześniej, ma on znaczenie dla potrzebujących pomocy, wynika on z wiary, jest wyrazem posłuszeństwa wobec woli Bożej i świadectwem nadziei na życie wieczne. Czy rzeczywiście jednak otwiera serce na miłosierdzie Boga? Czy nie jest raczej budowaniem swego dobrego samopoczucia z tytułu pełnionych dzieł, do których inni nie są zdolni?

Może to być przejaw jednej z najniebezpieczniejszych chorób duszy jaką jest obłuda samousprawiedliwienia. W przypowieści Pana Jezusa, faryzeusz dumny ze spełnionego dobra modlił się: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam (Łk 18,11n). Faryzeusz sam się usprawiedliwił przed Bogiem. Niczego nie potrzebował poza pochwałą i nagrodą.

Samousprawiedliwienie jest w rzeczywistości tylko subiektywnym wytłumaczeniem samego siebie przed swoim sumieniem. Jest stwierdzeniem w rodzaju: „No przecież nie jestem taki najgorszy. Żyję przyzwoicie, nawet spełniam dobre uczynki, pomagam innym”. Człowiek tak „wytłumaczony” zagłusza swoje sumienie i popada w znieczulicę duchową i moralną. Nie widzi swoich słabości, a zatem wydaje mu się , że nie potrzebuje uzdrowienia.

Innym przejawem samousprawiedliwienia jest usilna chęć „zapracowania” na miłosierdzie. Jest to przejaw swego rodzaju dumy, która nie znosi litowania się nad stanem swej duszy. Niektórzy są po prostu zbyt dumni, aby przyznać się do swoich błędów, wad i swojej bezradności. Nawet na miłosierdzie chcą zapracować, gdyż wydaje im się niegodnym przyjęcie czegokolwiek za darmo – jakby z litości – nawet, gdyby miał to być dar od samego Pana Boga.

Ostatecznie, niektórzy pełniący dzieła miłosierdzia mogą uważać, że miłosierdzie nie jest im potrzebne, a gdyby jednak okazało się potrzebne, to przecież na nie zapracowali, a więc na nie zasługują. Tymczasem stanem zasługującym na miłosierdzie nie jest samousprawiedliwienie się przed sobą i Panem Bogiem, lecz całkowita bezradność i bezbronność. Godnym miłosierdzia jest ten, kto czuje, że tak naprawdę niczego już nie jest godzien.

We wspomnianej powyżej przypowieści o faryzeuszu i celniku, modlitwie dumnego faryzeusza przeciwstawiona jest postawa celnika: A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi mówiąc: „Boże miej litość dla mnie grzesznika!” Przypowieść kończą słowa Nauczyciela: Powiadam wam, ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten (Łk 18,13n). Na miłosierdzie zasługuje więc ten, kto widzi swoją nędzę i uznaje swoja bezradność.

W jaki więc sposób spełnia się obietnica zawarta w Błogosławieństwie miłosiernych? Wydaje się, że otrzymają oni tę łaskę nie dlatego, że na nią zapracowali, lecz raczej dlatego, że żyjąc prawdziwie w bliskości Boga mają tak wielką wrażliwość sumienia, iż dostrzegają swoją słabość i niegodność. Postawa pokory wobec samych siebie i Boga czyni ich godnymi miłosierdzia. Świadomi swej bezradności gotowi są przyjąć pomoc od Boga.

To, co w zewnętrznym przejawie wygląda jak czyn miłosierdzia, może okazać się w rzeczywistości wyrafinowaną przebiegłą strategią pychy albo szlachetną postawą wynikającą z wiary i życia w jedności z Bogiem. Bóg patrzy jednak w głębię ludzkich serc i widzi ukrytą prawdę. Na Jego Błogosławieństwo i spełnienie związanej z nim obietnicy na pewno zasłużą ci, którzy w szlachetnej i bezinteresownej miłości miłosierniej staną się do Niego podobni.

Możliwość komentowania jest wyłączona.