Ks. Robert Kwatek – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

1. Tożsamość ucznia.

W naszych rozważaniach nieustannie powinniśmy pamiętać o celu, do którego dążymy, o zadaniu, które chcemy zrealizować. W przeciwnym wypadku możemy stać się podobni do ludzi, którzy wyruszywszy na wspinaczkę, aby zdobyć szczyt góry, po drodze tak zachwycili się kolejnymi widokami, że zapomnieli, po co wyszli i w rezultacie nie osiągnęli zamierzonego celu.

Każde z Błogosławieństw samo w sobie jest niezwykle bogatym w treść przesłaniem. Każde z nich jest przepięknym opisem człowieka żyjącego według zamysłu i woli Pana Boga. Każde z osobna godne jest rozważenia i poznania zawartej w nim mądrości. Jednak dopiero po poznaniu okoliczności w jakich zostały wypowiedziane i celu, dla którego zostały sformułowane, a także przyczyny dla której dzisiaj je przywołujemy, poznamy ich właściwe znaczenie i moc oddziaływania.

Przypomnijmy zatem, że według Ewangelii Św. Mateusza, Pan Jezus tuż po swoim chrzcie w Jordanie udał się na pustynię, gdzie stoczył duchową walkę z szatanem. Pokonawszy go zaczął nauczać, głosząc ludziom potrzebę nawrócenia wobec zbliżającego się królestwa Bożego. Wtedy też powołał swoich pierwszych uczniów, a wobec gromadzącego się wokół Niego tłumu słuchaczy objawił swoją nadprzyrodzoną moc dokonując licznych uzdrowień (por Mt 3-4).

Te pierwsze wydarzenia z Jego działalności uzmysłowiły wszystkim, że Jezus ma niezwykły autorytet, na mocy którego ogłasza nadejście nowego królestwa przygotowując swoich słuchaczy do jego przyjęcia, a raczej do zdolności życia według jego wymogów. Dlatego właśnie, na podobieństwo Mojżesza, który jako pierwszy ukonstytuował Izrael w Lud Boży nadając mu na górze Synaj prawo Dekalogu, Pan Jezus wyszedł na górę i zasiadając, tak jak to czynili Prawodawcy, wygłosił osiem Błogosławieństw, będących swego rodzaju konstytucją nowego Ludu Bożego.

Istotną cechą Błogosławieństw jest nie tyle opis samego królestwa, lecz raczej istotnych cech tożsamości tych, którzy będą mogli do niego należeć. Błogosławieństwa mówią, jakich ludzi chce mieć w swoim królestwie Bóg. Jakimi cechami powinni się charakteryzować. Według jakich zasad powinni żyć i postępować. Jaką powinni mieć hierarchię wartości kształtującą ich tożsamość. To, że wybranych towarzyszy Jezus nazwał uczniami, oznacza, że oprócz ogłoszenia tych nowych wymagań chce On w sposób praktyczny nauczyć słuchaczy tego wszystkiego co zapowiada jako obowiązujące w królestwie normy życia. Kościół, wspólnota, którą Jezus założył, jest właśnie taką szkołą kształtującą obywateli królestwa Bożego.

W swoim sposobie działania Jezus nie ogranicza się do samych słów. Raczej najpierw wprowadza swoich słuchaczy w pewne doświadczenia, które niejako zmuszają ich do przewartościowania dotychczasowych zasad postępowania. W ten sposób – przez doświadczenie życia – Nauczyciel uczy idących za Nim, co tak na prawdę jest istotnie ważne i bezwzględnie konieczne. Jest to swego rodzaju „szkoła przetrwania”, w której nie tyle chodzi o siłę i sprawność fizyczną, co o hart ducha oraz wolę poznania Boga i przyjęcia Jego miłości.

Właśnie na tej zasadzie trwającym przy Nim słuchaczom, którzy opuścili swoje domy i w tej nowej sytuacji już zapewne doświadczali niedostatku materialnego, Pan Jezus głosił Błogosławieństwo ubogich, pokazując, że wyrzekając się świata wraz z jego zaborczą i natarczywą tendencją do zaspokajania ludzkich potrzeb, stają się czyści, wolni i otwarci na skarby królestwa Bożego.

Podobnie też, pozbawionym wygód, przyjemności oraz innych światowych uciech – i zapewne smutnym z tego powodu – pielgrzymom idącym za Nim Nauczyciel głosi Błogosławieństwo smutnych wskazując, że radość świata jest tak na prawdę chorobą duszy. Chorobą, w której skuteczną kuracją jest smutek prowadzący do nawrócenia dzięki nadziei pokładanej w łasce Bożej. Smutek, który jest także znakiem przyjaźni z samym Chrystusem cierpiącym na Krzyżu za grzechy świata.

Zwróćmy jeszcze raz uwagę na tę metodę nauczania wprowadzoną przez samego Jezusa w założonej przez Niego Szkole. Obowiązuje ona do dziś w Kościele, który, jak już powiedzieliśmy, jest właśnie działającą na całym świecie Szkołą Chrystusa. Metoda ta, to nauka przez doświadczenie i następnie jego uzasadnienie lub wyjaśnienie. Jezus nie prowadzi kursów zaocznych ani też eksternistycznych czy korespondencyjnych. Nauka w Jego Szkole nie polega na wysłuchaniu akademickiego wykładu i zrobieniu notatek, a następnie zaliczeniu egzaminu z wykutych na pamięć wiadomości. Ta nauka to nieustanne praktyczne ćwiczenia, to nieustanne nabywanie sprawności w przyswajaniu sobie nowych umiejętności życia.

Zauważenie tej metody jest bardzo ważne ponieważ dzisiejsi chrześcijanie często popełniają ten błąd teoretycznego poznawania zasad wiary. Na przykład, tylko „przychodzą do kościoła” jak na wykład czy pogadankę, po czym powracają do poprzednich warunków życia nic w nim praktycznie nie zmieniając. Otóż Msza święta jest przede wszystkim doświadczeniem Ofiary i Uczty. Ofiary, którą trzeba samemu praktycznie i realnie złożyć i Uczty w której trzeba osobiście praktycznie i realnie uczestniczyć spożywając Ciało i Krew Chrystusa. Takie doświadczenie zmienia i kształtuje człowieka. Postawa biernego widza niczego tu nie wnosi.

Obok Błogosławieństwa ubogich i smutnych Pan Jezus jako trzecie wygłosił Błogosławieństwo cichych. Pamiętajmy, że są to słowa konstytuujące tożsamość obywateli Królestwa Bożego i że każde z kolejnych Błogosławieństw stanowi integralną całość z pozostałymi. Oznacza to, że nie można oddzielić owej „cichości” od ogłoszonego wcześniej ubóstwa i smutku. Oznacza to także, że droga do zrozumienia i przyjęcia tej trzeciej zasady życia wiedzie przez przyjęcie dwóch wygłoszonych wcześniej.

2. Błogosławieni cisi.

Ścisły i konieczny związek pomiędzy Błogosławieństwem cichych, a wcześniejszym Błogosławieństwem ubogich zrozumiemy wtedy, gdy analizując różne sytuacje życia przypomnimy sobie, że nie zawsze człowiek biedny, ubogi materialnie charakteryzuje się sprawiedliwym sposobem postępowania i życiem w bliskości Pana Boga. Zdarza się, i to nawet dość często, że bieda przywodzi ludzi do gniewu, do agresji, że jest przeżywana w złości i wręcz w klątwie rzucanej na świat na ludzi i nawet na Pana Boga.

Znane nam z historii rewolucje społeczne we Francji, a potem w Rosji, wynikały właśnie z biedy i niesprawiedliwości. Dążenia prostego ludu były w swej istocie słuszne, jednak poprzez manipulowaną odgórnie agresję posuniętą do nienawiści wobec ludzi i wobec Boga stały się przyczyną powstania bezbożnych ideologii i praktycznego ateizmu. W rezultacie ogromne masy biednych pozostały nadal w biedzie, ale całe pokolenia obu narodów (i nie tylko tych narodów) zostały oderwane od Wiary.

Z natury leniwy ludzki umysł nie lubi zastanawiać się i zgłębiać tajemnic. Woli uproszczenia, które zaczynają funkcjonować jako stereotypy myślenia i działania. Tak właśnie jest z powszechnym podejściem do ubóstwa pobłogosławionego przecież przez samego Syna Bożego. W potocznym, bardzo uproszczonym rozumieniu, samo ubóstwo już kwalifikuje ludzi do uprzywilejowanej pozycji wobec Pana Boga. Czy jednak sama bieda automatycznie nobilituje i uświęca człowieka, czy też raczej sposób w jaki jest przyjmowana i przeżywana? Pan Jezus nie pobłogosławił nędzy, lecz zdolność do opanowania żądzy posiadania będącej dla wielu podstawowym motywem życia i wszelkiego działania.

Gdybyśmy pozostali przy uproszczonym i stereotypowym rozumieniu sytuacji ubóstwa łatwo można by usprawiedliwić sytuację zawinionej biedy powstałej chociażby z lenistwa lub uzależnienia chociażby od narkotyków, alkoholu czy hazardu. Iluż to jest ludzi, którym – jak to samo o sobie mówią – „nie opłaca się uczyć i pracować”, bo wolą wyciągnąć rękę po wyłudzone na zasadzie litości pieniądze. Pasożytnictwo nie może być pobłogosławionym sposobem życia. Ono nie prowadzi do królestwa Bożego.

Innym stereotypem i uproszczeniem jest potulne i bierne akceptowanie biedy w postawie bezradności usprawiedliwionej stwierdzeniem „widocznie Bóg tak chciał”. Wielu ludzi odwraca się od Kościoła myśląc, że wiara doprowadzi ich do nieszczęścia i do ruiny materialnej. Wielu krytykuje Kościół za rzekome uprawomocnienie biedy, jako zasady życia. Jeśli jeszcze doda się do tego właśnie Błogosławieństwo cichych, możemy łatwo wykreować pogląd, że Kościół nakazuje biednym żyć w biedzie i ponadto jeszcze nie narzekać, lecz potulnie zgadać się z losem, bo przecież widocznie taka jest „wola Boża”. Możemy tylko współczuć tym, którzy tak myślą i poradzić aby nie ulegali stereotypom oraz fałszywym pogłoskom, lecz uważnie przeczytali Błogosławieństwa i starali się je naprawdę zrozumieć.

Przede wszystkim ubogim obiecane jest przecież królestwo Boże. No tak, ale po pierwsze – nadejdzie ono w swej pełni po końcu świata, a po drugie – polega ono bardziej na bogactwie ducha niż na dobrobycie materialnym. Co prawda stawanie się człowiekiem szlachetnym i świętym jest wartością samą w sobie niezaprzeczalną, lecz przecież niewystarczającą do przetrwania na ziemi bez materialnych środków do życia. Można by przecież złośliwie zauważyć, ze wielu ludzi zmarłoby wcześniej z głodu zanim osiągnęliby oczekiwaną szlachetność i świętość.

Dlatego też tak ważne jest rozpatrywanie błogosławieństw we wzajemnym kontekście. Oto bowiem rozważane dziś przez nas Błogosławieństwo cichych daje obietnicę nie tyle królestwa Bożego dopiero w życiu przyszłym, co objęcia w posiadanie ziemi już w życiu doczesnym. Jest więc to obietnica także pewnego minimalnego chociażby, ale wymiernego dobra materialnego w obecnym czasie i stanie życia. Pan Jezus nie usprawiedliwia, ani tym bardziej nie uprawomocnia biedy, nie błogosławi lenistwa ani pasożytnictwa czy biernej bezradności. Wprost przeciwnie wskazuje słuchaczom postawę pokornej, rzetelnej i konsekwentnej pracy jako sposobu przejęcia ziemi na własność.

Słuszność tej zasady potwierdzają fakty historyczne. Żadnemu najeźdźcy i żadnemu rewolucjoniście w historii nie udało się tak na prawdę utrzymać zagarniętej gwałtem i przemocą ziemi. Powstałe w wyniku wojen i przewrotów mocarstwa i wielkie fortuny prędzej czy później upadają i tracą swe zdobycze. Tak naprawdę nieustannymi i praktycznie niezmiennymi posiadaczami ziemi są prości ludzie, którzy na niej nieustannie pracują i dzięki niej żyją.

Wystarczy przypomnieć sobie, że zrodzona z II Wojny Światowej -tysiącletnia w zamiarach Hitlera – III Rzesza przetrwała zaledwie niecałe sześć lat. Wystarczy uświadomić sobie, że zagarnięte przez Imperium Sowieckie narody dziś – po zaledwie kilkudziesięciu latach odbudowują swoją niepodległość, a deportowana przed laty w obce strony ludność pragnie powrócić na ojczyste ziemie. Oto właśnie tacy ludzie rzeczywiście posiadają ziemię. Posiadają ją przez swoje życie z nią związane i nieustanną trwającą od pokoleń pracę. Jakim jednak trzeba być człowiekiem, aby spełniło się to Błogosławieństwo? Na czym polega owa „cichość”, o którą chodzi Panu Jezusowi?

Użyte w wypowiedzi Pana Jezusa słowo „cisi” ma w Piśmie Świętym wiele synonimów i słów bliskoznacznych. Jednym z nich jest skromność. Biblijnym przykładem takiej postawy może być Mojżesz, o którym księga Liczb mówi: Mojżesz zaś był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi na ziemi (Lb 12,3). W jaki więc sposób ten skromny i cichy człowiek stał się wielkim przywódcą Izraela i pokonał potęgę faraona? Możemy tu odkryć najgłębszą i najistotniejszą cechę biblijnej „cichości” jaką jest cisza wewnętrzna, w której słychać głos samego Boga. Mojżesz miał w swej duszy przestrzeń ciszy, w której wyraźnie słyszał mówiącego do niego Pana Boga. Zauważmy jak blisko jest stan takiej wewnętrznej ciszy wobec omawianego wcześniej duchowego ubóstwa, rozumianego jako oczyszczenie i przygotowanie miejsca w sercu dla Pana Boga.

Być cichym to wcale nie znaczy być człowiekiem małomównym, ani tym bardziej być gburowatym milczkiem. Człowiek cichy to osoba skromna, pokorna, a zatem ustępująca miejsca innym, w tym przede wszystkim Panu Bogu. Właściwie człowiek cichy pozwala samemu Bogu mówić i działać przez siebie. Kiedy odczytujemy historię Mojżesza, zauważamy, że każdy jego krok i każdy czyn poprzedzone były modlitwą, czyli rozmową z Bogiem. W ten sposób Mojżesz zawsze czynił to, co Bóg już wypowiedział, a skoro Bóg coś powiedział, tak się też działo, bo Jego słowo ma moc stwarzania rzeczywistości.

Okazuje się zatem, że biblijna cichość jest właściwością prawdziwych słuchaczy Słowa Bożego, tych którzy słuchają i zachowują je w swoim sercu (por Łk 11,28). Ten wniosek przywodzi nam na myśl postać Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Jego cichość została jakby celowo podkreślona w Piśmie Świętym tym, że nie odnotowano w nim ani jednego jego słowa. Zwraca uwagę natomiast jego pokora i posłuszeństwo, gdyż za każdym razem, gdy zostaje mu obwieszczona wola Boża, wypełnia ją natychmiast i bez żadnych zastrzeżeń. Dodatkową, jakże subtelną wskazówką na temat pełnej pokoju ciszy wypełniającej serce Świętego Józefa jest fakt, że Bóg przemawiał do Niego w czasie snu. Jak bardzo pełnym Boga trzeba być człowiekiem, żeby nawet stan, w którym nie panuje się nad własnymi myślami i przeżyciami otwierał dusze na Jego obecność i słowa.

Oczywiste jest też, że przypomina się nam również osoba Maryi, która podczas swojej zwykłej codziennej modlitwy usłyszała głos Archanioła Gabriela. Nasza modlitwa jest zazwyczaj naszym mówieniem do Pana Boga. Prawdę mówiąc jest Jego „zagadywaniem” i zagłuszaniem. Dlatego z takiej modlitwy wychodzimy nie doznając żadnego pouczenia, żadnego osobistego „zwiastowania” Bożej woli. Wewnętrzna cisza Maryi pozwoliła jej usłyszeć w sercu Jego głos. Cichość Maryi to także unikanie zbytniej gadatliwości w udzielaniu odpowiedzi na Jego propozycję. Najistotniejsza w historii świata deklaracja została wypowiedziana przez Maryje zaledwie w kilku skromnych i prostych słowach

Atmosferą cichości przeniknięty był również cały dom Świętej Rodziny w Nazarecie. Dom tak zwykły, z tak zwyczajnie i cicho – w biblijnym rozumieniu tego słowa – żyjącą w nim Świętą Rodziną, że z całej jego historii również nie zapisano żadnego osobnego świadectwa. Ciche i pokorne życie w Nazarecie nie było jednak jałową pustką, lecz raczej gotowością do współdziałania z Bogiem w zwykłych codziennych sprawach i sytuacjach.

Właśnie w takich warunkach i przy takich osobach wzrastał i kształtował swoje człowieczeństwo najdoskonalszy wzór cichości i pokory – Jezus Chrystus Syn Boży. Ten, który narodził się, aby być Królem, uczył się tego królowania pokornie pracując w warsztacie swego Opiekuna i posłusznie wypełniając wszystkie zalecenia i przepisy Prawa na równi z innymi izraelitami. On, który powiedział: Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca (Mt 11,29) udowodnił później swoją cichość i pokorę wjeżdżając jako Król na oślęciu – wierzchowcu ubogich – do Jerozolimy i bez słowa buntu przyjmując cały niesprawiedliwy proces, mękę i śmierć na Krzyżu. Czy w ten sposób posiadł ziemię? Jeśli jest dziś obecny w każdej świątyni i w każdym domu na świecie, gdzie gromadzą się i żyją Jego wyznawcy, nie można mieć co do tego żadnych wątpliwości.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że jest to posiadanie tylko umowne – jakby symboliczne – bo przecież nie jest ono potwierdzone zapisem notarialnym, ani też prawem do wykorzystania ziemi w sensie gospodarczym. Czy jednak rzeczywiście przede wszystkim chodzi o takie notarialne posiadanie ziemi? O własność w rozumieniu tego świata? Ziemia powinna żyjącym na niej dawać utrzymanie. Można z niej pozyskiwać środki do życia. Jednak w istocie powinna ona należeć do Pana Boga jako Stwórcy.

Dochodzimy tu do najistotniejszego znaczenia i przesłania Błogosławieństwa cichych. Cisi, którzy posiądą ziemię, są tak na prawdę prawdziwym ludem Bożym, który zasiedlając ziemię i zgodnie z wolą Bożą czyniąc ją sobie poddaną, uświęca ją swoim życiem i swoją pracą przywracając ja tym samym we władanie Boga. Ziemia wydarta Stwórcy u początku ludzkości z powodu grzechu Adama i Ewy i przez ten grzech poddana we władanie szatana, przez pokorną chichą posługę pracy i modlitwy dzieci Bożych zostaje przywrócona Bogu jako prawowitemu Właścicielowi. Tak właśnie poprzez cichość i pokorę serc Bogu oddanych wypełniają się słowa modlitwy Ojcze nasz, którą codziennie powtarzamy „Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”.

3. Cisi władcy świata.

Każdy człowiek – każdy z nas – potrzebuje dla siebie „miejsca na ziemi”. Może nawet nie w sensie materialnym, jako pewnego obszaru gruntu, ale na pewno jako duchowej przestrzeni do życia. Potrzebujemy takiego miejsca w rodzinie, w swoim środowisku – wśród przyjaciół, kolegów i znajomych – we wspólnocie Kościoła, Narodu czy też nawet Europy. Dla zaspokojenia tej potrzeby świat proponuje dziś przyjęcie postawy bojownika i zwycięzcy, który z tupetem, w hałaśliwy i przebojowy sposób „podbija” dla siebie kolejne przestrzenie życia. Modne są dziś głośne i kolorowe reklamy, krzykliwe i butne hasła, bezpardonowy i nonszalancki względem innych sposób bycia. Wydawać by się mogło, że do takich „przebojowych ludzi” należy świat. Czy, aby na pewno?

Zauważmy, że w rzeczywistości tacy ludzie budzą pewne obawy, a nawet lęk. Może potrafią sobie innych podporządkować, ale wszyscy oddychają z ulgą, gdy pełni tupetu krzykacze „schodzą ze sceny”. Zawładnięcie przestrzeni życia na zasadzie gwałtu i agresji – nawet ubranej w bardzo eleganckie słowa i kurtuazyjne pełne zewnętrznej grzeczności zachowanie – jest tylko pozornym przejęciem jej w posiadanie. Ludzie ulegający takiej władzy i takiemu panowaniu chętnie zrzucą z siebie to jarzmo przy pierwszej nadarzającej się okazji. Z drugiej strony tacy zdobywcy chyba intuicyjnie wyczuwają niestosowność swego postępowania i dlatego nieustannie żyją w lęku, że ktoś ich pozbawi zdobytego w ten sposób panowania.

Jednym i drugim Pan Jezus proponuje „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie,… (Mt 11, 29). Rzecz dziwna. Jarzmo to przecież rodzaj uprzęży, którą nakładano wołom, aby idąc krok za krokiem ciągnęły pług i wytrwałą orką zdobywały ziemię na uprawę dla gospodarza. Jarzmo to symbol wytrwałej ofiarnej pracy służebnej dla osiągnięcia oczekiwanego plonu.

Jarzmo Chrystusa to cierpliwe wyczekiwanie na człowieka i łagodne otwieranie jego serca słowem miłości. To postawa ojca wychodzącego codziennie na drogę i wyglądającego powrotu marnotrawnego syna (por Łk 15 11-32). To wyczekiwanie przy studni Jakubowej w skwarze południa, aż przyjdzie poraniona grzechami kobieta, aby dać jej nadzieję nowego życia (por. J 4,5-25). To pozostawienie dziewięćdziesięciu dziewięciu owiec na pustyni i wytrwałe poszukiwanie tej jednej, zabłąkanej, aby wziąć ją na ramiona i przynieść z powrotem do domu (por. Łk 15,4). Niewątpliwie takie akty miłosierdzia „przejmują w posiadanie” ludzkie serca i łagodnością zdobywają w nich już na zawsze dla siebie przestrzeń życia.

Radą dla wszystkich wyobcowanych ze swoich rodzin, środowisk szkolnych i towarzyskich, którzy chcą mieć swoje miejsce i przestrzeń do życia w tych kręgach nie jest przebojowe „szpanowanie” swoimi wdziękami, lecz podjęcie wobec bliźnich jakiejkolwiek służby. Tak właśnie zdobywa się swoje miejsce w sercach bliźnich. Służba wobec bliźnich czyni człowieka ważnym i potrzebnym. Taki człowiek na pewno znajdzie swoje stałe miejsce we wspólnocie. Odnajdzie przestrzeń życia.

Jest jednak pewien zasadniczy warunek, o którym bezwzględnie trzeba pamiętać. W ten sposób można zdobywać ziemię i ludzkie serca nie dla zaspokojenia swojego egoizmu, lecz dla Pana Boga. Celem miłości Chrystusowej jest uświęcenie tych, którym jest ona ofiarowana.

Po prostu – trzeba być najpierw owym „Bożym człowiekiem” – ubogim i jakby smutnym, wewnętrznie wyciszonym, słyszącym w sumieniu głos Pana Boga i nieustannie podążającym za Jego głosem. Tacy właśnie „Boży ludzie” tworzą prawdziwy Kościół – wspólnotę ludzi, którzy w pokorze i cichości swej codziennej służby zdobywają ziemię w Boże posiadanie, aby stawała się doczesnym zalążkiem wiecznego królestwa Bożego. Tacy są prawdziwi uczniowie Chrystusa.

Możliwość komentowania jest wyłączona.