Ks. Robert Kwatek – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

1. Smutek, czyli ból duszy.

Rozpoczęliśmy wędrówkę za Nauczycielem z Nazaretu – Jezusem Chrystusem, który wskazuje nam drogę do Królestwa Bożego. Postępujemy za Nim, gdyż chcemy osiągnąć życie wieczne. Odnieść sukces nie na lat kilka na ziemi lecz na zawsze – na wieczność, na nieskończoność życia w niebie.

Pierwszym etapem tej wędrówki było zrozumienie i przyjęcie Jego wezwania do ubóstwa. Zasada jest prosta: im bardziej serce umysł i dusza są wolne od uprzedzeń, własnych kalkulacji i fałszywych pochodzących ze świata założeń odnośnie Pana Boga oraz Jego Ekonomii Zbawienia, tym łatwiej człowiekowi przyjąć prawdę głoszoną przez Chrystusa i stać się Jego uczniem. Błogosławieni ubodzy w duchu, są oni bowiem jak oczyszczone naczynie, które można napełnić mądrością, są jak wyplewiona z chwastów ziemia, na której można zasiać ziarno Królestwa Bożego oczekując obfitych plonów świętości.

Czyż jednak puste naczynie nie wygląda smutno i czyż nie jest samo w sobie jakby trochę bez sensu? Istotą naczynia jest przecież zbieranie i gromadzenie czegokolwiek, co może się w nim pomieścić. Ze swej istoty naczynie nie znosi pustki. Potrzebuje wypełnienia. Pustka jest smutkiem, poczuciem bezsensu, niespełnienia a nawet odrzucenia. Naczynie puste, to znaczy niepotrzebne, istniejące jakby wbrew sobie, wbrew swemu powołaniu.

Podobnie jest z ziemią. Jej zasadniczym powołaniem jest dawanie życia roślinom. Ziemia bez zieleni roślin jest martwą pustką. Czyż zżęte, ogołocone pola nie napawają smutkiem zapowiadając jesień i zimę? Czyż wyplewiona z chwastów ziemia, zanim wyrosną na niej zasiane uprawy, nie wydaje się mniej obfitująca w życie niż dzikie zielone łąki mieniące się kwitnącymi kaczeńcami, makami i niezapominajkami?

Podobnie jest z człowiekiem. Nasze serca, umysły i dusze od dzieciństwa zapełniane są niezliczonymi wrażeniami. Wnętrze człowieka jest jak naczynie, które nie znosi pustki i gotowe jest dać się zapełnić czymkolwiek, byleby tylko uniknąć smutku opuszczenia. Przypomnijmy sobie scenę, w której Pan Jezus wypowiedział Błogosławieństwa. Patrzył wtedy na grono swoich uczniów i na tłum ludzi, którzy wędrowali za Nim. Widział ich ubóstwo, ich zmęczenie i wyobcowanie ze środowisk, które dla Niego opuścili. Ci wszyscy ludzie trwali przy Nim siłą nadziei, którą rozpalały Jego słowa i cuda, które czynił. Jednak po ludzku doświadczali także smutku z powodu materialnego niedostatku, odejścia od rodzinnych domów, braku dotychczasowych warunków życia, utraty szans na satysfakcję, którą do tej pory zapewniał im ich świat.

Pan Jezus zauważa ten smutek i wcale go nie lekceważy. Nie próbuje pocieszać swoich słuchaczy tanim chwytem retorycznym w rodzaju: „nie martwcie się, jutro będzie lepiej”. Nie rozwesela ich sztucznymi podnietami, ani tym bardziej nie szykuje dla nich cudownych niespodzianek chociaż jako Syn Boży miałby praktycznie taką możliwość. Pan Jezus dostrzega smutek i każe swym słuchaczom zatrzymać się nad nim, rozważyć Jego znaczenie i określić jego wartość. To wszystko zawiera się w krótkim zwrocie: Błogosławieni, którzy się smucą…

Zatrzymajmy się także i my nad tym doświadczeniem, które dotyka ludzkie serca, ale potrafi także nimi zawładnąć doprowadzając ludzi nawet do depresji i rozpaczy. Smutek to ból duszy doznającej opuszczenia. Ból z powodu braku jakiegoś elementu naszego świata, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Tym elementem może być osoba lub rzecz, ktoś lub coś, co zajmowało miejsce w naszym sercu budząc pozytywne uczucia. Utrata przyczyny tych uczuć powoduje ich brak, ponieważ ludzkie serce nie znosi pustki reaguje bólem odczuwanym przez nas właśnie jako smutek.

Ludzka dusza chce być nasycona. Jest jak naczynie potrzebujące wypełnienia. Co jednak powinno ją wypełniać? Dla kogo powinno być przygotowane miejsce w duszy? Wobec jakiej pełni powinny rodzić się w niej pozytywne uczucia? Dla ludzi wierzących odpowiedzi na te pytania nie powinny być kłopotliwe. Dusza ludzka przeznaczona jest dla Boga i Jego miłości. Zostaliśmy stworzeni, aby istnieć w jedności z Bogiem. Utrata Jego obecności z powodu grzechu pierworodnego wprowadziła ludzką duszę w permanentne poczucie głodu, a w jego rezultacie permanentnie przeżywany smutek. Człowiek nie znosi smutku, dlatego zapełnił swoją duszę wrażeniami z tego świata. Odegrał tutaj swoją rolę także szatan, który próbuje utrzymać ludzką duszę w nieustannym podnieceniu wszelkimi możliwymi wrażeniami, byleby tylko nie poczuła smutku z powodu tęsknoty za Bogiem.

Błogosławieni, którzy się smucą – te słowa stają się jasne jeśli zrozumiemy, że smutek, o którym mówi Pan Jezus jest znakiem powrotu do duchowego zdrowia. Ubóstwo oczyszcza ludzką duszę z niewłaściwych przywiązań do grzechu i spraw tego świata. Po takim oczyszczeniu wcale nie od razu przychodzi radość. Najpierw naturalną rzeczą jest swego rodzaju szok i smutek opuszczenia. Nie można go lekceważyć, ale też nie można za wszelką cenę starać się go zaspokoić różnego rodzaju łatwymi pociechami. To jest jak proces odtruwania organizmu ze szkodliwych uzależnień. W terapii osób uzależnionych od alkoholu, nikotyny, narkotyków, ale także i od Internetu, telewizji hazardu znane jest zjawisko głodu powstającego po odrzuceniu używek. Czasami jest on odczuwany nawet jako ból fizyczny. Ten etap trzeba przejść nie zastępując jednej używki inną, nie szukając łatwego pocieszenia. To konieczny, choć bolesny etap powrotu do zdrowia. Tak samo jest z ludzka duszą. Dopóki karmiona jest podnietami grzechu i tego świata jest zadowolona choć w istocie nieszczęśliwa z powodu utajonej tęsknoty za Bogiem. Odrzucenie fałszywej radości budzi smutek, jednak jak już wiemy jest to smutek błogosławiony bo zwiastujący możliwość powrotu do jedności z Bogiem.

2. Smutna radość tego świata i radosny smutek nawrócenia.

Od czasu kiedy Pan Jezus przemawiał na Górze Błogosławieństw do tłumu słuchaczy minęło blisko dwa tysiące lat. Od tamtego wydarzenia świat bardzo się zmienił, ale właściwie tylko w jednym kierunku. Rozwój cywilizacji, postęp technologiczny i przemiany społeczne przyniosły ludziom pewien komfort życia ale wraz z nim niestety po wielokroć zwiększyły zagrożenia dla ludzkiej duszy. Nie chodzi tutaj o inny rodzaj zaspokojenia jakiego domaga się człowiek lecz o łatwość dostępu do jego źródeł. Świat wyspecjalizował się w rozszyfrowywaniu ludzkich potrzeb i w ich przemyślnym zaspokajaniu dostarczając niezliczoną ilość wszelkich możliwych wrażeń. Jego oferta jest właściwie nieograniczona, ale spróbujmy wyliczyć choćby główne kategorie propozycji.

Najpierw setki kanałów telewizyjnych a w nich wszystko to, co istnieje w realnym świecie i o wiele więcej ze świata fantazji. Nieobliczalna zupełnie sieć Internetu ze wszystkim, czego nawet nie można sobie wyobrazić. Tysiące stacji radiowych z muzyką i programami wszelkiego rodzaju przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Stosy kolorowych czasopism, z których każde zachęca, zaprasza, podnieca, kreuje modę, styl życia, określa konsumpcyjną tożsamość odbiorcy. Sklepy wypełnione wszelkiego rodzaju towarami począwszy od żywności, którą doprawdy trudno już nazwać niezbędnym do życia „chlebem powszednim” poprzez fantazyjne ubrania, które potrafią sprawić, że każdy chłopiec może poczuć się mistrzem sportu lub super bohaterem kryminalnej przygody, a każda dziewczyna nieustanne ponętną panną „zawsze na wydaniu”, lub gwiazdą sceny czy filmu. Sklepy z zabawkami dla małych i dużych dzieci od pluszowych misiów poprzez telefony komórkowe aż po skutery, samochody , jachty i samoloty. To wszystko nieustannie czyha uzbrojone w uwodzące barwy, dźwięki, kształty, smaki i zapachy, a napotkawszy jakąkolwiek szczelinę w drzwiach ludzkiego serca wdziera się niepohamowaną lawiną szybko zaspokajając zmysły, zajmując umysł i otępiając duszę. Wszystko to ma przynosić człowiekowi nieustanne zadowolenie, nieustanną wesołość, niewyczerpaną satysfakcję i zapomnienie o Bogu..

Przyznajmy, że jesteśmy uzależnieni od tego świata. A przez świat jesteśmy zmuszani do przeżywania nieustannego zadowolenia, do nieustającej satysfakcji, do permanentnego stanu wesołości. Po prostu musi być fajnie. W zasadzie staje się już obojętne, co przeżywamy i czego doświadczamy, byle wrażenie było satysfakcjonujące. Po prostu fajne. Zdaje się, że kryterium „fajności” stało się podstawową miarą ludzkiego zaangażowania. Nikt już nie pyta, czy to w czym uczestniczymy, lub mamy zamiar uczestniczyć, jest słuszne, sprawiedliwe, dobre, czy jest prawdą i rzeczywistym pięknem. Jeśli jakoś jest „fajne”, a choć przez chwilę zaspokaja głód wrażeń i odsuwa widmo smutku, to wyrażamy na to zgodę. Niestety, na tej zasadzie współczesna kultura stała się głównie rozrywką, a człowiek tylko jej biernym i bezmyślnym konsumentem. I dlatego cała ta współczesna sztucznie produkowana wesołość tak naprawdę jest smutna. Smutna, ponieważ tak na prawdę jest nieludzka. Nie na miarę powołania człowieka i jego nadprzyrodzonej godności. Czyż człowiek został stworzony by być swego rodzaju „tucznym zwierzęciem”?

Spróbujmy sobie przez chwilę wyobrazić nasze życie, gdyby tak naprawdę na dłuższy czas zabrakło elektryczności. Wyłączone telewizory, komputery, radia. Nieczynne kina, dyskoteki, nocne kluby. Opustoszałyby centra handlowe i wszelkiego rodzaju wesołe miasteczka. Powiedziano by wtedy, że na świecie zamarło życie. Czy naprawdę? Na pewno zamarłaby różnego rodzaju łatwo dostępna rozrywka. Zapewne zapanowałby smutek i dla wielu byłby on nie do zniesienia. Z powodu braku sztucznej stymulacji wesołości zapewne wiele osób przezywałoby załamania, depresje, a może nawet stany rozpaczy. Ale może jednak w tym całym bólu pojawiłoby się pytanie: Po co tak naprawdę żyjemy? I jaki sens tak naprawdę ma ludzkie życie.

Póki co nie musimy jednak obawiać się kataklizmu powszechnego braku elektryczności. Nic zatem z zewnątrz tak drastycznie i totalnie nie wymusi na nas refleksji nad ludzkim życiem i jego sensem. Jak na razie tylko my sami możemy podjąć to ryzyko wejścia w smutek, który jest błogosławieństwem odrodzenia ludzkiej duszy.

Wraz z postępowaniem procesu oczyszczenia i odrodzenia duszy przeżywany smutek będzie się jednak zmieniał. Na początku jest on spowodowany utratą dotychczasowych satysfakcji. To zwyczajny głód wcześniej przeżywanych rozlicznych wrażeń. Jednak wraz z postępem procesu uzdrowienia dusza może i na pewno powinna poczuć smutek z zupełnie innego powodu. Powracająca świadomość właściwej człowiekowi godności powoduje powstanie pytania: Jak to było możliwe, że byłem w takim stanie? Jak mogłem cieszyć się, uczestnicząc w tym całym bałaganie? Jest to smutek, o którym pisał w swoim liście do Koryntian Św. Paweł: A chociaż może i zasmuciłem was moim listem, to nie żałuję tego; nawet zresztą gdybym i żałował, widząc, że list ów napełnił was na pewien czas smutkiem, to teraz raduję się – nie dlatego, żeście się zasmucili, ale że się zasmuciliście ku nawróceniu. Zasmuciliście się bowiem po Bożemu, tak iż nie ponieśliście przez nas żadnej szkody. Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje zbawiennego nawrócenia, i tego się nie żałuje, smutek zaś tego świata powoduje śmierć. To bowiem, ze zasmuciliście się po Bożemu – jakąż wzbudziło w was gorliwość, obronę, oburzenie, bojaźń, tęsknotę, zapał i potrzebę wymierzenia kary. We wszystkim okazaliście się bez zarzutu 2Kor7,8-11.

Jest zatem smutek Boży, który prowadzi do nawrócenia – ku prawdziwej radości człowieka wolnego – i jest smutek tego świata, który prowadzi do śmierci. To smutek ludzi, którzy utracili nadzieję na nawrócenie. „Smutek tego świata” jak go nazywa Święty Paweł ponieważ dotyka on ludzi, dla których nic poza tym światem i jego przepychem nie istnieje. Po utracie satysfakcji jaką czerpali ze świata nie znajdują nadziei na dalsze życie.

Każda strata i każdy wywołany nią smutek, przeżywany w spotkaniu z Panem Bogiem jest do przejścia i ostatecznie przynosi radość. Jest więc błogosławiony. Przyjąć to błogosławieństwo to znaczy uwierzyć Bogu, że dla Niego i Jego obecności w duszy, warto stracić wszelką pociechę tego świata. Do takiego kroku potrzebna jest ludzka odwaga, ale przede wszystkim potrzebna jest łaska. Warto o nią prosić w modlitwie bo bez niej można wpaść w smutek prowadzący do śmierci.

3. Smutek przyjaźni z Chrystusem

W Piśmie świętym znajdujemy bardzo wymowne przykłady obydwu wspomnianych rodzajów smutku. Smutek wiodący do śmierci to smutek Judasza, który utracił nadzieję jaką pokładał w sobie i w tym świecie a nie odnalazł życiodajnej nadziei w Panu Bogu. To go poprowadziło do rozpaczy i ostatecznie do samobójstwa. Smutek nawrócenia, to smutek Piotra, który – gdy Pan Jezus na niego spojrzał – zapłakał i oczekiwał uzdrowienia swej duszy. Jego smutek okazał się błogosławionym, bo poprowadził go do radości przebaczenia i pojednania w spotkaniu z Chrystusem Zmartwychwstałym

Czy po nawróceniu i uzdrowieniu duszy powinniśmy przeżywać już tylko nieustanną radość? Czy życie chrześcijanina rzeczywiście wolne jest od wszelkiego smutku? Tak by się mogło wydawać i niektórzy próbują w ten sposób kreować postawę chrześcijańskiego życia. Czy jednak możliwe jest, aby dusza człowieka była permanentnie radosna?

Zauważmy, że smutek, o którym do tej pory mówiliśmy był skoncentrowany na człowieku, powstawał z jego powodu i dotyczył jego wcześniejszej a także dalszej historii życia. Nawet ów smutek błogosławiony, prowadzący ku szczęśliwemu nawróceniu i wolności życia był w ten sposób smutkiem trochę jakby wynikającym z zapatrzenia w siebie. Nic dziwnego, gdyż chodziło w nim o ratowanie własnego życia. Gdyby człowiek pozostał w takim zapatrzeniu w siebie i w trosce tylko o swoje szczęście, mógłby w pewnym stopniu uwolnić się od widma smutku w dalszym życiu. Jednak wraz z uzdrowieniem duszy powinien następować proces rozwoju przyjaźni z Jezusem Chrystusem, która uwalnia od zapatrzenia w siebie.

Prawdziwa – głęboka – przyjaźń z Chrystusem objawia się w duszy człowieka jako współodczuwanie z Nim tego wszystkiego, co jest Jego radością ale także i smutkiem. Człowiek, który po nawróceniu staje się uczniem Chrystusa wchodzi w świat Jego wartości i według nich zaczyna odbierać otaczające go sytuacje, wydarzenia i zachowania ludzi. Raduje się radością Jezusa i smuci się Jego smutkiem.

Na pierwszym miejscu w hierarchii wartości Jezusa jest Jego miłość do Boga Ojca. Wszystko więc, co służy tej miłości, jest radością Jezusa. Wszystko, co tę miłość umniejsza, poniża czy obraża, jest powodem smutku. Podobnie jest z drugą najważniejszą wartością Jezusowego serca – z miłością do ludzi. Wszystko, co służy ich prawdziwemu dobru ich zbawieniu i życiu wiecznemu w niebie jest dla Jezusa przyczyną radości, każdy zaś grzech i każde zło, które zagraża człowiekowi, a zwłaszcza jego zbawieniu przyczynia się do Jego smutku. Uczeń Chrystusa nie może być obojętny na to czego doświadcza jego Mistrz. Nie może być zapatrzony w siebie i wiecznie zadowolony ze swoich postępów na drodze zbawienia, jeśli Jego Nauczyciel cierpi z powodu ludzkich grzechów.

Po tym właśnie można poznać prawdziwych uczniów Chrystusa. Potrafią cieszyć się wszystkim, co przynosi chwałę Bogu i pomaga ludziom w zbawieniu. Nie potrafią także powstrzymać się od smutku, gdy Bóg jest obrażany i gdy ludzie doświadczają cierpienia z powodu zła.

Czy potrafimy tak reagować? Czy w naszych duszach rodzi się radość, gdy widzimy ludzkie dobro, miłość i szlachetność? Czy potrafimy cieszyć się z każdego przejawu czci wobec Pana Boga i miłości wobec Jezusa? Czy kult oddawany Panu Bogu w naszych świątyniach jest nasza radością? Czy chętnie bierzemy w nim udział i przyczyniamy się naszym zaangażowaniem do jego rozwoju? Czy radujemy się z każdej inicjatywy Kościoła służącej rozwojowi wiary i chwały Bożej? Czy jest w nas radość z powodu nawracających się grzeszników? Takich pytań możemy zadać bardzo wiele, bo wiele jest w codziennych sytuacjach naszego życia okazji do wyrażenia miłości względem Pana Boga i jego Syna Jezusa Chrystusa.

Druga seria pytań – dotycząca smutku – też nie powinna przysporzyć nam większych problemów z odpowiedziami. Jaka jest nasza reakcja wobec zła, a szczególnie wobec obrazy Pana Boga, Jezusa Chrystusa i Kościoła? Jak reagujemy na wszelkiego rodzaju nieprawości i obrzydliwości grzechu, jakie są dokonywane na świecie? Czy potrafimy zasmucić się gorszącym filmem, wulgarnym programem telewizyjnym, szerzącym zło czasopismem? Czy odczuwamy smutek, żal i ból duszy, że całe to zło dzieje się wobec Pana Boga i wobec Jego ukrzyżowanego za zbawienie świata Syna.

Pod krzyżem Jezusa na Golgocie stała Jego matka i Jego umiłowany uczeń. Oboje nic nie mogli uczynić dla uratowania Jezusa od męki i śmierci. Jednak ich ból i rozdzierający dusze smutek z powodu tego wszystkiego, co się stało z ludźmi, że musiało dojść do ukrzyżowania Syna Bożego, ten ból duszy, miał wartość współodkupienia. I właśnie do takiego smutku w jakiś sposób są zaproszeni uczniowie Chrystusa. Do smutku żalu i współcierpienia z Chrystusem z powodu grzechów własnych i innych ludzi. Błogosławieni, których przyjaźń z Chrystusem doprowadziła pod Jego krzyż i zanurzyła w smutku Jego konania. Dla nich zagwarantowana jest prawdziwa pociecha płynąca z faktu Zmartwychwstania.

Nie dajmy sobie wmówić, że można żyć bez smutku. Nieustanny trans coraz głupszej i coraz bardziej pustej rozrywki w jakim próbuje egzystować świat tak naprawdę jest krzykiem ogarniającej go rozpaczy z powodu braku nadziei. Zadowolenie z grzechu jest szaleństwem igrania ze śmiercią i wiecznym potępieniem. Gdyby świat pozwolił sobie na pokutę, na smutek, zamiast trwać w fałszywej wesołości doznałby uzdrowienia. Błogosławieni, którzy się smucą… ku nawróceniu i wraz z Chrystusem, albowiem oni będą pocieszeni… miłością Boga, która uzdrawia serca i daje nadzieję na prawdziwą radość w niebie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.